Cicha decyzja młodej mamy – historia Lilki, która chciała oddać córeczkę do adopcji, ale wsparcie położnej i pomoc miasta odmieniły jej życie

twojacena.pl 3 dni temu

Pracuję jako położna od lat i przez ten czas spotkałam się z różnymi sytuacjami czasem pełnymi radości, a czasem trudnymi. Rzadko wtrącamy się w prywatne sprawy kobiet rodzących i ich rodzin, ale niedawno musiałam to zrobić dla pewnej studentki, która urodziła zdrową córeczkę i od razu oznajmiła, iż chce ją oddać.

Zuzanna tak na imię miała dziewczyna trafiła do szpitala miejskiego w Krakowie. Przez całą ciążę nie była ani razu u lekarza. O unikanie badań i jej motywacje miałam mnóstwo pytań, ale przed porodem nie było okazji, żeby porozmawiać.

Zuzanna urodziła dziecko sprawnie jakby poród był dla niej czymś naturalnym. W przeciwieństwie do wielu rodzących, które przygotowują się w szkołach rodzenia, ona leżała cicho, posłusznie wykonywała polecenia, a poród przebiegł bez komplikacji. Gdy maleńka dziewczynka, teraz w moich ramionach, zaczęła płakać, Zuzanna również się rozpłakała łzy płynęły po jej policzkach, gdy informowałam ją, iż córeczka jest zdrowa. Powiedziałam, iż mamy powody do dumy i radości.

Jednak już na oddziale noworodkowym Zuzanna poprosiła, by zgłosić jej decyzję odpowiednim służbom zdecydowana była oddać dziecko do adopcji.

Personel próbował ją przekonać, prosił, by jeszcze przemyślała swoją decyzję, ale młoda matka nie chciała choćby podejść do córeczki, odmawiała karmienia piersią i prosiła, by dać jej spokój.

Mała dziewczynka, w przeciwieństwie do innych noworodków, nie chciała jeść mleka modyfikowanego. Na zapach świeżego mleka żywo reagowała, odruchowo szukała piersi, której nie dostawała

Dziewczynka zaczęła tracić na wadze. Podczas kolejnej zmiany postanowiłam wbrew wszystkim po raz kolejny położyć ją przy matce. Wyjaśniłam Zuzannie, jak jej decyzja odbija się na zdrowiu dziecka, niemal wymusiłam, by spróbowała nakarmić maleńką. Gdy dziewczynka poczuła mleko matki, natychmiast zaczęła ssać z zapałem. Wycofałam się pod pretekstem pilnej sprawy i zostawiłam je same.

Po trzydziestu minutach wróciłam i zobaczyłam, iż obie śpią Zuzanna obejmowała córkę z czułością. Chwilę później wyszła z dziewczynką na korytarz i usiadła obok mnie, by porozmawiać.

Okazało się, iż ojciec dziecka jest znanym krakowskim przedsiębiorcą. Ma żonę i nie cieszył się z perspektywy ojcostwa sugerował aborcję, ale Zuzanna chciała urodzić. Gdy dowiedział się o decyzji, opowiedział całą sytuację żonie. Żona przyjęła wyjaśnienia, po czym zaatakowała Zuzannę, zmuszając ją do porzucenia dziecka. Nie zadziałały ani przekazane złotówki, ani groźby. Ostatecznie przedsiębiorca wyjechał z Krakowa, a jego żona naciskała na oddanie dziewczynki do adopcji.

Na koniec swojej opowieści Zuzanna spojrzała na mnie bez lęku:
Chcę ją zatrzymać, ale nie wiem, jak dam sobie radę w akademiku i bez pieniędzy

Usłyszawszy te słowa, wsparłam ją, dodając jej otuchy. Nasza ordynator miała dobre kontakty w Krakowie, więc zorganizowała spotkanie z ojcem dziecka. O dziwo, nie uchylał się od rozmowy pojawił się w szpitalu kilka godzin później i dokładnie omówili kwestie związane z przyszłością Zuzanny i córki. Okazał się bardziej honorowy, niż wszyscy przypuszczaliśmy.

Po wypisie ze szpitala Zuzanna wynajęła kawalerkę, za którą ojciec dziecka zapłacił czynsz z góry na rok przelewając jej ponad 30 tysięcy złotych. Przekazał też kwotę, która wystarcza na start i obiecał wsparcie w przyszłości. Chyba sumienie dało o sobie znać i zrozumiał, iż za błędy trzeba odpowiadać. Jak potoczą się dalsze losy Zuzanny i jej córki nie wiem, ale wierzę, iż w końcu stworzą prawdziwy dom i wychowają wspaniałą dziewczynkę.

Idź do oryginalnego materiału