15 listopada 2025 r.
Dzisiaj znowu przyszedł mi do głowy temat, o którym od lat nie potrafiłem się oprzeć. Moja siostrzenica Zuzanna od dawna marzyła o wózku dziecięcym, a gdy odmówiła go przyjąć, obraziła całą rodzinę. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, iż to będzie początek kolejnych zamieszkań.
Dzieci rosną jak grzyby po deszczu, więc nie zauważyłem, kiedy nasz mały Piotrek zaczął biegać po podwórku, goniąc za ojcem. Zawsze staraliśmy się kupić dla pierwszego dziecka to, co najlepsze, niekiedy poświęcając własne zachcianki. W końcu zdecydowaliśmy się na drogi, kompaktowy wózek typu Mobi, który bez problemu mieścił się w bagażniku naszego Fiata 500. Służył nam wiernie i był używany z dbałością, bo planowaliśmy go później odsprzedać.
Gdy Piotrek wyrośnie ze swojego wózka, wystawiłem ogłoszenie na Allegro. Mój mąż radził obniżyć cenę o 30% od pierwotnej, ale ja wiedziałem, iż w tych trudnych czasach ludzie mają mało grosza, więc postanowiłem sprzedać go za połowę ceny szybciej zniknie i zrobię dobrą rzecz.
Kilka godzin po wystawieniu ogłoszenia zadzwoniła urocza dziewczyna o imieniu Marta, proponując spotkanie, by obejrzeć wózek. Umówiłem się, a pół godziny później usłyszałem dzwonek do drzwi.
Gdy otworzyłem, zamarłem ze zdumienia: na progu stała Zuzanna, z którą nie mieliśmy kontaktu od dwóch lat, bo kłóciliśmy się o chłopców. Serce podskoczyło szukałem wymówki, by znów się z nią zbliżyć. Przy herbacie opowiedziała, iż ona i jej partner Janek mają już małego synka, a ich zarobki ledwo wystarczają.
Po szczerej rozmowie obejrzeliśmy wózek, podobał się Zuzannie i zaoferowałem jej go po cenie niższej niż w ogłoszeniu. Następnego dnia z euforią przygotowałem przyjęcie, ugotowałem tradycyjne pierogi i bigos, a cała rodzina usiadła przy stole, wspominając stare czasy i ciesząc się spotkaniem.
Kiedy przyszło do finalizacji transakcji, Zuzanna, wyczuwając moją skłonność do ustępstw, poprosiła, by podarować jej wózek na urodziny. Powiedziałem otwarcie, iż nie mogę pozwolić sobie na tak kosztowny prezent. Rozgniewana nazwała mnie skąpym i wybiegła, krzycząc. Potem jej rodzina wtrąciła się, mówiąc, iż wspierają ją przy dziecku, co doprowadziło do zerwania kontaktu również z ich stroną.
Ta sytuacja uświadomiła mi, iż nie da się zadowolić wszystkich i iż negocjacje z bliskimi często kończą się bójką. Od dziś postanowiłem nie mieszać interesów z rodziną lepiej zachować spokój i nie tracić serca na niepotrzebne konflikty.
Lekcja, którą wyniosłem: czasem trzeba postawić granice, bo bez nich każdy związek może się rozpaść.















