– Halo… Krysia– To nie Krysia. To Ola… – Ola? A kim pani jest?…– Proszę pani, a kim pani jest? Ja jestem narzeczoną Krzysztofa. Coś pani chciała?… Męża nie ma, został dłużej w pracy… Zakręciło mi się w głowie, zobaczyłam czerwone krople na podłodze. Brzuch bolał mnie strasznie, aż się zwijałam… Czułam, iż dziecko zaraz się urodzi. Mój mąż Krzysztof już od pięciu lat wyjeżdża za granicę do pracy. Pracował już w Niemczech jako kierowca tira, robił remonty w Polsce. Wyjechał przez pieniądze. Mamy dwóch synów, chcieliśmy zapewnić im jak najlepszą przyszłość. Wiedzieliśmy, iż w Polsce niczego nie osiągniemy. Wiecie, tam za granicą Krzyś miał szczęście. Raz w miesiącu wysyłał nam paczki z jedzeniem – jakieś konserwy, kasze, olej, słodycze. Przesyłał mi też pieniądze na konto, żebym w banku odkładała na procenty. Udało nam się uzbierać niezłą sumę – kupiliśmy starszemu synowi mieszkanie. Wydawało się, iż wszystko jest dobrze. Ale kilka miesięcy temu poczułam, iż z moim ciałem dzieje się coś dziwnego. Pierwsza myśl – menopauza, ale nie. Bardzo przytyłam, ciągle chciało mi się spać, dużo jadłam, nastrój zmieniał mi się co chwilę. Objawy z internetu wskazywały na ciążę. Ale jaka ciąża w wieku 45 lat? Nie wierzyłam, zrobiłam test – na patyczku wyraźnie dwie czerwone kreski. Ani synom, ani synowym nie chciałam mówić o dziecku. Po co? Żeby własne dzieci się ze mnie śmiały? Żeby mówili, iż matka na starość zwariowała? Postanowiłam więc wszystko ukryć. Zbliżała się zima, ubierałam ciepłe i szerokie ubrania, pod kurtką nikt nie widział brzucha. A jednak nie chciałam rodzić tego dziecka. Ktoś powie, iż nie mam Boga w sercu. Ale mam 45 lat, nie jestem już młoda. Mam synów i wnuki, to im chcę poświęcić czas, nie przewijać znowu niemowlaka. Nie mamy pieniędzy na trzecie dziecko. Krzysztof musiałby znów wyjeżdżać za granicę, a ja bez niego nie dam rady. Lekarze powiedzieli, iż termin już późny i zabieg ryzykowny, nie wiadomo, czy nie zaszkodzi mi jeszcze bardziej. Próbowałam przekonać samą siebie, iż jakoś to będzie. Może Krzysztof ucieszy się, iż będziemy mieli jeszcze jedno dziecko? Zadzwoniłam do niego na Skype, chciałam powiedzieć o tym, ale nie włączałam kamery, tylko mikrofon. – Halo, Krzyś… – To nie Krzyś. To Ola. – Ola? A kim pani jest? – Proszę pani, kim pani jest? Ja jestem dziewczyną Krzysztofa. Coś pani chciała? Męża nie ma, zatrzymał się w pracy. Od razu się rozłączyłam i rozpłakałam. Tak to w życiu bywa, facet może zdradzać gdzie chce i z kim chce. Chciałam od razu złożyć papiery na rozwód, wyrzucić jego rzeczy, nie widzieć go już nigdy więcej. Ale w głowie miałam jeszcze nadzieję, iż kiedy dowie się o dziecku, wróci do rodziny. Wiadomo było, iż w lutym przyjedzie, bo synowie mają urodziny i dostał urlop. choćby mi się śniło, iż spacerujemy razem w parku – Krzysztof trzyma za rękę naszą córeczkę, a ja za drugą. Właśnie 14 lutego, w Walentynki, przyjechał Krzysztof. Przygotowałam romantyczną kolację, ustawiłam świece, włączyłam muzykę. Chciałam stworzyć spokojną atmosferę. – Krzysiu, mam dla ciebie niespodziankę. Jestem w ciąży. Podobno – będzie córeczka. – Ty kłamczucho! – krzyknął mąż. Zaczerwienił się ze złości, zrzucił talerze na podłogę, zaczął walić pięściami w stół: – To jak ja haruję za granicą jak wół, ty skaczesz po obcych facetach i teraz chcesz mi podrzucić bękarta? – Krzysiu, ja wszystko wyjaśnię… – Odejdź, nie chcę cię widzieć! – mąż odepchnął mnie tak, iż uderzyłam brzuchem o kant stołu i upadłam. Krzysztof wyszedł, zabrał torbę i trzasnął drzwiami. Zakręciło mi się w głowie, zobaczyłam czerwone krople na podłodze. Brzuch bolał mnie strasznie, aż się zwijałam z bólu. Ledwo znalazłam telefon, zadzwoniłam po pogotowie. Ale czułam, iż dziecko zaraz się urodzi. Gdy lekarze przyjechali, trzymałam już córeczkę w ramionach. Dziewczynka spała spokojnie, nie płakała. – No to co, mamo, jedziemy z nami? – Nie. Zabierajcie dziecko, nie chcę jej. – Jak to? – Po prostu zabierzcie, dobrze? To dziecko zniszczyło mi rodzinę! Może ktoś ją pokocha, mnie nie stać. Zabierzcie, nie chcę jej widzieć! Bez wyrzutów sumienia oddałam dziewczynkę lekarzowi. Zbadali mnie w domu, nie było rozdarcia, poród przebiegł spokojnie. Kiedy pogotowie pojechało, posprzątałam dom, wzięłam prysznic i poszłam spać. Nikt z dzieci nie wie, iż oddałam córeczkę. Codziennie chodzę do kościoła i modlę się, żeby dziewczynka była zdrowa, żeby znalazła swoją rodzinę. Wiem, iż nie podołam. Nie chcę znów przechodzić przez trudy macierzyństwa. Chcę tylko tego, żeby Krzysztof wrócił do domu. Ale znów wyjechał do Niemiec, rozmawia tylko z synami. Możecie mówić, iż jestem nienormalną kobietą. Ale ja wybrałam męża, nie dziecko. I Bóg jest moim sędzią.

newsempire24.com 4 dni temu

Halo Wojtek?
To nie Wojtek. Ja jestem Zofia
Zofia? A kim pani jest?
Proszę pani, raczej kim pani jest? Ja jestem dziewczyną Wojtka. Czegoś pani chciała?… Męża nie ma, pracuje po godzinach

Słuchaj, tak mi się w głowie zakręciło, zauważyłam czerwone kropelki na kafelkach. Brzuch ciągnął okropnie, aż mnie skręcało… Czułam, iż lada moment urodzę.

Mój mąż, Wojtek, już piąty rok jeździ do pracy za granicę. Najpierw jeździł tirem do Niemiec, potem robił remonty w Polsce głównie pod Warszawą, czasem coś w Gdańsku. Poszedł za pieniędzmi. Mamy dwóch synów i zawsze chcieliśmy dla nich lepszą przyszłość. W Krakowie, gdzie mieszkamy, to byśmy nic nie uzbierali.

Wiesz, tam powiodło mu się całkiem nieźle. Co miesiąc przesyłał nam paczki z jedzeniem jakieś konserwy, kasze, olej, słodycze dla dzieci. Przelewał mi też na rachunek złote, żebym odkładała na lokacie. Dzięki temu uzbieraliśmy sporo na mieszkanie dla starszego syna. Byłoby dobrze, gdyby nie

Kilka miesięcy temu poczułam, iż coś ze mną nie gra. Pierwsza myśl pewnie menopauza, ale nie. Przytyłam, ciągle spałam, jadłam jak wariatka, nastrój zmieniał mi się jak w kalejdoskopie. W sieci już wszystko wskazywało: ciąża. W wieku czterdziestu pięciu lat? Nie wierzyłam. Ale test zrobiłam i na pasku dwie czerwone krechy, wyraźnie.

Synom ani synowym nie chciałam nic mówić. Po co? Żeby się ze mnie śmiali? Że matka zdziwaczała na starość? Postanowiłam trzymać ciążę w tajemnicy. Akurat zima była za pasem, więc nosiłam wszystko grube i obszerne. Spod mojej puchówki nikt nie zauważył brzucha.

Nie chciałam rodzić tego dziecka. Ktoś powie, iż nie mam Boga w sercu. Ale ja już nie jestem młoda. Mam synów i wnuki, dla których chcę mieć czas, a nie przewijać pieluchy. Poza tym nie mamy kasy na jeszcze jedno dziecko. Wojtek musiałby znowu wyjechać do pracy, a ja nie daję rady sama w domu.

Lekarze mówili, iż późno na zabieg, groźne dla zdrowia. Nie wiadomo, czy nie zaszkodzi mi. Więc wmawiałam sobie, iż jakoś to będzie. Może Wojtek się ucieszy z tej niespodzianki? Postanowiłam zadzwonić do niego na Skype i powiedzieć. Bez kamery, tylko głos.

Halo, Wojtek?
To nie Wojtek. To Zofia.
Zofia? A kim pani jest?
Proszę pani, raczej kim pani jest? Ja jestem dziewczyną Wojtka. Czegoś pani chciała? Wojtka nie ma, pracuje.

Od razu odłożyłam słuchawkę i rozpłakałam się jak dziecko. Tak to bywa, mąż może zdradzić wszędzie i z byle kim. Przez głowę przeszła mi myśl, żeby od razu składać papiery rozwodowe, wyrzucić wszystkie rzeczy Wojtka, nie widzieć go i nie słyszeć.

Jeszcze miałam w głowie cień nadziei, iż może wróci, gdy dowie się o dziecku. Wiedziałam, iż w lutym przyjedzie, bo chłopaki mają urodziny, a szef dał mu wolne. choćby mi się śniło, iż chodzimy po Błoniach całą trójką, on trzyma za rękę naszą córeczkę, ja z drugiej strony.

Właśnie czternastego lutego, w Walentynki, Wojtek wrócił. Ugotowałam romantyczną kolację, ustawiłam świece, muzyka w tle… Chciałam, żeby było spokojnie i ciepło.

Wojtek, mam dla ciebie niespodziankę. Jestem w ciąży. Podobno będzie dziewczynka.

Ty podła kobieto! krzyknął.
Poczerwieniał ze złości, talerze poleciały na podłogę, walił pięścią w stół:
To ja haruję jak wół, a ty z innymi facetami? I teraz chcesz na mnie zwalić tego bękarta?

Wojtek, daj mi wytłumaczyć…

Odejdź! Nie chcę cię widzieć! pchnął mnie tak, iż uderzyłam brzuchem o róg stołu i upadłam.

Wojtek wyszedł, zabrał torbę, huknął drzwiami. W głowie miałam wirowanie, zobaczyłam czerwone plamki. Brzuch bolał strasznie, zwijałam się z bólu. Ledwie znalazłam telefon, by zadzwonić po pogotowie. Czułam, iż zaraz urodzę.

Jak przyjechali lekarze, już trzymałam córeczkę na rękach. Dziewczynka spokojna, nie płakała, po prostu spała.

I co, jedzie pani z nami do szpitala?

Nie. Weźcie dziecko, nie jest mi potrzebne.

Jak to?

Po prostu weźcie! Ta mała wszystko mi zniszczyła. Może ktoś ją pokocha, ale nie ja. Zabierzcie ją ode mnie!

Oddałam córkę bez wyrzutów sumienia w ręce lekarza. Zbadali mnie w domu, nie było żadnych komplikacji, poród przeszedł spokojnie. Kiedy pogotowie odjechało, posprzątałam mieszkanie, wzięłam prysznic i położyłam się spać.

Dzieci nie wiedzą, iż oddałam dziewczynkę. Codziennie chodzę do kościoła i modlę się, żeby mała była zdrowa, żeby znalazła rodzinę. Wiem, iż nie dałabym rady. Nie chcę znowu przechodzić wszystkiego, co związane z macierzyństwem. Marzę o jednym żeby Wojtek wrócił do domu. Ale znowu wyjechał do Niemiec, kontaktuje się tylko z synami.

Możesz mówić, iż jestem dziwna. Ale ja wybieram męża, nie dziecko. Za wszystko odpowiem przed Bogiem.

Idź do oryginalnego materiału