NA WSZELKI WYPADEK
Spojrzałam na płaczącą koleżankę bez większych emocji, odwróciłam się do komputera i zaczęłam gwałtownie coś pisać.
Ty to jesteś zimna, Weronika usłyszałam głos Olgi, naszej szefowej.
Ja? Co znowu?
Bo Tobie się życie poukładało, to myślisz, iż innym też się samo wszystko ułoży. Widzisz przecież, jak się Asia zamartwia, może byś coś doradziła, wsparła, Twoje doświadczenie na coś by się przydało! Skoro już wszystko Ci się tak układa.
Ja? Mnie się tylko wydaje, iż tu nie jestem najlepszą osobą od rad. Próbowałam kiedyś, jeszcze Was wtedy nie było jakieś pięć lat temu, jak Asia z siniakami przychodziła do pracy, pewnie żeby sobie światła rozjaśnić. To nie facet ją bił, sama się przewracała, ale jak tylko on zniknął, siniaki cudownie przestały się pojawiać to był już trzeci, który od niej uciekł. Raz postanowiłam wesprzeć koleżankę, podzielić się swoim doświadczeniem
I wina oczywiście spadła na mnie. Inne dziewczyny mi potem wytłumaczyły: z Asią to nie przejdzie, zawsze wie najlepiej! A ja wychodziłam na wredną jędzę, bo przeszkodziłam w „szczęściu”. Wtedy biegała po wróżkach, zaklęcia rzucała. Teraz z kolei podąża z duchem czasu, chodzi na terapię. Przepracowuje traumy. Tylko nie widzi, iż wciąż kręci się w kółko, zmieniają się tylko imiona No, wybacz, ale chusteczek jej nie podam i współczuć nie będę.
Ale Werka, tak nie można upierała się Olga.
Na obiedzie wszystkie usiadły razem; rozmowa nie schodziła z tematu byłego Asi łajdaka i oszusta. Jadłam w milczeniu, potem nalałam sobie kawy i zaszyłam się w kąciku, by odetchnąć i poprzeglądać Fejsa.
Weronika? dosiadła się do mnie Terenia, zawsze wesoła, dziś ze skrzywioną, poważną miną. Serio, nie żal Ci w ogóle Asi?
Terenia, czego Wy ode mnie oczekujecie?
Oj, zostaw ją rzuciła przechodząca Irenka ona to zawsze, taka niezależna. Ma swojego cudownego Bartka, żyje jak królowa, nie zrozumie, co to zostać samej z dzieckiem, bez wsparcia od nikogo. A teraz jeszcze wywalczyć alimenty od tego pseudotatusia
Trzeba było nie rodzić, jeszcze od byle kogo i, przepraszam dziewczyny, w takim wieku podsumowała najstarsza z nas, pani Teresa, zwana Babcią Teresą. Werka ma rację, tyle razy już widziałam, jak płakała, a on już w ciąży jej życie zatruwał
Kobiety stały wokół rozżalonej Asi, każda radziła coś po swojemu.
I co? Nasza „silna i niezależna” Asia nagle postanowiła wziąć się w garść. Sprowadziła matkę ze wsi, żeby pomogła z synkiem i niewdzięcznym byłym. Sama wracała do siebie. Grzywka, brwi jak od linijki, sztuczne rzęsy, już choćby chciała kolczyk w nosie, ale odradziłyśmy. I znów wesoła, przebojowa.
Nie przejmuj się Asia, jeszcze zatęskni za Tobą! pocieszały ją dziewczyny.
Nie zatęskni mruknęłam cicho, ale usłyszały mnie już lekko rozbawione koleżanki po winie:
Jak to nie zatęskni?
Bo nie, nie będzie za nią płakał ani żałował. A Asia jutro znajdzie kolejnego
Tobie to dobrze mówić, bo Bartka masz
Najlepszy facet na świecie, nie bije, nie pije, nie lata za babami, kocha jak wariat!
Synku, pewnie każda tak mówi
Nie odważą się, Bartek jest lojalny.
Ta nie byłabym taka pewna!
To bądź.
Winne opary podziałały, dziewczyny zaczęły się droczyć.
To może jedziemy do Ciebie, zobaczymy czy Twój Bartek wytrzyma taki najazd piękności? Bo Ty się pewnie boisz go zaprosić?
To jedziemy!
Jedźmy, dziewczyny, całą ekipą, zobaczymy, jak Werki Bartka można zdobyć! Babciu Teresa, z nami?
Nie, dzieci, w domu Mirosław czeka Jedźcie, ja sobie już swoje przeżyłam zaśmiała się pani Teresa.
Wpadłyśmy do mnie z głośnym śmiechem.
Dawajcie, dziewczyny, coś ugotujemy. Bartek u Ciebie, Werka?
Zaraz będzie, tylko nie liczcie na wielkie żarcie, ma swoje wymagania.
Kiedy już się rozluźniłyśmy i zaczęła się codzienność wołać do powrotu, zostały tylko Asia, Olga i Terenia. Piłyśmy herbatę, gadałyśmy w powietrzu czuć było napięcie przed nieznanym Bartkiem.
Ktoś wszedł.
Bartku, Bartuś kochany, syneczku mój! zawołałam z korytarza. Koleżanki aż zapadły się w fotelach, jak zobaczyły wysokiego, przystojnego chłopaka.
No tak Bartek jest znacznie młodszy od Weroniki.
Poznajcie mojego syna, Dominika. Dominik, przyprowadziłeś Bartka? Był grzeczny?
Tak, mamuś, ale musi odpocząć, za parę dni będzie już biegał. Tylko nie pozwól mu lizać szwów.
Koleżanki aż poczerwieniały
My już pójdziemy
Ależ nie, nie przedstawiłam wam Bartka! Tylko cicho, po operacji. Dominik z żoną wozili go do weterynarza na kastrację, bo już mi znaczył zasłonki Chodźcie.
O, tu śpi mój Bartek.
Żeby nie wybuchnąć śmiechem, kobiety wybiegły z pokoju.
Weronika, to przecież kot!
A Wy kogo się spodziewałyście?
Miałyśmy na myśli
No a co ja poradzę? Mówiłam kiedyś, iż mam wspaniałego partnera, Bartek, ale dokończyć nie pozwoliłyście, resztę sobie dopowiadałyście!
Wyszłam za mąż młodo, pierwsza miłość, szkoły nie skończyłam, urodziłam Dominika. Trzy lata męczarni i rozstanie. Rodzice bardzo pomogli.
Drugi raz wyszłam, bliżej trzydziestki. Fajny chłopak, temperatura uczuć wysoka, roztaczał wizje, jak to wychowamy razem córkę i syna Dominika wysłać do liceum wojskowego, a na końcu do mamy. Wysłałam więc męża do jego mamusi.
I znowu same z Dominikiem długo. Trzeci raz? Świadomie, wiedząc, iż nie jestem już na rynku pierwszego wyboru. A trzeciemu podziękowałam, jak mi pod wpływem ogromnej miłości dał pod oko. Ale ponieważ Dominik chodził na karate od dzieciaka, sama czasem ćwiczyłam z nim w domu, wiedziałam już, jak się obronić. Więcej prób nie podejmowałam.
Dominik się ożenił, zostałam sama, nudziło mi się więc wzięłam sobie Bartka kota. Dobrze nam razem. Mam z kim pogadać, z kim iść do kina, pojechać na urlop, nikt od nikogo niczego nie wymaga.
Czasem zrobię kolację, kogoś zaproszę, wszyscy wychodzą zadowoleni, nie ma tłumaczeń. Syn początkowo nie rozumiał, pytał czemu nie mieszkamy razem. Ale po co? Każdy ma swoje nawyki, swoje życie, inne priorytety. Inaczej, gdyby to była miłość od młodości, jak u mojego brata czy rodziców oni zrośnięci, myślą jednym głosem. Ja tak nie mam i nie będę udawać.
Z Bartkiem świetnie się dogadujemy. No, mój misiu, widzisz nie słuchałeś, to musiałeś stracić jaja. A ostrzegałam.
Poszły te dziewczyny w zamyśleniu, zwłaszcza Asia
Ale długo nie wytrzymała w tej roli już po miesiącu chwaliła się kolejnym wielkim uczuciem i dostawała do pracy bukiety jak z kwiaciarni.
Uśmiechnęłyśmy się z Babcią Teresą porozumiewawczo.
Jak tam Twój Mirosław?
Dobrze, Weroniko, na spacerze coś się skaleczył, ale już zagoiło. Wnuki chcą go po wystawach wozić, ale nie będę się znęcać nad psem, nam dobrze i bez tego Asia się już chyba pozbierała.
Każdy swoje szczęście znajduje gdzie indziej westchnęła. Może tym razem jej się uda?
Może
O czym tak rozmawiacie?
O Tobie, Asiu! Może wreszcie się poszczęści.
Wiem jak to wygląda, ale nie umiem być sama, naprawdę.
Nie musisz się tłumaczyć każdy wybiera swoją drogę.
Weronika, usłyszałam głos Asi na parkingu Ty powiesz mi, jak obchodzić się z kotami? Lepiej kot czy kotka?
Daj spokój, wracaj do siebie Jak będziesz potrzebować zobaczymy zaśmiałam się.
Tak tylko, na wszelki wypadekAsia odchodziła już w stronę swojego auta, ale jeszcze się odwróciła.
Dzięki, Weronika. Za szczerość. I za kawę.
Skinęłam głową, wsadziłam ręce do kieszeni kurtki. Czerwcowe popołudnie jeszcze długo trzymało ciepło, wokół kręciły się ptaki i sąsiedzkie dzieciaki. Pomyślałam: nieważne, czy kogoś kochasz, czy żyjesz sama najważniejsze, żeby umieć się z tym dogadać. Ze sobą. Ze swoim kotem. Trochę jak Babcia Teresa ze swoim psem, Asia ze swoimi pomysłami na życie.
Przypomniał mi się cytat z ulubionej książki: Każdy niesie własną pogodę. Dla jednych szczęście to rodzina i dom pełen ludzi, dla innych własny kąt, kot na parapecie i cisza wieczorem.
Otworzyłam drzwi, Bartek już przeciągał się na poduszce. Uśmiechnęłam się do niego, głaszcząc miękkie futerko.
No widzisz, Bartek, znowu przetrwaliśmy burzę mruknęłam. A jutro pewnie znowu ktoś przyjdzie zapytać, jak żyć.
Ruszył ogonem, jakby kiwał głową, iż właśnie tak.
I to chyba była moja odpowiedź. Na wszelki wypadek, gdyby znowu zapytali.




