W momencie, gdy Chiny zacieśniają szyki w globalnym wyścigu technologicznym, ich uwaga coraz mocniej koncentruje się na wewnętrznym froncie – świecie akademickim. W ramach szeroko zakrojonej kampanii antykorupcyjnej prezydenta Xi Jinpinga, Pekin bierze na celownik uniwersytety i instytucje badawcze, dążąc do wykorzenienia patologii, które hamują innowacyjność i podważają fundamenty naukowej rywalizacji. Tłem dla tych działań są doroczne „Dwie Sesje” – najważniejsze spotkania chińskiego parlamentu i ciała doradczego, gdzie nauka i technologia były jednym z głównych tematów.
![]()
Może Cię zainteresować:
Chiny między wizją technologiczną a wyzwaniami gospodarczymi
![]()
„Akademiccy watażkowie” i systemowe patologie
Sercem problemu jest zjawisko określane mianem „akademickich watażków” (Academic Warlords). Są to wysoko postawieni naukowcy, którzy jednocześnie piastują najważniejsze stanowiska administracyjne, dające im niemal absolutną kontrolę nad rozdziałem funduszy, awansami i kierunkami badań. Wąskie ścieżki finansowania, scentralizowany system oceny i częste łączenie władzy akademickiej z biurokratyczną stworzyły idealne warunki do nadużyć. Badania ekonomistów wykazały istnienie tzw. „efektu dziekanatu”: liczba zgłoszeń patentowych gwałtownie rosła o ponad 15% tuż po objęciu przez profesora stanowiska dziekana, by równie gwałtownie spaść po jego odejściu. Dalsza analiza sugeruje, iż nie wynika to z indywidualnej produktywności, ale z nadużywania władzy – dziekani często dopisują się do cudzych prac lub są zapraszani do udziału w projektach w zamian za przychylność.
Od sprzeniewierzenia funduszy po kupowanie nagród
Formy korupcji w chińskiej nauce są zróżnicowane. Obejmują one nie tylko przypisywanie sobie zasług za cudze badania, ale także sprzeniewierzanie funduszy projektowych, zapewnianie nienależnych korzyści współpracownikom czy zdobywanie grantów i prestiżowych nagród dzięki łapówek. Jak wskazuje Wu Guangheng, założyciel fundacji 5GH, organizacji non-profit monitorującej nadużycia w nauce, koncentracja władzy i pieniędzy w rękach nielicznych prowadzi do „absurdalnych zachowań”. Jego badania pokazują, iż członkowie elitarnych grup, takich jak Chińska Akademia Nauk, mają nieproporcjonalnie większe szanse na zdobycie publicznego finansowania, co tworzy zamknięty krąg, w którym pieniądze i wpływy wzajemnie się napędzają, demotywując rzesze uczciwych naukowców.
Kampania Xi i nadzieje na głębokie reformy
Walka z korupcją w szkolnictwie wyższym stała się dla Pekinu strategicznym priorytetem. W obliczu zaostrzającej się rywalizacji technologicznej z Zachodem, Chiny nie mogą sobie pozwolić na systemowe słabości, które podkopują ich potencjał innowacyjny. Jednak samo ściganie pojedynczych przypadków to za mało. Środowisko naukowe coraz głośniej apeluje o głębsze, zinstytucjonalizowane reformy. Zamiast polegać na doraźnych, „kampanijnych” akcjach, potrzebne są stałe i przejrzyste mechanizmy nadzoru. Kluczowa jest zmiana systemu oceny naukowców, który w tej chwili premiuje głównie liczbę publikacji i zdobytych grantów, a nie jakość badań, osiągnięcia dydaktyczne czy służba publiczna. Co więcej, oceny powinny być przeprowadzane przez niezależnych, zewnętrznych ekspertów, a nie, jak to często bywa, przez administratorów wewnątrz danej instytucji, co rodzi oczywisty konflikt interesów. Postanowienia nowego, 15. Planu Pięcioletniego (2026-2030) budzą nadzieję, iż głosy te zostaną wysłuchane, a walka z korupcją w nauce wejdzie w nową, systemową fazę.
Źródła:
- SCMP
- The Star
- Asia Society
Leszek B. Ślazyk
e-mail: kontakt@chiny24.com

