Gdy zaczynała swoją przygodę, muzyka była dla niej czystą radością. Dziś to jej największa pasja i sposób na życie. Pochodząca ze Świdnika pianistka Aleksandra Mularczyk już 21 listopada będzie gwiazdą XXI Świdnik Jazz Festival, na którym wystąpi jako Aleksandra Mularczyk Trio. Nam opowiedziała o tym, jak żyje, czuje i oddycha muzyką.
– Jak wyglądały Twoje początki? Jak to się stało, iż zaczęłaś grać?
– Występowałam już od najmłodszych lat. Jeszcze w przedszkolu brałam udział w różnych wydarzeniach. Również tutaj, w Miejskim Ośrodku Kultury. Pamiętam, jak wyglądał ten budynek przed remontem. Wiąże się z nim wiele wspomnień. Muzyczne początki wywodzą się też trochę od mojej rodziny, w której jest kilku samouków. Jakoś tak się stało, iż też połknęłam bakcyla, a szczególnie ciągnęło mnie do instrumentów klawiszowych. Rodzice zapisali mnie więc do Ogniska Muzycznego na zajęcia do pana Szymury, żebym spróbowała i przekonała się, jak mi pójdzie. Potem były pierwsze zespoły, występy w szkole podstawowej. Mając 13 lat, zaczęłam się zastanawiać, co dalej. Brakowało mi formalnego wykształcenia, dlatego zdecydowałam się pójść do Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Świdniku. Przez rok chodziłam do pierwszej klasy fortepianu. Ponieważ moje umiejętności były na poziomie wykraczającym poza szkołę I stopnia, pani Marta Zwolak, która wtedy mnie uczyła, powiedziała, żebym spróbowała dostać się do szkoły II stopnia. Wiedziałam, iż bez ukończenia I stopnia będzie to trudne. Wahałam się też, czy decydować się na rozwój w stronę muzyki klasycznej, ponieważ cały czas ciągnęło mnie do improwizacji i innych gatunków muzycznych. Któregoś dnia zobaczyłam plakat z informacją, iż w Szkole Muzycznej II stopnia w Lublinie otwierają Wydział Jazzu. Uznałam to za znak od losu i postanowiłam, iż spróbuję.
– Dlaczego zdecydowałaś się na fortepian?
– Bardzo lubię ten instrument, ale dlaczego…? Nie wiem, to była intuicja. Czuję, iż bardziej to fortepian wybrał mnie niż ja jego.
– Wspomniałaś o rodzinie i muzyce obecnej w Waszym życiu. Może to dzięki nim?
– Możliwe. Moje korzenie rodzinne sięgają rejonów wiejskich Lubelszczyzny, gdzie wiele osób grało na akordeonie. Przyznam, iż ja też trochę potrafię, ale nie jest to mój ulubiony instrument.
– Mam wrażenie, iż początkowo balansowałaś między muzyką rozrywkową a klasyczną.
– W ognisku grałam dużo popu. Jako dziecko nie słuchałam jeszcze jazzu, mój gust cały czas się kształtował. W międzyczasie zaczęłam lepiej poznawać klasykę. Podobała mi się, granie jej było dla mnie bardzo rozwijające i satysfakcjonujące. Będąc już w szkole muzycznej skupiałam się na klasycznej stronie, jednak brakowało mi improwizacji. Cały czas czułam się gdzieś pomiędzy. Tak zaczęłam poznawać jazz. Na początek Billie Holiday i Ellę Fitzgerald. Słuchałam ich twórczości i coraz bardziej zagłębiałam się w ten gatunek.
– w tej chwili jesteś studentką fortepianu jazzowego na Akademii Muzycznej w Gdańsku. Decydując się na takie studia, podjęłaś jednocześnie decyzję, w jakim kierunku chcesz, by Twoje życie się potoczyło.
– Będąc w klasie maturalnej nie czułam się jeszcze na siłach, żeby zdawać na akademię. Bałam się, iż nie dam rady, dlatego postanowiłam zaczekać. Zdecydowałam, iż na początek zrobię licencjat z dziennikarstwa, a w międzyczasie skończę szkołę muzyczną. Im dłużej jednak zwlekałam, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, iż muzyka to kierunek, w którym chciałabym pójść.
– Masz za sobą liczne występy na różnych scenach, w tym świdnickiej. Po raz pierwszy jednak wystąpisz na Świdnik Jazz Festival.
– Tak, to prawda. Bardzo się z tego powodu cieszę, ale nie ukrywam, iż też trochę stresuję. To będzie jeden z pierwszych moich występów na większym wydarzeniu w składzie, gdzie jestem liderką. Jestem bardzo wdzięczna za zaproszenie panu Łukaszowi i pani Ewie z Miejskiego Ośrodka Kultury w Świdniku. Nie mogę się doczekać.
– Myślałaś kiedyś, iż staniesz się częścią tego festiwalu? Na pewno miałaś okazję uczestniczyć w nim jako widz.
– Jako nastolatka marzyłam, żeby kiedyś zagrać na Świdnik Jazz Festival. Po raz pierwszy wybrałam się na niego mając 12, 13 lat. Potem starałam się co roku chodzić na koncerty. Zawsze bardzo czekałam na to wydarzenie, obserwowałam, kto wystąpi. w tej chwili mam trochę mniej czasu, ale przez cały czas staram się być na bieżąco i uczestniczyć, jeżeli tylko mogę.
– 21 listopada otworzysz XXI edycję festiwalu.
– Tak, trochę się denerwuję, bo wśród publiczności będą również moi bliscy. Zaprezentuję swój autorski materiał. Jestem też interesująca reakcji publiczności.

– Nie wystąpisz sama.
– Będę miała wsparcie w postaci moich muzyków. Zagram z Filipem Arasimowiczem, który jest kontrabasistą oraz z perkusistą Kacprem Skolikiem. Chłopaki, podobnie jak ja, obracają się w różnych stylach, co bardzo doceniam. Bardzo dobrze interpretują to, co skomponuję. Lubię występować zarówno solo, jak i z zespołem. Uważam, iż dla pianisty bardziej wymagające jest granie solo, bo wystawia się w stu procentach na ocenę publiczności i bierze na siebie pełną odpowiedzialność. Dodatkowo jest to bardziej skomplikowane pod względem pianistyki. Gra w zespole może wydawać się łatwiejsza, ale z kolei wymaga świadomego słuchania muzyków i umiejętności zgrania się ze sobą.
– Wspominałaś, iż zagracie Twój autorski materiał. Czego możemy się po nim spodziewać?
– Pojawi się trochę jazzu, inspiracje muzyką klasyczną i filmową. Miejscami może być trochę muzyki improwizowanej czy free jazzu. Mimo iż może to brzmieć tak, jakby było tu bardzo dużo różnych kierunków, wszystko zmierza do jednego celu, który dla mnie jako muzyka i artysty jest najważniejszy. Żeby słuchacz poczuł to, co chcę mu przekazać. Dlatego też staram się sięgać po różne środki wyrazu. Na pewno będą spokojne, ale też bardzo intensywne chwile.
– Na scenie będzie więcej improwizacji czy planowanego materiału?
– Zdecydowanie improwizacji. Śmieję się, iż przed wyjściem na scenę zawsze omawiamy szczegóły dotyczące form utworów, ale za każdym razem wychodzi nam inaczej, niż planowaliśmy. Podczas występu nagle stwierdzam, iż chcę, żeby jakiś motyw trwał dłużej albo, iż w ogóle go nie zagram, tylko pozwolę chłopakom wybrzmieć. Jestem bardzo, powiedziałabym, spontaniczna pod tym względem. W ostatniej chwili mogę zrobić coś, czego wcześniej nie rozważałam. Muzycy, z którymi gram, potrafią to wychwycić i nie boją się improwizować, nie denerwują się na wprowadzone zmiany.
– Czyli za kulisami chłopaki nie grożą Ci palcem, żebyś nic nie zmieniała? (śmiech)
– Nie, nie (śmiech). Za każdym razem wychodzi nam inaczej. Inaczej zaczynamy, inaczej kończymy. Istnieją liderzy stanowczy, którzy trzymają się wcześniej ułożonego planu. Ja akceptuję zmiany. Zagramy coś i nagle pomyślę „okej, to było fajne, co tu się wydarzyło, podobało mi się”. Jestem bardzo wspierająca w takich działaniach i sama też oczekuję tego od moich muzyków. Nie chcę, żebyśmy stresowali się zmianami, tylko pozwolili im płynąć i zobaczyli, co się wydarzy.
– Długo szukałaś kogoś, kto będzie czuł i rozumiał muzykę tak, jak Ty?
– Cieszę się, iż zbliża się Świdnik Jazz Festival, bo w zasadzie to on skłonił mnie do tego, iż podjęłam tę decyzję. Mam wrażenie, iż długo szukałam odpowiedniego składu. Najpierw żyłam tutaj, na Lubelszczyźnie, potem się przeprowadziłam. To mnie trochę spowolniło, bo musiałam wejść w nowe środowisko, poznać odpowiednie osoby, zgrać się z nimi, żeby dobrze nam się razem pracowało i żeby fajnie brzmieć na scenie.
– Co Cię inspiruje do pisania muzyki?
– Kiedy komponuję na pewno duży wpływ ma na mnie to, czego słucham w ostatnim czasie. Aczkolwiek nie dzieje się to tak, iż na przykład, spodobał mi się utwór i zaczynam tworzyć w tym stylu. Kiedy polubię jakąś muzykę, podświadomie korzystam z zastosowanych w niej zabiegów. Zdarza się, iż kiedy coś napiszę, a potem zagram, to myślę „w sumie to brzmi, jak płyta, której ostatnio słuchałam”. U mnie ten proces dzieje się więc gdzieś obok, ale bardzo na mnie wpływa. Duże znaczenie mają też emocje, które przeżywam i koncerty. Z albumami jest tak, iż aby wyciągnąć z nich coś więcej, muszę ich posłuchać kilka razy. Koncerty przeżywam intensywniej. Wtedy skupiam się w stu procentach, mogę w pełni poddać się narracji i muzyce.
– Co chciałabyś usłyszeć od publiczności po Waszym koncercie?
– Że jej się podobało, iż ją poruszyłam… To jest dla mnie najważniejsze.
– Jazz jest trudną muzyką?
– Utarło się, iż jest wymagający. Uważam, iż poszedł w tak wiele podgatunków, wchłonął tak dużo rzeczy z popkultury, iż wiele osób często choćby nie wie, iż słuchają czegoś „jazzującego” albo jazzowego. Na pewno jest to gatunek wymagający od nas czegoś więcej niż prosta muzyka radiowa.
– A co z Twoją płytą?
– To bardzo dobre pytanie. Część materiału, który zagramy w Świdniku, znajdzie się również na płycie. Na razie jestem na etapie poszukiwania środków, żeby nagrać album i dopinania wszystkich szczegółów. Myślę, iż to kwestia roku, maksymalnie półtora, zależy, jak się wszystko potoczy.
– To będzie Twoja płyta czy zagracie w trio?
– Myślę, iż raczej trio. Być może znajdzie się na niej kilka utworów solo.
– Co po tych wszystkich latach powiedziałabyś sobie jako małej dziewczynce?
– Przede wszystkim powiedziałabym jej, żeby się tak nie bała, życzyłabym jej więcej odwagi i wiary w siebie. Może, gdybym jako dziecko i nastolatka była odważniejsza, dziś byłabym w innym miejscu. Może wiele rzeczy zadziałoby się wcześniej, chociaż… dobrze jest, tak jak jest. Cieszę się, iż moja droga tak się potoczyła.
Agata Flisiak
Fot. Materiały własne artystki






![Zalesie. Pokazali, iż pamiętają o tych, którzy odeszli [GALERIA ZDJĘĆ]](https://static2.slowopodlasia.pl/data/articles/xga-4x3-zalesie-pokazali-ze-pamietaja-o-tych-ktorzy-odeszli-galeria-zdjec-1793782079.jpg)


