„Gdybyśmy przygotowali się wcześniej na narodziny dziecka, uniknęłabym wstydu i chaosu po powrocie ze szpitala! Mąż nie dotrzymał obietnic, w domu bałagan, brak ubranek i wózka – cała rodzina ocenia mnie, iż powinnam wszystko zorganizować sama. Czy to była moja wina? Co Ty byś zrobiła na moim miejscu?”

newsempire24.com 3 dni temu

Wiesz co, powiem Ci szczerze trzeba się było wcześniej zabrać za przygotowania na przyjście dziecka!

Wyobraź sobie moje wyjście ze szpitala No istny cyrk. Łukasz pracował, przyjechał po mnie prosto z firmy, bo szef mu nie dał wolnego ani choćby dnia urlopu, mimo iż go błagałam. Już w ciąży go prosiłam, żeby ogarnął wszystko w domu, kupił najpotrzebniejsze rzeczy na malucha, zrobił pranie, trochę posprzątał chociaż, no ale zapewnił mnie, iż się wszystkim zajmie i spokojna głowa. Szkoda, iż wcześniej tego nie zrobiliśmy. Wiesz, jakbyśmy zawczasu nastawili pranie, ruszyli na zakupy, ogarnęli mieszkanie Ale nie, wszystko na ostatnią chwilę 30-letnia Renia żaliła mi się ostatnio.

I co? Nie dotrzymał słowa?

Poszłam na poród, a prawda jest taka, iż byłam zupełnie nieprzygotowana. Wróciłam do domu i szok. Wszędzie kurz, aż palcem można było malować po meblach. Rodzina przyszła odwiedzić mnie i małego, a ja się tylko wstydziłam taki chaos w salonie i kuchni, iż głowa boli. Wózka ani śladu, komody też nie kupił. choćby na bodziaki i śpioszki nie spojrzał w sklepie. Gdyby nie Asia i Justyna, które podrzuciły mi pieluchy, to nie wiem, co bym zrobiła ciągnie Renia.

Sześć lat już jest po ślubie z Łukaszem. Dziecko planowali długo, odkładali aż się trochę życiowo ustabilizują. Jak już było trochę lepiej finansowo i życiowo, dopiero wtedy Renia uznała, iż to dobry moment na ciążę.

Powiedziałam szefowi od razu, iż jestem w ciąży. No i wyobraź sobie, iż mnie pozwolił. Inni może by się wykłócali, ale ja potraktowałam to jako znak. Czas na nowe, na spokojnie się przygotowywałam haftowałam, czytałam książki, spacerowałam po parku. Na pieniądzach nam już tak nie zależało, bo Łukasz właśnie dostał podwyżkę opowiadała.

Ciąża książkowa, bez żadnych większych problemów. Renia miała czas na wybieranie ubranek, śledziła blogi parentingowe, wszystko na spokojnie przemyślane.

Nie pozwolił mi jednak nic kupować do czasu porodu. Powtarzał, iż lepiej po narodzinach. Mama i siostra mówiły coś innego, ale on swoje. Siostra, Hania, obiecała, iż odda nam komodę i łóżeczko po swoich dzieciach, choćby jakieś kocyki zostawiła w piwnicy. Prosiła mnie tylko, żebym przyszła, zabrała, uprała, przygotowała wszystko przed porodem. Ale nie miałam tylko torbę do szpitala spakowaną, reszty nie wolno było tknąć Renia już wtedy miała dość dyskusji.

Kiedy zaczęła się akcja porodowa, Łukasz złapał się za głowę, bo dopiero teraz dotarło do niego ile to wszystko kosztuje. W trakcie porodu Renia martwiła się, iż nie zdążyła choćby wywiesić prania pralka z ubraniami stała przez kilka dni zamknięta.

Dobrze, iż mam takie super koleżanki, bo podrzuciły mi bodziaki i pieluchy. Przynajmniej czymś miałam ubrać małego. Łukasz za to biegał po całej Warszawie, próbował coś kupić, coś skombinować, tylko wszystko zaniedbane, brudne i poplamione wylądowało w naszym salonie. Musiałam wszystko wrzucać do pralki i czekać, aż wyschnie na kaloryferze. Szczerze? Najchętniej bym go wtedy udusiła byłam tak wściekła, iż płakać się chciało.

Kilka dni porządkowała mieszkanie, wszystko ogarniała, a rodzina już dzwoniła, kiedy można wpaść i pooglądać maluszka. Minęły dwa miesiące od narodzin synka, a Renia i tak nie chce nikogo wpuszczać.

Słuchaj, już cała rodzina się zebrała i ustalili, iż pora na uroczysty obiad z okazji narodzin. Tak, na pewno, już widzę jak będę lepić pierogi i robić mazurka na deser Jakby nie mogli trochę odczekać. Ledwo ręce ogarniam przy dziecku, a już zorganizowali mi gości i poczęstunek mówiła mi przez telefon zupełnie załamana.

Mama Reni nie rozumie, o co córka tyle szumu robi. No przecież dziewięć miesięcy siedziała w domu i co? Tyle czasu, a nie pomyślała żeby z mężem dogadać się co do mebli i porządków? Do sklepu też można było tak pójść, żeby się przemóc. Samemu trzeba zadbać, bo kto cię wyręczy? Na facetów lepiej nie liczyć.

I teraz powiedz, co Ty myślisz? Czy faktycznie Renia powinna mieć żal do rodziny, czy może sama jest sobie winna? Czy to rzeczywiście na jej głowie powinny być wszystkie przygotowania? interesująca jestem, jakbyś Ty postąpiła na jej miejscuA może czasem po prostu trzeba pogodzić się z tym, iż nie wszystko można zaplanować, a największy porządek i najlepsze listy zakupów nie zastąpią zaufania do siebie, do najbliższych, do życzliwych ludzi. Może właśnie w tym chaosie, w stosie niewypranych śpiochów i praniu schnącym na kaloryferze, ukrywa się prawdziwe rodzicielstwo: lekko niepoukładane, trochę wstydliwe, pełne wzruszenia, ale i wsparcia od tych, którzy wpadną z pieluchami albo dobrym słowem, kiedy najbardziej tego potrzeba.

Renia w końcu spojrzała na Łukasza, który stał w progu z paczką zakupów, zadyszany, nieporadny, a jednak z oczami pełnymi miłości. I wtedy dotarło do niej, iż nie muszą być doskonali wystarczy, iż są razem. Bo ani matka przy stole, ani siostra z komodą, ani choćby szef z podwyżką nie zrobią tyle, co dwoje pogubionych, a jednak wiernych sobie ludzi, którzy uczą się codziennie od nowa, jak być rodziną.

Renia, z synkiem na rękach i świeżo upieczonym mężem pośrodku rozgardiaszu, uśmiechnęła się w końcu do własnego odbicia w oknie, gdzieś pomiędzy słoikami i stertą pieluch. Może i życiowy porządek zawsze będzie trochę wywrócony do góry nogami, ale przecież najważniejsze już miała siebie nawzajem. Reszta jakoś się ogarnie, krok po kroku, dzień po dniu. A w niedzielę? Może w końcu zaprosić gości, postawić na stole miskę sałatki od mamy i spokojnie, z podkrążonymi oczami, usiąść razem i śmiać się z tego całego cyrku. Bo przecież, gdy rodzi się dziecko, rodzi się też nowa rodzina to nieustanny proces pełen bałaganu, potknięć i miłości, która nigdy nie musi być idealnie poukładana.

Idź do oryginalnego materiału