Cichutki poród w szpitalu, trudna decyzja młodej studentki, znany biznesmen jako ojciec i walka o przyszłość córeczki – niezwykła historia Lilki, która chciała oddać dziecko, ale mimo przeciwności postanowiła zatrzymać je przy sobie

newskey24.com 3 dni temu

Jestem położną z wieloletnim doświadczeniem i przez ten czas widziałam wiele różnych sytuacji wzruszających, trudnych, czasem bolesnych. Rzadko wtrącam się w sprawy rodzin rodzących kobiet, ale niedawno musiałam zrobić wyjątek, by pomóc młodej studentce, która urodziła cudowną córeczkę i od razu chciała oddać ją do adopcji.

Dziewczyna miała na imię Bożenka, typowe polskie imię, i trafiła do szpitala w Warszawie. Przez dziewięć miesięcy nosiła dziecko, ani razu nie była u lekarza ani na żadnych badaniach. Bożenka była zamknięta w sobie i nie chciała wyjaśnić powodów swojej decyzji. Przed porodem nie było czasu w rozmowę.

Bożenka urodziła w sposób książkowy cicho, spokojnie, bez krzyków czy paniki. Przestrzegała wszystkich wskazówek i poleceń, a poród przebiegł bez żadnych komplikacji. Gdy trzymałam w ramionach nowo narodzoną dziewczynkę, głośno płaczącą i ogłaszającą swoje przyjście na świat, młoda matka płakała razem z nią. Pocieszyłam ją, mówiąc, iż dziecko jest zdrowe, i iż to ogromny powód do radości.

Na oddziale Bożenka oznajmiła, iż oddaje córeczkę do adopcji i prosiła, by powiadomić odpowiednie instytucje. Próbowaliśmy ją przekonywać, by przemyślała decyzję, ale nie chciała choćby przystawić dziecka do piersi, prosząc o spokój i dystans.

Mała dziewczynka nie chciała jeść mleka modyfikowanego, ale z każdym zapachem mleka otwierała usta z nadzieją, wyciągając główkę w poszukiwaniu matczynej piersi. Zaczęła tracić na wadze i wyglądała coraz słabiej.

Gdy przyszłam kolejnego dnia na dyżur, wzięłam dziewczynkę i zaniosłam ją do Bożenki, mimo iż współpracownicy byli temu przeciwni. Wyjaśniłam Bożence, iż jej postawa zagraża zdrowiu dziecka i wręcz nalegałam, by ją nakarmiła. Kiedy córeczka poczuła bliskość, zaczęła pić mleko z wielkim entuzjazmem. Wyszłam, udając nagłe zajęcie, by dać im czas tylko dla siebie.

Po pół godzinie wróciłam i zobaczyłam, jak Bożenka zasnęła tuląc swoją córeczkę. Wyglądały spokojnie, jakby niespodziewany ciężar zniknął choć na chwilę. Niedługo później Bożenka wyszła z dziewczynką na korytarz, usiadła obok mnie i zaczęła opowiadać swoją historię.

Okazało się, iż ojcem dziecka był znany warszawski biznesmen pan Bartosz, żonaty i mający już rodzinę. Nie był gotowy na drugie dziecko, tym bardziej z młodą studentką, proponował aborcję. Bożenka odmówiła i zdecydowała się urodzić. Gdy Bartosz przekazał prawdę żonie, ta przyjęła jego przeprosiny, ale skierowała całą złość na Bożenkę i nalegała na oddanie dziecka do adopcji. Ani pieniądze, ani groźby nie zmieniły decyzji Bożenki. Mężczyzna wyjechał z Warszawy, a jego żona uporczywie ciążyła Bożence z presją.

Na zakończenie swojej historii Bożenka spojrzała mi w oczy i powiedziała:
Chciałabym ją zatrzymać, ale nie wiem, jak sobie poradzę w akademiku, bez wsparcia, bez pieniędzy

Zachęciłam ją, zapewniłam o wsparciu i pochwaliłam za odwagę. Nasz ordynator, pan Roman, znał wielu ludzi w Warszawie, więc udało się skontaktować z ojcem dziecka i zaprosić go na rozmowę. Wbrew przypuszczeniom, Bartosz nie odmówił spotkania. Przyszedł jeszcze tego samego dnia i w rozmowie ustaliliśmy wszystkie najważniejsze kwestie dotyczące przyszłości Bożenki i dziecka. Ku naszemu zdziwieniu okazał się być odpowiedzialnym człowiekiem.

Po wyjściu ze szpitala Bożenka wynajęła mieszkanie w Warszawie, a ojciec dziecka opłacił wynajem na rok z góry, przekazując jej również wystarczająco pieniędzy, by zapewnić godny start. Obiecał, iż będzie wspierać córkę zarówno finansowo, jak i duchowo. Chyba w Bartoszu obudziło się sumienie i zrozumiał, iż musi być odpowiedzialny za swoje decyzje.

Nie wiem, jakie losy spotkają Bożenkę i jej córkę, ale wierzę, iż odnajdą szczęście i siłę do stworzenia wspólnej rodziny, pełnej miłości i zrozumienia. Życie jest pełne trudnych wyborów, ale czasem wystarczy odrobina wsparcia i odwagi, by wybrać własną drogę. Największą lekcją tej historii jest to, iż nigdy nie wolno zostawiać drugiego człowieka samego w najtrudniejszej chwili bo czasem jedna rozmowa potrafi odmienić czyjeś życie.

Idź do oryginalnego materiału