Daria wróciła wcześniej do domu z upominkami od rodziców. Chciała zrobić mężowi niespodziankę, ale Jan zamiast ciepłego powitania wysłał ją do sklepu. Skutki tego były zaskakujące.

newsempire24.com 1 tydzień temu

Dawno temu, jeszcze zanim wszystko przybrało taki obrót, pamiętam, jak Jagoda wróciła do Warszawy, trzy dni wcześniej, niż się umawiali z mężem. Przywiozła torby pełne smakołyków od mamy z Radomia konfitury w słoikach, domowy smalec, jabłka z ogrodu. Chciała zrobić Jankowi niespodziankę, bo tak się za nim stęskniła, iż ostatnie kilkadziesiąt kilometrów w pociągu liczyła, mijając coraz to nowe przystanki. Była już w szóstym miesiącu ciąży i kręgosłup bolał ją od kilku tygodni coraz mocniej.

Szła wolno ulicą Żytną, taszcząc ciężkie siaty do starego osiedla, gdzie jeszcze czekał na nią ich wspólny kąt. Torby ciążyły jej na ramionach tak, iż aż jęknęła, stawiając je na wyszczerbionym chodniku przy przystanku. Wzięła głęboki oddech, próbując złapać równowagę, a dzieciątko w brzuchu zaraz zaczęło się wiercić, jakby domagało się, by nareszcie usiąść i odpocząć.

Zdecydowała się zadzwonić do męża.

Jasiu, cześć wyszeptała, gdy podniósł telefon. To ja. Już jestem. Stoję pod blokiem, nie mogę tych toreb dźwigać, mama za dużo napchała. Przyjdź po mnie.

Przez chwilę po drugiej stronie słuchawki panowała cisza, aż Jagoda zerknęła na ekran, czy połączenie się nie rozłączyło.

Jagoda? Już teraz? Przecież mieliśmy się zobaczyć w czwartek! Janek aż zadrżał w głosie z zaskoczenia.

Chciałam ci zrobić niespodziankę. Bardzo się stęskniłam, a te torby mnie wykańczają. Wyjdź, proszę.

Ale, kochanie Janek mówił coraz szybciej. Wiesz, wszystko mi się wczoraj w domu skończyło A chciałem tak ładnie cię przywitać! Kup po drodze mięso, najlepiej wołowinę, i świeżych ziemniaków. Sklep spożywczy tuż za rogiem. Zaraz przygotuję obiad, jak należy, a potem odpoczniesz.

Janku, no przecież mnie nie słuchasz Jagoda z trudem wstrzymywała łzy. Jestem w ciąży, nie mogę już dźwigać. Proszę, przyjdź po mnie. W domu ziemniaki i jajka jeszcze są…

Nie rozumiesz Chciałem zrobić wszystko idealnie. Zajrzyj do sklepu, weź wołowiny, tak z osiemset gramów i siatkę ziemniaków. Proszę cię! Dla nas, dla ciebie.

Jagoda popatrzyła na sinawe wgłębienia od uchwytów na dłoniach i poczuła, jak zbiera jej się na płacz. Ugryzła się w język i, powłócząc nogami, podeszła do sklepu przy Placu Mirowskim. W środku spojrzała na nią zmęczona kasjerka. Mięso wydawało się jeszcze cięższe, a ziemniaki nie do uniesienia. Gdy wyszła, ręce drżały jej ze zmęczenia.

Telefon znów zadzwonił.

Kupiłaś wszystko? Janek choćby nie zapytał, jak się czuje.

Tak, już jestem pod blokiem powiedziała przez zęby. Wpuść mnie, proszę.

Zaczekaj, nie wchodź. Daj dziesięć minut. Po prostu usiądź na ławce, niespodzianka zaraz będzie gotowa!

Janku, błagam cię, nie mogę już stać krzyknęła, nie zważając na spojrzenia przechodniów.

Siedź na ławce, zaraz schodzę, pięć minut!

Usiadła ciężko na starej ławce pod klatką, a torby z hukiem postawiła obok. Miała ochotę rzucić tym mięsem w okno na trzecim piętrze. Minęło dziesięć minut, potem dwadzieścia, aż w końcu trzydzieści pięć. W tym czasie zdążyła wyobrazić sobie, jak wchodzi do mieszkania: może czeka kwiatowy bukiet, a może śniadanie przy świecach? Nic z tych rzeczy nie mogło jej wynagrodzić tego siedzenia na chłodzie po podróży.

W końcu Janek się pojawił, rozczochrany, spocony, w koszulce założonej na lewą stronę.

O, jesteś! No chodź, chodź, pogoda ładna!

Czemu jesteś taki mokry? Jagoda ledwo wstała z ławki, podtrzymując się poręczy. I czemu tak pachnie od ciebie domestosem?

Zaraz zobaczysz! uśmiechnął się szeroko i wciągnął ją do windy.

Mieszkanie pachniało chlorem i tanim odświeżaczem powietrza. Weszła do kuchni, zaglądnęła do łazienki. Było… czysto. choćby bardzo. Rzeczy, które zwykle walały się po krzesłach, zniknęły. Dywan był mokry po myciu, kurz starannie starte. Tylko jej ceramiczne kurki stały teraz samotnie w kącie.

No i jak? Janek uśmiechał się, dumny jak paw. Niespodzianka! Specjalnie dla ciebie.

Jagoda popatrzyła na niego długo.

I to wszystko? zapytała cicho.

Jak to wszystko? Jagódko, szorowałem tu trzy godziny! Myłem podłogi, zmywałem naczynia, łazienka lśni! Chciałem, żebyś przyjechała i odpoczęła, żebyś nie musiała nic robić. Ty zamiast podziękować, masz taką minę, jakbym ci zupę zasolił.

Zrobiłeś mi taki niespodziewany wf, żeby umyć podłogę? łzy stanęły jej w oczach. Z powodu tego mopowania musiałam iść z zakupami, których nie powinnam dźwigać!

No tak! Ja tylko chciałem dobrze, a ty wiecznie narzekasz! Przyjechałaś wcześniej, przeszkodziłaś mi w planie. Tyle się starałem, tylko dla ciebie, a ty

Nie zależy mi na czystych kątach kosztem mojego zdrowia, Janku! Trzeba było wyjść po mnie, przytulić, a nie szorować panele!

Janek wściekł się tak, iż rzucił szmatkę do zlewu.

Zawsze ci źle! Ty tylko o sobie myślisz! A ja nie? Ja całą noc nie spałem, żeby się wyrobić!

Jagoda oparła się o blat, głośno oddychając, próbując opanować drżenie.

Nic nie rozumiesz… szepnęła.

To ty nic nie rozumiesz! Przez ciebie wszystko się pokpiło, a teraz ja winny! Niewdzięczna jesteś, Jagodo.

W końcu pobiegł do sypialni, trzaskając drzwiami.

Dziecko w brzuchu znów dało o sobie znać. Jagoda spojrzała na siatki i mięso, którego Janek nie zdążył choćby odłożyć. Poczuła, jak żal i zmęczenie mieszają się ze sobą. Poszła do łazienki, spojrzała w lustro: blada, z podkrążonymi oczami, zupełnie inna Jagoda, niż ta, która wysiadała rano na Dworcu Centralnym.

Pamięta jeszcze, jak miała nadzieję, iż Janek po prostu ją przytuli, powie: Dobrze, iż jesteś w domu. A tymczasem była tylko sprzeczka o czyste kąty.

Następnego dnia zabrała swoje rzeczy i wróciła do mamy. Wszyscy, od teściowej po dalszą rodzinę, próbowali ją powstrzymać. Janek dzwonił, obiecywał, iż się zmieni, przepraszał, mówił, iż już wszystko zrozumiał. Ale Jagoda wiedziała: nie chce być z człowiekiem, który bardziej ceni domowy porządek od zdrowia ich wspólnego dziecka. Rozwód stał się koniecznością. I tak skończyła się ich historia, za którą dziś nie tęskni.

Idź do oryginalnego materiału