Kochamy nasze wnuki całym sercem, ale nie mamy już siły ani zdrowia, by ciągle pracować na utrzymanie córki i jej coraz większej rodziny – czy ktoś zrozumie rodziców, którzy poświęcili wszystko dla swoich dzieci?

newskey24.com 4 dni temu

Nasze wnuki są cudowne, ale nie mamy już siły, by być ich nianiami na etacie.

Często mówi się, iż dzieci to takie małe szczęścia, a wnuki to już w ogóle jackpot na loterii życia. I jasne, nie przeczę kocham te nasze maluchy całym sercem, pod warunkiem jednak, iż nie rozmnażają się jak króliki i da się to wszystko ogarnąć finansowo oraz psychicznie. Mam z mężem jedynaczkę, naszą Antoninę typowo po polsku, najpierw szybka dorosłość. Ledwo skończyła liceum, już przy stole ogłasza: Mamo, tato, będziecie dziadkami. No i nagle ciach bliźniaki! Zaraz potem ślub z Pawłem, chłopakiem tak młodym, iż jeszcze mleko pod wąsem miał. Myślę sobie: damy radę, jakoś się to wszystko ułoży.

Rzeczywistość oczywiście zwaliła się na nas jak grad na warszawskich parapetach. Młodzi ledwo wiążą koniec z końcem, bo Paweł zarabiał wtedy tyle, co kot napłakał pensja marna jak polska emerytura. No to kto musiał ratować sytuację? Oczywiście, my! Z mężem zabraliśmy się za nadgodziny, a czasem i potrójne zmiany. I żeby było zabawniej, młode rodziny wtedy zamieszkują u rodziców, czyli u nas. Każdy dzień zaczynałam niewyspana, bo bliźniaki mieli chyba zegarki biologiczne nastawione na płacz co godzinę, żebym żadnej nocy nie przespała. Antonina musiała odpocząć, a ja krążyłam z butelką to tu, to tam niech mi ktoś powie, iż babcia to odpoczywający emeryt.

Tak minęły trzy lata, dzieci podrosły, młodzi trochę się ogarnęli choćby zaczęli płacić za gaz w mieszkaniu! Myślę sobie: będzie normalnie. Aż tu nagle Antonina znowu z wieścią niczym grzyb po deszczu: Mamo, spodziewamy się kolejnego malucha!. No ręce mi opadły dosłownie do kolan. Powiedziałam jej prosto z mostu, iż może warto wstrzymać się z powiększaniem rodziny, bo i tak już ledwo dają radę. Ale nie, stanowcza jak urzędnik skarbówki musi urodzić, bo to przecież szczęście.

I znowu zaczęło się od nowa: kolejne wyciąganie pieniędzy z portmonetki, a mąż znów na dwa etaty aż się słaniał na nogach. Paweł już troszkę lepiej zarabiał, ale umówmy się pięć osób na polskiej pensji to nie przelewki!

I jakby tego było mało: u mojego męża wylew, mnie zaczęło serce szwankować, ręce się trzęsą choćby po herbacie z melisy. Wiedziałam, iż jeżeli nie zwolnimy, to nas zamienią na dwa placki ziemniaczane. Usiedliśmy z córką i powiedzieliśmy: Antonina, musicie sobie sami radzić. Przełamaliśmy się naprawdę z bólem serca i sumienia. I wtedy, gdy już myślałam, iż wyczerpałam pokłady zdziwienia, Antonina rzuciła bombę: Mamo, jestem w ciąży. Znowu.

Stanęłam jak wryta. Czy oni planują otworzyć własne przedszkole? Chyba myśleli, iż będziemy ich głównymi sponsorami już do końca świata. Ale my już nie mamy tych sił, nie mamy też tych pieniędzy, a serce nam dosłownie pęka, bo wiadomo, iż rodzina to rzecz święta. Tylko ile jeszcze razy?

Może i sąsiedzi nas obgadają, iż porzucili własne dziecko, ale myśmy dali im wsparcie, miłość i pomoc na sto procent. Już więcej nie udźwigniemy, niech teraz młodzi kombinują!

Idź do oryginalnego materiału