Religia w planie musi być "z brzegu"
Jednym z elementów pracy w szkole przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego jest zawsze układanie planów lekcji. Normalnie nie jest to zbyt łatwe zadanie. W tym roku jest jednak jeszcze ciężej – wszystko przez decyzję Ministerstwa Edukacji Narodowej, iż szkolne katechezy ma być tylko w wymiarze jednej godziny w tygodniu i to na początku albo na końcu zajęć. Brzmi prosto? W praktyce okazało się, iż to ogromny logistyczny kłopot.
"Upór MEN przy pomyśle, iż lekcje religii muszą się zaczynać na pierwszej lub ostatniej lekcji przysparza dyrektorom i zespołom nauczycielskim pracującym nad planami lekcyjnymi sporo problemów" – czytamy w portalu strefaedukacji.pl, który porozmawiał z nauczycielami i dyrekcją szkół.
Problem jest poważny, bo plan lekcji trzeba ułożyć dla wielu klas, tak aby każdy nauczyciel mógł być dostępny w odpowiednich godzinach. jeżeli w szkole jest osiem roczników, to jak zrobić tak, aby każda klasa miała religię wyłącznie na początku lub końcu lekcji w danym dniu?
– Czy mam układać plan zmianowy, żeby dzieciaki miały na początku religię albo na końcu – zastanawia się w rozmowie z portalem Krzysztofa Wojciechowskiego, wiceprzewodniczącego Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność".
Dyrektorzy zostali sami z problemem
MEN wydało rozporządzenie, ale to dyrektorzy odpowiadają za jego wykonanie. – Nie chcę być w skórze dyrektora, na którym odpowiedzialność za te zmiany będzie cały czas spoczywała. Bo jestem w stanie sobie wyobrazić skargi rodziców, którzy uważają, iż jednak powinny być dwie godziny lekcji religii – mówi Sławomir Wittkowicz z Wolnego Związku Zawodowego "Forum – Oświata".
Jak dodaje, MEN gwałtownie umyje ręce, a dyrektorzy zostaną z całym bałaganem: – o ile więc dyrektor będzie zgodnie z linią ministerstwa uznawał, iż to nie jest wyrok i stosował wytyczne ministerstwa, no to może się narazić na zarzut złamania prawa i postępowanie dyscyplinarne.
W praktyce wielu szefów szkół przyznaje, iż nie da się spełnić tego wymogu. Janusz Makuch, dyrektor szkoły w Szczyrku, mówi wprost, iż w jego szkole religia czasami będzie też w trakcie lekcji. Warunek organizacji religii tylko na pierwszych albo ostatnich lekcjach nie jest do spełnienia.
Katecheci też mają swoje prawa
Organizacja religii to nie tylko układanie planu dla uczniów. Problemem jest też praca katechetów i księży.
– Katechecie czy księdzu, który ma prowadzić religię, nie można powiedzieć: "Proszę w poniedziałek przyjść na pierwszą i na drugą lekcję, a potem na godzinę szóstą, siódmą i ósmą". Bo on na pewno zapyta: "A który jeszcze nauczyciel ma takie godziny zajęć, iż musi przychodzić dwa razy do pracy". To jest dyskryminujące – mówi Robert Górniak z Zespołu Szkół Prywatnych w Sosnowcu.
Trudno się dziwić – żaden nauczyciel nie zgodziłby się na taki "przerywany" grafik. A to właśnie takie rozwiązanie wymusza na szkołach rozporządzenie MEN.
A co z edukacją zdrowotną?
Warto dodać, iż podobny problem mógłby pojawić się przy innych przedmiotach nieobowiązkowych, jak edukacja zdrowotna. I tu wielu rodziców i dyrektorów odetchnęło z ulgą – nie ma przepisu, który nakazuje, aby takie zajęcia także były wyłącznie na początku lub końcu dnia.
Mimo to uczniowie, którzy nie będą uczęszczać na przedmiot, będą mieli jeszcze więcej "okienek" i jeszcze trudniejsze plany lekcji.
– Nie da się zrobić tak, żeby wszystko było na pierwszej lub ostatniej lekcji, zwłaszcza iż oprócz religii ma być też edukacja zdrowotna, która stanowi pewną niewiadomą – podkreśla Janusz Makuch, dyrektor w Szkole Podstawowej nr 1 w Szczyrku.
Szkoły muszą radzić sobie same
Niektóre placówki próbują wybrnąć z sytuacji dzięki temu, iż zatrudniają kilku katechetów.
– Udało nam się to zrobić, bo nie mamy jednego katechety, tylko pięciu, czyli w przypadku wielu osób prowadzących te lekcje jest to możliwe – tłumaczy Marzena Majerowska, dyrektorka szkoły w Gdańsku. Ale to raczej wyjątek niż reguła – większość szkół nie ma takich możliwości.
Dlatego wielu dyrektorów przyznaje otwarcie: przepisy są oderwane od realiów i zwyczajnie nie da się ich wszędzie stosować. A to oznacza, iż rodzice, uczniowie i nauczyciele będą w tym roku doświadczać chaosu w planach lekcji, który można było łatwo uniknąć.