Dla mojej mamy opieka nad wnuczką to coś „niemożliwego”.

newsempire24.com 10 godzin temu

W moim śnie matka stała się nieuchwytną górą, a opieka nad moją wnuczką jedyną rzeczą, którą nie potrafiła znieść przypominała wspinaczkę po lodowatym sufitowym dachu. Wszyscy moi znajomi mają matki, które bez problemu noszą ich dzieci na rękach, a ja słyszę od matki wciąż to samo: To twoje dziecko, ja wychowałam własne. Zuzanna, moja pięcioletnia córeczka, chodzi do przedszkola w Krakowie, a po dwóch latach urlopu macierzyńskiego wróciłam do pracy jako nauczycielka w pierwszych klasach, nie mogąc już tak często wziąć wolnego. Gdyby tylko matka mogła pojawić się w tym zawiłym tańcu codzienności

Zimą, kiedy nie mam letniego domu nad Wisłą, mam mnóstwo wolnych godzin. Matka, Jadwiga, siedzi w domu, otoczona jedynie szarego tonu telewizorem i szumem telefonów z przyjaciółkami. Nie ma nic innego, co mogłaby zrobić. W zeszłym tygodniu wpadliśmy na okulistę i dowiedzieliśmy się, iż Zuzanna ma problemy ze wzrokiem. Zadzwoniłam do Jadwigi i rzekłam, iż musimy zabrać Zuzannę do kliniki na dziesięć dni. Odbieramy ją z przedszkola o trzynastej, a rano prowadzimy ją do szpitala wszystko znajduje się w jednym zakątku: przedszkole, klinika, dom matki.

Zuzanna jest grzeczna, a matka wie o tym. Nie jest marudna, nie hałasuje, nie robi bałaganu, je to, co jej podamy. Mimo to Jadwiga odczuwa nieodpartą niechęć wobec niej. Pewnego dnia potrzebowałam pomocy matki, bo mój mąż, Marcin, i ja musieliśmy iść do pracy.

Byłoby cudownie, gdyby Jadwiga mogła przyjść i pomagać nam przez kilka dni, ale nie jest w stanie. Na szczęście mamy blisko rodzinę, która może nas wesprzeć. Babcia, która mieszka obok, wydaje się ostatnio nie mieć nic do roboty, więc mogłaby zająć się dzieckiem, gdy my pracujemy. Nie kosztowałoby to nic dodatkowego, bo mieszka w pobliżu, a jej obecność uwolniłaby mnie i Marcina od sporym stresu.

Od kiedy Jadwiga przeszła na emeryturę, pomagam jej finansowo. Przesyłam jej pieniądze regularnie, opłacam cały czynsz dwa razy w miesiącu w złotówkach. Kiedy idziemy na zakupy, zabieram ją ze sobą i sama płaci za wszystko. Na każde święto przynoszę jej drogie, piękne prezenty. A ona przyjmuje tę pomoc jako rzecz oczywistą, wierząc, iż to mój obowiązek, by przynosić jedzenie i płacić czynsz, bo jestem jej córką. Nie rozumiem tego! Moje dziecko jest moim problemem, a nie czymś, co mam oddać do opieki.

Wydaje się, iż babcie nie są zobowiązane do pomagania swoim dzieciom, a jednak tak robią. Czy to w porządku? Boli mnie to głęboko staram się tak bardzo o matkę, a ona tego nie docenia.

Idź do oryginalnego materiału