Bez Oferty: Wyjątkowe Okazje na Polskim Rynku!

newsempire24.com 2 tygodni temu

12 listopada, poniedziałek

Deszcz delikatnie stukał w parapet mojego wynajmowanego dwupokojowego mieszkania przy ulicy Marszałkowskiej. Patrzyłem, jak krople tworzą na szybie niepowtarzalne wzory, a w kuchni brzmiało brzęczenie naczyń Grażyna myła po kolacji kubki.

Herbata? zapytała, podchodząc.

Proszę.

Znałem każdy jej krok w tym małym lokalu; razem od dziewięciu lat, czyli prawie jedną trzecią życia. Poznaliśmy się na drugim roku wydziału dziennikarstwa, w akademiku przy Politechnice. Wtedy było prosto: wykłady, nocne rozmowy, pierwsza miłość bez zbędnych słów. Wspólne mieszkanie zaszło zbyt szybko, jak później zrozumiałem. Nie było zalotów, nie było oświadczyn po prostu pewnego dnia przestały wracać moje rzeczy do akademika.

Grażyna postawiła przede mną kubek z miętową herbatą i usiadła obok.

Mama dzwoniła. Pytała, jak idzie projekt.

Co odpowiedziałaś?

Że wciąż jesteś perfekcjonistą i wszystko idzie wolno.

Uśmiechnąłem się. Jej mama, Irena Kowalska, zawsze była wobec mnie serdeczna. Nigdy nie pytała o ślub, nie sugerowała wnuków. Niezwykła kobieta. choćby przyjaciele nie mogą powstrzymać się od pytania: Dlaczego nie bierzecie ślubu?. Dzisiaj spotkałem jednego z dawnych kolegów z roku, i on znowu te same słowa.

Wiesz, nagle powiedziałem, dziś wspominałem Stanisława Lema.

Grażyna uśmiechnęła się.

Znowu ten twój wzorzec.

Nie. Po prostu to świetny przykład, iż można spędzić 47 lat z ukochaną osobą bez żadnych schematów, albo zrobić huczny ślub i rozwieść się po roku.

Oczywiście, schemat nic nie gwarantuje. Statystyki po twojej stronie.

Dokładnie.

Grażyna wypiła herbatę, patrząc w okno.

Leny z działu rozwód szepnęła cicho. Trzeci raz. Mówi, iż za każdym razem myślała, iż tym razem zostanie na zawsze.

My choćby nie zaczęliśmy odparłem, uśmiechając się. A i tak jesteśmy razem.

Tak. Wciąż razem.

Wiedziałem, iż Grażyna czasem myśli o dzieciach. Nie mówi tego wprost, ale zauważyłem, jak zatrzymuje się przy witrynach z ubrankami dziecięcymi, jak uśmiecha się patrząc na maluchy w parku. Ja też czasem marzę nie teraz, nie w tej wynajmowanej kawalerce, nie przy moich niestabilnych zleceniach projektanta-freelancera. Może kiedyś.

Boję się powtórzyć los rodziców nagle wyznałem. Oni całe życie udawali rodzinę dla sąsiadów i krewnych. Nie rozmawiali ze sobą naprawdę.

Grażyna położyła rękę na mojej dłoni:

Nie jesteś swoim ojcem. Ja nie jestem swoją matką, choć ona jest świetna. Jesteśmy po prostu my.

A gdybyśmy wzięli ślub przerwałem.

Gdybyśmy wzięli ślub, nic się nie zmieni, Michale. Może tylko nowy nazwisko w dowodzie. A tak wciąż będziemy złośliwi o nieumyte naczynia, śmiać się z kiepskich seriali, zasypiać przy laptopie, a ja okryję cię kocem.

Spojrzałem na jej zmarszczki przy oczach, które pojawiły się przez te dziewięć lat, na znamiona na szyi, na ręce, które znam lepiej niż własne.

A dzieci? zapytałem cicho.

Grażyna westchnęła.

Nie wiem. Czy chcę ich teraz? Nie. Czy się boję, iż nie nadążę? Czasem. Ale jeżeli kiedykolwiek je przyjmę, to tylko z tobą i tylko jeżeli i ty tego będziesz chciał. Bez ultimatum.

Wstała, podniosła kubki.

Wiesz, co dziś powiedziała mi Lena w pracy? Że mi zazdrości, bo my jesteśmy prawdziwi. Bez masek, bez gier. choćby bez pieczątki.

Zamilkliśmy, wsłuchując się w deszcz.

Tydzień później Grażyna spotkała się z młodszą siostrą Anetą w kawiarni przy Krakowskim Przedmieściu. Aneta wyszła za mąż dwa lata temu i jest w szóstym miesiącu ciąży.

Jak tam? zapytała, gryząc kawałek sernika. Przepraszam, jem jak szalona. Ten maluch całkiem mnie przejmuje.

Wszystko po staremu uśmiechnęła się Grażyna. Praca, dom, Michał.

Aneta odłożyła łyżkę, spojrzała uważnie.

Grażynko Nie wtrącaj się, dobrze? Po prostu ciekawi mnie, czy już się zdecydowaliście? Praktycznie dziesięć lat. Ja i Sławek po półtora roku małżeństwa wciąż słyszymy, iż się przeciągamy.

My mamy inną historię. Nie przeciągamy. Po prostu żyjemy.

Ale chcesz rodzinę? Dzieci? Aneta położyła rękę na brzuchu. Kiedyś myślałam, iż nie jestem gotowa, ale patrząc na te dwie linie taki przypływ miłości, szczęścia Nie bój się. Instynkt macierzyński przyjdzie, gdy dziecko stanie się rzeczywistością.

Nie boję się dzieci odpowiedziała łagodnie Grażyna. Nie boję się małżeństwa. Boję się jedynie presji czas. Albo tego, iż wszyscy tak robią. My z Michałem mamy własną historię. Może nie jest jak twoja, ale jest nasza i jest prawdziwa.

A jeżeli on nigdy nie będzie gotowy? spytała cicho Aneta. Przepraszam, po prostu się o ciebie martwię.

Grażyna położyła dłoń na jej rękę.

Najgorsze byłoby, gdyby zrobił to z jednej strony, dla pieczątki. Czułabym to. Ale tak jestem z nim szczęśliwa każdego dnia, choćby gdy się sprzeczamy. Czy to nie wystarczy?

Aneta westchnęła, łza połysnęła na jej rzęsie.

Przepraszam. To pewnie hormony. Po prostu chcę, byś miała wszystko, co najlepsze.

Mam już wszystko uśmiechnęła się Grażyna. Ser, siostrę i Michała, który czeka w domu.

Kilka dni później podobna rozmowa odbyła się między mną a ojcem, Władysławem Jerzym, który przyjechał niespodziewanie. Rzadko się widujemy, kontaktujemy się jedynie telefonicznymi świętowymi okazjami. Ojciec wszedł, rozejrzał skromne mieszkanie i usiadł na oferowanym krześle.

Jak leci, synu? Mama przesyła pozdrowienia.

W porządku, pracuję.

A Grażyna?

W pracy, wróci przed siódmą.

Zapadła niezręczna cisza. Ojciec obracał w dłoniach klucze do starej Łady.

Wiesz, Michale Może nie wchodzę w twoje sprawy, ale mama się martwi. Widzieliśmy w sieci, iż siostra Grażyny jest w ciąży pokazała zdjęcia.

Czułem, jak serce mi się kurczy.

Tata, jeżeli chodzi o ślub i dzieci

Nie, nie o to odruchowo machnął ręką, choć widać było, iż to właśnie ten temat go nurtuje. Po prostu patrzę na was. Dziewięć lat razem. To poważna sprawa. Chcę powiedzieć, iż jesteś dobrym synem, iż nie powtarzasz naszych błędów.

Spojrzałem zaskoczony.

My z twoją matką wzięliśmy ślub, bo już byłeś prawie gotowy. Potem ciągle sobie braliśmy winę: Z tego powodu nie pojechałem na studia, Z tego nie rozwinęła się kariera. Głupie, ale prawda to my jesteśmy winni. Pieczątka w dowodzie nie naprawi tego, co pękło. Czasem wręcz trzyma w ryzach, dopóki nie nienawidzi się do końca.

Ojciec spojrzał na mnie szczerze, zmęczony, ale szczery:

Nie mówię, iż małżeństwo jest złe. Wiem, iż czujesz wielką odpowiedzialność. To dobrze. Rozmawiasz z Grażyną o tym?

Codziennie westchnąłem.

To najważniejsze, byście byli na tej samej fali. Reszta przyjdzie lub nie. Decyzja należy do was, nie do rodziców, którzy czekają.

Rozmawialiśmy jeszcze o sprawach zawodowych, ojciec odmówił kolacji, mówiąc, iż ma robotę. Pożegnawszy go, zapytałem:

Tato, żałujesz?

Władysław przyłożył płaszcz i zamyślił się.

Żałuję, iż tak się wszystko potoczyło, iż codziennie się zastanawiam, co mogłem zrobić lepiej. Dbaj o to, co masz, synu. Pieczątka nie jest tarczą.

Wieczorem opowiedziałem Grażynie o wizycie ojca. Przytuliła się do poduszek, po czym stwierdziła:

Wiedziałaś, iż Aneta też pytała?

I co?

Powiedziałam, iż jestem szczęśliwa, taka jaka jestem.

Uściskaliśmy się, a za oknem znów zaczął padać deszcz.

Brakuje mi jeszcze jednej rzeczy szepnęła przy moim karku.

Czego? zapytałem, a serce na chwilę zamarło.

Żebyś przestał czasem marudzić w nocy, gdy przegrywam w szachy online.

Rozbawiłem się, Grażyna uniosła głowę i pocałowała mnie. Wtedy zrozumiałem, iż nasz pociąg nie stoi w miejscu. Powoli, ale pewnie jedzie po własnej trasie, którą sami wytyczamy. Dzień po dniu, rozmowa po rozmowie. Stacja o nazwie Na zawsze nie jest punktem na mapie, ale samą drogą.

Przez te dziewięć lat przeszliśmy moje kryzysy po nieudanych projektach, jej nocne zmiany, trzy przeprowadzki, chorobę jej mamy. Przetrwaliśmy, nie łamiąc się.

Grażyno powiedziałem.

Mm?

Dziękuję, iż jesteś.

Odwróciła się, uśmiechając się tak, jak kochałem najbardziej lekko zmęczona, ale ciepła.

Ja też cię kocham.

Uszedłem pod okno, patrząc na rzadkie światła miasta. Nie wiem, co przyniesie rok, pięć, dziesięć lat. Nie wiem, czy dotrą do tej stacji, której inni od nas oczekują. Wiem tylko, iż jutro rano wstanę obok Grażyny.

Lekcja, którą wyniosłem: miłość nie potrzebuje pieczątki ani zewnętrznych ram wystarczy wzajemny szacunek, codzienne drobne gesty i odwaga, by iść własną ścieżką.

Idź do oryginalnego materiału