Dziecko dla przyjaciółki
Pamiętam to, jakby to był sen sprzed lat, kiedy Zośka nosiła pod sercem ostatnie miesiące swojej ciąży. Jej młodszy brat wyjechał w świat, ojciec zaczął zaglądać do kieliszka, i od tego czasu życie Zośki zamieniło się w koszmar.
Każdy poranek zaczynał się od otwierania okien, sprzątania pustych butelek spod stołu i czekania, aż ojciec wstanie.
Tato, nie powinieneś pić. Ledwo wróciłeś do zdrowia po udarze.
Chcę i piję. Kto mi zabroni? Tak łatwiej przeżyć ból.
Jaki ból?
Ten, iż nikomu nie jestem już potrzebny. choćby tobie. Przeszkadzam ci tylko. Po co żyłem, po co się żeniłem, narodziły się tylko dzieci po mnie z moim losem, bez charakteru i bez grosza. Wszystko na nic, córciu. Lepiej pić.
Zośka była już i tak rozgoryczona i zagniewana.
Nie wszystko na nic, tato. Są w życiu gorsze rzeczy.
Co może być gorsze, córciu? Ty wychowywałaś się bez matki. A teraz chcesz urodzić dziecko bez ojca, które też będzie biedne.
Nie wszystko jest takie straszne, tato. Wszystko się może zmienić w jednej chwili.
Z żalem przypomniała sobie czasy, gdy była szczęśliwa, planując ślub z Pawłem. Świat się zawalił, ale musiała żyć dalej.
Tego dnia ojciec znowu był pijany. Zośka krzyknęła do niego przez łzy:
Przepiłeś pieniądze, które odkładałam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś mój pokój?
Wszystko w tym domu jest moje odpowiedział ojciec. choćby twoją emeryturę chowasz przede mną!
I wszystko wydałeś na wódkę? I nie pomyślałeś, za co będziemy żyć?
A dlaczego ja mam o to myśleć? Jestem chory, a ty już dorosłaś, teraz ty się mną zajmij!
Zośka przeszukała szafki w kuchni.
Były jeszcze dwie paczki makaronu i trochę masła A teraz nie ma nic! Co zjemy dziś na kolację?
Zasiadła bez sił na krześle, ukrywając twarz w dłoniach.
Skąd mogła wiedzieć, iż ciotka Natalia, pod jej nieobecność, zaczęła przyprowadzać do domu kompana wódczanego i wynosić z domu resztki jedzenia?
Cicho, jak wąż, weszła do ich życia i robiła wszystko, by skłócić rodzinę.
Zośka spędziła całą noc płacząc. Leżała, zgnębiona, głodna.
Rano do drzwi zapukała Natalia Antonina. W modnym płaszczu, wysokich kozaczkach, nie zdejmując butów, weszła do domu.
Cześć. Moja znajoma z administracji mówiła mi, iż macie długi, mogą odłączyć prąd! Co się tu dzieje, Zośka? Może chociaż herbatą poczęstujesz?
Bez czekania na odpowiedź, Natalia przeszła do kuchni, zaczęła grzebać po szafkach i w lodówce.
Sama zrobię herbatę, jesteś w ciąży, tak jak moja Basia Ale u was nie ma ani cukru, ani herbaty, ani nic! Trzeba iść do sklepu.
Zośka unikała spojrzenia gościa.
Ciociu Natalio, więcej nie będę was częstować herbatą. Proszę odejść.
Natalia się nie zrażała.
Masz kłopoty? Widzisz. Pamiętasz, jak proponowałam, żebyś przeprowadziła się do mnie? Teraz nie pytam, tylko nalegam. Nie ma tu warunków dla dziecka. Twój ojciec pije, nie masz co jeść, potrzebujesz owoców, witamin Pakuj się i jedziemy.
Zośka osłabła i usiadła na krześle. Łzy spływały jej po policzkach, Natalia ją objęła:
Posłuchaj, dziewczyno, wiem, co o mnie myślisz. I nie dziwię się moja córka zabrała ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem i nie mogę patrzeć, jak cierpisz. Chcesz czy nie, zatroszczę się o ciebie.
Potem wszystko działo się jak przez mgłę: Natalia pomogła się spakować i zamówiła taksówkę.
***
W dzień, kiedy Zośce zaczęły się bóle porodowe, Natalia Antonina nie odstępowała jej na krok.
Słuchaj Zośka, już zgłosiłam pielęgniarkom, iż chcesz się zrzec dziecka. Po porodzie nie bierz jej na ręce, nie przystawiaj do piersi. Nie patrz na nią.
Zośka wiła się z bólu:
Ach, ciociu Natalio, wszystko mi jedno. Byleby to się skończyło.
Nie zapominaj, co mówiłam sama go nie wychowasz, a już znalazłam dobrą rodzinę, która chce twoją córkę.
Po kilku godzinach urodziła się dziewczynka.
Waga trzy trzysta, zdrowa, wszystko w porządku.
Pielęgniarka zawinęła dziecko w pieluszkę, choćby nie pokazała Zośce.
Ale pediatra spojrzała surowo na młodą mamę:
Jak to rozumieć? Zdrowa, śliczna dziewczynka, a pani choćby nie chce na nią spojrzeć! Pani Elżbieto, proszę przynieść dziecko, przystawić do piersi.
Zośka potrząsnęła głową:
Nie chcę. Sama nie mam za co żyć, nie chciałam tego dziecka Są ludzie, którzy naprawdę jej potrzebują, napiszę zrzeczenie
Niech się pani opamięta, chociaż spojrzy choć raz.
Zośka zacisnęła oczy, ale poczuła czuły dotyk pielęgniarka ułożyła dziecko obok, zaczęło popiskiwać, szukać ustami, a Zośka spojrzała na córkę.
Małe, bezbronne dziecko patrzyło na nią, mrużąc oczy i szukało jej ciepła.
No, mamo, karmimy maluszka uśmiechnęła się pediatra, widząc, jak Zośka zatrzęsła się z wrażenia tego pierwszego spotkania.
Śliczna dziewuszka, pani ją potrzebuje, a nie obcy ludzie, rozumie pani?
Zośka zapłakała, przytuliła córeczkę i skinęła głową.
Następne dwie godziny odpoczywała obok dziecka, nie mogąc oderwać od niej wzroku.
Wtedy obudził się w niej instynkt macierzyński.
“Oto jest sens mojego życia moja córka. I nieważne, iż Paweł odszedł, a ojciec pije Jestem jej potrzebna, zostanę przy niej”.
***
Zośkę obudził głos Natalii.
Natalia Antonina, owinięta w szlafrok, weszła do sali i spojrzała na nią ostro.
Zapomniałaś, o czym się umawiałyśmy? Mówiłaś, iż zrezygnujesz z dziecka. Już znalazłam ludzi, którzy chętnie ją wezmą.
Pani Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu.
Ale nie masz pieniędzy, choćby mieszkania, jak ty ją wychowasz?
Zabrać ją do domu. Jakoś sobie poradzę.
Zośka zobaczyła, jak na twarzy odwiedzającej pojawił się drwiący grymas.
Zwariowałaś?! Z czego się utrzymasz, bedziesz żebrać?
Od krzyku Natalia obudziła dziewczynkę w łóżeczku, Zośka podeszła do niej.
Nie dotykaj! Sama ją ukołyszę i nakarmię mlekiem modyfikowanym. Powiem pielęgniarkom, iż nie masz mleka rzuciła Natalia.
Zośka pokręciła głową:
Tu nie pani decyduje, to moje dziecko. Powiedziałam już, nie zamierzam rezygnować!
Nie możesz! Obiecałaś! Natalia nie mogła tego przełknąć.
Proszę wyjść.
Natalia wyszła z pokoju. Sąsiadka z łóżka, cicho dotąd leżąca, podniosła głowę:
Kto to był?
Ciotka.
Strasznie. Dobrze zrobiłaś, iż ją przegoniłaś. Ja jestem Lera. Potrzebujesz pomocy powiedz. Są jeszcze dobrzy ludzie.
Ja jestem Zośka.
Miło cię poznać. Wiesz, wydawało mi się, iż ta kobieta chce po prostu zabrać twoje dziecko. Dziwna bardzo.
***
Przed wypisem do Zośki przyszła jeszcze jedna osoba. Musiała wyjść z sali, żeby z nią porozmawiać.
Dawna przyjaciółka, Basia, podeszła nieco niepewnie, z wyraźnie zaokrąglonym brzuchem.
Cześć.
Zośka przysiadła cicho na ławce.
Basia usiadła obok.
Słyszałam, iż urodziłaś.
Tak. Córkę.
Oczy Basi zaczęły nerwowo biegać.
Zośka, mam sprawę. Wiesz, iż mama znalazła ludzi, którzy chcą adoptować twoją córkę.
No i?
To dobrzy, bogaci ludzie. Oni zapłacą za dziecko milion złotych. Cały milion, rozumiesz? Możesz kupić sobie pokój w akademiku albo choćby część mieszkania.
Cały milion? skinęła głową Zośka. jeżeli tak się ich boisz, to sprzedaj im własne dziecko.
Basia od razu nadęła usta, ale nie chciała jej odpuścić.
Daj mi chociaż twoje dziecko! Będę je wychowywać przecież to córka Pawła.
Myślisz, iż zdołasz z dwójką dzieci?
Ty nic nie rozumiesz! Mnie się wszystko wali!
Zośka wstała, chcąc odejść, ale Basia złapała ją za rękaw, oczy miała jakby obłąkane:
Potrzebuję tej dziewczynki, Zośka!
Puść mnie.
Po kilku godzinach do sali wpadł sam Paweł. Zośka aż się cofnęła.
Urodziłaś? Mogę zobaczyć?
Nie, nie możesz! Czekaj na swoje dziecko ze swoją Basią!
Muszę z tobą pogadać, Zośka. Odkąd urodziłaś, nie mogę sobie miejsca znaleźć. Chcę zabrać naszą córkę do siebie. Zrzeknij się jej oficjalnie, a obiecuję ją adoptować.
Zośka potrząsnęła głową:
Nie jestem taka jak ty, nigdy nie zrzeknę się kogoś, kto mnie potrzebuje. Na darmo przyjechałeś, córki ci nie oddam!
Paweł nie dawał za wygraną, nie chciał wyjść.
Oddaj dziecko! Nie miałaś prawa rodzić mojego dziecka! I tak zabiorę to, co moje!
Ty? Synuś mamusi? Najpierw zapytaj mamę o pozwolenie!
Zośka odepchnęła byłego narzeczonego, wzięła córkę na ręce i poszła do pielęgniarek.
Proszę, niech nikogo więcej do mnie nie wpuszczają. Nikogo nie oczekuję, chcę mieć wreszcie spokój! Co za dom otwarty!
Epilog
W dzień wypisu Zośka opuściła szpital, tuląc do siebie córeczkę.
Nie była już samotna, wyszła razem z Lerą. Lera powitała na dworcu mąż i matka.
Zośka zatrzymała się na schodach, widząc samochód rodziny Pawła.
Z auta wysiadła matka Pawła, Walentyna Jakubowa, popatrzyła na Zośkę spod przymrużonych powiek.
Zośka poczuła zimny dreszcz na plecach.
Potencjalna teściowa stała jak wilczyca składająca się do skoku.
Lera zauważyła to spojrzenie, podeszła bliżej.
Kto to, Zośka?
Rodzice Pawła.
Patrzy tak, jakby cię śledziła. Nie podoba mi się ta sytuacja. Mówiłam ci, iż mama przygotowała dla ciebie pokój u nas. Jedź ze mną.
Zośka skinęła głową. Ona również czuła niewytłumaczalny niepokój.
***
Mieszkając przez jakiś czas u nowych przyjaciół, Zośka niespodziewanie odnalazła miłość brat Lery, stary kawaler Janek, zaczął ją adorować.
Janek okazał się wspaniałym człowiekiem, serdecznym i dobrym. Nie tylko ożenił się z Zośką i adoptował jej córkę, ale zaczął też pomagać jej ojcu.
A co z Basią i Pawłem? Ich małżeństwo się rozpadło.
Okazało się, iż Basia tylko udawała ciążę, nosząc pod ubraniem poduszkę i oszukiwała całą rodzinę Pawła.
Natalia Antonina, chcąc ratować córkę, przyznała się zięciowi, iż Basia poroniła na samym początku, i zaraz zaproponowała jak jej się wydawało bardzo sprytne rozwiązanie.
Pawełku, nie gniewaj się na moją córkę. Ciąża się nie udała, ale ty tez nie jesteś święty, zaraz będziesz miał dziecko z kimś innym. Pomyślałam, może weźmiecie do siebie dziecko Zośki? Adoptujcie je, nikt nie musi wiedzieć. Udawajmy, iż Basia urodziła, a kiedy Zośka urodzi, zabierzemy je i przedstawimy wszystkim jako córkę Basi.
Paweł zgodził się na plan teściowej.
Wszystko szło zgodnie z planem, dopóki Zośka nie odważyła się sprzeciwić i nie zostawiła córki w szpitalu, czym pokrzyżowała zamiary Basi i Natalii.
Matka Pawła, Walentyna Jakubowa, była rozczarowana oszustwem synowej i wyrzuciła ją z domu, zmuszając Pawła do rozwodu.









