Chciałabym, żebyście przeczytały tę historię i podzieliły się swoimi opiniami. Ja po jej wysłuchaniu długo nie mogłam dojść do siebie, bo bardzo mnie poruszyła. Zastanawiam się, jak daleko mogą posunąć się rodzice w ingerowaniu w życie własnych dzieci. A także: po co w ogóle to robią.
Wiadomość, od której zaczął się ten dzień
– Mega podniosło mi to ciśnienie – zadziałało lepiej niż budzik! – tak pewna mama wspomina poranek, kiedy otrzymała tę okropną wiadomość od jednej z matek z klasy swojego syna.
Brzmiała ona krótko i jasno:
"Może powinnaś zmienić klasę synowi, bo psuje atmosferę."
– Przyznam, iż długo siedziałam z telefonem w ręku i nie mogłam uwierzyć, iż ktoś w ogóle odważył się coś takiego napisać – wspomina mama. – To przecież normalne, iż w klasie pojawiają się konflikty. Ale wyciąganie wniosków, iż jedno dziecko "psuje atmosferę" i sugerowanie zmiany klasy to już gruba przesada.
On nie prowokuje, on się broni
Kobieta tłumaczy, iż jej syn nie jest dzieckiem konfliktowym. Jest spokojny, raczej trzyma się na uboczu, ale jednego nie potrafi i nie chce zaakceptować – tego, żeby ktoś mu dokuczał. A w klasie jest kilku chłopców, którzy próbują rządzić innymi i denerwuje ich, kiedy ktoś nie chce się podporządkować.
– Kiedy mój syn się broni, to im się nie podoba. On po prostu nie daje sobie wejść na głowę. I to właśnie jest postrzegane jako psucie atmosfery – opowiada matka.
– Ale czy naprawdę mamy wychowywać dzieci na uległe, żeby wszyscy wokół mieli dobre samopoczucie? Nie wydaje mi się – dodaje, oburzona. I trudno się z nią nie zgodzić.
Rodzice rozwiązują konflikty dzieci
Nasza czytelniczka, która podzieliła się swoją historią, zwraca uwagę na jeszcze jeden problem: to nie same dzieci próbują układać relacje, ale dorośli wchodzą niepotrzebnie w ich sprawy.
– Dzieci powinny same uczyć się rozwiązywać konflikty. To jest element dorastania i zdobywania ważnych umiejętności społecznych. Oczywiście, gdy sytuacja naprawdę wymyka się spod kontroli, powinni wkroczyć rodzice czy nauczyciele. Ale nie na etapie, gdy ktoś po prostu broni swoich racji – mówi.
Dobro mojego dziecka jest najważniejsze
Rodzice chłopców, którzy dominują w klasie, są jednak innego zdania. To właśnie oni sugerują, iż dla dobra grupy lepiej by było, gdyby syn kobiety zmienił klasę. W ich ocenie, dziecko, które "za bardzo się stawia", zaburza spokój w relacjach.
– Każdy rodzic patrzy przede wszystkim na dobro swojego dziecka, to naturalne. Ale czasem kosztem tego dobra próbuje się zniszczyć inne dziecko. To smutne – komentuje mama prześladowanego chłopca.
Rezygnacja? "Nie dam mu takiej lekcji życia"
Mimo nacisków mama nie zamierza przepisywać syna do innej klasy. – To byłaby lekcja uległości. Wszyscy mieliby święty spokój, ale mój syn nauczyłby się, iż zamiast walczyć o swoje, trzeba uciekać. Nie chcę mu dawać takiego wzorca – tłumaczy.
Co w tej sytuacji zrobić?
Ta historia to przykład, jak trudne potrafią być relacje nie tylko między dziećmi, ale też… między rodzicami. Bo często to właśnie dorośli nakładają na dzieci swoje oczekiwania i interpretacje pewnych zdarzeń. A przecież szkoła jest miejscem, gdzie dzieci uczą się współpracy, rozwiązywania konfliktów, komunikacji – także w trudnych sytuacjach.
Może więc zamiast szukać "winnych" i pisać wiadomości na priv, warto usiąść wspólnie przy stole – dzieci, rodzice i nauczyciele – i szukać rozwiązania, które uczy rozwiązywać konflikty, a nie wykluczać.
Jestem bardzo ciekawa, jakie macie zdanie na ten temat.