Kiedy Basia dobiegała końca swojej ciąży, jej młodszy brat wyjechał z domu, a ojciec znów sięgnął po kieliszek. Od tego momentu życie Basi stało się istnym piekłem.
Każdy poranek zaczynał się od przewietrzenia domu, wyniesienia butelek spod stołu i czekania, aż tata skończy spać.
Tato, przecież lekarz ci zabronił alkoholu. Ledwo co przeszedłeś udar.
No i co z tego? Będę pił, bo tak łatwiej mi znieść ból.
Jaki ból?
Ból, iż nikomu nie jestem potrzebny. choćby tobie nie jestem na rękę. Całe moje życie to pasmo porażek, Basiu. Po co się żeniłem, po co dzieci miałem, skoro jedyne co im przekazałem to słabość i biedę? Nic dobrego, córko. Pić łatwiej.
Basia, już i tak przybita, zaczynała się denerwować.
Tata, wcale nie nic. Ludzie mają gorzej w życiu.
Gdzie tam gorzej? Ty bez matki wyrosłaś, teraz dziecko na świat bez ojca sprowadzisz i ono też będzie żyło w biedzie.
Tata, nie przesadzaj. Wszystko się może zmienić w jednej chwili.
Basia smutno wspomniała, jak niedawno była szczęśliwa i szykowała się do ślubu z Tomkiem. Świat się przewrócił, ale trzeba żyć dalej.
Tego dnia ojciec znowu się upił. Basia wybuchła:
Przepiłeś pieniądze, które schowałam na czarną godzinę? Jak to znalazłeś? Przeszukałeś cały dom?!
Wszystko w tym domu należy do mnie rzucił. choćby emeryturę pochowałaś przed swoim ojcem!
I wszystko przepiłeś? Nie pomyślałeś, z czego będziemy żyć?
A czemu ja mam się martwić? Chora jestem. Ty dorosłaś, to się opiekuj.
Basia przejrzała szafki.
Pamiętam, iż zostały dwa opakowania makaronu i olej A teraz nic nie ma! Czym my w ogóle dzisiaj zjemy na kolację?
Była w szoku. Usiała na krześle, zakrywając twarz dłońmi.
Nie wiedziała jeszcze, iż ciotka Teresa przychodziła pod jej nieobecność, poiła ojca i wynosiła z domu wszystko, co się tylko dało.
Cichutkim wężem Teresa zwinęła się w ich domu i teraz robiła wszystko, by rozwalić rodzinę.
Tamtej nocy Basia przepłakała całą noc, leżąc bezsilna i głodna.
Rano do drzwi zapukała Teresa. Ubrana w modny płaszcz i buty na obcasie, choćby nie zdjęła butów, przeleciała przez próg.
Cześć kochana. Moja koleżanka z urzędu meldunkowego mówiła, iż macie długi i za chwilę odłączą wam prąd. Co się tu dzieje, Basia? Zrobiłabyś herbaty?
Nie czekając na odpowiedź, wlazła do kuchni i zaczęła grzebać w lodówce i szafkach.
Sama zrobię herbatę, ty jesteś w ciąży, powinnaś odpoczywać. Słuchaj, nie macie cukru ani choćby herbaty. Pusto tu jak w studni. Może pójdziemy do sklepu?
Basia nie patrzyła na nią.
Ciociu, ja nie zrobię herbaty. Lepiej już idź.
Ale Teresa nie odpuszczała.
Wiesz, iż masz problem? Widzisz przecież. Proponowałam, byś do mnie się przeprowadziła. Teraz już nie pytam, tylko proszę pakuj rzeczy i chodź do mnie. Tu nie ma warunków dla dziecka, twój ojciec pije, choćby nie masz co jeść. O witaminach i owocach nie wspomnę… Pakuj się i jedziesz ze mną.
Basia aż usiadła, bo zakręciło jej się w głowie. Łzy napłynęły jej do oczu, Teresa objęła ją.
Posłuchaj, Basieńko, wiem, co myślisz o mnie. I wiem, iż nie zasługuję na rozgrzeszenie, moja córka odbiła ci chłopaka. Ale nie jestem potworem, nie mogę patrzeć jak się tu męczysz. Chcesz czy nie, zajmę się tobą.
Reszta poszła jak przez mgłę: Teresa pomogła Basi spakować się i zamówiła taksówkę.
***
W dniu, gdy zaczęły się bóle porodowe, Teresa nie odchodziła na krok.
Basia, posłuchaj. Już pielęgniarki wiedzą jak tylko urodzisz, nie bierz dziecka do rąk, nie przykładaj do piersi. Po prostu niczego nie rób.
Basia jęczała z bólu:
Ciociu, wszystko mi jedno, byleby się już skończyło.
Nie zapomnij, mówiłam, iż sama go nie wychowasz. Znalazłam już porządną parę, chętną adoptować twoje dziecko choćby dziś.
Po kilku godzinach na świat przyszła dziewczynka.
Waży trzy trzysta, zdrowa. Wszystko w porządku.
Pielęgniarka zabrała noworodka, choćby nie pokazując Basi.
Ale lekarz spojrzała surowo:
Co to ma znaczyć? Macie śliczną, zdrową córkę, a choćby nie chcecie na nią spojrzeć. Proszę przynieść dziecko i przystawić do piersi.
Basia pokręciła głową, roztrzęsiona:
Nie chcę jej. Nie mam jak żyć, nie powinnam w ogóle rodzić Są ludzie, którym bardziej jest potrzebna. Zrezygnuję z niej.
Proszę nie mówić głupstw, choćby spojrzeć!
Basia zacisnęła oczy, ale poczuła delikatne dotknięcie na swojej dłoni
Pielęgniarka położyła dziecko obok niej. Dziewczynka kwiliła, kręcąc nosem i szukała ustami. Basia w końcu na nią spojrzała.
Małe, bezbronne oczka patrzyły na nią spod zmrużonych powiek. Wyciągała rączki, bezradnie sunąc po piersi.
To co, mamo? Karmimy malucha? uśmiechnęła się lekarz. Widząc jak Basia drży, uznała, iż pierwsze wrażenie jest najważniejsze.
Śliczna ta twoja córeczka, potrzebuje ciebie, nie obcych rozumiesz?
Basia rozpłakała się, przytulając córkę, i kiwnęła głową.
Przez kolejne dwie godziny nie mogła się napatrzeć. Dopiero wtedy obudził się jej instynkt macierzyński.
To jest mój sens życia moja córka. Nie ma znaczenia, iż Tomek mnie zostawił, a ojciec pije. Jestem jej potrzebna, zostanę z nią.
***
Basię obudził głos Teresy.
Weszła do sali w szlafroku i patrzyła na nią w łóżku:
Basia, zapomniałaś, o czym się umawiałyśmy? Miałaś oddać dziecko, ja już się umówiłam z ludźmi, którzy ją zabiorą choćby teraz!
Ciociu, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej.
Ale ty choćby nie masz pieniędzy! Przecież jesteś bez dachu nad głową, dokąd pójdziesz z dzieckiem?
Do domu. Nie będę zajmować twojego miejsca. Poradzę sobie.
Basia zobaczyła jak twarz Teresy wykrzywia się w gniewie.
Oszalałaś? Z czego będziesz żyć? Będziesz żebrać?!
Obudził się niemowlak, Basia wstała i podeszła do łóżeczka.
Nie dotykaj! Ja ją utulę, dam mleka sztucznego, powiemy lekarzom, iż nie masz pokarmu.
Basia pokręciła głową:
Ciociu, to moja córka. Ja ją wychowam, nie będę się jej wyrzekać!
Nie możesz! Obiecałaś! krzyknęła Teresa.
Proszę wyjść.
Teresa wyszła, a współlokatorka Basi podniosła wzrok:
Kto to?
Moja ciotka.
Straszna kobieta. Nie przejmuj się, dobrze zrobiłaś. Jakby coś trzeba było, pomogę. Są jeszcze dobrzy ludzie.
Ja Basia.
Lubię cię już, Basia. Wiesz, ona wyglądała, jakby chciała wynieść twoją córkę. Bardzo dziwna.
***
Jeszcze przed wypisem odwiedziła ją dawna koleżanka, Magda. Brzuch już miała spory.
Cześć.
Basia usiadła ostrożnie.
Magda usiadła obok.
Słyszałam, iż urodziłaś.
Tak. Dziewczynkę.
Magda zaczęła przebierać palcami.
Basia, wiesz, mama już wynalazła rodzinę, która chce twoją córkę adoptować
No i?
To dobrzy ludzie, bardzo zamożni. Proponują milion złotych. Cały milion, wyobrażasz sobie? Mogłabyś kupić sobie kawalerkę gdzieś, albo zainwestować w mieszkanie.
Tak, milion, aż tyle? pokiwała głową Basia. To jeżeli ci tak zależy, daj im swoje dziecko.
Magda natychmiast nadęła się, ale dalej trzymała ją za rękę.
Basia, oddaj maleństwo mnie! Zajmę się nią, w końcu to córka Tomka.
Myślisz, iż dasz radę z dwójką dzieci?
Nic nie rozumiesz! Mój związek się sypie!
Basia zerwała się, chcąc odejść, ale Magda złapała ją za rękaw, patrząc szaleńczo.
Potrzebuję tego dziecka!
Puść.
Po kilku godzinach do sali wpadł sam Tomek. Basia aż cofnęła się przestraszona.
Urodziłaś? Mogę ją zobaczyć?
Nie, Tomek. Za chwilę ci się przecież rodzi dziecko z Magdą, to tam patrz!
Musimy pogadać, Basia. Od twojego porodu nie mam spokoju. Chcę zabrać córkę. Zrzeknij się jej, a ja ją od razu adoptuję.
Basia pokręciła głową:
Nie jestem taka jak ty, nigdy nie zostawię kogoś, kto mnie potrzebuje. Niepotrzebnie przyjechałeś, córki nie dostaniesz!
Tomek uparcie został, nie chciał wychodzić.
Oddaj dziecko! Ty choćby nie miałaś prawa go urodzić! I tak ją zabiorę, należy do mnie!
Tak? Ty, maminsynek? Najpierw zapytaj swojej mamusi o pozwolenie!
Basia przepchnęła byłego narzeczonego, wzięła córkę i poszła do pielęgniarek:
Czy moglibyście już nikogo do mnie nie wpuszczać? Mam już dość tego tłumu!
Epilog
W dzień wypisu Basia wychodziła z córką w ramionach.
Wyszła również Lera, koleżanka z sali na nią czekał mąż i mama.
Na schodach Basia dostrzegła samochód Nowaków.
Wysiadła z niego matka Tomka, Irena Nowakowa, wyciągnęła szyję i przypatrywała się Basi.
Basia poczuła ciarki na plecach.
Niedoszła teściowa patrzyła jak wilczyca na łup. Lera zauważyła wyraz twarzy koleżanki, podeszła bliżej.
Kto to?
Matka Tomka.
Tak się wpatruje, jakby cię śledziła. Dziwnie z nimi, mrocznie jakoś Mówiłam ci, iż moja mama pragnie cię u nas, więc jedź ze mną.
Basia skinęła głową. Czuła ten sam niepokój.
***
Mieszkając u nowych znajomych, Basia niespodziewanie odnalazła miłość brat Lery, zaprzysięgły kawaler Jacek, zaczął się nią interesować.
Jacek okazał się cudownym człowiekiem, dobrym i szczerym. Ożenił się z Basią, przysposobił jej córkę i choćby pomagał teściowi.
A co z Magdą i Tomkiem? Ich małżeństwo rozpadło się.
Okazało się, iż Magda udawała ciążę, nosiła atrapę brzucha, wszystkich wkręcała.
Teresa, chcąc ratować córkę, sama powiedziała zięciowi prawdę Magda poroniła na początku. Od razu jednak zaproponowała idealne rozwiązanie:
Tomku, synku, nie gniewaj się na Magdę. Tak, poroniła, ale ty też masz swoje za uszami. Masz dziecko z Basią. A gdybyście adoptowali jej córkę? Przecież to twoje dziecko też. A rodzicom twoim nie mówmy o poronieniu, niech wszyscy sądzą, iż dziecko Magdy to wasze. Jak Basia urodzi, powiemy, iż to Magdy córa.
Tomkowi bardzo się to spodobało.
Wszystko szło po ich myśli, dopóki Basia się nie postawiła i nie oddała swojej córki, przez co dawni znajomi zostali na lodzie.
Matka Tomka, Irena Nowakowa, była wściekła na kłamstwo i wyrzuciła Magdę z domu, a syna zmusiła do rozwodu.









