Cicha decyzja Lilki: młoda studentka urodziła zdrową córeczkę, chciała oddać maleństwo, ale dzięki wsparciu położnej i niespodziewanej pomocy ojca dziecka spróbowała walczyć o siebie i dziecko w polskiej rzeczywistości

twojacena.pl 3 dni temu

Jestem położną już od wielu lat, a w tym czasie przyszło mi być świadkiem różnych zdarzeń jedne niosły wzruszenie i radość, inne wywoływały smutek. Z reguły pielęgniarki nie wtrącają się w sprawy osobiste rodzących i ich bliskich, ale ostatnio musiałam zrobić wyjątek by wesprzeć pewną studentkę, która w szpitalu w Krakowie cichutko wydała na świat cudowną córeczkę i od razu chciała ją oddać.

Danka tak właśnie miała na imię przyjechała do nas sama, bez żadnej rodziny, z cieniem smutku w oczach. Przez dziewięć miesięcy ukrywała ciążę, nie odwiedziła ani razu lekarza, a na moje pytania milczała uparcie. Przed narodzinami nie zdążyłam dowiedzieć się nic więcej czas naglił, sytuacja była poważna.

Poród Danki przebiegł spokojnie i prawidłowo, jakby była doświadczoną matką, choć nigdy nie uczęszczała na żadne zajęcia dla przyszłych rodziców. Leżała cicho, posłusznie wykonywała moje wskazówki, a kiedy wzięłam w ramiona jej malutką córeczkę, która od razu rozlegle zapłakała dziewczyna, patrząc na nią, zalewała się łzami. Wzruszenie ściskało mnie za gardło, gdy powiedziałam jej, iż dziecko jest zdrowe, iż powinna się cieszyć z tego cudu narodzin.

Następnego dnia, już na oddziale, Danka poprosiła, by natychmiast zgłosić dziecko do adopcji. Żądała, by załatwić wszystkie formalności. Razem z pielęgniarkami próbowaliśmy ją nakłonić, by raz jeszcze rozważyła swoją decyzję, ale młoda matka nie chciała choćby przystawić córki do piersi i prosiła, by zostawić ją samą.

Mała, w przeciwieństwie do innych noworodków, nie chciała jeść sztucznego mleka z utęsknieniem wyczuwała zapach matki, otwierała usta, a jej bezradność chwytała za serce. Dziecko zaczęło tracić wagę, a ja przekorna wobec wszystkich zaleceń wzięłam ją jeszcze raz na mojej zmianie i zaprowadziłam do Danki. Powiedziałam, stanowczo, iż musi ją nakarmić, iż matczyny pokarm to ratunek dla jej maleństwa. Kiedy przystawiła ją do piersi, dziewczynka ssała zachłannie, a ja wyszłam, udając pilną sprawę.

Wróciłam po pół godzinie i zobaczyłam wzruszający obraz obie spały, Danka z czułością tuliła córeczkę. Chwilę później wyszła z małą na korytarz, usiadła przy moim biurku i zaczęła mówić drżącym głosem.

Okazało się, iż ojcem dziewczynki był znany przedsiębiorca z Krakowa Tomasz Bieniek. Mężczyzna był żonaty, nie chciał tej ciąży, proponował choćby Danka aborcję. Ona jednak, mimo łez i lęku, zdecydowała się urodzić. Gdy Tomasz dowiedział się, iż nie zmieni jej decyzji, wyznał wszystko żonie, a ona, zraniona i rozgoryczona, obwiniła Dankę, żądając, by oddała dziecko do adopcji. Biznesmen gwałtownie wyjechał z Krakowa, a jego żona nie ustawała w namowach, żeby studencka matka pozbyła się dziecka. Ani groźby, ani pieniądze nie pomogły. Danka pozostała sama z maleńką córeczką.

Kiedy skończyła swoją opowieść, spojrzała na mnie nieśmiało i z rozpaczą:
Chciałabym ją zatrzymać, ale jak dam sobie radę w akademiku i bez grosza przy duszy…?

Poczułam wielką empatię, pochwaliłam jej odwagę i obiecałam wsparcie. Nasza pani ordynator, pani doktor Urban, miała szerokie znajomości w Krakowie łatwo było skontaktować się z Tomaszem Bienkiem i poprosić go o spotkanie. Ku zaskoczeniu wszystkich przyszedł tego samego dnia; rozmowaliśmy długo o przyszłości Danki i dziecka. Był poważny, uczciwy, rozumiał swoje błędy.

Po wypisie ze szpitala Danka dostała od Tomasza opłacone mieszkanie w Nowej Hucie przelał jej z góry za rok najmu, kwotę znacznie przekraczającą 30 tysięcy złotych. Dodatkowo przekazał znaczną sumę na start aby nie musiała się niczym martwić i zobowiązał się do wspierania córki na każdym kroku. Widać było, iż obudziło się w nim sumienie, poczucie ojcostwa. Nie wiem, jak potoczy się ich życie, ale mam nadzieję, iż Danka wychowa cudowną dziewczynkę i czas uleczy wszystkie rany, a może kiedyś los pozwoli im zbudować prawdziwą, polską rodzinę.

Idź do oryginalnego materiału