Halo Andrzeju To nie Andrzej. To Anna Anna? A kim pani jest? Proszę pani, kim pani jest? Ja jestem dziewczyną Andrzeja. Chciała pani czegoś? Męża nie ma, został dłużej w pracy Zakręciło mi się w głowie, zobaczyłam czerwone kropelki na podłodze. Mój brzuch bolał tak mocno, iż aż się wyginałam Czułam, iż dziecko zaraz przyjdzie na świat.
Od pięciu lat mój mąż, Andrzej, jeździ za pracą po Europie. Był kierowcą w Niemczech, później remontował mieszkania w Warszawie. Wyjechał, bo nie mogliśmy utrzymać się z pensji tutaj. Mamy dwóch synów i bardzo pragnęliśmy zapewnić im przyszłość w Polsce jest ciężko, więc Andrzej nie miał wyboru.
Tam choćby zaczął mu się w miarę powodzić. Co miesiąc przesyłał nam paczki z jedzeniem: kasze, konserwy, olej, słodycze. Przelewał też pieniądze na moje konto, żebym wpłacała je na lokatę w banku. Udało nam się zebrać całkiem sporą sumę starczyło, żeby starszemu synowi kupić kawalerkę.
Wydawało się, iż wszystko układa się dobrze. Ale kilka miesięcy temu poczułam, iż coś jest nie tak ze mną. Pierwsza myśl menopauza, ale to nie to. Zaczęłam się zaokrąglać, ciągle spałam, jadłam dużo, a nastrój zmieniał mi się z dnia na dzień. Internet „mówił”, iż jestem w ciąży Ciąża w wieku 45 lat? Nie wierzyłam, więc zrobiłam test. Dwie czerwone kreski na teście. Wyraźne.
Nikomu nie chciałam mówić o dziecku. Ani synom, ani synowym. Po co? Żeby się ze mnie śmiali, iż ich matka oszalała na starość? Postanowiłam ukryć ciążę. Zima była za pasem, nosiłam grube swetry i płaszcze nikt nie zauważył brzucha spod kurtki.
Ale sama nie chciałam rodzić tego dziecka. Może ktoś powie, iż Boga nie mam w sercu. Ale ja mam już swoje lata. Są synowie, są wnuki, którym chcę poświęcać czas, nie przewijać kolejne niemowlę. Jeszcze do tego na trzecią pociechę nas nie stać. Andrzej musiałby znowu wyjeżdżać, a ja już nie mam siły zostać tu sama.
Lekarze powiedzieli, iż jest już późno i zabieg byłby niebezpieczny, mogłabym ucierpieć. Przez jakiś czas próbowałam się uspokoić może Andrzej się ucieszy, może będzie szczęśliwy. Postanowiłam zadzwonić do niego przez Skypea, żeby podzielić się nowiną, ale nie włączyłam kamery, tylko mikrofon.
Halo, Andrzeju
To nie Andrzej. To Anna.
Anna? Kim pani jest?
Proszę pani, kim pani jest? Ja jestem dziewczyną Andrzeja. Chciała pani czegoś? Męża nie ma pracuje.
Rzuciłam słuchawką i rozpłakałam się. W życiu bywa różnie, każdy mężczyzna może zdradzić, czy to tutaj, czy za granicą. Chciałam od razu złożyć pozew o rozwód i wyrzucić wszystko Andrzeja za drzwi.
Wciąż miałam jeszcze nadzieję: kiedy się dowie o dziecku, wróci do domu. Wiedziałam, iż w lutym ma przyjechać synowie mają wtedy urodziny, dostał urlop. choćby mi się przyśniło, iż idziemy razem po parku, a Andrzej trzyma za rękę naszą córeczkę, a ja za drugą.
W Walentynki, czternastego lutego, Andrzej wrócił. Przygotowałam romantyczną kolację świece, muzyka, wszystko w nastrojowej atmosferze.
Andrzeju, mam dla ciebie niespodziankę. Jestem w ciąży mówią, iż będzie dziewczynka.
Ty zdrajczyni! wrzasnął mąż.
Cały spąsowiał ze złości, rzucił talerze na podłogę, bił pięściami w stół.
To kiedy ja haruję za granicą, ty tu z innymi się bawisz? Chcesz mi podrzucić tego bękarta?
Andrzeju, wszystko ci wyjaśnię
Odejdź, nie chce cię widzieć! szturchnął mnie tak, iż uderzyłam się brzuchem o kant stołu i padłam.
Andrzej wyszedł, zabrał torbę, trzasnął drzwiami. Mnie zakręciło się w głowie, zobaczyłam krew na podłodze. Brzuch bolał tak, iż niemal traciłam przytomność. Ledwo sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam po pogotowie. Ale wiedziałam już, iż poród się zaczyna.
Kiedy lekarze dojechali, trzymałam już w ramionach naszą córeczkę. Spała spokojnie, ani razu nie zapłakała.
Pani jedzie z nami do szpitala?
Nie. Zabierzcie dziecko, nie potrzebuję jej.
Jak to?
Tak mówię! Zabierzcie ją stąd. Zniszczyła moją rodzinę. Może ktoś ją pokocha, ja na pewno nie chcę. Proszę, zabierajcie!
Bez wyrzutów sumienia oddałam dziecko w ręce lekarza. Zbadali mnie w domu poród przebiegł bez komplikacji. Gdy pogotowie odjechało, posprzątałam mieszkanie, wzięłam prysznic i położyłam się spać.
Dzieci nie wiedzą, co się stało z córeczką. Każdego dnia chodzę do kościoła, modlę się, by była zdrowa, by kiedyś znalazła kochającą rodzinę. Wiem dobrze, iż nie miałabym siły znowu być matką. Chcę tylko, żeby Andrzej wrócił. Ale on znów wyjechał do Niemiec, rozmawia wyłącznie z synami.
Można mnie oceniać może jestem dziwna, może nienormalna. Ale wybrałam męża, nie dziecko. Bóg jest moim sędzią.
I w końcu zrozumiałam w życiu każda decyzja niesie konsekwencje, a prawdziwe szczęście nie bierze się z poświęceń dla innych, ale z pogodzenia się z własnym sercem. Tylko wtedy można naprawdę przebaczyć i sobie, i innym.









