Na urlop niech idzie Krzysztof, a ty wracaj do pracy powiedziała teściowa.
Gdy Alicja usłyszała dźwięk klucza w zamku, serce zamarło jej w piersi. Ten władczy stukot obcasów po korytarzu znała lepiej niż własny oddech. Ósmy miesiąc ciąży sprawiał, iż każdy ruch był bolesny, a teraz czekało ją spotkanie z kimś, kogo bała się bardziej niż porodu. Drzwi otworzyły się gwałtownie i do mieszkania wpadł istny huragan krytyki i niezadowolenia w osobie Wandy Stanisławy.
No i co to ma być?! zamiast powitania krzyknęła teściowa. Dlaczego moja synowa ma taką ponurą minę?
Pojawienie się matki Krzysztofa było ostatnią rzeczą, na jaką Alicja miała dziś ochotę. Po obiedzie planowała odpocząć brzemię pod sercem wymagało coraz więcej wytchnienia. choćby najprostsze domowe obowiązki stawały się wyzwaniem.
Wreszcie wzięty urlop macierzyński dawał nadzieję na odrobinę ulgi, ale te plany runęły w jednej chwili.
Witaj, Wando Stanisławo powiedziała cicho, ustępując z drogi.
A gdzie mój Krzysiu? matka męża od razu zaczęła rozglądać się za synem.
Pracuje odpowiedziała spokojnie Alicja. Zarabia na naszą rodzinę i dziecko.
Nie potrafisz sama o siebie zadbać? Wanda Stanisława postawiła ciężkie torby i ruszyła w głąb mieszkania, omal nie przewracając Alicji. Dorosła kobieta, niedługo matka, a zachowujesz się jak dziecko!
Gdy tylko teściowa przekroczyła próg, zaczęła lustrować każdy kąt, jakby przeprowadzała inspekcję. Alicję to zaniepokoiło.
Przyjechałaś z jakiejś szczególnej okazji? zapytała ostrożnie. Coś zapomniałaś?
Co? Wanda Stanisława odwróciła się zdumiona. Ja teraz tutaj zamieszkam.
Alicji nogi się ugięły.
Ale jak… wyjąkała.
Znudził mi się ten gbur, z którym wynajmowałam pokój wyjaśniła teściowa z irytacją. Dość już miałam jego chamstwa. Wyprowadziłam się natychmiast. Mieszkanie należy do męża, a znaleźć nowe niełatwo, więc na razie zostanę u was.
Wytłumaczenie tylko pogłębiło przygnębienie Alicji. Tak, ich dom był przestronny, ale czy to dawało teściowej prawo do wtargnięcia i żądania miejsca?
Chciała zaprotestować, ale ciąża wyczerpała ją do reszty. Bez słów weszła do sypialni, by czekać na męża.
Niestety, powrót Krzysztofa kilka zmienił współczuł matce. Choć Wanda Stanisława była osobą wybuchową, wychowała go, więc nie mógł jej porzucić.
Alicja zrozumiała jego uczucia. Może teściowa pomoże w domu?
Nadzieje gwałtownie się rozwiały. W ciągu dwóch dni Wanda Stanisława przejęła kontrolę nad domem. Krzysztof całe dnie spędzał w pracy, więc to Alicja musiała dostosować się do jego matki.
A dostosować się było trudno. Teściowa krytykowała każdy gest synowej. Wrzeszczała o niedomyte podłogi, okruszki na stole, choćby o jedną nieumytą filiżankę.
Wando Stanisławo głos Alicji zdradzał wyczerpanie. Rozumiesz, brzuch mi przeszkadza, źle się czuję, bolą mnie plecy i nogi…
Plecy bolą! teściowa założyła ręce na piersi. Kobieta musi znosić trudy! Ciąża nie zwalnia z obowiązków! Ja wychowałam syna, a ty dopiero się uczysz!
Alicja nie miała siły na odpowiedź. Nie chciała też ryzykować konfliktu, który mógł zaszkodzić dziecku.
Pewnego dnia, gdy Krzysztof był w pracy, skończyła się żywność i trzeba było iść na zakupy.
Dobrze, pójdę z tobą zgodziła się wyniośle teściowa. Żebyś czegoś nie pomyliła.
Dziękuję… Alicja wolałaby iść sama, ale w jej stanie nie dałaby rady.
Droga na targ minęła spokojnie, choć Wanda Stanisława nie przestawała narzekać.
No co się tak guzdrasz? warknęła. Bierz torby i wracamy. Dość już tego spaceru.
Alicja zdziwiła się. Bierz torby?
Wando Stanisławo szepnęła nieśmiało. Pomożesz mi? Nie powinnam dźwigać…
Ach, jakże to dźwigać! przedrzeźniała ją teściowa. To tylko kilka rzeczy, dasz radę!
Alicja nie sprzeciwiła się. Wzięła torby, ale po kilku krokach zrobiło jej się słabo. Zakupy były zbyt ciężkie.
Och jęknęła. Coś mi nie dobrze…
Znowu coś? Wanda Stanisława choćby nie drgnęła. choćby toreb nie umiesz nieść?
Alicja już nie słyszała w uszach szumiało jej jak w ulu.
Pani! Pani! jakiś mężczyzna podbiegł i podtrzymał osłabioną. Wzywać lekarza?
Nie, zaraz mi przejdzie… odparła słabo.
Dziś to kobiety delikatne mruknęła teściowa. Do niczego się nie nadają…
Na szczęście Alicji gwałtownie ulżyło. Wanda Stanisława, choć niechętnie, wzięła część zakupów. Dotarły do domu bez większych problemów.
Gdy Krzysztof dowiedział się o zajściu, natychmiast wrócił.
Kochanie głaskał dłoń żony. Przepraszam. Powinienem był ci pomóc. Czemu nie zaczekałaś? Sam bym wszystko załatwił!
Myślałam, iż dam radę szepnęła. Pracujesz od rana do nocy, chciałam ci ulżyć…
Dlaczego nie poprosiłaś mamy? zapytał.
Alicja zamknęła na chwilę oczy i westchnęła ciężko.
Nie chciałam mówić odparła. To twoja matka kazała mi nieść ciężkie torby.
Krzysztof zastygł w bezruchu.
Mama? wyszeptał.
A gdy zrobiło mi się słabo… głos Alicji zadrżał. Po prostu odeszła.
Zapadła ciężka cisza. Alicja płakała cicho.
Rozmówię się z nią. Odpocznij, kochanie powiedział i wyszedł zdecydowanym krokiem.
Alicja ledwo słyszała podniesione głosy, ale spór był ostry. Modliła się tylko, by teściowa odpuściła.
Nadszedł wyczekiwany dzień. Alicja trzymała na rękach malutką córeczkę, a Krzysztof płakał ze szczęścia. Wydawało się, iż zaczyna się nowe, lepsze życie















