Dziś w moim dzienniku zapiszę coś, co od miesięcy pali mnie od środka. Chcę doprowadzić do rozwodu mojego syna. Po co mu taka bezmyślna żona?
Istnieje stereotyp, iż teściowe to złośliwe wiedźmy, które bez powodu dręczą biedne, nieszczęśliwe synowe. Przeglądając internetowe fora, znajdzie się mnóstwo takich historii. A ja jestem tą złą teściową, która nie tylko czepia się synowej, ale postanowiła zniszczyć małżeństwo syna. I wiecie co? Nie wstydzę się. Jestem pewna, iż mam rację, a teraz wytłumaczę dlaczego, gdy we mnie wrze złość i ból o mojego chłopca.
Mój syn, Krzysztof, poznał tę dziewczynę, Kingę, jakieś pięć lat temu. Ale przedstawił mi ją dużo później dopiero gdy oświadczył się i postanowił wziąć ślub. Od pierwszego wejrzenia nie przypadła mi do gustu, a jak się później okazało, intuicja mnie nie zawiodła ta dziewczyna okazała się prawdziwym koszmarem.
Zaprosiłam ich do naszego domu, do przytulnego mieszkania na obrzeżach Poznania. Kinga choćby nie zdążyła zdjąć butów, gdy zadzwonił jej telefon. Zamiast przeprosić i powiedzieć, iż oddzwoni, zaczęła gadać z koleżanką w przedpokoju. Piętnaście minut! Stałam, zaciskając zęby, a ona chichotała, gadając o głupotach. Już wtedy czułam, iż coś z nią nie gra.
Przy stole nie zadawałam poważnych pytań tylko obserwowałam. Ale gdy rozmowa zeszła na nią samą, jej życie i plany, wszystko stało się jasne. Liceum ledwo skończyła, jest na ostatnim roku szkoły policealnej, ale o studiach choćby nie myśli. Po co? Kobieta, jak mówi, powinna być żoną i matką i koniec. Pracować nie zamierza. Teraz utrzymują ją rodzice, a później, widać, ten ciężar spadnie na mojego syna. Mieszka z rodzicami, ale po ślubie planuje wprowadzić się do nas. I wisienka na torcie: jest w ciąży. Jeszcze wczesnej, więc ślub musi być szybko, zanim brzuch zdradzi jej sekret. Zachowywała się, jakby świat był jej coś winny, a jej uroda to bilet do życia bez trosk.
Najgorsze zobaczyłam, gdy Krzysztof wyszedł zapalić na balkon. Kinga natychmiast wyciągnęła paczkę cienkich papierosów i poszła za nim. W ciąży i pali! Omal nie udusiłam się z oburzenia. Co będzie z dzieckiem? Najwyraźniej ją to nie obchodziło.
Wkrótce wzięli ślub i zamieszkaliśmy razem w moim mieszkaniu. Wychodziłam do pracy wcześnie rano, wracałam wieczorem, a Kinga spała do południa, potem wałęsała się po domu, nie robiąc nic, i co chwilę biegła na balkon z papierosem. W szkole wzięła zwolnienie z powodu ciąży i zrobiła sobie przerwę. Każdy wieczór to był chaos: sterta brudnych naczyń w zlewie, porozrzucane rzeczy, pusty lodówka. Nie gotowała, nie sprzątała tylko wisiała na telefonie, gadając z matką albo koleżankami.
Gdy prosiłam, żeby pomogła w domu, machała ręką: raz mdłości, raz zmęczenie. Ale to nie przeszkadzało jej włóczyć się po kawiarniach z przyjaciółkami albo chodzić z Krzysztofem do klubów do rana. Zaciśnięta zębami milczałam dla syna. A potem urodził się wnuk. I co myślicie? Kinga nie zmieniła się ani trochę. Krzysztof wstawał w nocy do dziecka, spacerował z wózkiem, woził go do lekarza. Ja pomagałam wieczorami i w weekendy, padając po pracy. A ona? Leżała na kanapie, przeglądała telefon i paliła, jak gdyby nigdy nic. Trzęsłam się ze złości.
Próbowałam z nią rozmawiać spokojnie, potem ostrzej. Słowa przechodziły jej koło uszu, patrzyła na mnie z bezczelnym uśmieszkiem. Ale najgorsze było to, iż Krzysztof zawsze ją bronił. Gdy wskazywałam mu na jej lenistwo, jej bezużyteczność, stawał murem: Mamo, ona się stara, po prostu jest jej ciężko. I kłóciliśmy się. On krzyczał na mnie, a do niej ani słowa nagany. Mój syn, mój jedyny chłopiec, oślepł od miłości do tej pustej lalki.
Napięcie w domu stało się nie do zniesienia. Pewnego dnia nie wytrzymałam i w gniewie wybuchnęłam: Zabieraj swoją żonę z dzieckiem i wynoście się! Mieszkajcie osobno, zobaczymy, jak sobie poradzicie! Wyprowadzili się. Krzysztof obraził się, przestał ze mną rozmawiać. Próbowałam otworzyć mu oczy, ale odgrodził się odemnie murem. Teraz prawie nie dzwoni, nie przyjeżdża w odwiedziny. Jestem pewna: to Kinga nastawia go przeciwko mnie, wbija klin między nas. A ja kocham mojego syna bardziej niż życie, i wnuka uwielbiam całym sercem.
Postanowiłam: taka żona Krzysztofowi nie jest potrzebna. Zasługuje na lepszą mądrą, troskliwą kobietę, a nie na tę leniwą, nieodpowiedzialną dziewczynę. Może teraz tego nie widzi, ale zrobię wszystko, by ich małżeństwo się rozpadło. Nie ustąpię, dopóki nie uwolnię go z tych kajdan. Wierzę, iż wcześniej czy później zrozumie, iż miałam rację, przytuli mnie i powie: Dziękuję, mamo. A wnuka wychowamy sami bez jej bezużytecznego cienia, bez jej obojętności i dymu papierosowego. Nie ustąpię, bo to moja walka o szczęście mojego chłopca.
Dziś uświadomiłem sobie, iż czasem najtrudniej jest kochać właśnie wtedy, gdy trzeba być twardym. Miłość to nie tylko czułość, ale też odwaga, by chronić tych, których kochamy choćby przed samymi sobą.









