Mikołaj przyjechał na wieś, aby odwiedzić swoją ciocię. Podszedł do znajomego domu, otworzył furtkę, a na podwórku powitała go Halina.

twojacena.pl 5 dni temu

Mikołaj przyjechał na wieś, żeby odwiedzić swoją ukochaną ciotkę. We wsi nie miał już prawie nikogo rodzice dawno nie żyli, inni krewni wyemigrowali do Irlandii albo Norwegii, a została mu tylko ciocia Halina.

Podszedł pod dobrze znany dom, otworzył skrzypiącą furtkę, i w ogródku przywitała go Halina.

A czemu nie zadzwoniłeś, nie uprzedziłeś? zapytała ciotka i od razu utuliła siostrzeńca. A Marysia z dzieciakami nie przyjechali?

Nie, zatrzymali się w mieście, nie dali rady odparł Mikołaj.

Ciotka Halina ekspresowo nakryła do stołu (jak to baba w gospodarstwie trzy minuty i wszystko wjeżdża na obrus), zjedli obiad i Halina płynnie przeszła do sedna:

Popatrz, co znalazłam w skrzyni w komórce rzuciła nagle, wręczając Mikołajowi kawałek pożółkłego papieru.

Mikołaj rozwinął kartkę i z każdym słowem robił coraz bardziej skwaszoną minę.

Nie denerwuj się tak próbowała go uspokoić ciotka Halina to było tysiąc lat temu! Może od tego czasu twoje zdrowie się poprawiło. Sam spójrz, dwójkę dzieci wychowałeś, co, wiatr przywiał?

Tą noc Mikołaj spędził u ciotki, ale o spaniu nie było mowy. Nic dziwnego bo papier, który czytał, był starym orzeczeniem lekarza, który po chorobie w dzieciństwie (miał wtedy z trzynaście czy czternaście lat, w tamtych czasach wszystko spisywano manualnie!) uznał, iż Mikołaj nigdy nie będzie mógł mieć dzieci. Jego mama to schowała i tak to trafiło do Haliny, a później do Mikołaja.

Może to jakaś pomyłka, myślał, bo jeżeli mam wierzyć temu papierowi, to całe życie wychowywałem cudze dzieci! Nie mieściło mu się to w głowie żonie ufał jak samemu sobie.

Mama Mikołaja zmarła, kiedy był dzieciakiem, jeszcze dziesięciu lat nie miał. Niedługo potem ojciec przyprowadził do domu nową żonę, a Mikołaj coraz częściej nocował u ciotki Haliny, która mieszkała dwie chałupy dalej. Halina była młodszą siostrą jego mamy i zajęła w jego sercu jej miejsce.

Po wojsku Mikołaj już nie chciał wracać na wieś roboty tam nie było, a z ojcem różnie bywało. Został w mieście zatrudnił się jako kierowca, a mieszkanie miał w akademiku. Po kilku latach załapał się na tira i został zawodowym kierowcą. Dorobił się swojego M3.

Potem poznał Marysię. O ciąży powiedziała mu jeszcze przed ślubem, a niedługo potem się pobrali i zamieszkali razem. Po trzech latach, gdy urodziła się córka, pojawił się syn.

Około czterdziestki, mając odłożoną kasę (całe oszczędności jakieś trzydzieści tysięcy złotych), zrezygnował z jazdy po Europie i założył własną firmę transportową. Firmę rozwijał, powoli i z uporem, i po kilku latach dawała mu już przyzwoity dochód.

Zaraz po wizycie u ciotki Mikołaj pojechał do Warszawy musiał się upewnić na sto procent. Zrobił badania i niestety, wyniki zgadzały się z dawnym orzeczeniem. Wrócił do domu załamany.

Mikołaj przyjechał! ucieszyła się żona. Obiadek ci podgrzać?

Nie trzeba rzucił krótko, rzucając jej na stół wyniki z gabinetu.

Ale co to jest? otworzyła szeroko oczy Marysia.

To jest papier, z którego wynika, iż dzieci nie mogłem mieć w życiu swoim oznajmił chłodno.

Marysia usiadła, aż krzesło skrzypnęło.

To na pewno jakaś pomyłka, Mikołaj…

Przestań z tymi bajkami przerwał jej Mikołaj. Jeszcze choć raz mnie okłamiesz, już mnie więcej nie zobaczysz.

Marysia pokiwała głową i zaczęła opowiadać.

Wynikało z tego, iż jeszcze w szkole jej kolega się za nią uganiał, a potem, już po maturze, byli razem, dopóki chłopak nie przerzucił się na jej przyjaciółkę. Wtedy w jej życiu pojawił się Mikołaj. Kiedy dowiedziała się, iż jest w ciąży, nie była pewna, które z nich jest ojcem. Dla niej ślub był ratunkiem przed gniewem rodziców i plotkami całej dzielnicy.

Dobra, z pierwszym dzieckiem mniej więcej rozumiem przerwał jej Mikołaj. Ale co z drugim?

Marysia rozpłakała się. Otarła oczy rękawem.

Kiedy ty pracowałeś jako tirówka, to raz go jeszcze spotkałam. Byłam głupia i poszłam z nim na spotkanie. Potem już nigdy się nie widzieliśmy. Tylko ciebie kochałam, i tylko ciebie chcę. Do dzisiaj mam wyrzuty sumienia.

Mikołaj siedział przy stole i milczał, a Marysia błagała:

Mikołaj, nie zostawiaj mnie, nie wytrzymam bez ciebie…

Nie mogę na ciebie patrzeć powiedział i wyszedł, trzasnąwszy drzwiami.

Marysia biegła za nim, łzy lały się strumieniami, ale on na nią choćby nie spojrzał.

Nie mogąc się na niczym skupić, Mikołaj całe dnie ślęczał w pracy, a na weekend znów pojechał do ciotki Haliny. Najgorzej było nocą.

Całe życie na marne myślał, gapiąc się w sufit. I po co mi to wszystko było? Jak z tym żyć?

Rano miał już inne myśli.

A gdybym dowiedział się o tym zaraz po wojsku? Pewnie nie założyłbym rodziny, nie wiedziałbym, co to znaczy być tatą… A ile szczęścia miałem przez te lata, ile wspomnień. Dzięki temu, iż o niczym nie wiedziałem, mogłem być szczęśliwy.

W niedzielę do Mikołaja przyjechały jego dzieci Zosia i Marek.

Tato, nie wiem, co tam się z mamą stało, ale od nas się odwróciłeś. Co, nas też już nie chcesz znać? rzuciła z progu Zosia.

Dziecko, ja was dalej kocham! Mam z was tylko radość. Z mamą tylko się nie zgadzamy.

Tato, wracaj do mamy! Ona dzień i noc płacze, boję się o nią włączył się Marek.

Przestań się na nią boczyć! Zosia się uśmiechnęła. Poza tym, muszę ci powiedzieć, iż niedługo zostaniesz dziadkiem i mama też babcią!

Mikołaj rozpromienił się i przytulił córkę.

No to rzeczywiście dobra wiadomość!

Ale, tato, nie wracamy bez ciebie do domu. Skończcie z tymi cichymi dniami, ile można, po tylu latach razem!?

No dobrze, przekonaliście mnie roześmiał się Mikołaj. Wracamy do domu!

Idź do oryginalnego materiału