28 listopada 2025, wtorek
Co ci się tak wciągnęło w tę Bognię? Po co ci żona, jaką ona jest? Po porodzie stała się pulchna, teraz kuleje jak balon. Myślisz, iż jeszcze się odchudzi? Pewnie, czekaj, tylko będzie gorzej!
Ale ona jest spokojna. I adekwatnie podoba mi się, iż nabrała nieco krągłości. Kiedyś była chuda jak patyk, a teraz ma prawdziwe kształty!
Śmiałem się, mówiąc tak o żonie, ale mój najlepszy przyjaciel, Arkadiusz, natychmiast uderzył mnie w ramię.
Hej, nie daj się ponieść, dobra? Co cię to obchodzi. Na sylwestrowej imprezie firmowej pojawi się ona, a ty będziesz się wstydził patrzeć kumplom w oczy. Jesteś wysoki, szeroki, przystojny. Kobieta ma swoją chwilę, ale my, faceci, jesteśmy panami w każdym wieku!
Zgubiłem słowa, ale w myślach pojawiło się, iż może trochę za długo siedzę w tym małżeństwie. Kiedyś byłem cwaniakiem, dopóki Bogna nie zmieniła mnie. Spokojna, piękna, dobra, troskliwa. Gotuje tak, iż nie mogę odłożyć talerza. Sam przybrałem na wadze dziesięć kilogramów od ślubu, a już mamy małe dziecko.
Czas wymienić żonę, jak stare opony! ryczał Arkadiusz ze śmiechem. Ja się rozwiodłem i teraz mam Lenę. Młodą, zgrabną. A jak coś nie pójdzie, zamienię ją na kolejną!
Po tej rozmowie wciąż rozmyślałem o słowach przyjaciela. Arkadiusz wpoił mi swoje myśli, a ja nagle zacząłem wierzyć, iż naprawdę przesiadłem się w tym małżeństwie.
Bogna, przybrałaś
Zanim zdążyłem dokończyć, Bogna trzymała naszą nowo narodzoną pociechę przy piersi i spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami.
I co z tego? Pięć kilogramów przybrałam czy to tragedia? Ja opiekuję się dzieckiem, jestem pozbawiona snu, pracuję zdalnie. Cały dom spoczywa na mnie: opieka nad maluszkiem, praca, finanse, rachunki, zakupy, gotowanie! A ty narzekasz na pięć drobnych kilogramów?!
Czułem, jak w jej duszy pęka rura. Chciała wybuchnąć płaczem, bo nie czuła się doceniona. Gdyby odszedła, zostawiłbym ją samą z wszystkimi problemami.
Po co tak się rozpamiętujesz? Przyniosłem na świat człowieka, a ty mówisz o kilogramach!
Bogna przetarła łzy i poszła do pokoju dziecięcego z maluchem w ramionach. Ja siedziałem w fotelu. Gdybym miał inną żonę, może nie krzyczałaby.
Z każdym dniem wpadam coraz głębiej w poglądy Arkadiusza. Coraz częściej wydaje mi się, iż ma rację. Nie opuszczę dziecka pomogę ale mieć zapasowy plan nie zaszkodzi.
Spójrz na Łucję z drugiego działu! Patrzy na ciebie z pożądaniem! Jest wolna, sprawdzam to. Piękna, atletyczna. Patrz na nią jest jak obraz! Obok niej twoja Bogna nie ma szans! mówił Arkadiusz, podchodząc do stołu.
Łucja stała przy chłodziarce, przeglądając notatki. Nie widziałem w niej ognia, o którym mówił Arkadiusz, ale on zawsze miał lepsze wyczucie.
Kiedy wrócisz do domu, czeka cię taka dziewczyna! Szpilki, koronki, wszystko, co mężczyznę rozpala! A twoja? Pewnie w szlafroku z plamami po jedzeniu! Starzejesz się, a znajdziesz kobietę młodszą będzie trudniej.
Arkadiusz klepnął mnie po ramieniu i odszedł, rzucając żartobliwie kilka nieprzyzwoitych uwag w stronę Łucji. Czułem zazdrość wobec przyjaciela. On zawsze potrafił rozmawiać z kobietami, zdobywać numery, chwalić się udanymi nocami.
Udałem się do mamy, Leny, i opowiedziałem jej, iż żona już nie pasuje mi tak, jak kiedyś. Leni, zawsze po mojej stronie, tym razem nie poparła mnie.
Ty mały drań, twoja żona dała ci dziecko, pracuje, prowadzi dom, jest piękna i ty zamykasz nos! Wy wszyscy jesteście tacy sami, Fryderyku. Nie potraficie docenić, co macie, tylko patrzycie w dal jak wilki. Na końcu zostaniecie sami, wyjąc na księżyc!
Jej słowa przeszły mi przez uszy, a ja dalej przyglądałem się Łucji w pracy, licząc, iż przyjaciel miał rację. Czas płynie, nie znajdę już tak młodej kobiety, a nie potrzebuję jasnowidza, żeby to zobaczyć. Pewnego dnia wróciłem do domu tak roztrzęszony, iż nie mogłem myśleć o niczym innym niż o słowach Arkadiusza.
Siedziałem naprzeciwko Bogny, która kołysała dziecko po kolejnej bezsennej nocy. Cienie pod oczami, skóra już nie była taka gładka, a sylwetka nie przypominała dawnej atletycznej figury. Zrozumiałem, iż ją kocham, ale przerażało mnie, iż mogę przegapić wszystkie męskie szanse.
Wiesz, Bogno, myślę, iż powinniśmy się rozstać. Zmieniłaś się po porodzie. Zdałem sobie sprawę, iż to czas
Mówiłem niepewnie, szukając łagodniejszych słów, czując się idiotą, jakbym padł ofiarą oszustów telefonicznych.
Na początku Bogna nie odpowiedziała. Spojrzała w moje oczy i w nich było tylko zmęczenie, bez gniewu. Położyła dziecko w kołysce, spakowała dwa walizki, wzięła malucha i ruszyła w korytarz. Nie powiedziała nic, dopóki nie wyszła.
Chciałem krzyknąć, zatrzymać ją, padnąć na kolana i przeprosić. Jednak gdy pomyślałem o upokorzeniu przed Arkadiuszem, odpuściłem.
Wiesz co, Fryderyku Może powinieneś na jakiś czas zamieszkać sam bez mnie, bez naszego synka. Kiedy miałem wypadek i leżałem w łóżku, pielęgnowałam cię rok. Pracowałam, zmieniałam pieluchy, szukałam lekarzy, brałam pożyczki i spłacałam je. Nie mówiłam wtedy o rozwodzie, o tym, iż coś jest nie tak. A ty wyrzuciłeś mnie z dzieckiem w ramionach przez pięć kilogramów.
Bogna odwróciła się i odeszła, nie czekając na moje zrozumienie. Stałem w drzwiach, słysząc, jak jej kroki znikają, i czułem jedynie przytłaczający ból popełnionego błędu.
Następnego dnia poszedłem do pracy bez nastroju. Wszystko mi się rozchodziło z rąk. Arkadiusz podbijał mnie żartami i przytulał tak, jak chłopcy na podwórku.
No i co? Idź podrywaj Łucję. Jest piękna zobacz, jak ją zabiorę.
Śmiał się Arkadiusz, ale ja już nie miałem ochoty się bawić. Spojrzałem na niego i powiedziałem:
Wiesz, Senio, byłem głupi, wierząc w to. Miałem żonę, o której każdy facet zazdrościł. Mam syna, dobrą rodzinę. Nie potrzebuję twoich młodych dziewczyn!
Mówisz jak tchórzliwy mąż, nie jak mężczyzna!
A mężczyzna w twojej definicji to ktoś, kto porzuca żonę i dziecko? Kto skacze od jednej dziewczyny do drugiej, jak pies po odłamku?
Arkadiusz wziął się do złości, a nasz konflikt wybuchł tak głośno, iż już nie chciałem z nim rozmawiać. Postanowiłem, iż jeżeli nic się nie zmieni, nie będę już jego przyjacielem. Z takim przyjacielem nie potrzebujesz wrogów.
Tego samego dnia przyniosłem Bognie ogromny bukiet kwiatów, ukląkłem i błagałem o wybaczenie, przyznając, iż byłem zwiedziony opowieściami przyjaciela. Wziąłem na siebie pełną odpowiedzialność i błagałem o szansę. Bogna wybaczyła mi; wróciliśmy do mieszkania i zaczęliśmy żyć w zgodzie. Wydawało mi się, iż kocham ją bardziej niż kiedykolwiek. Nie postrzegałem jej już jako pakiet z dzieckiem.
Dla mnie Bogna stała się najpiękniejsza, najcenniejsza. Kiloramy przestały mieć znaczenie, a zmęczenie już nie było przeszkodą. Zacząłem aktywnie pomagać nocą karmiłem dziecko, pranie, gotowanie, zakupy. Bogna zapisała się na siłownię i znów rozkwitała. Krok po kroku nasz związek wrócił na adekwatną drogę.
Obiecuję sobie, iż nigdy więcej nie pozwolę, by cudze opinie rujnowały moje życie. **Lekcja:** trzeba ufać własnemu sercu i nie poddawać się presji otoczenia.









