Jaka matka w wieku czterdziestu jeden lat! krzyczał na Basię mąż. W twoim wieku to już babciami zostają! Basia, nie rób głupstw!
Wiem, iż masz nas w nosie, już to zrozumiałem. Ale czy pomyślałaś o tym dziecku?
Nie chcę tańczyć na jej weselu z kroplówką pod pachą!
A jeżeli coś nam się stanie, gdy będzie mała? Decyduj się. Albo się z tobą rozwiodę!
Basia żyła z mężem już dwadzieścia lat. Wyszła za Wojtka, gdy była jeszcze młodziutką studentką.
Przez wszystkie te lata wierzyła, iż mąż to jej najbliższa osoba, oparcie, ochrona. Nigdy by nie pomyślała, iż Wojtek stanie przeciwko niej.
Ostatnio w rodzinie Basi wybuchł poważny konflikt przyczyną było niespodziewane późne dziecko.
Wojtek był stanowczo przeciwny:
Basia, oszalałaś? Na starość postanowiłaś zostać matką? Mamy trzech wspaniałych synów, Kacper już studiuje, a Filip i Jakub kończą ósmą klasę. To ci mało?
Co dzieci o nas pomyślą? Że rodzice postradali zmysły?
Wojtku, całe życie marzyłam o córeczce upierała się Basia. Skoro Bóg dał nam dziecko, dlaczego miałoby się nie urodzić?
A jeżeli znów będzie chłopiec, to co? Będziemy próbować do piątego? wściekł się Wojtek.
Jestem pewna, iż to dziewczynka.
Synowie też nie poparli Basi. Gdy dowiedzieli się o ciąży, bliźniacy Filip i Jakub oświadczyli, iż nie będą dzielić pokoju z nikim więcej.
Najstarszy, Kacper, też wyraził swoje zdanie:
Mamo, sama się nie boisz w twoim wieku? A jeżeli coś ci się stanie?
Wszystko będzie dobrze uspokajała go Basia. Nie jestem jeszcze taka stara!
Tak naprawdę podobna sytuacja już się w ich życiu zdarzyła. Gdy Basia była w drugiej ciąży, Wojtek również nie był zachwycony.
Kacper miał wtedy trzy i pół roku, pieniędzy brakowało. Mieszkali z rodzicami Wojtka, a Basia często kłóciła się z teściową.
Ale gdy lekarze powiedzieli, iż będą bliźnięta, wszystko się zmieniło. Teściowa dała Wojtkowi pieniądze na wkład własny do mieszkania. Mąż stał się troskliwszy.
Filip i Jakub, ku zaskoczeniu, okazali się spokojnymi niemowlętami, a Basia choćby się wysypiała.
Kacper cieszył się, iż będzie miał z kim się bawić, więc zajmował się braćmi, dając matce chwilę wytchnienia.
Teraz Basia znów miała nadzieję, iż jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko samo się ułoży.
Ale już w trzecim tygodniu zaczęły się problemy na pracy robiło jej się słabo.
Basia od ponad dziesięciu lat pracowała jako manicurzystka, przyzwyczaiła się do zapachów lakierów i olejków.
Teraz jednak choćby widok kolorowych flakoników wywoływał mdłości.
Leki nie pomagały, stan się nie poprawiał, musiała zrezygnować z pracy.
Leżała całe dnie, nie mając siły choćby umyć naczyń. O sprzątaniu nie było mowy.
Jedzenie dla rodziny też trzeba było kupować, co nie cieszyło Wojtka i chłopaków.
Po zwolnieniu Basi pieniędzy w domu było znacznie mniej.
Wojtek, pracując jako ratownik medyczny, zaczął brać podwójne dyżury, by zarobić więcej.
Kacper przeniósł się na wieczorne studia, w dzień pracując w sklepie z elektroniką.
Codziennie Basia widziała w ich oczach osąd. Nie poparli jej choćby rodzice, mówiąc, iż w jej wieku rodzić to ryzyko.
Sąsiadki szeptały za jej plecami, gdy wychodziła do sklepu. Czuła się coraz bardziej niepewnie.
Nadszedł drugi trymestr. Basia poszła na kolejne badanie.
Lekarz wpatrywał się w monitor z poważną miną, mówiąc pielęgniarce jakieś liczby. Basia leżała nieruchomo, bała się choćby oddychać.
W końcu nie wytrzymała:
Doktorze, chłopiec czy dziewczynka?
Dziewczynka. Ale jest pewien problem.
Co się stało? przestraszyła się Basia.
Niech się pani nie martwi, ale muszę powiedzieć. Dziecko ma wadę cewy nerwowej, poważną patologię.
W 23. tygodniu cewa powinna być zamknięta, a u córeczki jest otwarta. Może urodzić się niepełnosprawna.
Basia rozpłakała się:
Czy nic nie da się zrobić? Może jakieś leki?
Lekarz odwrócił wzrok i milczał.
Basia wyszła z gabinetu i powoli szła korytarzem. Czas jakby stanął w miejscu, nie widziała, nie słyszała nic wokół.
Jak we śnie wróciła do domu, ale nie chciało jej się wychodzić z samochodu. Zaczęła głośno szlochać.
Gdy się uspokoiła, weszła do mieszkania. Wojtek był w domu, odgrzewał kolację i oglądał wiadomości.
Dzieci były na zajęciach.
Dobry moment, by z nim porozmawiać pomyślała.
Byłam dzisiaj na USG zaczęła. Lekarz powiedział, iż to dziewczynka. Ale… ma problemy zdrowotne.
Jakie problemy? zaniepokoił się Wojtek.
Wadę cewy nerwowej.
I co mówił doktor Nowak?
Nic… Lekarka zasugerowała aborcję, ale odmówiłam. Nie mogłabym, to przecież moja córka!
Oszalałaś?! Wiesz, co to znaczy? Dziecko może być niepełnosprawne, jeżeli w ogóle przeżyje. Jutro idziemy do lekarza, sam wezmę skierowanie.
Nigdzie nie pójdę, Wojtek. Nie namawiaj mnie…
Więc nie licz na mnie! Nie będę patrzył, jak się męczysz i męczysz to dziecko!
Wojtek zerwał się od stołu i poszedł do sypialni. Wyciągnął dużą torbę i zaczął pakować swoje rzeczy.
Wojtek, co robisz? zawodziła Basia. Opuszczasz mnie? Uciekasz od problemów? Córka jest też twoja! Jak możesz być tak obojętny?
Nie zamierzam tego znosić! Zgodziłem się, gdy zdecydowałaś zostawić dziecko, myślałem, iż wszystko będzie dobrze. Ale teraz nie będę ci pobłażać!
Myślałaś o naszych starszych dzieciach? Widziałaś kiedyś takie chore dziecko? Moja mama urodziła siedem lat po mnie syna z wrodzoną wadą. Brat żył tylko pół roku.
Do dziś pamiętam ten koszmar. Mama nigdy więcej nie chciała dzieci. Więc ja też na to nie pójdę. I zabiorę chłopaków ze sobą!
Wojtek złapał torbę, narzucił kurtkę i wyszedł. Basia nie potrafiła go zatrzymać.
Halina, jego matka, zdziwiła się, widząc syna z rzeczami pod drzw









