KOCHAĆ WYTRWALE, WYTRWALE KOCHAĆ Związek małżeński Iwana i Darii był zawarty w cerkwi. W dniu śl…

twojacena.pl 11 godzin temu

KOCHAĆ WYTRWALE, WYTRZYMAĆ KOCHAJĄC

Małżeństwo Pawła i Jagody zostało pobłogosławione w kościele parafialnym w Krakowie. W dniu ślubu, gdy orszak weselny zbliżał się już do drzwi katedry Mariackiej, rozpętała się nagle letnia, szalona burza. Przyszła skądś nie wiadomo skąd, w mgnieniu oka zerwała z głowy Jagody welon. Welon poszybował w górę jak biały balonik, zakręcił się wirze i z opadłym wigorem spadł wprost do błotnistej kałuży pod rynsztokiem. Wszyscy goście tylko jęknęli z wrażenia. Ulewa ustała tak błyskawicznie, jak się pojawiła. Paweł rzucił się za welonem, ale nie zdążył uratować.

Welon z białego tiulu leżał smutno w czarnej kałuży. Jagoda, zdezorientowana i rozdrażniona, wykrzyknęła:
Paweł, nie podnoś go! Nie założę tej plamistej szmaty!
Babcie siedzące pod kościołem szepcą coś między sobą: Oj, to burze i niepogody czeka tych młodych przez całe życie…

W pobliskim sklepiku kupiono Jagodzie sztuczny biały kwiatek, który przyczepiono do fryzury. Nie było czasu szukać nowego welonu. Spóźnić się na własny ślub? To niemożliwe!

Nowożeńcy stali w przedsionku kościoła, trzymali świece, przysięgali przed Bogiem. Sakrament miał swoją wagę, ale wcześniej podpisali już dokumenty w urzędzie stanu cywilnego i zrobili wystawne wesele. Dla ludzi.

Po trzech latach, ich dom wypełniły dzieci: córka Basia i syn Wojtek. Wiedli zwyczajną życie rodzinne, nie znając wielkiego żalu.

Po dziesięciu jednak latach, usłyszeli pukanie do drzwi. Jagoda zawsze z euforią przyjmowała gości, spodziewanych i niespodziewanych. U niej każdy był syty, pokrzepiony herbatą i rozmową. Tym razem jednak przyszła osoba szczególna, gdy Pawła nie było w domu.

Jagoda od razu oceniła nieznajomą: młoda, ładna, uśmiechnięta, z wdzięczną figurą.
Dobry wieczór, Jagodo. Mam na imię Milena. Jestem przyszłą żoną… twojego męża przedstawiła się blondwłosa dziewczyna.

Doprawdy? Jagoda aż zgłupiała.
Długo już Paweł jest twoim narzeczonym? kontynuowała sarkastycznie.
Długo. Ale już nie mogę czekać. Spodziewam się z Pawłem dziecka oznajmiła Milena bez śladu wstydu.
Hm… powieść jak z podręcznika! Żona, kochanka i nieślubne dziecko
Droga pani, wie pani, iż nasz związek został zawarty na wieki w kościele? Mamy dzieci.

O wszystkim wiem. Ale my z Pawłem też kochamy się na wieki. Rozwiedźcie się. Twój mąż już cię nie kocha. To przecież można załatwić przekonywała Milena.
Radziłabym nie wtrącać się w cudzą rodzinę. Poradzimy sobie bez twojej pomocy i twojej miłości coraz bardziej irytowała się Jagoda.
Milena wzruszyła ramionami i wyszła. Jagoda zatrzasnęła drzwi z hukiem.
Dowiedziała się o wszystkim… A niech nie liczy na Pawła! parskała z gniewem.

Jagoda zaczęła coraz częściej zauważać, iż Paweł coraz mniej czułości okazuje dzieciom i jej samej. Zaczął przedłużać pracę, pojawiły się pilne wyjazdy służbowe, nagle zainteresował się kilkudniową wyprawą na ryby mimo iż dotąd nie miał żadnych hobby.
Każda kobieta czuje, kiedy coś jest nie tak; w powietrzu unosiła się dziwna nienazwana gorycz.

Mimo to Jagoda odpędzała czarne myśli. Może to wszystko sobie wyobraża? Może Paweł jest wierny jak dawniej?
Wieczorem, gdy Paweł wrócił do domu, Jagoda podjęła go dobrą kolacją: wiedziała, iż najpierw trzeba męża nakarmić, potem rozmawiać o problemach.
Gdy Paweł podziękował za posiłek, Jagoda nagle wystrzeliła:

Pawle, zakochałeś się? wygnała z siebie pytanie.
Zakochałem się Paweł spoważniał.
Dziś odwiedziła cię twoja… sympatia. To poważne? Jagoda bała się usłyszeć odpowiedź.
Jestem draniem! Nie mogę żyć bez Mileny! Duszę się bez niej! Próbowałem zerwać! Nie dałem rady! Puść mnie wolno, Jagodo! jęknął Paweł.

Uwolnię cię… odpowiedziała cicho Jagoda. Wiedziała, iż wypominanie dzieci, moralizowanie nie ma sensu. Życie samo rozstrzygnie.

Paweł opuścił więc rodzinny dom. Jagoda pojechała w tej sprawie do krakowskiej katedry do księdza. Duchowny wysłuchał cierpliwie i poradził:
Córeczko, miłość wszystko przetrzyma i nigdy nie przestaje! Masz prawo się rozstać, bo mąż twój poszedł w grzeszną niewierność. Ale możesz też przebaczyć i prosić Boga. Nie wiemy, jakie plany ma Pan dla was…

Dwa miesiące później Jagoda odkryła, iż spodziewa się dziecka. Był to syn Pawła. Ucieszyła się, traktując to jak znak z nieba. Może kiedyś Paweł wróci?
Całą ciążę trwała w tej uspokajającej myśli.

Chłopiec po narodzinach dostał na imię Janek, tak jak Paweł, tylko po polsku. Może twój Paweł jeszcze wróci, córeczko, w życiu różnie bywa mówiła mama Jagody.

Mama bardzo pomagała zajmowała się wnukami, żywiła ich, opowiadała bajki, uczyła mądrości.

Paweł nie zapominał o Basi i Wojtku. Przywoził im zabawki, zabierał nad Bałtyk, zostawiał koperty z pieniędzmi.
Jagoda surowo zabroniła dzieciom mówić ojcu o narodzinach braciszka Janka. Ale Basia wszystkiego wygadała podczas wizyty. Paweł uznał, iż Jagoda ułożyła sobie życie; serce mu się ścisnęło, wspomnienia wróciły choćby nie podejrzewał, iż Janek to jego syn!

Tymczasem nowa żona Milena była w szpitalu na podtrzymaniu ciąży. Paweł biegał z jabłkami, z ogórkami kiszonymi, czasem szukał wapna, bo Milenie bardzo brakowało wapnia. Jednak los zadrwił Milena urodziła martwą dziewczynkę. Dwa nieszczęścia jedno drugiego poganiało.

Kolejna ciąża zakończyła się poronieniem. Milena, załamana, poprosiła o przerwę w staraniach o dzieci. Ale los miał własny plan…

Paweł zawsze wspierał Milenę, czuł się winny za wszelkie nieszczęścia. Każdy żył swoimi zmartwieniami.

W tym czasie w życiu Jagody pojawił się dawny kolega z uniwersytetu, Marek. Za młodu zabiegał o Jagodę, zaraz po studiach poprosił ją o rękę. Ale ona nigdy nie traktowała Marka poważnie. Był nazbyt dokuczliwy, nudny, maminsynek, bez dystansu, choć koleżankom się podobał. Gdy Jagoda poznała Pawła, Marek odszedł w cień na jakiś czas.

Pewnego jesiennego dnia, kiedy Kraków pogrążał się w szaro-burym deszczu, Jagoda siedziała w autobusie, patrzyła za szybę. Usiadł obok niej mężczyzna.
Można się przysiąść? zapytał.
Proszę odpowiedziała chłodno, nie odwracając się.
Smutno pani dzisiaj? zagadnął.
Jagoda westchnęła.
Jagódko, to ja, Marek! usłyszała.
Marek?! Sto lat cię nie widziałam! Co u ciebie? rozpromieniła się Jagoda.
Jagoda, zaproś mnie do siebie! Twoja żona nie będzie zazdrosna? żartowała.
Po drodze Marek kupił butelkę wiśniówki, owoce, słodycze dla dzieci.

Przy kolacji Jagoda opowiedziała wszystko do bólu. Marek słuchał jak najlepsze ramię do wypłakania się, ani razu nie przerywając. W podziękowaniu Jagoda pocałowała go w policzek. Marek rozpromienił się i z iskierką nadziei ruszył do siebie. Okazało się, iż nigdy się nie ożenił, nie miał dzieci taki już los.

Marek zaczął co raz częściej odwiedzać dom Jagody. Przynosił dzieciom słodycze, Jagodzie zawsze kwiaty. Ale ona od razu postawiła sprawę jasno: Możesz przychodzić, ale czekam na Pawła. Żadnych dwuznaczności.

Marek uznał to za szczęście. Powiedział tylko: Będę cię traktował jak siostrę, dzieci jako siostrzeńców. I zadomowił się

W tym czasie u Pawła i Mileny wszystko się zmieniło na lepsze: Milena urodziła śliczną, zdrową córeczkę, której dali na imię Bogusia bo wyproszona u Boga. Milena cała oddała się tak długo wyczekiwanemu macierzyństwu.

Często wracała myślą do rozmowy z Jagodą. Ukradzione szczęście jest gorzkie! Dopiero po narodzinach Bogusi pojęła, jaką krzywdę wyrządziła Jagodzie. Miała ochotę rzucić się do jej stóp i błagać o przebaczenie.

Paweł zakochał się w córce bez pamięci, znosił zabawki, śpiewał kołysanki. Milena nie mogła wyjść z podziwu dla troskliwego ojca.

Czas płynął, wiele rzeczy się zmieniło.

Minęło pięć lat.

Dzieci urosły, wszyscy starsi też dorośleli. Milena poważnie zachorowała, mając ledwie trzydzieści lat. Paweł nie mógł znaleźć sobie miejsca: szpitale, lekarze, drogie terapie, leki…

Milena żegnała się z życiem. Przygotowywała się na odejście. Paweł pocieszał ją, był przy niej w najgorszych chwilach. Widział, jak Milena odchodzi. Lekarze odesłali ją do domu umierać.

Przełknęła ślinę i wyszeptała:
Zawieź mnie do Jagody. Proszę!

Paweł był zaskoczony, ale nie oponował. Jagoda wiedziała od córki Basi, iż Milena jest śmiertelnie chora. Po dawnemu dzieci odwiedzały ojca więc gdy Paweł zadzwonił z prośbą o wizytę, nie odmówiła.

Paweł przywiózł Milenę do dawnego domu. Była taka słaba, iż wniósł ją na rękach na piętro.

Cała rodzina zebrała się w salonie, czekając na wyjaśnienia. Jagoda, opierając ręce na piersiach, skinęła na łóżko. Paweł położył Milenę na pięknie zasłanym łóżku i poprawił poduszkę.

Proszę, zostawcie mnie z Jagodą poprosiła ledwie słyszalnym głosem Milena.

Wszyscy opuścili pokój. Jagoda zbliżyła się, oceniła stan chorej: choćby w trumnie lepsze rumieńce przemknęło jej przez myśl.

Przysiada na brzegu łóżka.
Przepraszam, jeżeli potrafisz szlochała Milena. Boża kara mnie dopadła. Proszę, przygarnij Bogusię. Oprócz ciebie i Pawła, nikogo nie mam. Obiecaj, iż z Pawłem ją wychowacie

Jagoda, wysłuchawszy tego wszystkiego, cicho ujęła Milenę za rękę.
Mileno! To nie Bóg karze, my sami siebie karzemy! Już dawno ci wybaczyłam. O Bogusię nie martw się, nie zostanie sama. I jeszcze jedno: z Pawłem i tobą zamieszkajcie tu, będzie wygodniej. Dom duży, dla wszystkich starczy miejsca!

Jagoda dodała energii Milenie, przekonała ją do walki o życie. Cała rodzina włączyła się w opiekę najbardziej jednak Marek. Od pierwszych chwil otoczył Milenę opieką, był przy jej łóżku, prowadził rozmowy przynoszące otuchę, snując długie opowieści o tym, iż jedno słowo potrafi leczyć, a drugie ranić. choćby nie zauważył, kiedy pokochał Milenę. Czuł, iż dziewczynkę, Bogusię, może pokochać jak własną córkę.

Milena chciała żyć! Walczyła. Nadzieja, choć słaba, ale była. Z każdym dniem życie powracało powoli do jej zmęczonego ciała.

Minęło pół roku. Milena mogła już sama wychodzić na dwór, oddychać krakowskim powietrzem, wystawiać twarz ku słońcu, szeptać coś radośnie Życie zaczęło nieśmiało wracać.

Myślała o Marku. Pawła przestała kochać był przecież czyimś mężem. Już zrozumiała na zawsze: Nie pożądaj cudzego szczęścia. Marek był dobrym człowiekiem, dla którego można żyć. Czuła, iż miłość jednego człowieka starczy na dwoje. Tylko zdrowie niech wróci.

Milena zdrowiała!

Wreszcie, przy rodzinnym obiedzie, spojrzała na wszystkich:
Jagódko, Pawle! Z Bogusią i Markiem opuszczamy wasz dom. Dzięki za opiekę, za miłość, której nie spodziewałam się nigdy dostać! Takich ludzi nie ma więcej na świecie!

Paweł i Jagoda spojrzeli na siebie wymownie.

Już wcześniej Paweł miał niełatwą rozmowę z Jagodą:
Jagoda! Niezależnie od wszystkiego chcę być znów z tobą! Twoja dobroć nie zna granic. Przyjmiesz mnie? Wychowujmy razem troje naszych dzieci!

A jak myślisz, Pawle? Przyjmę cię, jeszcze o przebaczenie poproszę! Może nie byłam najlepszą żoną, skoro spojrzałeś na inną Życie to ciągła nauka!

A co z Bogusią, Pawle? Przecież jest twoją córką, ona cię kocha!

Tak, Bogusia to moja córka. Nigdy jej nie zostawię. Zawsze będzie dla niej miejsce w moim domu.

Milena, Marek i Bogusia szykowali się do odejścia. Przed drzwiami Milena zwróciła się do Pawła:
Kochaj swoją Jagodę, bardziej niż życie! Nie krzywdź jej. Nigdy cię nie zapomnę, Pawle!

Bądź szczęśliwa, Mileno odszepnął Paweł.

A rzeka czasu w Krakowie dalej płynęłaDrzwi zamknęły się za Mileną, Markiem i radosną Bogusią. Przez kilka sekund słychać było tylko ich śmiech na schodach i cichy odgłos kroków. W salonie nastała cisza, pełna wzruszenia.

Jagoda westchnęła głęboko i spojrzała na Pawła, w oczach miała łzy i uśmiech jednocześnie.

Pawle, jeśliśmy tyle przetrwali, to już żadne burze nas nie rozdzielą

Paweł ujął jej dłoń, jakby pierwszy raz w życiu, i przytulił mocno. Czuł wagę straconych lat, ale jeszcze mocniej wartość powrotu.

Basia i Wojtek wpadli do pokoju ze śmiechem, a mały Janek po raz pierwszy odważył się powiedzieć do Pawła tato.

Cała rodzina, jakby z powrotem uformowana w nowy kształt, usiadła razem przy stole. Na zewnątrz znowu rozpętała się letnia burza wiatr uderzał w szyby, krople spływały po oknach.

Ale tym razem wszyscy czuli, iż w środku panuje spokój i ciepło. Na stole zakwitły białe kwiaty te same, których użyto zamiast welonu w najtrudniejszym dniu. Jagoda patrząc na nie, zrozumiała, iż choćby z kropli błota może wyrosnąć czystość, a miłość, wytrwała i cierpliwa, zawsze odnajdzie drogę do domu.

Paweł ucałował Jagodę w czoło i wyszeptał:

Dziękuję, iż umiałaś kochać wytrwale.

Za oknem rozjaśniła się tęcza. A w sercach wszystkich zaszło słońce zasłużone i upragnione jak nigdy dotąd.

Idź do oryginalnego materiału