Teoria kontra życie
Rodzicielstwo to sztuka kompromisu między tym, co sobie wyobrażaliśmy, a tym, co naprawdę dzieje się na co dzień. Zanim pojawiły się dzieci, wierzyliśmy w podręcznikowe zasady: konsekwencja, zero słodyczy, wspólne posiłki.
Brzmiało pięknie – w praktyce kończyło się codzienną awanturą, zmęczeniem i poczuciem winy. Dopiero kiedy odpuściliśmy i zaczęliśmy łamać własne reguły, w naszym domu zrobiło się spokojniej.
Oto 7 zasad wychowania, z których zrezygnowaliśmy.
I przestaliśmy się kłócić
1. Zasada: dzieci nie mogą jeść słodyczy w tygodniu
Brzmiało pięknie: zdrowa dieta, zero cukru. Efekt? Codzienna wojna przy sklepowej kasie i negocjacje o lizaka.
Teraz mamy zasadę: trochę słodyczy jest okej – byle nie tonami. I nagle nikt nie płacze.
2. Zasada: zero ekranów w tygodniu
Tak, miało być idealnie. A potem życie: praca zdalna, zmęczenie, choroba. Teraz pozwalamy na bajkę czy grę – w rozsądnych dawkach.
I wiecie co? Nikt nie zamienił się w zombie.
3. Zasada: zawsze jemy razem przy stole
Marzenie o rodzinnych kolacjach gwałtownie zderzyło się z rzeczywistością. Zamiast świętej zasady – elastyczność.
Czasem jemy wszyscy razem, a czasem każdy tam, gdzie mu wygodniej. I to też jest okej.
4. Zasada: dziecko zawsze musi kończyć to, co zaczęło
Brzmi wychowawczo, ale w praktyce oznaczało płacz nad puzzlami i złość przy klockach.
Dziś mówimy: nie musisz kończyć, jeżeli coś cię nie cieszy. Efekt? Mniej łez, więcej frajdy.
5. Zasada: rodzice zawsze muszą mówić jednym głosem
Teoretycznie – jedność. W praktyce – kłótnie po każdym "ale przecież mówiłeś co innego".
Teraz mówimy szczerze: "tata uważa tak, mama inaczej". I dzieci widzą, iż różnice
to normalność, nie koniec świata.
6. Zasada: żadnych awantur przy dzieciach
Udawaliśmy spokój, a potem wybuchaliśmy o byle co. Teraz kłócimy się, ale uczciwie – bez krzyku, bez obrażania. I dzieci widzą, iż różnice zdań można rozwiązać normalnie.
7. Zasada: perfekcyjna konsekwencja
Miało być jasno: kara – konsekwencja – zero wyjątków. Efekt? Ciągłe poczucie winy, iż nie dajemy rady. Dziś mamy zasadę: robimy, co możemy, a czasem odpuszczamy. Bo dzieci potrzebują bardziej spokojnych rodziców niż żołnierskich zasad.
Porzucenie tych zasad nie uczyniło z nas "gorszych rodziców". Wręcz przeciwnie – jesteśmy bardziej ludzcy, bliżej siebie, mniej spięci. I jeżeli miałabym dać jedną radę innym – to tę: nie bój się wyrzucać reguł do kosza.
Bo dzieci naprawdę wolą szczęśliwych rodziców niż perfekcyjnie konsekwentne zasady.