Historia projektu rozpoczęła się od nieoczekiwanego zwrotu w życiu jego autora. Dominik Wojciechowski początkowo planował studia artystyczne, jednak kiedy nie dostał się na Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu, postanowił spróbować swoich sił na filologii chorwackiej. Wybór, który początkowo był alternatywną drogą edukacji, z czasem przerodził się w fascynację Bałkanami, ich kulturą, historią i mieszkańcami.
– W trakcie tych studiów okazało się, iż to jest dobry strzał, iż to jest bardzo interesujący kierunek. No i w międzyczasie zrodził się temat fotograficzny, więc mogłem połączyć dwie kwestie – opowiadał Wojciechowski.
Fotografia była jego pasją jeszcze przed rozpoczęciem studiów. Znajomość języka i zainteresowanie historią regionu pozwoliły mu jednak nadać tej pasji zupełnie nowy kierunek. Zamiast dokumentować wyłącznie architekturę czy charakterystyczne krajobrazy, postanowił przyjrzeć się zjawisku, które z polskiej perspektywy wydawało mu się szczególnie zagadkowe.
Dlaczego część mieszkańców dawnych republik jugosłowiańskich z sentymentem wspomina państwo socjalistyczne i czasy rządów Josipa Broza-Tity?
– Myślę, iż z tego wynika w ogóle ten cały projekt, jak on powstał. Z tej zwyczajnej ciekawości zrozumienia i próby zrozumienia tego, dlaczego ludzie na Bałkanach chcieli przywrócić ten system – tłumaczył fotograf.
Sam nie pamięta życia w komunizmie. Zna je przede wszystkim z opowieści rodziców i przekazów historycznych. Tym bardziej interesowało go, dlaczego w niektórych częściach byłej Jugosławii wspomnienia socjalistycznej przeszłości są tak silne.
W rozmowie z Piotrem Szulcem zwrócił uwagę, iż jugosłowiański model socjalizmu różnił się od tego, który funkcjonował w Polsce. Jugosławia pozostawała poza ścisłą kontrolą Związku Radzieckiego, a jej obywatele mieli stosunkowo szerokie możliwości podróżowania za granicę. Dla wielu rozmówców fotografa ważne okazywały się również wspomnienia większego bezpieczeństwa socjalnego, stabilnego zatrudnienia i mniejszych nierówności społecznych.
Jednak zrozumienie tych doświadczeń wymagało czegoś więcej niż lektury opracowań historycznych.
Wojciechowski postanowił dotrzeć bezpośrednio do ludzi, którzy pamiętali dawną Jugosławię. Większość fotografii do projektu powstała w Serbii oraz Bośni i Hercegowinie, gdzie nostalgiczne wspomnienia o wspólnym państwie wciąż są obecne w części społeczeństwa.
Przez pięć lat artysta podróżował, poszukiwał nieoczywistych historii i rozmawiał z mieszkańcami. W wielu przypadkach właśnie znajomość języka okazywała się jego największym atutem.
– Byłem osobą pomiędzy, kimś, kto zna język, jest w stanie wejść na inny poziom relacji – mówił.
Jak wyjaśniał, nie był ani mieszkańcem regionu, bezpośrednio uwikłanym we własne wspomnienia, ani typowym turystą, który przyjeżdża fotografować egzotyczną dla siebie rzeczywistość. Ta pozycja pozwalała mu zdobywać zaufanie rozmówców i poznawać historie, do których przypadkowy przyjezdny prawdopodobnie nie miałby dostępu.
– Przede wszystkim nie dotarłbym do większości osób, bo to są ludzie starsi i większość z nich zwyczajnie nie mówi po angielsku – podkreślał, odpowiadając na pytanie o znaczenie znajomości lokalnego języka.
Zaskakiwała go również otwartość spotykanych ludzi. Wielu z nich reagowało pozytywnie na fakt, iż ktoś z Polski interesuje się ich wspomnieniami i chce przedstawić je szerszej publiczności.
– Z ich strony taka recepcja była bardzo pozytywna, iż ktoś z zewnątrz wie o jugonostalgii i się tym interesuje, i próbuje dać im głos – opowiadał autor.
Sposób powstawania zdjęć był równie istotny jak ich tematyka. Wojciechowski zdecydował się na fotografię analogową, wykorzystując film średnioformatowy typu 120.
W przeciwieństwie do fotografii cyfrowej, w której można wykonać setki ujęć i natychmiast ocenić efekt, praca na kliszy wymaga większej dyscypliny i starannego planowania.
Fotograf wyjaśnił, iż korzystał z formatu pozwalającego mu wykonać dziesięć zdjęć na jednej rolce filmu. Każde naciśnięcie spustu migawki wiązało się z kosztami, dlatego nie mógł pozwolić sobie na wielokrotne fotografowanie tego samego motywu bez zastanowienia.
Zanim powstało zdjęcie, musiał dokładnie przemyśleć jego kompozycję, znaczenie i miejsce w całej opowieści. Ta metoda pracy sprawiła, iż projekt wymagał nie tylko cierpliwości, ale również umiejętności przewidywania ostatecznego efektu.
Jednak najtrudniejsze nie było wykonanie fotografii. Jak przyznał autor, problemem okazało się znalezienie odpowiedniego tytułu, który w jednym słowie pomieściłby sens pięcioletniej pracy.
Projekt przez długi czas pozostawał bezimienny. Dopiero historia dawnego jugosłowiańskiego magazynu „Svijet”, czyli „Świat”, przyniosła rozwiązanie.
Pismo przedstawiało codzienność mieszkańców Jugosławii i przestało się ukazywać w 1991 roku, kiedy wspólne państwo zaczynało się rozpadać.
– Stwierdziłem, iż on idealnie by po prostu pokazywał ten ich świat, ten świat ukryty, alternatywny, który cały czas istnieje gdzieś za kulisami, a jednocześnie w symboliczny sposób pokazuje upadek tego świata – tłumaczył Wojciechowski.
Data zamknięcia magazynu stała się dodatkowym elementem symboliki projektu. Rok 1991 oznaczał początek rozpadu Jugosławii i konfliktów, które na kolejne lata zmieniły życie mieszkańców Bałkanów.
W samej książce znalazł się także nietypowy zabieg artystyczny nawiązujący do śmierci Josipa Broza-Tity w 1980 roku.
Wojciechowski zdecydował się pięciokrotnie wprowadzić do fotograficznej narracji symboliczną minutę ciszy. Wykorzystał przy tym specjalne fotograficzne wklejki na papierze gazetowym, wyróżniające się na tle pozostałych stron.
– Chciałem po prostu pokazać taki szacunek do tych wszystkich osób, z którymi przeprowadzałem wywiady, z którymi pracowałem nad tym projektem – wyjaśniał.
Ważnym elementem rozmowy w „Hej Poznań” było pytanie o rzeczywiste źródła jugonostalgii.
Piotr Szulc zastanawiał się, czy tęsknota za dawnym państwem nie jest w rzeczywistości tęsknotą za młodością, dzieciństwem i czasami, kiedy życie było prostsze ze względu na wiek, a niekoniecznie na panujący ustrój.
Fotograf przyznał, iż jest to pytanie, na które nie potrafi udzielić jednoznacznej odpowiedzi.
– Po prawdzie to jest jedno jedyne pytanie, na które nie jestem w stanie odpowiedzieć – mówił.
Porównał tę niepewność do słynnej sceny z filmu „Incepcja”, w której wirujący bączek pozostawia widza z pytaniem, czy obserwowana rzeczywistość jest snem, czy jawą.
Zdaniem Wojciechowskiego nostalgia może mieć wiele źródeł. Obok idealizowania własnej młodości istotne znaczenie mają współczesne problemy ekonomiczne, trudności na rynku pracy i emigracja mieszkańców niektórych państw powstałych po rozpadzie Jugosławii.
Autor zauważył, iż wspomnienia dawnego państwa różnią się w zależności od kraju. W Chorwacji i Słowenii jugosłowiańska przeszłość jest dziś obecna w inny sposób niż w Serbii czy Bośni i Hercegowinie.
Fotograf poszukiwał jednak nie tylko wspomnień, ale również śladów dawnej rzeczywistości, które przez cały czas funkcjonują w codziennym życiu.
Jednym z przytoczonych przykładów była kolej w Bośni i Hercegowinie. Wojciechowski opowiadał o wymianie lokomotywy podczas przejazdu pociągu przez terytorium Republiki Serbskiej. Tego rodzaju sytuacje traktował jako ilustrację podziałów administracyjnych i politycznych, które pozostały po rozpadzie wspólnego państwa.
Innym, pozornie banalnym szczegółem było ostrzeżenie zdrowotne na paczce papierosów. Ten sam komunikat zapisano w trzech językach, mimo iż jego brzmienie było niemal identyczne. Dla fotografa stanowiło to przykład znaczenia odrębności językowej i narodowej w postjugosłowiańskiej rzeczywistości.
W projekcie pojawiły się również historie pokazujące próby przezwyciężania dawnych podziałów.
Jedną z nich była opowieść o trenerze koszykówki z Bujanovca, miasta w południowej Serbii, w pobliżu granicy z Kosowem. Jak relacjonował Wojciechowski, sportowiec pracuje z młodzieżą pochodzącą z różnych społeczności – serbskiej, albańskiej i romskiej. Wspólne treningi mają pomagać w budowaniu wzajemnych relacji mimo różnic narodowościowych i kulturowych.
Według przytoczonej przez fotografa historii działalność trenera miała również uchronić niektórych młodych ludzi przed rekrutacją do organizacji ekstremistycznych.
To jeden z przykładów, w których autor dostrzegał nie tylko konsekwencje rozpadu Jugosławii, ale również współczesne próby odbudowywania więzi między społecznościami.
Efektem pięciu lat pracy stała się książka „Svijet”, łącząca dokument fotograficzny, osobiste historie i artystyczną interpretację pamięci o nieistniejącym już państwie.
Publikacja powstała we współpracy z wydawnictwem Rust Publishing, z którym Wojciechowski związany jest również zawodowo jako introligator. Dostępna jest zarówno w wersji standardowej, jak i kolekcjonerskiej.
– Książka jest w pełni manualnie robiona – podkreślił fotograf.
Dbałość o papier, oprawę i układ fotografii stanowi integralną część projektu. Poszczególne elementy publikacji mają nie tylko prezentować zdjęcia, ale także współtworzyć opowieść o świecie, który formalnie przestał istnieć, ale wciąż pozostaje obecny w pamięci części jego dawnych mieszkańców.
Książkę „Svijet” można znaleźć za pośrednictwem wydawnictwa Rust Publishing. Podczas rozmowy w „Hej Poznań” Dominik Wojciechowski zaprezentował jej kolekcjonerską edycję, opowiadając również o ręcznym procesie powstawania publikacji i wieloletnich podróżach, dzięki którym udało mu się zgromadzić materiał do fotograficznej opowieści o jugonostalgii.






