Gdy Zuzanna dowiedziała się, iż nosi pod sercem dziecko, jej rodzina aż przysiadła z wrażenia. Myśl o tym, iż jej ukochany, według nich, zniknie z jej życia szybciej niż barszcz z talerza na Wigilię, wcale nie napawała ich optymizmem.
Zuzanna to zwyczajna dziewczyna z Torunia, wychowana w przeciętnej polskiej rodzinie. Dorastała pod opieką swojej mamy i ojczyma, który z powodzeniem wcielił się w rolę pełnoprawnego taty. Przez całe życie rodzice kibicowali jej we wszystkim, więc Zuzia zawsze czuła się kochana i mogła na nich liczyć choćby wtedy, gdy spóźniała się na ostatni autobus z miasta, a potem wciskała bajeczkę o korkach na Grudziądzkiej.
Szkołę średnią ukończyła bez większych dramatów i zdała maturę, choć egzamin z angielskiego przyprawił ją o kilka siwych włosów. O przyjęciu na wymarzone studia na UMK mogła jednak tylko pomarzyć jej angielski kulał niczym bocian po spotkaniu z kotem sąsiadki.
Postanowiła więc wziąć sprawy w swoje ręce i znaleźć korepetytora z prawdziwego zdarzenia. I tak trafiła na Daniela, który, choć urodził się w Poznaniu, lata całe mieszkał w Anglii i mówił po angielsku lepiej niż po polsku. Prywatne lekcje początkowo były dla Zuzanny drogą przez mękę. Jednak z czasem Daniel zaczął podobać jej się coraz bardziej i, jak to w życiu bywa, z nauki angielskiego przeszli na język miłości. niedługo rozstanie wydawało się im równie bezsensowne co rodzynek w serniku.
Kiedy Zuzanna powiedziała rodzicom o ciąży, całkowicie zeszli na ziemię z hukiem. Ich wyobraźnia natychmiast podsunęła im wizje samotnego wychowywania uroczej pędrusi, która już zawsze będzie lekko się wyróżniać na tle sąsiadów z bloku, a do tego będzie polsko-angielskim mixem.
Daniel, po skończeniu studiów, rzeczywiście musiał wrócić na chwilę do rodziny w Poznaniu, ale nie zerwał kontaktu z Zuzanną. Rozmawiali codziennie przez Messengera (bo Skype to już trochę relikt PRL-u), dzieląc się codziennościami i planami na życie. Synek urodził się zdrowy jak rydz, ale wrogość rodziny wobec Zuzanny zmusiła ją do przemyśleń na temat kierunku, w którym chce dalej podążać. Padło na Poznań, bo na Gwineę jakoś nie było budżetu w złotówkach.
Zuzanna i Daniel próbowali ułożyć sobie życie na zachodzie Polski, ale choćby tam pogoda potrafi spłatać figla, nie mówiąc o lokalnych obyczajach, do których ciężko się przyzwyczaić. Po kilku miesiącach wrócili razem do Torunia i tam na świat przyszła ich druga córka Matylda. Rodzina Zuzanny dalej wolała trzymać dystans większy niż kolejka po pączki w tłusty czwartek, ale ona nie zamierzała rzucić Daniela tylko po to, żeby wszystkich zadowolić. Teraz marzą o wyjeździe do Kanady, licząc na to, iż tam nikt nie będzie komentować mieszanych rodzin bardziej niż pogodę. Sama Zuzanna czasem śmieje się, iż w Polsce najważniejsze jest, by nikt nie miał gorzej (a najlepiej, żeby miał dokładnie tak samo), a w Kanadzie żebyś tylko nie zapomniał założyć czapki i pozdrowić sąsiada.









