REKLAMA
Okazuje się, iż zjawisko nie dotyczy tylko tych prywatnych i rodzinnych kadrów. Coraz więcej żłobków, przedszkoli i szkół używa zdjęć dzieci do zaprezentowania placówki. Eksperci ostrzegają, iż taki proceder jest bardzo ryzykowny, a rodzice i nauczyciele często nie zdają sobie sprawy z jego konsekwencji.
Zobacz wideo
Michał Wrzosek ocenia jadłospis w państwowym żłobku i przedszkolu [materiał wydawcy kobieta.gazeta.pl]
"Edushareting" to dziś poważny problem- W przedszkolu mojego syna od razu podsunęli mi papierek, czy wyrażam zgodę na publikację wizerunku mojego dziecka w ich mediach społecznościowych. Nie wyraziłam. Większość rodziców z naszej grupy tak zrobiła i placówka nie ma z tym żadnego problemu. Nie bawią się w zasłanianie buziek emotikonkami, owszem, publikują zdjęcia dzieci, ale robią to w bardzo subtelny sposób. A to rączka nad obrazkiem, a to maluchy stojące tyłem i podziwiające przyrodę - opowiada w rozmowie z nami pani Ania, mama Leona z grupy "Lwów". Jednak okazuje się, iż nie wszystkie placówki respektują prawo dziecka do prywatności w sieci. Nagminnie wrzucają zdjęcia z różnych przedstawień, świąt, gier i zabaw. Publikują fotografie maluchów zajadających zupę, by chwilę później wrzucić post o spacerku do pobliskiego parku. Aleksandra Rodzewicz z Instytutu Badań Edukacyjnych nazywa to zjawisko edusharentingiem. Ekspertka jest zdania, iż placówki coraz częściej wykorzystują wizerunek dzieci jako narzędzie promocyjne.91 proc. przedszkoli prowadzi stronę internetową, a 65 proc. publikuje na niej wizerunki dzieci- tak wynika z raportu "Twarz polskiej edukacji" autorstwa Aleksandry Rodzewicz, przygotowanego we współpracy z Instytutem Cyfrowego Obywatelstwa i rzeczniczką praw uczniowskich w Poznaniu. Rodzewicz ocenia, iż chociaż wielu osobom to może wydawać się zaskakujące, "twarzą polskiej szkoły nie jest już nauczyciel - jest nią dziecko". Natomiast pedagodzy, którzy przecież mają za zadanie dbać o ochronę danych i wizerunku uczniów, zwykle nie mają wsparcia specjalistów w tej dziedzinie.
Każde zdjęcie pozostawia po sobie ślad. Psycholożka: "Rodzice nie mają świadomości"Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak jasno wskazuje w rozmowie z serwisem gazetaprawna.pl, iż wizerunek dziecka podlega ochronie jako dobro osobiste. Chronią go art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego oraz art. 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.Dziecko nie jest narzędziem promocji instytucji, a jego wizerunek choćby za zgodą rodziców nie powinien być wykorzystywany w sposób komercyjny bez pogłębionej refleksji nad konsekwencjami takiego działania- zaznacza Monika Horna-Cieślak, która jednocześnie podkreśla, iż "Biuro Rzeczniczki Praw Dziecka od lat zwraca uwagę na problem nadmiernej i nieostrożnej publikacji wizerunku dzieci w przestrzeni cyfrowej, prowadząc działania systemowe oraz edukacyjne, w tym w ramach kampanii 'Więcej szacunku dla młodego wizerunku'".Podobnego zdania jest również szkolna psycholożka, pedagożka i trenerka TUS, Patrycja Podgórska, która stwierdza, iż "dzieci korzystają dziś z internetu sprawnie techniczne, ale nie rozumieją jego mechanizmów i zagrożeń". Dlatego tak ważna jest tu rola osoby dorosłej, która będzie świadoma konsekwencji związanych z udostępnianiem zdjęć. Rodzice często nie mają pełnej świadomości tego, jak funkcjonuje internet i jakie konsekwencje może mieć udostępnienie wizerunku - szczególnie w kontekście delikatnych treści. Raz opublikowane zdjęcie przestaje być pod kontrolą szkoły i może zostać wykorzystane w sposób krzywdzący, ośmieszający lub naruszający godność dziecka - teraz lub w przyszłości- mówi ekspertka. - Jako psycholog szkolny nie mam wątpliwości, iż publikowanie wizerunku dzieci w mediach społecznościowych budzi ogromny niepokój. I słusznie. Dotykają one bowiem bardzo wrażliwego obszaru, jakim jest granica prywatności, godności i bezpieczeństwa dziecka - dodaje.
A jakie jakie jest Twoje zdanie? Chcesz podzielić się własnymi spostrzeżeniami? Napisz: anita.skotarczak@grupagazeta.pl. Gwarantuję anonimowość.











