Ciąża

Czego uczy nas nawrócenie świętego Pawła?
Ciocia Renata Mam 47 lat. Jestem zwyczajną kobietą — można powiedzieć, szarą myszką. Nie wyróżniam się urodą, nie mam zgrabnej figury. Samotna. Nigdy nie byłam mężatką i nie chcę, bo uważam, iż wszyscy mężczyźni są tacy sami — liczy się dla nich tylko pełny brzuch i kanapa. Zresztą nigdy nikt mi się nie oświadczył, choćby nie chciał się spotykać. Moi rodzice są już w podeszłym wieku i mieszkają w Olsztynie. Jestem jedynaczką — bez rodzeństwa, a z kuzynostwem nie mam kontaktu i nie zamierzam go nawiązywać. Od 15 lat mieszkam i pracuję w Warszawie. Pracuję w biurze, każdy dzień wygląda tak samo: praca-dom. Mieszkam w zwykłym bloku na typowym osiedlu. Jestem zgryźliwa, cyniczna, nie lubię ludzi. Zwłaszcza dzieci. Na Święta Bożego Narodzenia pojechałam do Olsztyna odwiedzić rodziców — jeden raz do roku wracam do domu. Tak też zrobiłam w tym roku. Gdy wróciłam, postanowiłam umyć lodówkę i wyrzucić stare mrożonki — pierogi, kotlety, kupowałam, ale nie smakowały mi, więc leżały. Zgarnęłam wszystko do pudełka i poszłam wyrzucić. W windzie był chłopiec, na oko siedem lat — kilka razy widziałam go z mamą i malutkim dzieckiem. Pomyślałam: „No tak, kolejna młoda matka”. Patrzył na moje pudełko. Wysiedliśmy, szłam do śmietnika, a on za mną. Cichutko zapytał: „Czy mogę wziąć?” Powiedziałam, iż to stare. Ale w końcu wzruszyłam ramionami: skoro chce, niech bierze, przecież nie jest zepsute. Odchodziłam od śmietnika, kiedy spojrzałam za siebie. On delikatnie układał woreczki i tulił je do siebie. Zapytalam, gdzie jest jego mama – powiedzial, iż jest chora, siostrzyczka też. „Mama nie może wstać” — dodał. Weszłam z powrotem do mieszkania, wstawiłam obiad. Siedziałam, myśląc tylko o nim. Coś mnie poruszyło — nie byłam nigdy wrażliwa, nie miałam potrzeby pomagać. Ale zebrałam, co miałam w domu — kiełbasę, ser, mleko, ciastka, ziemniaki, cebulę, a choćby kawałek mięsa z zamrażarki. Wyszłam, ale zorientowałam się, iż nie wiem, gdzie mieszkają. Tylko iż wyżej niż ja. Zaczęłam chodzić po piętrach — po dwóch otworzył mi ten chłopiec. Z początku nie rozumiał, potem cicho cofnął się, przepuszczając mnie do środka. W mieszkaniu było bardzo skromnie, ale czyściutko. Ona leżała z podkurczonymi nogami przy dziecku. Na stole misa wody i szmatki — zbijanie gorączki. Dziewczynka spała, oddychała ciężko. „Macie jakieś leki?” — zapytałam chłopca. Pokazał stare, przeterminowane tabletki, które już dawno powinny być wyrzucone. Podeszłam do dziewczyny i dotknęłam czoła — gorące. Otworzyła oczy, spojrzała nieprzytomnie. „Gdzie jest Antek?” Wyjaśniłam, iż jestem sąsiadką. Zapytałam o objawy ich choroby, zadzwoniłam po karetkę. Zanim przyjechali lekarze, napoiłam ją herbatą z kiełbasą. Jadła łapczywie, musiała być głodna. A jeszcze karmiła piersią! Lekarze zapisali masę leków dla małej, choćby zastrzyki. Kupiłam wszystko w aptece, a w sklepie mleko, dania dla dzieci, a choćby maskotkę — jakąś absurdalną, cytrynową małpę. Nigdy nie kupowałam prezentów dla dzieci. Ma na imię Ania, ma 26 lat. Pochodzi spod Olsztyna, z jakiejś wsi. Matka i babcia były warszawiankami, ale mama wyjechała za mąż pod Olsztyn. Gdy Ania się urodziła, ojciec zginął porażony prądem. Matka została sama, gwałtownie się stoczyła. Sąsiedzi znaleźli babcię w Warszawie, ta zabrała dziewczynkę. Babcia była surowa, skąpa, dużo paliła. W wieku 16 lat Ania poszła do sklepu do pracy, najpierw jako pomoc, potem kasjerka. Rok później babcia umarła, Ania została sama. W wieku 18 lat poznała chłopaka, obiecał ślub, ale gdy zaszła w ciążę — znikł. Pracowała do końca ciąży, po porodzie zostawiała dziecko samo i sprzątała klatki schodowe. Dziewczynkę miała w tragicznych okolicznościach: właściciel sklepu zgwałcił ją, potem zrobił to jeszcze kilka razy, grożąc wyrzuceniem z pracy. Gdy dowiedział się, iż jest w ciąży, rzucił jej 1000 zł i kazał zniknąć. Tę historię usłyszałam tamtego wieczora. Dziękowała za wszystko, powiedziała, iż się odwdzięczy sprzątaniem, gotowaniem. Przerwałam jej i wyszłam. Nie spałam całą noc, myśląc po raz pierwszy, po co żyję i jaka jestem. Dlaczego nie dbam o rodziców, nie dzwonię, nie kocham, nie żałuję. Oszczędzam pieniądze, które leżą – dla kogo? A ktoś inny nie ma na chleb, nie ma za co się leczyć. Rano Antek przyniósł mi talerz z placuszkami — i uciekł. Stałam z tym talerzem w rękach, a ciepło puszystych placków jakby mnie ożywiało. Chciałam płakać, śmiać się i jeść jednocześnie… Niedaleko bloku jest małe centrum handlowe. W sklepie dziecięcym właścicielka, nie wiedząc, jakie rozmiary kupić, zgodziła się pójść ze mną — może liczyła na większy zarobek, może przejęła się moją historią? Po godzinie cztery wielkie torby z ubrankami stały u nich, kupiłam też kołdry, poduszki, pościel. choćby witaminy. Chciałam kupić wszystko. Poczułam, iż jestem komuś potrzebna. Minęło już 10 dni. Dzieciaki wołają na mnie ciocia Renata. Ania jest niesamowitą złotą rączką, a moje mieszkanie stało się przytulne. Dzwonię do rodziców, wysyłam SMS-y o treści „POMAGAM” dla chorych dzieci. Nie rozumiem, jak mogłam wcześniej tak żyć. Teraz po pracy biegnę do domu, bo wiem, iż ktoś na mnie czeka. I jeszcze jedno — wiosną jedziemy razem do Olsztyna. Bilety na pociąg już kupione.
Leno, zastanów się sto razy, zanim napiszesz odmowę dotycząca dziecka! Później może być za późno.
Syn odmówił ślubu z ciężarną dziewczyną. Matka go wsparła, ale ojciec stanął w obronie nienarodzonego dziecka.
Z życia wzięte. "Przez 10 lat teściowa oskarżała mnie, iż nie daję jej wnuków": Gdy w końcu urodziłam dziecko, stwierdziła, iż nie jest ono syna
Syn odmówił ślubu z ciężarną dziewczyną. Matka go wsparła, ale ojciec stanął w obronie przyszłego dziecka.
Wbrew woli żony zaprosił matkę do domu, aby zobaczyła swoją nowonarodzoną wnuczkę.
Przez cały rok wspierać dzieci finansowo, aby spłacić kredyt! Nie dam już ani grosza!
Moja matka zmusiła mnie do porzucenia dziecka, a teraz wiem, iż już nigdy nie zostanę matką
Spędziłem dwa lata za granicą, a po powrocie odkryłem, iż mój syn przeżył niezwykłą “niespodziankę”.
Netflix prezentuje kulisy 3. sezonu 1670!
Australia nie pomoże choremu w chorobie, ale chętnie przyjmie zgłoszenie na eutanazję
„Małżonek pierwszy i małżonek drugi” – Konstytucja idzie w odstawkę
Moja synowa była oburzona, gdy powiedziałem jej, iż w naszej rodzinie tradycją jest nazywanie dziecka imieniem dziadka.
Dziecko dla przyjaciółki Kiedy Lila przechodziła ostatnie miesiące ciąży, jej młodszy brat wyjechał z domu, a ojciec zaczął pić i od tej pory życie Lili zamieniło się w koszmar. Każdy dzień zaczynała od wietrzenia mieszkania, wynoszenia pustych butelek spod stołu i czekania, aż wstanie ojciec. — Tato, przecież lekarz zabronił ci pić. Przeżyłeś już wylew. — Chcę i piję. Kto mi zabroni? Tak łatwiej znieść ten ból. — Jaki ból? — Ból świadomości, iż nikomu nie jestem potrzebny. choćby tobie. Jestem dla ciebie ciężarem, Lila. Jestem przegranym człowiekiem. Niepotrzebnie się urodziłem, niepotrzebnie się ożeniłem i doczekałem dzieci, które po mnie odziedziczyły tylko słabość charakteru i biedę. Wszystko na marne, córko. Lepiej pić. Lila, chociaż i tak była w złym humorze, denerwowała się. — Nic nie jest na marne, tato. Inni mają w życiu gorzej. — Gorzej, jak? Ty dorastałaś bez matki. I chcesz urodzić dziecko bez ojca, które dalej będzie żyło w biedzie. — Nie wszystko jest aż tak czarne, tato. Nic nie trwa wiecznie, wszystko może się zmienić w jednej chwili. Lila ze smutkiem wspomniała, jak do niedawna była szczęśliwa, szykując się do ślubu z Ikiem. Tak, świat runął, ale trzeba żyć dalej. W tamten dzień ojciec znów się upił. Lila wybuchnęła: — Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?! — Wszystko w tym domu jest moje — oznajmił ojciec — włącznie z emeryturą, którą przede mną chowasz! Moją emeryturą. — I wszystko przepiłeś? Ani chwili nie pomyślałeś, z czego będziemy żyć? — A czemu ja mam myśleć? Jestem chory. Ty już dorosłaś, teraz ty się mną zajmuj! Lila przeszukała wszystkie szafki. — Przecież pamiętam, iż były dwie paczki makaronu i olej. Teraz nic nie ma! Co zrobimy na kolację?.. Była tym zdruzgotana. Usiadła na krześle, zasłaniając twarz dłońmi. Skąd mogła wiedzieć, iż ciotka Natalia pod jej nieobecność wpuszcza ojca w alkoholowy ciąg i okrada dom? Cicho, jak żmija, Natalia wślizgnęła się do ich mieszkania i robiła wszystko, by rozbić rodzinę. Tamtej nocy Lila płakała, leżąc w łóżku – wyczerpana, załamana i głodna. Nad ranem rozległo się pukanie. Weszła Natalia Antonina. W modnym płaszczu, na szpilkach, nie zdejmując butów przeszła do kuchni. — Cześć. Moja znajoma z administracji powiedziała mi, iż macie długi i zaraz odetną wam prąd. Co się u was dzieje, Lila? Zaparzysz herbaty? Nie czekając na zgodę, zaczęła grzebać w szafkach i lodówce. — Sama zrobię herbatę, jesteś w ciąży jak moja córka, Swietka… Ale widzę, nie macie ani cukru, ani herbaty. W zasadzie nie macie nic. Chodź, pójdziemy do sklepu. Lila unikała wzroku gościa. — Ciociu Natalio, herbaty nie będzie. Lepiej już wyjdźcie. Natalia nie zamierzała odejść. — Masz kłopoty? Widzę, iż tak. Pamiętasz, jak oferowałam ci, żebyś zamieszkała u mnie? Teraz już nie pytam, ja nalegam — przeprowadzaj się do mnie. Tutaj nie ma warunków dla dziecka, ojciec pije, nie masz choćby co jeść, nie mówiąc o owocach, witaminach… Pakuj się i jedź ze mną. Lila usiadła, zakręciło się jej w głowie. Zaczęła płakać, Natalia ją przytuliła: — Dziewczyno, wiem jak się do mnie odnosisz. Nie ma dla mnie przebaczenia, bo to moja córka odbiła ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem i nie mogę patrzeć jak cierpisz. Chcesz czy nie, zaopiekuję się tobą. Potem wszystko działo się jak we śnie: Natalia pomogła jej się spakować i wezwała taksówkę. *** Kiedy zaczęły się skurcze, Natalia Antonina nie odstępowała Lili na krok. — Słuchaj mnie, Lila. Uprzedziłam personel, iż chcesz oddać dziecko. Więc jak urodzisz, nie bierz jej na ręce, nie przystawiaj do piersi. Po prostu nie patrz. Lila zwijała się z bólu: — Och, ciociu Natalio, wszystko mi jedno. By tylko urodzić… — Pamiętaj, co ci mówiłam — sama tego dziecka nie wychowasz. Już znalazłam porządną rodzinę, która może natychmiast je adoptować. Parę godzin później na świat przyszła dziewczynka. — Waży trzy trzysta, zdrowa, wszystko w porządku. Pielęgniarka zawinęła dziecko w kocyk i wyniosła, choćby nie pokazując Lili. Jednak lekarka surowo powiedziała: — Co tu się dzieje? Urodziła pani zdrową dziewczynkę, a choćby nie chce na nią spojrzeć? Pani Eleno, proszę przynieść dziecko i przystawić do mamy. Lila odwróciła głowę: — Nie chcę. Nie mam za co żyć, nie chciałam rodzić… Są ludzie, którym ta dziewczynka jest bardziej potrzebna, napiszę zrzeczenie, ją adoptują… — Proszę się nie wygłupiać, chociaż popatrzcie na maleńką. Lila zamknęła oczy, ale poczuła delikatny dotyk maleńkiej rączki. Pielęgniarka położyła córeczkę obok, a ta pojękiwała, szukając mamy twarzy, rozchylając usta, i Lila wreszcie spojrzała na córkę. Maleństwo patrzyło na nią zmrużonymi oczkami, wyciągało do niej bezradnie ręce. — No i co, mamuniu? Karmimy malutką — uśmiechnęła się lekarka. Ucieszyła się widząc jak Lila zadrżała pod wrażeniem matczynego instynktu. — Jak ona śliczna, potrzebuje właśnie Pani, nie obcych — zrozumiała Pani? Lila zapłakała, obejmując córeczkę. Kolejne godziny spędziła z dzieckiem przy boku, nie mogąc oderwać od niej wzroku. I tak przebudził się jej instynkt macierzyński. „Oto sens mojego życia — moja córka. Nie ważne, czy Irek odszedł, czy tata wariuje… Moja córka mnie potrzebuje, więc zostaję z nią.” *** Lila obudziła się słysząc głos Natalii. Natalia Antonina, w szlafroku, weszła na salę i patrzyła na nią, leżącą w łóżku. — Zapomniałaś, na co się umawiałyśmy? — spytała cicho. — Obiecałaś, iż po porodzie oddasz dziecko. Ja już znalazłam ludzi, którzy od razu je wezmą. — Pani Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu. — Przecież nie masz choćby pieniędzy, jesteś praktycznie bezdomna, dokąd zabierzesz dziecko? — Do domu. Nikomu już nie będę zawadzać. Dam sobie radę. Zobaczyła jak mina Natalii zmienia się w prawdziwie diabelski grymas. — Oszalałaś?! Nie masz pieniędzy! Jak chcesz żyć? Z żebraczą torbą będziesz chodzić? Płacz Natalii obudził dziecko w łóżeczku, Lila podeszła, wzięła córkę na ręce. — Nie ruszaj jej! Ja ją ukołyszę i dam mleka modyfikowanego. Powiedzmy lekarzom, iż nie masz pokarmu — oznajmiła Natalia. Lila pokręciła głową: — Nic Pani tu nie zadecyduje, to moja córka. Mówiłam — nie oddam jej! — Nie możesz! Obiecałaś! — Natalia bezsilnie otworzyła usta. — Proszę wyjść. Natalia wyszła. Współlokatorka Lili cicho zapytała: — Kto to był? — Ciocia. — Ale numer. Dobrze, iż ją pogoniłaś. Jestem Lera. Jak trzeba będzie pomocy — pomogę. Świat nie jest zły do końca. — Lila jestem. — Miło poznać, Lila. Wiesz, wydawało mi się, iż ta kobieta chciała porwać twoje dziecko. Straszna osoba. *** Przed wypisem odwiedziła Lilię gościni, ale nie wpuszczono jej na salę, więc wyszły do korytarza. Była przyjaciółka — Swieta — podeszła z brzuchem jak piłka. — Cześć. Lila usiadła. Swieta przysiadła się. — Słyszałam, iż urodziłaś. — Tak. Córeczkę. Swieta nerwowo poruszyła dłonią. — Lila, taka sprawa. Wiesz, iż mama znalazła ludzi, którzy chcą twoje dziecko. — I co? — Są bogaci, gotowi wiele za nią zapłacić. Dają milion! Możesz kupić własny pokój w akademiku lub zainwestować w mieszkanie. — Naprawdę, milion? — Lila skinęła głową. — Martwisz się o nich? To swoje dziecko im sprzedaj. Swieta wydęła usta, trzymając ją za rękę. — Poczekaj, Lila. Daj dziecko mnie! Ja się nią zaopiekuję, to przecież córka Ireka. — Myślisz, iż dasz sobie radę z dwójką dzieci? — Ty nic nie rozumiesz, Lila! Moja rodzina się rozpada! Lila poderwała się, Swieta chwyciła ją za rękaw, jej oczy wydały się Lili szalone: — Potrzebuję tego dziecka! — Puść. … Po kilku godzinach do sali wparował sam Irek. Lila zadrżała na jego widok. — Urodziłaś? Mogę zobaczyć? — Nie, nie możesz! Zaraz twoja Swietka urodzi — idź tam. — Musimy pogadać, Lila. Odkąd ty urodziłaś, nie mam spokoju. Chcę zabrać córkę. Zrzeknij się jej, a ja ją adoptuję. Lila pokręciła głową: — Ja nie jestem jak ty. Nigdy nie oddam tego, kto mnie potrzebuje. Daremnie przyszedłeś, córki nie oddam! Irek też nie chciał odejść. — Oddaj dziecko! Nie miałaś prawa urodzić ze mną! I tak zabiorę swoje! — Ty? Synek swojej mamusi? Najpierw zapytaj o zgodę matki! Lila odepchnęła byłego, wzięła córkę i poszła do położnej: — Proszę już nikogo do mnie nie wpuszczać. Nie chcę nikogo widzieć, tu jest jak w ruchliwym dworcu! Epilog W dniu wypisu Lila wyszła ze szpitala z córką w ramionach. Nie była sama, razem z nią wypisała się jej współlokatorka Lera, którą witali mąż i matka. Lila zatrzymała się na schodach, widząc samochód rodziny Resznik. Z auta wyszła matka Ikiego, Waleria Jakubowicz, wyraźnie mierząc Lilę wzrokiem. Przeszył ją zimny dreszcz. Niedoszła teściowa patrzyła na nią jak wilczyca gotowa do ataku. Lera podeszła i stanęła obok: — Kto to, Lila? — Rodzice Ikiego. — Patrzy jakby na ciebie dziś czekała. Niedobrze mi z nimi. Mówiłam ci, iż mama ma dla ciebie pokój, jedź z nami. Lila kiwnęła głową, czując niepokój. *** Zamieszkawszy u nowych znajomych, Lila niespodziewanie odnalazła miłość — kuzyn Lery, zatwardziały kawaler Janek, zaczął się nią opiekować. Okazał się cudownym, dobrym człowiekiem. Ożenił się z Lilą, zaadoptował jej córkę i pomagał również jej ojcu. A Swieta i Irek rozstali się. Okazało się, iż Swieta udawała ciążę, nosiła sztuczny brzuch, oszukując całą rodzinę Reszników. Natalia Antonina, chcąc ratować córkę, sama wyznała zięciowi, iż Swieta poroniła w pierwszym trymestrze. Na to też miała „plan ratunkowy”: — Irku, nie złość się na Swietę. Poroniła, ale przecież ty też masz swoją tajemnicę. niedługo urodzi ci się dziecko na boku. Ja myślę, czemu nie zabierzecie dziecka, które urodzi Lila? W końcu adoptujecie, nie będzie wam obce. Nikomu nie mówimy o poronieniu Swiety, po prostu ogłosimy, iż Swietka urodziła, kiedy Lila odda dziecko. Irek zgodził się na ten plan. Wszystko układało się do momentu, kiedy Lila „zmieniła zdanie” i nie zostawiła córki w szpitalu — tym samym wpędzając byłą przyjaciółkę i jej matkę w prawdziwy ambaras. Matka Ikiego, Waleria Jakubowicz, była rozczarowana kłamstwem synowej i wyrzuciła ją z domu, zmuszając syna do rozwodu.
10 wspaniałych przypadków porozumienia przybranych rodziców i dzieci
Dziecko dla przyjaciółki Gdy Lilka dobiegała końca ciąży, jej młodszy brat wyprowadził się z domu, ojciec zaczął pić i od tego czasu życie dziewczyny zamieniło się w piekło. Każdy poranek zaczynała od wietrzenia mieszkania, wynoszenia pustych butelek po ojcu i czekania, aż się obudzi. — Tato, przecież nie możesz pić. Ledwo wyszedłeś po udarze. — Chcę, to piję. Kto mi zabroni? Łatwiej znieść ból. — Jaki ból, tato? — Ból świadomości, iż nikomu nie jestem potrzebny. choćby tobie. Jestem dla ciebie ciężarem. Zmarnowałem życie, Lilka. Bez sensu się urodziłem. Bez sensu się ożeniłem i narodziły się dzieci, które ode mnie odziedziczyły tylko słabość i biedę. Wszystko na nic. Lepiej pić. Lilka, i tak już w złym nastroju, złościła się. — Nie wszystko jest na nic, tato. Są ludzie, którzy mają gorzej. — Gorzej? Ty bez matki, teraz urodzisz dziecko bez ojca i ono też będzie żyło w biedzie. — Nie jest tak źle, tato. Wszystko się może zmienić. Z tęsknotą wspomniała czasy, gdy jeszcze była szczęśliwa i planowała ślub z Pawłem. Tak, świat się zachwiał, ale trzeba żyć. W ten dzień ojciec znowu się upił. Lilka wybuchła: — Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przewróciłeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?! — Wszystko w tym domu należy do mnie — odparł ojciec. — choćby emerytura, którą przede mną chowasz! Moja emerytura. — I wszystko przepiłeś? Nie pomyślałeś, z czego będziemy żyć? — A dlaczego mam myśleć? Jestem chory. Ty już dorosłaś, to się mną opiekuj! Lilka przeszukała szafki. — Wczoraj były jeszcze dwie paczki makaronu i trochę masła. Teraz nie ma nic! Co zjemy na kolację…? Z trudem usiadła na krześle i ukryła twarz w dłoniach. Nie wiedziała, iż ciocia Natalia wykorzystała jej nieobecność, aby rozpić ojca i ogołocić dom z zapasów. Cicho jak wąż weszła w ich życie, robiąc wszystko, by rozbić rodzinę. Tamtej nocy Lilka płakała w łóżku z głodu i rozpaczy. Rano do drzwi zapukała Natalia. W modnym płaszczu i butach na obcasie weszła choćby się nie rozbierając. — Cześć. Moja znajoma z administracji powiedziała mi, iż macie długi i zaraz odetną wam prąd. Co się dzieje, Lilka? Może napijemy się herbaty? Nie czekając na odpowiedź, zaczęła grzebać w lodówce i szafkach. — Sama zrobię herbatę, ty jesteś w ciąży jak moja córka Kasia… Ale tu pusto, nie ma ani cukru, ani herbaty. Idziemy razem do sklepu. Lilka unikała jej wzroku. — Ciociu Natalio, lepiej już proszę wyjdź… Ciotka nie zamierzała ustąpić. — Masz kłopoty? Widzę. Pamiętasz, proponowałam ci, byś u mnie zamieszkała? Tym razem nalegam — przeprowadzaj się. Tu nie ma warunków dla dziecka, ojciec pije, nie masz co jeść! choćby owoce i witaminy są ci potrzebne… Spakuj się i jedź ze mną. Lilka poczuła zawroty głowy i usiadła, łzy popłynęły jej po policzkach. Natalia przytuliła ją: — Posłuchaj, wiem jak mnie postrzegasz. Nie ma dla mnie przebaczenia — moja córka odebrała ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem, nie mogę patrzeć jak się męczysz. Chcesz czy nie, zaopiekuję się tobą. Dalej wszystko było jak we śnie: Natalia pomogła jej spakować się i zamówiła taksówkę. *** Gdy Lilkę zaczęły łapać bóle porodowe, Natalia nie odstępowała jej na krok. — Słuchaj, ostrzegłam personel, iż chcesz zrzec się dziecka. Gdy już urodzisz, nie bierz go na ręce, nie przystawiaj do piersi. Po prostu nie patrz. Lilka jęczała z bólu: — Wszystko mi jedno, ciociu Natalio… Niech to się już skończy. — Pamiętaj, sama go nie wychowasz. A ja już znalazłam porządną rodzinę, gotową adoptować dziecko od razu. Po kilku godzinach na świecie pojawiła się dziewczynka. — Waga trzy trzysta, zdrowa. Wszystko dobrze. Położna zawinęła dziecko w kocyk i choćby nie pokazała Lilce. Ale lekarka popatrzyła surowo na młodą mamę: — Co to ma znaczyć? Ma pani zdrową, piękną córkę, choćby na nią nie chce spojrzeć? Proszę podać dziecko z powrotem i przystawić do piersi. Lilka potrząsnęła głową: — Nie chcę. Sama nie dam sobie rady, nie chciałam rodzić… Są ludzie, którym ona bardziej się przyda, podpiszę zrzeczenie… — Niech pani nie szaleje, obejrzyj przynajmniej córeczkę. Zacisnęła oczy — poczuła jednak dotyk czegoś delikatnego. Położna położyła przy niej niemowlę, które zaczęło nerwowo szukać ustami piersi, tuląc się do mamy. — No i już, mamusiu. Karmimy malutką — uśmiechnęła się pediatra. Widząc, iż Lilka aż zadrżała pod wpływem pierwszego spotkania z córką. — Śliczna dziewczynka. Potrzebuje właśnie pani, nie obcych ludzi, rozumie pani? Lilka rozpłakała się i przytuliła dziecko. Przez dwie godziny po porodzie nie mogła oderwać wzroku od córeczki. Odezwał się w niej matczyny instynkt. „Oto sens mojego życia – moja córka. Nieważne, czy Paweł odszedł, czy ojciec robi problemy… Jestem potrzebna mojej córce, więc zostanę z nią”. *** Obudził ją głos Natalii. Ciocia Natalia weszła do sali w szlafroku. — Zapomniałaś co ustaliłyśmy? — zapytała cicho. — Obiecałaś mi, iż urodzisz i oddasz dziecko. Już są chętni do adopcji. — Ciociu Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu. — Przecież nie masz grosza! choćby dachu nad głową, dokąd pójdziesz z dzieckiem? — Do siebie. Nie będę już wam przeszkadzać. Poradzę sobie. Natalia spochmurniała, robiąc złośliwą minę. — Zwariowałaś?! Czym będziesz żyć? Chcesz żebrać? Krzyk obudził dziewczynkę w łóżeczku. Lilka podniosła się i sięgnęła po dziecko. — Nie ruszaj! Ja ją ukołyszę i nakarmię mlekiem modyfikowanym. Lekarzom powiemy, iż nie masz pokarmu! — zarządziła Natalia. Lilka pokręciła głową: — Nic pani do tego. To moja córka. Powiedziałam, nie oddam nikomu! — Nie możesz! Obiecałaś! — Natalia bezradnie rozdziawiała usta. — Proszę wyjść. Natalia wyszła, a sąsiadka Lilki z łóżka podniosła się: — Kto to był? — Ciocia. — Co za potwór. Dobrze zrobiłaś, iż ją przegnałaś. Ja jestem Kasia. jeżeli będziesz potrzebować pomocy, możesz na mnie liczyć. Dobro na świecie nie zginie. — A ja Lilka. — Miło poznać. Wiesz, miałam wrażenie, iż ta kobieta chciała porwać twoją córkę. Bardzo dziwna osoba. *** Przed wypisem pojawiła się była przyjaciółka, Ola, sama w zaawansowanej ciąży. — Słyszałam, iż urodziłaś. — Tak, córkę. Ola nerwowo zerkała. — Wiesz… mama znalazła ludzi gotowych adoptować twoje dziecko. — I co z tego? — Oni są naprawdę w porządku, mają pieniądze i zrobią wszystko, żeby mieć dziecko. Ola chwyciła ją za rękę: — Oferują milion. Cały milion, rozumiesz? Kupiłabyś sobie pokój albo włożyła w mieszkanie. — Milion, mówisz… To może tobie sprzedam ich dziecko, skoro im tak kibicujesz? Ola nadęła usta, ale trzymała ją mocno. — Daj, Lilka, oddaj dziecko mnie! Zajmę się nią, to przecież córka Pawła… — I poradzisz sobie z dwójką dzieci? — Ty nic nie rozumiesz! Moje małżeństwo się wali! Lilka wstała, by odejść, a Ola mocno chwyciła jej rękaw. — Potrzebuję tego dziecka, Lilka! — Puść. …Kilka godzin później wpadł sam Paweł. Lilka się cofnęła na jego widok. — Urodziłaś? Mogę zobaczyć? — Nie! Zaraz twoja Ola też urodzi, tam pójdź! — Musimy pogadać. Nie mam spokoju od twojego porodu. Chcę zabrać córkę. Zrzeknij się jej, a ja ją od razu adoptuję. Lilka pokręciła głową: — Nie jestem taka jak wy. Nigdy nie oddam osoby, która mnie potrzebuje. Na darmo przyjechałeś — nie oddam ci córki! Paweł też nie chciał tak łatwo odejść. — Oddaj dziecko! choćby nie powinnaś była rodzić go beze mnie! I tak odbiorę to, co moje! — Najpierw spytaj mamusi o pozwolenie! Lilka odepchnęła byłego i wyszła z dzieckiem do położnej: — Może mnie pani zabezpieczyć przed wizytami? Nikogo nie wpuszczać! Mam już dość! Co za korytarz, jak dworzec! Epilog W dniu wypisu Lilka wyszła ze szpitala ze swoją córeczką. Towarzyszyła jej Kasia, a po nią przyjechała rodzina. Przed wejściem zatrzymał się samochód Pawłowskich. Z auta wysiadła matka Pawła, Barbara, złośliwie złapała Lilkę wzrokiem. Lilka poczuła ciarki na plecach. Była niedoszła teściowa patrzyła wrogo, jak lisica gotowa do skoku. Kasia to zauważyła i podeszła. — Kto to, Lilka? — Rodzice Pawła. — Patrzy jakby na coś czekała. Dziwni są, coś tu nie gra. Mówiłam ci, iż mama przygotowała dla ciebie pokój, więc jedź ze mną. Lilka skinęła głową. Też czuła niepokój. *** U nowo poznanych przyjaciół Lilka niespodziewanie znalazła miłość — kuzyn Kasi, wielki kawaler Janek, zaczął się nią interesować. Okazał się mężczyzną z sercem — nie tylko się ożenił z Lilką i adoptował jej córkę, ale zaczął też pomagać jej ojcu. Tymczasem Ola i Paweł się rozstali. Ola udawała ciążę, nosząc sztuczny brzuch, oszukując całą rodzinę Pawłowskich. Matka Pawła, chcąc bronić córki, wyznała zięciowi, iż Ola poroniła na wczesnym etapie. Zaproponowała wtedy rozwiązanie: — Pawełku, synku, nie gniewaj się na Olę. Tak, straciła dziecko, ale ty też nie jesteś bez winy. Za chwilę drugie dziecko urodzi się na boku. Pomyślałam — czemu nie wziąć do siebie dziecka Lilki? Przecież to twoja córka. Adoptuj ją, a rodzinie powiemy, iż Ola urodziła. Pawłowi spodobał się ten plan. Wszystko szło dobrze, dopóki Lilka nie postanowiła zatrzymać córki, czym zaskoczyła dawną przyjaciółkę i jej matkę. Matka Pawła była rozczarowana kłamstwami synowej i wyrzuciła ją z domu, nakazując rozwód.
Pomimo wszelkich przeciwności
„grunty / zruszenie” Sylwii Walczowskiej i Igi Marii Weyny w Galerii Promocyjnej
Dziecko dla przyjaciółki Gdy Lila kończyła ostatnie miesiące ciąży, jej młodszy brat wyprowadził się z domu, a ojciec sięgnął po alkohol – od tamtego czasu życie Lili zamieniło się w piekło. Każdy poranek zaczynała od wietrzenia mieszkania, zbierania butelek spod stołu i czekania, aż ojciec wstanie. — Tato, przecież nie możesz pić. Ledwo wyszedłeś z udaru. — Chcę, to piję. Kto mi zabroni? Tylko tak da się znieść ból. — Jaki ból? — Ten, iż nie jestem nikomu potrzebny. choćby tobie. Jestem dla ciebie ciężarem. Jestem przegranym człowiekiem, Lila. Niepotrzebnie przyszedłem na świat, niepotrzebnie ożeniłem się i spłodziłem dzieci, które odziedziczyły tylko moją bezradność i biedę. Wszystko na marne, córko. Łatwiej pić. Lila, już i tak w złym humorze, denerwowała się. — Nie wszystko jest na marne, tato. Ludzie miewają w życiu gorzej. — Jak gorzej? Wychowałaś się bez matki. A teraz planujesz urodzić dziecko bez ojca, które będzie kontynuowało nasze ubóstwo. — Nie jest tak źle, tato. Nic nie jest wieczne, wszystko może się nagle odmienić. Lila z żalem wspomniała, jak kiedyś była szczęśliwa, szykując się do ślubu z Michałem. Tak, świat się zachwiał, ale trzeba żyć dalej. Tego dnia ojciec znów się upił. Lila zawołała w złości: — Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?! — Wszystko w tym domu jest moje — stwierdził ojciec — włącznie z emeryturą, którą przede mną ukrywasz! Moją emeryturą. — I wszystko przepiłeś? Nie pomyślałeś, za co będziemy żyć? — A czemu ja mam myśleć? Jestem chory. Urosłaś, teraz to ty masz się mną opiekować. Lila przeszukała wszystkie szafki. — Przecież wczoraj zostały dwie paczki makaronu i masło. Teraz nie ma nic! Co zjemy na kolację?.. Była wstrząśnięta. Usiadła na krześle, ukrywając twarz w dłoniach. Skąd miała wiedzieć, iż ciotka Natalia w jej nieobecności urządza sobie melinę z jej ojcem i okrada mieszkanie? Cicho jak wąż Natalia zakradła się do ich domu i robiła wszystko, by rozbić rodzinę. Tej nocy Lila przepłakała w łóżku. Leżała przygnębiona, złamana, głodna. Rano zapukała Natalia Nowak. W modnym płaszczu, na obcasach, choćby nie zdjęła butów. — Cześć. Moja koleżanka z mieszkaniowego działu powiedziała, iż macie długi i niedługo odetną wam prąd. Co się tu dzieje, Lila? Napijesz się herbaty? Nie czekając na odpowiedź, Natalia poszła do kuchni i zaczęła grzebać w lodówce i szafkach. — Sama zrobię, przecież jesteś w ciąży, tak jak moja Kasia… Patrz, nie ma cukru, nie ma herbaty. Nic nie ma. Chodźmy do sklepu. Lila unikała spojrzenia ciotki. — Ciociu Natalia, nie częstuję herbatą. Proszę wyjść. Natalia nie zamierzała rezygnować. — Masz kłopoty? To widać. Pamiętasz, jak proponowałam ci przeprowadzkę do mnie? Teraz nie proszę, tylko nalegam — przeprowadzaj się. Tu nie ma warunków dla dziecka, twój ojciec pije, nie masz co jeść! choćby owoców ci brakuje… Zbieraj się i jedź ze mną. Lila osiadła na krześle, zakręciło jej się w głowie. Łzy płynęły jej po policzkach, Natalia objęła ją: — Posłuchaj mnie, dziewczyno, wiem, co do mnie czujesz. Nie mam za co przepraszać, w końcu moja córka odbiła ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem i nie mogę patrzeć, jak cierpisz. Chcesz czy nie — ja ci pomogę. Reszta wydarzyła się jak we śnie — Natalia pomogła się spakować i zamówiła taksówkę. *** W dniu, w którym Lili zaczęły się bóle porodowe, Natalia Nowak nie odstępowała jej na krok. — Słuchaj mnie uważnie, Lila. Uprzedziłam personel, iż chcesz zostawić dziecko. Po porodzie nie bierz go na ręce, nie przystawiaj do piersi. Po prostu nie patrz. Lila wykrzywiała się z bólu: — Oj, ciociu Natalio, wszystko mi jedno. Niech się już skończy ten ból. — Pamiętaj, co ci mówiłam — sama tego dziecka nie wychowasz. Już znalazłam porządną rodzinę, która je adoptuje choćby dzisiaj. Kilka godzin później na świat przyszła dziewczynka. — Trzy kilo trzysta, zdrowa, wszystko w porządku — oznajmiła położna. Położna wzięła ją w becik i wyniosła, choćby nie pokazując Lili. Ale pediatra spojrzała surowo na młodą matkę: — Jak to rozumieć? Ma pani zdrową, piękną córkę, a choćby nie chce na nią spojrzeć. Pani Ewo, przynieście dziecko i połóżcie przy matce. Lila potrząsnęła głową: — Nie chcę. Nie mam choćby na życie, nie planowałam… Są ludzie, którym jest bardziej potrzebna, podpiszę zrzeczenie, ją adoptują… — Proszę nie wariować, spojrzy pani chociaż! Lila zacisnęła oczy, ale poczuła dotyk czegoś delikatnego na ręce. Położna położyła noworodka obok, a ona zaczęła się kręcić, dotykając ustami i noskiem, i Lila spojrzała na swoją córkę. Maleńka, bezbronna dziewczynka patrzyła na nią, mrużąc oczka i szukała jej piersi. — No i co, karmimy, mamusiu? — uśmiechnęła się pediatra. Lila zapłakała i objęła córeczkę. Przez dwie godziny po porodzie Lila odpoczywała przy córeczce i nie mogła oderwać od niej wzroku. Wtedy narodził się jej instynkt macierzyński. „Oto sens mojego życia — moja córka. Nieważne, czy Michał odszedł, czy ojciec się upija… Jestem potrzebna swojej córce, więc zostanę z nią”. *** Obudził ją głos Natalii. Natalia Nowak, w szlafroku, weszła na salę i spojrzała na Lilię leżącą w łóżku. — Zapomniałaś, co ustaliłyśmy? — cicho zapytała. — Obiecałaś, iż po porodzie oddasz dziecko. Już się dogadałam z ludźmi, którzy chcą je zabrać. — Pani Natalio, rozmyśliłam się. Nie oddam go nikomu. — Przecież nie masz pieniędzy, jesteś praktycznie bezdomna, co zrobisz z dzieckiem? — Wrócę do siebie. Już nie będę pani kłopotać. Zobaczyła, jak twarz ciotki staje się złowieszcza. — Zwariowałaś?! Nie masz pieniędzy! Z czego będziesz żyć? Będziesz żebrać? Krzyk Natalii obudził dziewczynkę w łóżeczku — Lila wstała i podeszła do córki. — Nie ruszaj! Ja ją nakarmię mlekiem modyfikowanym. Powiemy, iż nie masz pokarmu — powiedziała Natalia. Lila pokręciła głową: — To moja córka. Powiedziałam jasno: nie oddam! — Nie możesz! Obiecałaś! — bezsilnie wrzeszczała Natalia. — Proszę wyjść. Natalia wyszła. Współlokatorka Lili podniosła głowę: — Kto to był? — Ciotka. — Straszne. Dobrze, iż ją wygoniłaś. Ja jestem Kasia. Jak będziesz potrzebowała pomocy, pomogę. Są jeszcze dobrzy ludzie. — Lila. — Miło poznać. Wiesz, wydaje mi się, iż ona chciała porwać twoją córkę. Strasznie dziwna kobieta. *** Przed wyjściem przyszła do Lili jeszcze jedna osoba. Do sali jej nie wpuszczono, więc Lila wyszła do korytarza. Stała jej dawna przyjaciółka, Kasia, z zaokrąglonym brzuchem. — Cześć. Lila przysiadła na ławie. Kasia spojrzała niepewnie. — Słyszałam, iż urodziłaś. — Tak. Córeczka. Kasia poczerwieniała. — Lila, jest taka sprawa. Mama znalazła ludzi, którzy mogą adoptować twoje dziecko. — I co? — To bardzo porządni ludzie, mogę ręczyć. Są bogaci i dadzą wszystko, by mieć dziecko. Kasia chwyciła Lile za rękę: — Oferują za twoją córkę milion. Milion złotych, rozumiesz? Kupiłabyś pokój, może małe własne mieszkanie… — Tak? To jak tak ci na nich zależy, to przekaż im swoje dziecko. Kasia się obraziła, ale nie puszczała Lili. — Poczekaj. Oddaj mi to dziecko! Będę je wychowywać, przecież to córka Michała. — Myślisz, iż sobie poradzisz z dwojgiem? — Nie rozumiesz, Lila. Moja rodzina się rozpada! Lila wstała, chcąc odejść. Kasia złapała ją za rękaw, w oczach szaleństwo: — Potrzebuję tego dziecka, Lila! — Zostaw. …Po kilku godzinach na salę wpadł Michał. Lila się cofnęła. — Urodziłaś? Mogę zobaczyć? — Nie! Niedługo twoja Kasia sama urodzi, tam patrz! — Musimy pogadać. Od kiedy urodziłaś nie mogę sobie znaleźć miejsca. Chcę zabrać córkę do siebie. Zrzeknij się jej, a ja ją adoptuję. Lila pokręciła głową: — Nie jestem taka jak wy, nigdy nie oddam kogoś, kto mnie potrzebuje. Niepotrzebnie przyjechałeś, córki ci nie oddam! Michał uparcie nie odchodził. — Oddaj dziecko! Nie miałaś prawa rodzić! I tak zabiorę, co moje! — Ty? Synuś mamusi? Najpierw zapytaj matki o pozwolenie! Odepchnęła Michała, wzięła córkę i poszła na dyżurkę: — Proszę nikogo tu więcej nie wpuszczać. Nie chcę widzieć nikogo! Co tu się dzieje… Epilog W dniu wypisu Lila wyszła z córką na rękach. Nie była sama — z nią wychodziła Kasia, odbierali ją mąż i matka. Lila stanęła na schodach, zauważyła samochód rodziny Rezników. Z auta wyszła matka Michała, pani Renata, wpatrując się w Lilę podejrzliwie. Lila poczuła ciarki. Niedoszła teściowa patrzyła jak wilczyca gotowa do ataku. Kasia to zauważyła, podeszła do Lili. — Kto to? — Rodzice Michała. — Patrzą tak, jakby cię pilnowali. Dziwne z nich typy. Powiedziałam, iż u nas masz pokój. Jedź ze mną. Lila przytaknęła. Też miała złe przeczucia. *** Mieszkając u przyjaciół, Lila niespodziewanie znalazła miłość — brat Kasi, zatwardziały kawaler Jan, zaczął ją adorować. Jan okazał się dobrym człowiekiem — poślubił Lilę i adoptował jej córkę, a także pomógł jej ojcu. Co do Kasi i Michała – ich związek się rozpadł. Okazało się, iż Kasia udawała ciążę, nosząc sztuczny brzuch, okłamując całą rodzinę. Natalia Nowak, chcąc chronić córkę, przyznała się zięciowi, iż Kasia miała poronienie na wczesnym etapie i od razu zaproponowała, by adoptować dziecko Lili pod pozorem, iż urodziła je Kasia. Michałowi spodobał się ten pomysł. Wszystko układało się dobrze, dopóki Lila stanowczo odmówiła oddania córki, wpędzając byłą przyjaciółkę i jej matkę w ślepą uliczkę. Matka Michała, Renata, była rozczarowana kłamstwami synowej, wyrzuciła ją z domu i zmusiła syna do rozwodu.
Gorzej już być nie może!
Znalazłem Tylko Jedną Kartkę Gdy Przyszedłem Po Moją Żonę i Nowonarodzone Bliźniaki
Atak na pikietę antyaborcyjną przed szpitalem. Szukamy sprawcy!
Mała Marysia nie mogła pojąć, dlaczego rodzice jej nie kochają.
Żona i teść Karina tylko udawała, iż chce poznać rodziców Vadima. Po co jej oni adekwatnie? Przecież nie z nimi zamierza spędzić życie, a od jego ojca, który – jak mówią – jest zamożny, można się spodziewać tylko kłopotów i podejrzliwości. Ale skoro już zdecydowała się na ślub, trzeba grać do końca. Karina ubrała się starannie, ale dość skromnie, by odebrano ją jako miłą dziewczynę. Spotkanie z rodzicami narzeczonego – to w Polsce zawsze wydarzenie pełne ukrytych pułapek, a poznanie inteligentnych rodziców to już prawdziwy test na wytrzymałość. Vadek myślał, iż Karina potrzebuje pocieszenia: – Nie denerwuj się, Karina, tylko się nie stresuj. Tata jest trochę ponury, ale daje się przekonać. Nie powiedzą ci nic strasznego. Polubią cię, zobaczysz. Tata jest dziwakiem, ale mama to dusza towarzystwa – zapewniał ją przy wejściu do rodzinnego domu. Karina tylko się uśmiechnęła, strzepując kosmyk włosów z ramienia. Czyli tata mruk, a mama dusza towarzystwa. interesujące połączenie – pomyślała. Dom jej nie zaskoczył. Bywała już w bogatszych. Od progu zostali powitani. Karina nie była szczególnie zdenerwowana. Po co się stresować – ludzie jak ludzie. Pani Nina, matka Vadima, jak już słyszała, typowa kura domowa, całe lata niepracująca, wyjeżdżająca czasem z przyjaciółkami w różne miejsca, ale nic szczególnego. Ojciec, pan Walery, choć raczej małomówny i poważny, wydaje się niegroźny. Tylko jego imię wydało się Karinie znajome… Weszli do środka… I Karina zamarła, choćby nie przekroczywszy progu. To koniec… Przyszłą teściową widziała pierwszy raz na oczy, za to przyszłego teścia rozpoznała od razu… Już się spotkali. Trzy lata temu. Nieczęsto, ale za to zawsze dla obopólnej korzyści. W barach, hotelach, restauracjach. Oczywiście, ani żona Walerego, ani jego syn nie mieli pojęcia. No to mamy problem. Walery też ją poznał. W jego oczach mignęła iskra, którą Karina odczytała jako zaskoczenie, szok, a może jakąś złowieszczą intrygę, którą już układał w głowie, ale przez chwilę pozostał milczący. Nic nie podejrzewający Vadek przedstawił ukochaną rodzicom: – Mamo, tato, poznajcie Karinę. To moja narzeczona. Mógłbym ją przedstawić wcześniej, ale jest bardzo nieśmiała. Ups… Pan Walery wyciągnął rękę. Jego uścisk był mocny, wręcz twardy. – Miło mi cię poznać, Karino – powiedział, a w jego głosie zabrzmiała ledwo wyczuwalna nuta… czegoś, czego Karina nie była w stanie od razu rozpoznać. Może złości. Może ostrzeżenia. A może… Karina zastanawiała się, jak się wykręci, czekając aż Walery w końcu ujawni, kim była. – Mi również bardzo miło, panie Walery – podjęła grę Karina, próbując nie zdradzić się od razu. Mocno ścisnęła jego dłoń, czując przypływ adrenaliny. Co teraz… Ale… nic. Walery, wymuszając coś na kształt uśmiechu, osobiście przesunął jej krzesło przy stole. Pewnie zamierza ją później ośmieszyć… Ale nic takiego nie nastąpiło. I wtedy Karina zrozumiała: on nic nie powie. Przecież, gdyby ją wydał, wydałby też siebie przed własną żoną. Kiedy trochę się rozluźniła, wieczór upłynął dość swobodnie. Pani Nina opowiadała anegdoty z dzieciństwa Vadka, a pan Walery, jakby naprawdę zainteresowany, zadawał Karinie pytania o pracę. On wiedział o niej sporo. Ale jego ironia już jej nie raniła. choćby zażartował parę razy, a Karina, ku własnemu zaskoczeniu, roześmiała się. Jednak w tych żartach tkwiły aluzje czytelne tylko dla nich dwojga. Na przykład, gdy patrząc na Karinę, powiedział: – Wie pani, Karino, bardzo przypomina mi pani byłą… koleżankę z pracy. Też była bardzo bystra. I potrafiła znaleźć wspólny język z każdym. Karina nie dała się zbić z tropu: – Każdy ma swoje talenty, panie Walery. Vadek, zakochany i rozmarzony narzeczony, zerkał na Karinę z podziwem nie dostrzegając żadnych podtekstów. Ona była dla niego wszystkim. I może to było najważniejsze. I najboleśniejsze. Dla niego. Później, gdy rozmowa zeszła na podróże, pan Walery spojrzał na Karinę i powiedział: – Ja preferuję ustronne miejsca. Żeby była cisza i spokój. Najlepiej z dobrą książką. A pani, Karino, jakie miejsca pani woli? Chciał ją zagiąć. – Ja lubię, gdy wokół są ludzie, gwarno i wesoło – odpowiedziała Karina bez zawahania – Choć czasem niepotrzebne uszy mogą być niebezpieczne. Chyba przez ułamek sekundy pani Nina coś zauważyła. Karina odnotowała, iż przyszła teściowa się zmarszczyła, ale zaraz odpędziła złe przeczucia. Walery wiedział, iż Karina nie jest typem, który szuka ciszy. I znał powody. Kiedy wieczór dobiegł końca i przyszła pora na sen, Walery objął Vadka. – Synku, dbaj o nią. Ona… jest wyjątkowa. Brzmiało to zarówno jak komplement, jak i drwina. Ale tylko Karina to zrozumiała. Karina poczuła, iż temperatura w pokoju gwałtownie spadła. „Wyjątkowa” – użył właśnie tego słowa. *** Tej nocy Karina nie mogła zasnąć. Leżała, analizując niespodziewane spotkanie i układając w głowie plan działania wobec nowych okoliczności. Przyszłość nie malowała się różowo. Domyślała się, iż pan Walery, tak jak i ona, nie śpi. On z powodu tego spotkania, ona z powodu nadchodzącej rozmowy. No i w ogóle wszystkiego. Cicho wstała, zarzuciła na siebie domową bluzę, którą zawsze nosiła tylko po domu, i wyszła z pokoju. Schodząc po schodach, głośniej stawiała kroki, by ktoś niespiący ją usłyszał i udała się na werandę, podejrzewając, iż właśnie tam spotka Walerego. Długo czekać nie musiała. – Też nie możesz spać? – zapytał, zbliżając się od tyłu. – Nie tym razem – odpowiedziała Karina. Powiał lekki wiaterek. Poczuła znajomy zapach jego perfum. Patrzył na nią uważnie. – Czego chcesz od mojego syna, Karino? – z dawnego wdzięku nie zostało nic – Wiem, do czego jesteś zdolna. Wiem, ilu takich jak ja miałaś w życiu. I wiem, iż zawsze chodziło ci tylko o pieniądze. Zresztą, nie ukrywałaś tego. Ceniłaś się, może nie od razu, ale i tak było wiadomo. Po co ci Vadek? Skoro nie chce wracać do wspomnień, Karina także nie zamierzała być miła. Wyszczerzyła się: – Kocham go, panie Walery – zaśpiewała słodziutko – Dlaczego nie mogę? Nie przekonała go. – Ty? Ty kochasz? Dobre sobie. Wiem, jaka jesteś, Karino. I powiem Vadkowi wszystko. O twojej przeszłości. Kim naprawdę jesteś. Jak myślisz, po tym jeszcze się z tobą ożeni? Karina podeszła bliżej, dzielił ich już tylko wyciągnięty ramię. Spochyliła głowę, wpatrując się w niego – jakby miała dość czasu, żeby się napatrzyć! – Opowiadaj, panie Walery – powiedziała przeciągle – Ale wtedy i twoja żona pozna nasz sekret. – To… – To nie szantaż. To wzajemność. o ile powiesz wszystkim, dlaczego się poznaliśmy, już nie ukryjesz, czym się wtedy zajmowaliśmy. Uzupełnię twoją historię. – To co innego… – Naprawdę? Powiesz to swojej żonie? Walery zamilkł. Próba zastraszenia Kariny nie powiodła się. Zrozumiał, iż został przyciśnięty do muru. Są po tej samej stronie barykady. – I co powiesz swojej żonie? – Powiem wszystkim. Vadkowi też. Opowiem, jaki z ciebie mąż, gdzie „pracowałeś po godzinach”. Opowiem wszystko, nie mam nic do stracenia. Chcesz ratować syna – ratuj. Niełatwy wybór. Przekonać syna do rozstania to podpis na własnym rozwodzie. – Nie odważysz się. – Nie odważę się? – Karina aż się rozbawiła – Ty możesz, a ja już nie? Ja nie, jeżeli ty też się powstrzymasz od rozpowiadania o moim – jak to określiłeś – „wyrachowaniu”, kiedy masz taki… kompromat, iż może cię kosztować całe małżeństwo. A Nina… ona bardzo docenia wierność. Bo kiedyś, kompletnie pijany, wyznał Karinie, jak się wstydzi zdrad żony. Nina była wierna, dobra, a on drań. Nie wybaczy. Nigdy. Więc naprawdę trzeba wybierać. Wiedział, iż Karina nie blefuje. – Dobrze – wymamrotał – Nic nie powiem. I ty… też milcz. Nikt się nie dowie. Zapomnijmy o tym, co było. Dlatego Karina nie obawiała się. On straciłby więcej niż ona. – Jak pan sobie życzy, panie Walery. Następnego dnia opuścili dom rodziców Vadka. Pod nienawistnym spojrzeniem przyszłego teścia Karina żegnała się z jego żoną, która już zdążyła nazwać ją „córcią”. Walery aż zadrgał. Męczyło go, iż nie mógł ostrzec syna przed wyrachowaniem przyszłej żony, ale balił się też wydać siebie. Stracić Ninę to utrata nie tylko żony, ale i połowy majątku. A syn pewnie by mu nie wybaczył… Później Karina i Vadek zostali u rodziców Vadka na dwa tygodnie. Wakacje, pełną gębą. Walery unikał spotkań z Kariną, tłumacząc się obowiązkami. Ale pewnego dnia, gdy został sam w domu, kierowany złośliwą ciekawością, postanowił przeszukać torbę Kariny, licząc, iż znajdzie coś, co da mu przewagę. Przekopywał kosmetyczkę, kalendarz, notes. I wtedy jego wzrok padł na biało-niebieski przedmiot. Test ciążowy, dwie wyraźne kreski. – Myślałem, iż najgorsze, co mnie spotka, to ślub syna z… Nie, to prawdziwa katastrofa! – odłożył test, ale nie zdążył zamknąć torby. Karina już go przyłapała. – Ależ nieładnie grzebać w cudzych rzeczach – skomentowała z ironią, choć nie wyglądała na zdenerwowaną. Walery choćby się nie bronił. – Jesteś w ciąży z Vadkiem? Karina spokojnie odebrała mu torebkę, spojrzała mu w oczy i powiedziała: – Chyba właśnie zepsuł pan niespodziankę, panie Walery. Walery był wściekły. Teraz Karina na pewno nie odczepi się od jego syna. Teraz, jeżeli on cokolwiek ujawni, wybuchnie prawdziwa bomba. Najlepiej milczeć. Choć to takie trudne – wiedząc w jaki kłopot wpakuje się syn. *** Minęło dziewięć miesięcy… i jeszcze pół roku. Vadek i Karina wychowywali Alicję. Walery unikał ich jak ognia. Nie jeździł, nie chciał widzieć, nie myśleć. Wnuczki nie uznawał za swoją. A Karina go przerażała. Przerażał go jej chłód wobec Vadka i mroczna przeszłość. I znowu. Nina wybierała się do Vadka i Kariny: – Walerku, jedziesz ze mną? – Nie, boli mnie głowa. – Znowu? To już sygnał alarmowy. – Zmęczony jestem. Jedź sama. Walery udawał migrenę, przeziębienie, zapalenie ucha – zawsze znajdował powód, by nie pojechać. Łyknął choćby tabletki dla przekonania. Nie mógł znieść obecności Kariny. I tak nic nie powie. Wieczór ciągnął się nieskończenie długo, jeżeli nie liczyć natrętnych myśli. Przeleżał. Poczytał. Zauważył, iż Niny długo nie ma. Już jedenasta, a ona nie wraca. Nie odbiera telefonu. Zadzwonił do Vadka. – Vadek, wszystko w porządku? Mama już u was nie jest? Jeszcze nie wróciła. – Tato, jesteś ostatnią osobą, z którą mam ochotę teraz rozmawiać. I się rozłączył… Walery już szykował się do wyjścia, gdy pod dom zajechało auto. Auto Kariny. Jego serce stanęło – coś się dzieje! Na widok Kariny aż zbladł. – Co ty tutaj robisz?? Powiedz! – szarpnął ją – Co się stało? Karina wydawała się niewzruszona. Nalała sobie wina. Wypiła. Usiadła wygodnie. – Katastrofa. – Jaka katastrofa? – Nasza. Wspólna. Vadek znalazł na stronie jakiegoś baru fotki sprzed czterech lat… Z imprezy w „Oazie”, pamiętasz? Chciał zrobić tam rezerwację na rocznicę, więc zajrzał na stronę… A tam jesteśmy my. W pełnej krasie. Fotograf wszystko wrzucił! Vadek teraz szaleje. Twoja Nina chce rozwodu. Ja, jak chciałeś, chyba też rozwodzę się z twoim synem. Walery zaniemówił. Przez głowę przebiegła mu cała sekwencja wydarzeń. Strona, zdjęcia, impreza… Przypomniał sobie, jak prosił wtedy, żeby nie robić zdjęć… Kto by pomyślał, iż tak się to potoczy! Usiadł bezsilnie na podłodze obok niej. – To po co tu przyjechałaś? – Uciec na wieczór – uśmiechnęła się Karina – W domu teraz sajgon. Alicja z nianią. Napijesz się wina? Podała mu jego własną butelkę. Siedzieli na werandzie i pili. Cisza, przerywana tylko cykaniem świerszczy, wydawała się jedynym co ich łączyło. – To przez ciebie – powiedział Walery. Karina wzruszyła ramionami, nie spuszczając wzroku z kieliszka. – No. – Jesteś nie do zniesienia. – Tak, wiem. – choćby nie żal ci Vadka. – Żal. Ale siebie żal mi bardziej. – Kochasz tylko siebie. – Nie przeczę. Nagle chwycił ją za podbródek i odwrócił jej głowę ku sobie. – Dobrze wiesz, iż nigdy cię nie kochałem – wyszeptał. – Świadoma tego. *** Rano, kiedy Nina wróciła w końcu, by zakopać wojenny topór i wybaczyć mężowi choćby kosztem połowy swoich nerwów, zastała Karinę i Walerego razem. Jeszcze śpiących. – Kto tam? – podniosła się Karina. – To ja – powiedziała Nina, patrząc na swoje rozpadające się życie. Karina tylko uśmiechnęła się spokojnie. Walery obudził się trochę później – ale za żoną nie pobiegł.
To najmłodszy dziadek w Polsce. Miał 39 lat, kiedy urodził mu się wnuk
Andziaks opublikowała film z drugiego porodu. Jedni są wzruszeni, inni oburzeni
Cytaty o przyjaźni – najpiękniejsze myśli o prawdziwej więzi
Dobrych też zostawiają: Historia Anny, trzydziestopięcioletniej Polki z dyplomem z Uniwersytetu Warszawskiego, która marzyła o idealnej rodzinie, a mimo miłości i poświęcenia została porzucona przez męża – czy współcześni polscy mężczyźni naprawdę wiedzą, czego chcą?
Moja córka wręczyła mi zaproszenie na jej wesele. Gdy je otworzyłem, niemal zemdlałem z wrażenia.
Babcia wybiera ulubioną wnuczkę – a mój synek i my dla niej nie istniejemy. Żona po porodzie potrzebuje pomocy, ja haruję, a matka robi wszystko dla córki i jej dziecka. Kiedy postanowiliśmy z żoną postawić granice i wybrać własną rodzinę, wybuchł rodzinny skandal.
Wróciłam do domu wcześniej: Zamiast czułych powitań – lista zakupów, ciężkie torby i “niespodzianka” z mopem. Opowieść o niespełnionych oczekiwaniach, sprzątaniu ważniejszym od żony w szóstym miesiącu ciąży i o tym, dlaczego czasem choćby najlepsze intencje kończą się łzami na klatce schodowej.
Urodziłam troje dzieci, a mąż przestraszył się i uciekł – choćby ze szpitala nie przyszedł mnie przywitać.
Mała Marysia nie mogła zrozumieć, dlaczego rodzice jej nie kochają.
Znalazłem Tylko Jeden Bilet, Gdy Przyjechałem Po Żonę i Nowo Narodzone Bliźniaki
Zrobiłem test DNA i przez własną nieufność straciłem rodzinę – Historia Polaka, który zapłacił wysoką cenę za brak zaufania
Czy eutanazja to nowa kara śmierci dla więźniów?
Skąd się biorą dzieci? In vitro i tajemnice zapłodnienia
NA WSZELKI WYPADEK Gdy łzy Nadziei płynęły po policzkach, Wera obojętnie wróciła do komputera i zaczęła gwałtownie pisać. — Zimna z ciebie baba, Werka — rzuciła Olga, szefowa działu. — Ja? Skąd taki wniosek? — Bo jeżeli u ciebie wszystko w życiu prywatnym gra, to nie znaczy, iż u innych też tak będzie. Widzisz, jak dziewczyna się załamuje. Może byś podpowiedziała coś z własnego doświadczenia, skoro tak ci się ułożyło? — Ja mam dzielić się z nią doświadczeniem? Chyba Naszej Nadi się to nie spodoba… Próbowałam, jak pięć lat temu przyszła do pracy z sińcami pod oczami — dobrze, iż chociaż drogę widziała… Wtedy jeszcze ciebie nie było. To nie facet ją tłukł, sama się przewracała. Gdy zniknął ostatni z jej facetów, magicznie przestały się pojawiać. To był już trzeci, który uciekł. Spróbowałam wtedy wesprzeć koleżankę. Skończyło się tak, iż zostałam winna wszystkiemu. Potem mi inne dziewczyny wyjaśniły — do Nadzi nie trafisz, ona wie wszystko najlepiej. Próbowała wszystkiego — babki szeptunki, miłosne zaklęcia, dziś psycholog… Dla niej każdy facet to ten sam scenariusz, tylko imię inne. Więc daruję sobie, nie będę płakać ani podawać chusteczek. — I tak, Wera, to nie w porządku — upomniała Olga. W czasie obiadu rozmawiano tylko o byłym Nadziei, zdrajcy i łajdaku. Wera jadła po cichu, wypiła kawę i schowała się w kącie z telefonem. — Wera… — podeszła wesoła zwykle Tania, dziś markotna jak nigdy. — Nie żal ci trochę Nadzi? — Tania, o co wam chodzi? — Dajcie jej spokój! — rzuciła Irenka. — U niej wszystko się układa, ukochany Wacek w domu, żyje jak u Pana Boga za piecem, w ogóle nie rozumie, jak to jest zostać samej z dzieckiem i nikogo do pomocy. choćby alimentów nie wyegzekwujesz! — Trzeba było nie rodzić… — dorzuciła Babcia Tania, najstarsza w zespole. — Wera ma rację! Ile razy Nadzie płakała? choćby w ciąży facet ją zamęczał… Kobiety zebrały się w kółku wokół płaczącej Nadziei, radząc różne rzeczy. A nasza niezależna Nadzie coraz śmielej podnosiła głowę, sprowadziła mamę z Podlasia, zadbała o wygląd, prawie zrobiła sobie kolczyk w nosie, ale cały zespół ją od tego odwiódł. — Nie martw się, Nadzieja, jeszcze za tobą zapłacze! — pocieszały ją dziewczyny. — Nie zapłacze… — szepnęła Wera — I nie będzie żałował. A Nadzieja jutro znajdzie sobie kolejnego… — Tobie łatwo mówić, twój Wacek to nie taki… — Nie taki. Najlepszy facet na świecie! I wtedy, pod wpływem wina, padł pomysł: — Jedziemy do Wery! Zobaczymy, czy jej Wacek się oprze naszym wdziękom! Przyjechały całą watahą, narobiły bałaganu w kuchni. — Dziewczyny, gotujmy szybko, zaraz Wacek wróci, a my nakryjmy mu do stołu! — Nie trudźcie się, to wybredny facet, a i tak zaraz wróci. W końcu zostały tylko Nadzieja, Olga i Tania. I wtedy przyszedł „Wacek”. — Waceńku, moje kochanie! — świergotała Wera. Kiedy do pokoju wszedł przystojniak, koleżanki zamarły. Chłopak dużo młodszy od Wery! — To mój syn, Denisek. — Ale jak… a gdzie Wacek? — Chodźcie, poznacie Wacka. Ale cicho! Po kastracji, Denisek z żoną go dziś zabrali do weterynarza… W pokoju na łóżku leżał… kot. Wielki, śpiący kocur. Z ulgą i śmiechem wszystkie wybiegły na korytarz. — Wera, ty to masz fantazję! — A wy same sobie dopowiedziałyście bajkę o moim cudownym mężu Wacku… Miałam dwie miłości, dwoje ślubów, żaden nie wypalił. Dziś mam syna, kota i święty spokój. Nikt nikomu nie zawadza, nikt nie tłumaczy się z rachunków. Na kawę się spotkamy, na kino — jest z kim, a reszta? Dla mnie życie układa się, jak trzeba. A Nadzieja? Po miesiącu już była zakochana w nowym, przyjmując bukiety do pracy. A Wera i Babcia Tania śmiały się po cichu. — No i widzisz, kochana, kto co lubi: jedna kota, druga faceta… — Może tym razem jej się poszczęści? — Oby… — Werka, a ty mi doradzisz, jakiego kota wziąć? — Idź już, czekają na ciebie… — Ale ja tak… na wszelki wypadek.
Moja mama zmusiła mnie do oddania dziecka i teraz na zawsze straciłam szansę na macierzyństwo
Aborcje w Oleśnicy, czyli Diabeł tak łatwo nie odpuści…
Nieprzygotowani na powrót z noworodkiem! Jak brak wsparcia i niedotrzymane obietnice męża zamieniły pierwsze chwile Reni w domu w koszmar – Brud, chaos i brak wyprawki, czyli historia 30-letniej mamy, która żałuje, iż zaufała rodzinie przed narodzinami dziecka
Test DNA, który rozbił moje małżeństwo: Jak podejrzenie ukradło mi rodzinę i szczęście
Ile kosztuje poród w Medicover? Popularna klinika oferuje 3 pakiety
NFZ oszczędza, kobiety ryzykują życie rodząc. To nie jest straszenie, to statystyka
Przez godzinę podglądałam przyszłych rodziców ledwo po maturze: w kolejce do ginekologa, chichoty, wybieranie imienia z tabliczki lekarskiej i rozmowa o pierogach – z przerażeniem myślę, jakie wartości przekażą swojemu dziecku
Ciężarna 34-latka leżała w Gdańsku na mrozie. Bezdomną uratowały policjantki
Córka Tommy'ego Lee Jonesa miała być w ciąży. Zatrważające ustalenia
„Gdy narodziny dziecka zaskoczą nieprzygotowanych rodziców – historia trzydziestoletniej Renaty, która wróciła z niemowlęciem do nieposprzątanego mieszkania bez łóżeczka i ubranek, bo mąż zamiast wszystko zorganizować, słuchał szefa i czekał z przygotowaniami do porodu. Czy to naprawdę tylko jej wina?”
„Nie chcę być mamą! Chcę wychodzić z domu!” – usłyszałam od córki, która w wieku 15 lat ukryła ciążę przed nami do piątego miesiąca, a potem całkowicie odsunęła się od własnego dziecka, dopiero po latach stając się kochającą matką