Jak maluch będzie podobny do tam, to odmówię dam mu życie i odmówię! powiedziała bezbarwnym głosem Iza.
Za późno się opamiętujesz, kochanie, teraz tylko czekać do terminu podsumował lekarz. Inaczej możesz zostać bez dzieci w ogóle.
Iza wyszła z gabinetu, osiedła na kanapie, by ochłonąć. Chciało jej się płakać z bezsilności Podniosła głowę i zobaczyła, jak za oknem jesienny wiatr bezlitośnie szarpie gałęźmi z resztkami liści.
Wydało jej się, iż jest teraz jak ta gałąź całkiem bezrada, a dziecko, które nosi, to teraz nieporozumienie. Przecież jeszcze kilka miesięcy temu tak bardzo je chciała Jak gwałtownie się wszystko zmieniło.
Wyszła z poradni, wyminęła szczęśliwą parę: mąż obejmował swoją żonę, oboje się uśmiechali. Na ten widok zrobiło jej się jeszcze ciężej. Powłasła w stronę przystanku.
Gdy w końcu dotarła do domu, zamknęła się w swoim pokoju i nie wychodziła przez prawie godzinę. Matka namawiała ją, by coś zjadła, ale córka nie odezwała się ani słowem. Halina Stanisławówna poszła do kuchni i usiadła tam, zamyślona. W mieszkaniu unikło się ciężkie milczenie.
Po jakimś czasu Iza wyszła, usiadła naprzeci matki i tak samo w milczeniu spędziły kolejne minuty.
Jak będzie podobny do niego odpuszczę dam mu życie i odpuszczę powtórzyła Iza tym samym bezbarwnym głosem.
Halina Stanisławówna drgnęła, słowa córki wyrwały ją z zamyślenia:
Tyle jeszcze brakowało! Iwonko, zastanów się, co mówisz! Halina, gdy chciała porozmawiać z córką na poważnie, zwracała się do niej pełnym imieniem.
Zdrowsza, pracowita dziewczyna ma oddać własne dzieciątko co ci w głowie? Co rodzina powie? Kollegzy z pracy? Jak ty będziesz żyła? A dziecko niczem nie winne, iż ojciec drani niegodziwy.
Niech się ludzie gorszą! Kto mnie będzie żałował? wykrzyknęła Iza. W tej chwili wyglądała jak zwierzę osaczone w kącie. W wielkich brązowych oczach malował się strach, usta drżały, ramiona opadły.
Ja cię żałuję i pomogę odparła Halina. I nie pozwolę, żebyś własnego wnuka czy wnuczek porzuciła
Sama ledwo wiążesz koniec z końcem, pensji nie płacą, jaka tam pomoc?
Jakoś przetrwamy upierała się matka. W ciężkich czasach ludzie przeżywali, a teraz przecież spokojnie rok osiemdziesiąty dziewiąty.
Iza ciężko westchnęła. Już teraz było jej bardzo obco, a co dopiero przed nią Nie wiedziała jeszcze, iż lata dziewięćdziesiąte pokażą swoje prawdziwe, okrutne oblicze. Ale dziś wiedziała jedno: Marcin ją zostawił.
Pobrali się pół roku temu, a przez półtora roku wcześniej się spotykali. Nic nie zapowiadało niskiego losu tej młodej, ładnej parze.
Iza pamiętała doskonnie ten dzień, gdy Marcin wrócił do domu zupełnie innym człowiekiem. Próbował być taki jak zawsze, ustalony.
Nie sposób było nie zauważyć jego wycofania, zamyślenia i tego spojrzenia spojrzenia mężczyzny, który przestał kochać Izę.
Wiedział już, iż ona jest w ciąży, i to go najbardziej męczyło, bo inaczej odszedłby od razu. Miesiąc Iza wypytywała, co się stało, i dopiero gdy Marcin w końcu wyszedł, dowiedziała się prawdy.
Dostała histerii, gdy przyszła matka Marcina, i ona też płakała, nie spodziewając się takiego wybryku od syna.
A ta historia ciągnęła się jeszcze ze szkoły. Gdy Marcin przeszedł do maturalnej klasy, pojechał na obóz turystyczny.
Tam byli następcy z całego kraju: wędrowali, żyli w namiotach. Tam poznał Magdę, zakochał się od pierwszego wejrza.
Przez dwa tygodnie nie odstępował jej na krok. Gdy się rozjeżdżali, wymienili adresy. Ale Marcin, przeprowadzając się, zgubił jej namiar. Od niej też nie było listów.
Z czasem się pogodził i próbował o niej zapomnieć. Ale potem zaczął rozumieć, iż to była jego jedyna miłość. Po trzech latach poznał Izę, wydawało mu się, iż Magda została w przeszłości, i po dwóch latach wzięli ślub, zaczęli czekać na dziecko.
Magda pojawiła się w









