Jej mąż nie chce być przy porodzie. "A mój był i zachowywał się jak turysta"

gazeta.pl 9 godzin temu
Przyszłe mamy bardzo często pragną, aby przy porodzie towarzyszył im partner. Chcą wspólnie przeżywać ten wyjątkowy, choć wymagający moment. Niestety nie wszyscy przyszli ojcowie się na to decydują. Dla wielu kobiet bywa to źródłem dużych trudności i emocjonalnych dylematów.
Poród rodzinny? Nie zawsze jest to możliwa opcja. "Mąż nie chce być przy porodzie - nie będę zmuszać!" - wyjaśniła i poprosiła, by inne matki opisały, jak dały sobie radę bez pomocy. Pod jej wpisem pojawiło się wiele komentarzy, w których kobiety opowiadały o swoich doświadczeniach. Niektóre były zadowolone z powodu "samotnego porodu", innym brakowało bliskiej osoby, która mogłaby dodać otuchy w tym trudnym doświadczeniu.


REKLAMA


Zobacz wideo Ada Sułek wyznaje, z?e cia?z?a była dla niej zaskoczeniem. "Byłam w najlepszym sportowym wieku"


Poród rodzinny? Tu zdania są podzielone
Niektóre kobiety rozumiały postawę mężczyzny i dodawały, iż ich partnerzy także nie czuli potrzeby wstępu na salę porodową. "Mój mąż też nie chciał, jak mówiłam o przecinaniu pępowiny, to miał mdłości. Koniec końców bez namawiania powiedział, iż musi być wtedy przy mnie, przełamał się i był, za co jestem mu mega wdzięczna. Koleżanki mąż też nie chciał, ale zmienił zdanie przed samym porodem i jest teraz bardzo dumny, iż poszedł" - opisuje jedna z internautek.
Wiele osób zwróciło też uwagę na to, iż mężczyźni często są zmuszani do udziału w porodach, mimo iż wcale tego nie chcą. "Moja koleżanka postawiła mężowi ultimatum. Był z nią na sali, ale długo nie mógł się z tego pozbierać. Mój też był przy pierwszym porodzie. To było bardziej drażniące. Przy kolejnych, jak byłam sama, było lepiej, bardziej komfortowo się czułam" - zwraca uwagę jedna z komentujących kobiet. "A ja mam pytanie: próbowaliście oboje przygotować się do porodu w Szkole Rodzenia? Bo tak 'z marszu', bez przygotowania, to dla faceta może być trudniejsze. On ma potrzebę motywacji 'wiem, co mam robić'. Jak nie wie, to jest skazany na bezradność" - dodaje kolejna internautka. Jeszcze inna podkreśla, iż zawsze rodziła w obecności bliskiej osoby: "Trzy porody i zawsze z mężem. Była to wspólna i najlepsza decyzja. Ja byłam spokojniejsza, iż jest obok" - dodaje kolejna.


Nie wiedzą, co robić. "Byłem, widziałem, przeżyłem"
Prawda jest taka, iż wielu ojców nie wie, czego spodziewać się na sali porodowej. Mają swoje wyobrażenia, które nie zawsze są jednak zgodne z prawdą. Nie są świadomi tego, iż poród trwa kilka, kilkanaście godzin, a nie kilka minut. Nie wiedzą, jak pomóc partnerce, która podczas skurczów nierzadko krzyczy z bólu. Czują się bezradni i sfrustrowani.
Byłem, widziałem, przeżyłem. Nigdy więcej. Długo nie mogłem dojść do siebie. I nie chodzi tu o krew i krzyki. Żona naprawdę miała bardzo ciężki poród, a mnie dobijało to, iż nie mogłem zrobić nic, by jej w tym wszystkim ulżyć, pomóc
- mówi w rozmowie z nami Krzysztof, tata pięcioletniego Antosia. - I to też pewnie jeden z tych powodów, dla którego zarówno ja, jak i żona, nie chcemy mieć drugiego dziecka - dodaje.


Kobiety wolą rodzić same? "Mój tylko przeszkadzał"
Pod anonimowym wpisem przyszłej mamy pojawiło się też sporo komentarzy od tych kobiet, które mają porody rodzinne za sobą, ale z perspektywy czasu nie uważają, by to była dobra decyzja. "Rodziłam sama dwa razy, raz z mężem. Wolałam jednak sama, położne o wiele bardziej pomagają i mogłam skupić się na sobie bardziej"; "Mój tylko przeszkadzał, ciągle o coś pytał, marudził, iż to trwa długo, a na koniec jeszcze pokłócił się z położną. Nigdy więcej nie chcę go na sali"; "A mój był i zachowywał się jak turysta. Przyszedł, oglądał, robił zdjęcia" - czytamy w komentarzach.
A Ty? Co sądzisz o porodach rodzinnych? Daj znać i napisz: anita.skotarczak@grupagazeta.pl.
Idź do oryginalnego materiału