Ciotka w gościnie, żona zalewająca się łzami

twojacena.pl 1 dzień temu

**Dziennik, 15 października**

Obudziłem się nagle od dzwonka do drzwi. Po drugiej stronie łóżka zbudziła się moja żona, Zosia. Delikatnie pogłaskałem ją po ramieniu:
Śpij, kochanie, ja otworzę. Cicho mruknąłem pod nosem: Kto to może być o tak późnej porze?

Gdy otworzyłem, w progu stała ciocia Halina z wielką torbą w rękach. Za nią, nerwowo przestępując z nogi na nogę, stał wujek Kazimierz.

Kochany siostrzeńcu! wykrzyknęła ciocia. Nie cieszysz się, iż mnie widzisz? Chodź, uściskaj staruszkę! Złapała mnie za ramię, jakby chciała udusić w uścisku.
Koniec spokoju pomyślałem z nostalgią, ciągnąc walizki cioci przez przedpokój.

Reszta nocy minęła w chaosie. Ciocia odmówiła spania na kanapie, bo była zbyt twarda. Potem oznajmiła, iż to ja powinnam ją położyć spać.

Zosia przez cały czas stała oszołomiona. Nie minęła choćby godzina, a ciocia już przewróciła całe mieszkanie do góry nogami. W końcu wszyscy poszli spać. Ciocia z wujkiem zajęli nasze łóżko, a my z Zosią kanapę.

Jak długo jeszcze tu zostaną? szepnęła Zosia, stawiając przede mną śniadanie.
Nie wiem. Zapytam, gdy wrócę z pracy.

Żona nasłuchiwała nerwowo chrapania z sypialni, potem szepnęła:
Robert, boję się ich Możesz wrócić dziś wcześniej?
Spróbuję odparłem i wyszedłem z mieszkania.

Gdy wróciłem, czekał na mnie elegancko nakryty stół.
Wejdź, siostrzeńcze, świętujemy nasze spotkanie! zawołała ciocia z kuchni.
Zosia szepnęła cicho:
Tak się cieszę, iż jesteś

Usiedliśmy do stołu.
Ciociu, od dawna jesteście w Warszawie? zapytałem.
Już nas wyrzucasz? burknęła ciocia do wujka. Widzisz, nie jesteśmy mile widziani.

O czym mówicie? Możecie zostać, jak długo chcecie! Byłem zdezorientowany.
Zostaniemy, Robercie na zawsze. Sprzedaliśmy już mieszkanie. Jesteście naszą jedyną rodziną. Nie wyrzucisz staruszki na bruk, prawda? Ciocia teatralnie otarła łzę.

Szczęka mi opadła, a Zosia wybuchnęła płaczem i wybiegła.
W pokoju zaległa niezręczna cisza. Wujek spokojnie kończył sałatkę.

Dlaczego milczysz?! warknęła ciocia. Ty tylko jesz! Mógłbyś choć słowo rzec!
Zgadzam się z tobą, kochanie odparł wujek.

Tyle z ciebie za mąż! krzyknęła ciocia. Zawsze tak jest! Ja wszystko decyduję, a on się tylko zgadza. Co to za mężczyzna? Zwróciła się do mnie. Szczęśliwy jesteś, siostrzeńcze?
Zostaniecie, jak długo zechcecie! powiedziałem, a wtedy usłyszałem, jak Zosia szlocha za drzwiami.

Bez entuzjazmu wziąłem widelec. Wujek jadł tak głośno, iż aż dudniło mi w uszach.

Gdy ciocia skończyła, odsunęła talerz i westchnęła:
Najedzona. Robercie, żartowałam. Jesteśmy tu na badania w szpitalu może na trzy dni. A ty, siostrzeńcze, świetnie sobie radzisz. Bałeś się, ale nie pokazałeś tego. Pamiętałeś o rodzinie. Po mojej śmierci dostaniesz nasze mieszkanie nie mamy dzieci. Jesteś jedynym spadkobiercą.

Nigdy nie czułem takiej ulgi. Odparłem wesoło:
Niech ciocia żyje sto lat!

Przez te dni Zosia zamieniła się w płaczącą dziewczynkę zupę przypaliła, kotlety były twarde, pranie źle wyprała, a podłogę źle umyła

Gdy się żegnali, ciocia szepnęła mi do ucha:
Jak mogłeś ożenić się z taką beksą? Czyżby w ciąży? Tylko beczy!

Gdy drzwi się zamknęły, Zosia zaczęła tańczyć z radości:
Może już nie wrócą? powiedziała pełna nadziei.
Nie wiem Chyba się cioci podobało.
Nie wytrzymam tego dłużej! jęknęła.

Dzwonek rozległ się ponownie.

Serio, znowu?! Zerwałem się, ale to tylko budzik. Uśmiechnąłem się czekał mnie piękny dzień.

**Lekcja na dziś:** Rodzina to błogosławieństwo ale czasem warto sprawdzić, czy drzwi są zamknięte na klucz.

Idź do oryginalnego materiału