Misjonarka – Siostra Bronisława (Krystyna Smoter)

tymbark.in 2 godzin temu

W tym tygodniu w Kościele obchodzimy Tydzień Misyjny. Z tej okazji przypominam wywiad z Siostrą Krystyną Smoter (w zakonie noszącą imię Bronisława), Tymbarczanką, przez lata pracującą na misjach, a dokładniej na Madagaskarze. Niestety stan zdrowia uniemożliwił Siostrze Krystynie prowadzenia dalszej pracy misyjnej.

Wywiad przeprowadziła Małgorzata Górka. Ukazał się on w Głosie Tymbarku Nr 8 z 1991 r.

MISJONARKA

Madagaskar leży na Oceanie Indyjskim u wybrzeży Afryki. Powierzchnia wyspy jest prawie dwukrotnie większa od powierzchni Polski. Panującym jest tu klimat tropikalny. Język urzędowy – francuski. Madagaskar jest krajem rolniczym o bardzo słabo rozwiniętym przemyśle. Mieszkańcy wyspy, głównie Malgaszowie, w większości utrzymują się z pracy na roli … i przeważnie głodują.
Często o tej części świata mówi się: Wyspa Trędowatych. Wyspa ta, obok Kenii, Brazylii i Zielonego Przylądka, jest terenem pracy misyjnej Małych Sióstr Misjonarek Miłosierdzia Zgromadzenia założonego przez księdza Orione /stąd druga nazwa Siostry Orionistki/.

Wśród sióstr pracujących na Madagaskarze jest również Polka, tymbarczanka, siostra Bronisława /Krystyna Smoter/. W tym roku (od red. tj. w 1991 roku) raz pierwszy od trzech lat , przyjechała do kraju i zgodziła się na rozmowę, by podzielić się z nami swym misyjnym entuzjazmem.

Chciałabym zacząć od krótkiego życiorysu Siostry. Czy to możliwe?
S.Bronisława – Oczywiście. Urodziłam się w 1962 r, dokładnie 5 maja. Skończyłam Szkołę Podstawową w Tymbarku, potem było Liceum Ogólnokształcące w Limanowej.
Tam uczyłam się języka francuskiego nie wiedząc jeszcze, jak bardzo będzie mi on kiedyś przydatny. W 1981 roku zdałam maturę i zaraz potem wstąpiłam do Zgromadzenia Sióstr Orionistek.
Pierwsze śluby złożyłam w 1983 r., zaś śluby wieczyste w 1988. W międzyczasie pracowałam 3 lata jako wychowawczyni w zakładzie dla dzieci upośledzonych we Włocławku.
Wiem, iż wówczas ukończyła Siostra także studia.
s.Bronisława– Tak, we Włocławku. Kierunek muzyczny – organista.
– Zaraz potem wyjechała Siostra na misje, czy tak ?
s.Bronisława – Jeszcze w roku 1988, tuż po złożeniu ślubów wieczystych odleciałam na Madagaskar.
Czy Siostra sama wybrała ten rodzaj pracy – misje ?
S.Bronisława– Już wstępując zakonu myślałam o misjach. Chciałam tam pracować. Czułam, iż to jest moim powołaniem. Oczywiście będąc przez siedem lat w Zgromadzeniu wykonywałam wszystkie prace; byłam i organistą i kierowcą, zaopatrzeniowcem itd. Ale cały czas myślałam o misjach. I dzięki temu w pierwszym okresie mojego życia na Madagaskarze nie przeżywałam poważniejszych kryzysów czy załamań. Myślę, iż człowiek, który przyjechałby tutaj z polecenia nie wytrzymałby, nie zniósłby tego tak dobrze.
Czy misja, w której Siostra pracuje jest jedyną na wyspie ?
s. Bronisława – Tak, jest to pierwsza misja Sióstr Orionistek w tym kraju. Dlatego musiałyśmy budować wszystko od podstaw. Z początku, tuż po przylocie mieszkałyśmy u ludzi. Teraz mamy swój dom, który będzie domem macierzystym. Wybudowałyśmy również ośrodek zdrowia. w tej chwili przygotowujemy laboratorium, gdyż wykonywanie różnego rodzaju analiz jest bardzo drogie, zaś każda oszczędność jest ważna, by móc więcej i skuteczniej pomagać ludziom.
Jak duży zasięg ma wasza placówka i z ilu członków składa się Wasza wspólnota misyjna ?
s. Bronisława – Nasza misja Andrambato – Itaosy znajduje się sześć kilometrów od stolicy Madagaskaru. Zamieszkuje ją 80 tys. ludzi z tego ok.5 tys. to katolicy i może tyle samo protestanci.
A gdzie reszta ? Nasza więc praca nie ogranicza się tylko do pomocy katolikom, ale idzie również w kierunku poszukiwania i przyprowadzania innych do Boga / są to ludzie często obojętni religijnie lub jeszcze wcale nieznający Boga /.
Księża Karmelitanie prowadzący misje na naszym obszarze mają do obsługi osiem kościołów. W trzech parafiach my im pomagamy. o ile zaś chodzi o naszą wspólnotę, to oprócz mnie pracują tutaj dwie siostry z Argentyny. Mamy również trzy Malgaszki, które odbywały nowicjat we Włoszech i już złożyły swoje śluby. Są z nami także dziewczęta pragnące wstąpić do naszego Zgromadzenia.
W Polsce często słyszymy, iż misje potrzebują kapłanów. A jak ta sprawa wygląda na Madagaskarze i w jaki sposób zorganizowane są parafie ?
s.Bronisława – I u nas brakuje kapłanów. Parafie są odwiedzane przez nich co kilka miesięcy, brak jest stałej kontroli. W każdej parafii istnieje zarząd kościelny. Składa się on z prezydenta, wiceprezydenta, skarbnika i katechisty. Każdy z nich ma wyznaczone zadanie. I tak np.katechista jest odpowiedzialny za rozwój życia duchowego w parafii. Składa z tego sprawozdanie kapłanowi. W czasie kiedy ksiądz jest nieobecny w parafii, katechista prowadzi paraliturgię tzn. Mszę św. bez ofiarowania i konsekracji.
Jak układają się stosunki pomiędzy misjonarzami a tubylcami? Czy nie są oni wrogo usposobieni do niosących nową wiarę ?
s.Bronisława – Nie, wręcz przeciwnie. Nastawienie ludzi do nas jest dobre.Chrystianizacja tych
terenów rozpoczęła się w XIX w. Tutejsza ludność jest w połowie protestancka, a w połowie katolicka. Są też plemiona i szczepy, zwłaszcza te z południa kraju, które nie słyszały wcale o Bogu.
Ale i ci uznają jakiegoś WIĘKSZEGO DUCHA, który kieruje ich życiem, ma na nich wpływ.
Nasze zadanie polega na tym, by wierzenia te przybrały chrześcijańską formę. Nie zmieniamy kultury tych ludzi i nie chcemy wprowadzać innej np.europejskiej. To nie o to chodzi. Chcemy w ich kulturze zaszczepić Chrystusa.
Wszystkich ciekawią zwyczaje tego egzotycznego kraju, ludzie go zamieszkujących. go. Czy mogłaby Siostra opowiedzieć nam o niektórych z nich.
s.Bronisława – Malgaszowie otaczają szczególnym kultem zmarłych. Na ich cześć, co trzy -cztery lata w zależności od zamożności rodziny, urządzają wielkie święto zwane FAMADIANA. Jest to święto indywidualnym rodziny, zostaje jednak zaproszona na nie duża liczba gości. Najpierw rodzina wyznacza termin. Nie może to być jednak wtorek, ponieważ jest uważany za dzień pechowy. Następnie, w noc poprzedzającą uroczystość, wszyscy członkowie rodziny i goście ucztują. Warunkiem udziału w tym święcie jest zjedzenie posiłku. Rano wszyscy otwierają grobowiec, wyjmują zmarłych, owijają ich w specjalne płótna – lamby i przynoszą do domu, gdzie znowu się bawią, tańczą, śpiewają. Przed zachodem słońca zmarli odnoszeni do grobów. Wszystko odbywa się z wielką pompą; na przodzie szczególnej procesji niesiona jest flaga narodowa, przy grobowcu grany jest hymn państwowy, obecna jest reprezentacja gminy, która rejestruje otwarcie grobowca. Uczestniczyłam w takim święcie w rodzinie jednej ze sióstr Malgaszek. Rok przed uroczystościami zmarł jej ojciec i siostra. Ich ciała nie zostały pochowane w pięknym grobowcu, a obok niego w ziemi. Dopiero jak nadszedł dzień święta, po wszystkich ceremoniach i zabawach, przeniesiono je do grobowca.
Drugim równie głośno manifestowanym i obchodzonym zwyczajem jest obrzezanie.
Nam nie wolno wykluczać tych tradycji. Staramy się jednak nadać im chrześcijański charakter
tzn.odprawić w tym dniu Mszy św. , pomodlić się.
Jak wygląda codzienna praca Siostry na placówce ? S. Bronisława – Ludziom, wśród których żyjemy, nie możemy tak po prostu głosić Chrystusa widząc, iż są głodni, chorzy, brudni. Zaczynamy więc od pomocy dla ciała. Każda z nas wizytuje dom w parafii, którym się opiekuje. Wszędzie widać nędzę. Rodziny są bardzo liczne /dziesięcioro dzieci jest zjawiskiem normalnym/, często opuszczone przez ojców. Matki z małymi dziećmi nie mogę znaleźć pracy, żyją z dnia na dzień, nie umieją przewidywać, patrzeć na życie perspektywicznie. Gdy mają jakieś pieniądze, wydają je natychmiast. Nie znają podstawowych zasad higieny osobistej, trzymania czystości w domu, dokładność w wykonywaniu pracy itd. Obowiązek nauczania ich tego spada na nas.
Ponadto chcemy dopomóc im w szukaniu pracy, zdobyciu innych umiejętności. Niedawno otrzymałyśmy maszyny do szycia. Na piętrze w ośrodku zdrowia urządziłyśmy małą szkołę krawiecką, uczymy ich wyszywać, haftować, robić na drutach.
Pierwsze ich prace kupujemy, następne sprzedają innym i w ten sposób mają możliwość zarobienia. Ostatnio też zorganizowałyśmy codzienne posiłki dla około stu osób, przeważnie starców i dzieci.
Czy Siostry prowadzą szkołę?
s.Bronisława – Nie, ale mamy pod opieką kilkanaścioro dzieci z rodzin, których nie stać na opłacenie nauki. Dostają one książki, przybory oraz opłatę na szkołę.
Madagaskar nazywany jest Wysp Trędowatych i rzeczywiści jest tu bardzo wielu ludzi cierpiących na to straszną chorobę. W jaki sposób niosą Siostry pomoc tym nieszczęśnikom?
S.Bronisława – Praca z trędowatymi jest moja największą miłością. Razem z ks.Janem – polskim orionistą- odwiedzam szpital dla trędowatych MANAN-KAVALY 2-3 razy w miesiącu.
Jest on położony około 40 km za miastem w górach. Znajdujący się tu chorzy, sto pięćdziesiąt osób, są zarówno katolikami jak i protestantami. Nie robimy jednak żadnej różnicy w traktowaniu tych ludzi, zgodnie z myślą ks.Orione: „Czyńcie dobrze wszystkim…” Udzielamy im dwojakiej pomocy: duchowej i medycznej. Oczekują od nas wsparcia, rozmowy i pocieszenia. Musimy zastąpić im bliskich, rodziny, które ich porzuciły. Kupujemy dla nich ryż, cukier czasem mleko. Staramy się, by czuli się potrzebni, kochani.
W jaki sposób znajdują Siostry czas na wszystkie te zajęcia ?
s.Bronisława – Nie wiem. To Opatrzność Boże, iż starcza nam czasu w wszystko. Nie zaniedbujemy również życia zakonnego – mamy godziny modlitwy, adoracji, posiłków, czas na rekreację. To wszystko dzięki pomocy Bożej.
Czy jest Siostra zadowolona ze swej pracy, czy czasami jest zbyt ciężko ? S.Bronisława – Oczywiście, iż jest ciężko, zwłaszcza gdy widzę ilu jeszcze ludzi czeka na pomoc, a my nie mamy już możliwości im pomagać. Tyle rzeczy możny jeszcze zrobić, ale potrzeba stale ludzi zainteresowanych, chcących pomagać.
Przebywała Siostra w Polsce dwa miesiące, czy nie stęskniła się Siostra z swymi podopiecznymi ?
s.Bronisława – Tęsknię i chciałabym jak najszybciej być z nimi.
A zatem życzę Siostrze szczęśliwego powrotu na Madagaskar, wielu łask Bożych i sił w tak trudnej pracy.
Szczęść Boże!

Dziękuję Siostrze za rozmowę.
Rozmawiała: MAŁGORZATA GÓRKA

Siostra Krystyna Smoter na Madagaskarze ( zdjęcie z książki ks.Tomasza Atłasa „Zakochani w ludziach, Zapiski z misją”)

A tak o pobycie na Madagaskarze napisał w 2012 roku ksiądz prałat Tomasz Atłas, również misjonarz, w swojej książce „Zakochani w ludziach, Zapiski z misją”

MADAGASKAR

„Kolejne dni na Madagaskarze mijają gwałtownie i intensywnie. To przecież ogromna wyspa, a i polskich misjonarzy pracuje tutaj wielu. Z większością spotykamy się w domu księży oblatów w Antananarivo. Jest wiele radości, dyskusji i piękna, wspólnotowa modlitwa za ,,dwie ojczyzny”. Kolejnego dnia uczestniczę też w miłej uroczystości. Jedna z ulic malgaskiej stolicy otrzymuje bowiem imię Arkadego Fiedlera (inicjatywa Stowarzyszenia ,,Polka”). To miłe, iż i w takiej formie polska obecność na Madagaskarze zostaje podkreślona i doceniona.

Cieszę się, iż większość czasu przychodzi mi tutaj spędzić z orionistką, siostrą Bronisławą Smoter. Wszak to moja rodaczka z Tymbarku, a poza tym mając wieloletnie doświadczenie pracy na Madagaskarze, dzieli się ze mną spostrzeżeniami na temat tego kraju, tutejszych Kościołów lokalnych, edukacji itd. To także z jej inicjatywy jedziemy do Marana, do ośrodka założonego przez bł. Jana Beyzyma. To mocne wewnętrzne przeżycie zobaczyć to miejsce, modlić się przy grobie Błogosławionego, o którym usłyszałem pierwszy raz jeszcze na katechezie w szkole podstawowej, celebrować Mszę św., używając pateny i kielicha, których on sam używał.
Opuszczając Marana, raz jeszcze zatrzymujemy się na wzgórzu, z którego rozciąga się widok na położony w dole ośrodek dla trędowatych. Miejsce to zdobi drewniany krzyż pamiętający jeszcze czasy, kiedy bł. Jan Beyzym osobiście opiekował się chorymi. Postawiono go jednak w tym miejscu z zupełnie innych powodów. Aź do tego miejsca bowiem docierał przykry zapach gnijących ran…
Oby Pan dał nam więcej takich misjonarzy.
„

ks.Tomasz Atłas

Idź do oryginalnego materiału