Mój wymarzony mężczyzna porzucił dla mnie żonę, ale nie miałam pojęcia, jak wszystko się przeciwko mnie obróci.

polregion.pl 12 godzin temu

Mężczyzna moich marzeń porzucił dla mnie swoją żonę, ale choćby nie przypuszczałam, jak wszystko obróci się przeciwko mnie.
Podziwiałam go jeszcze od czasów studiów. Można powiedzieć, iż to była miłosć bezwarunkowa naiwna i ślepa. A kiedy wreszcie zwrócił na mnie uwagę, całkiem straciłam głowę. Stało się to kilka lat po ukończeniu uczelni trafiliśmy do tej samej firmy. Mieliśmy podobne wykształcenie, więc nie było w tym nic dziwnego. Ale ja wierzyłam, iż to przeznaczenie.

Wydawało mi się, iż to mężczyzna moich snów. I w młodości wcale nie przeszkadzało mi, iż miał już żonę. Nigdy nie byłam zamężna, nie wiedziałam, jak to jest patrzeć na rozpadające się małżeństwo. Dlatego nie czułam wstydu, gdy Wojciech postanowił zostawić żonę dla mnie. Kto by pomyślał, iż przyniesie mi to tyle bólu? Ludzie mówią prawdę nie zbudujesz szczęścia na cudzym nieszczęściu.

Gdy wybrał mnie, byłam w siódmym niebie i gotowa przebaczyć mu wszystko. Prawda była jednak taka, iż w codziennym życiu nie był już tym księciem, jakim się wydawał. Jego rzeczy walaly się po całym mieszkaniu, a on stanowczo odmawiał zmywania naczyń. Wszystkie obowiązki spadały na mnie. Ale wtedy wcale mi to nie przeszkadzało.

Szybko zapomniał o swoim poprzednim związku. Nie mieli dzieci, a małżeństwo, jak się okazało, zostało wymuszone przez rodziców jego żony. Ze mną było inaczej przynajmniej tak mi powtarzał.

Moje szczęście nie trwało długo, bo wszystko zmieniło się, gdy zaszłam w ciążę. Na początku Wojciech był zachwycony, iż zostanie ojcem. Zorganizowaliśmy choćby wielkie rodzinne przyjęcie z tej okazji. Wszyscy życzyli nam miłości i zdrowia dla naszego dziecka.

Tamten wieczór pozostaje w mojej pamięci jako jedna z najpiękniejszych chwil. I nie żałuję, gdy o nim myślę. Ale od tamtej pory moja ślepa miłość zaczęła gasnąć.

Im bardziej rosła moja brzuch, tym rzadziej widywałam Wojciecha. Poszłam na urlop macierzyński, więc spotykaliśmy się tylko późnym wieczorem. Coraz częściej zostawał w pracy albo szedł na firmowe imprezy. Najpierw mnie to nie niepokoiło, ale niedługo zaczęło mnie męczyć. Domowe obowiązki stawały się coraz cięższe, bo już nie mogłam choćby schylić się, żeby podnieść porozrzucane skarpetki.

Wtedy często zadawałam sobie pytanie czy nie pospieszyliśmy się z tym dzieckiem?

Wiedziałam, iż z czasem uczucia stygną, ale nie spodziewałam się, iż stanie się to tak szybko. Wojciech wciąż przynosił mi kwiaty i czekoladki, ale w tamtych chwilach chciałam tylko, żeby był przy mnie.

Wkrótce stało się jasne, iż nie chodziło mu tylko o firmowe imprezy. Ktoś przy kawie wspomniał, iż w naszym dziale pojawiła się nowa, młoda pracownica. I tak brakowało ludzi, a gdy poszłam na urlop, sytuacja stała się krytyczna. Jaka ironia.

Nie byłam pewna, czy chodziło o nią, ale mój mąż z pewnością miał kogoś innego, bo nie miał już dla mnie czasu. Albo był w pracy, albo na służbowym spotkaniu, albo na kolejnej firmowej imprezie, której nie mógł opuścić. Pewnego dnia znalazłam w kieszeni jego marynarki karteczkę z inicjałami, których nie znałam. Nie wiem, co mną kierowało, ale odłożyłam ją z powrotem i postanowiłam udawać, iż nic nie wiem.

Było okropnie zostać samą w siódmym miesiącu ciąży, podczas gdy mąż narzekał, iż stałam się zbyt nerwowa. Każda kłótnia kończyła się jego rozczarowanym westchnięciem. Nie wiem jak, ale zrozumiałam, iż jeżeli poruszę ten temat, na pewno zostanę sama. Strach przed utratą męża był tak wielki, iż nie mogłam myśleć o niczym innym. Mówią, iż jeżeli czegoś bardzo się boisz, to na pewno się to wydarzy.

Choć Wojciech pięknie mnie adorował, nie był prawdziwym dżentelmenem. Najgorsze słowa, jakie usłyszałam, brzmiały: Nie jestem gotowy na dziecko. I: Mam kogoś innego. choćby nie pamiętam dokładnie, jak mi to powiedział, ale w tamtej chwili czułam, iż tracę rozum.

Nie spodziewałam się, iż znajdę w sobie siłę, by złożyć pozew o rozwód. On chyba też nie spodziewał się, iż nie będę już tolerować jego zachowania. I na pewno nie przewidział, iż następnego dnia wyrzucę wszystkie jego rzeczy za drzwi. Cieszyłam się, iż mieszkanie było wynajmowane nie musieliśmy się o nie dzielić.

A dziecko? Pomyśl o dziecku. Jak je utrzymasz?
Znajdę sposób. Będę pracować zdalnie. Poza tym rodzice od dawna oferowali mi pomoc. Mama zawsze mówiła, iż to kobieciarz powinnam była jej posłuchać.

Prawdopodobnie odpowiedzialność za przyszłość mojego syna dała mi siłę. Samotnie nie odważyłabym się odejść.

Ale zrozumiałam też, iż nie chcę wychowywać dziecka z takim ojcem.

Jego zdrada była tak podła, iż nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. Jakbym wreszcie przejrzała na oczy.

Pierwsze miesiące po rozwodzie, w tym poród, były bardzo trudne. Wróciłam do rodziców, którzy byli szczęśliwi, zwłaszcza dziadkowie, którzy zawsze marzyli o wnuku. Nie mogę powiedzieć, iż nie tęskniłam za Wojciechem, ale starałam się o nim nie myśleć. W głębi duszy wiedziałam, iż postąpiłam słusznie i iż dam synowi wszystko, co najlepsze.

A potem nagle on znów się pojawił.

Okazało się, iż Wojciech żałuje. Chce poznać syna. Ale czy ja tego chcę? A może lepiej byłoby wyprowadzić się do innego miasta?

Idź do oryginalnego materiału