Nie tylko dla akademików
Nie czekaj na życie
Jest takie zdanie, które ostatnio nie daje mi spokoju.
Carlos Castaneda pisał o śmierci jako o największym nauczycielu. O tym, iż kiedy wydaje nam się, iż wszystko się wali, warto spojrzeć na swoje problemy z perspektywy końca. Skoro śmierć jeszcze nas nie dotknęła, wciąż jesteśmy tutaj.
Jeszcze mamy czas.
Brzmi ponuro?
Dla mnie zupełnie odwrotnie.
To jedno z najbardziej optymistycznych zdań, jakie można sobie powiedzieć.
Jeszcze jestem.
Jeszcze mogę.
Jeszcze mogę zadzwonić.
Jeszcze mogę przeprosić.
Jeszcze mogę powiedzieć „kocham”.
Jeszcze mogę pojechać w miejsce, które od dziesięciu lat odkładam na później.
Jeszcze mogę coś zmienić.
Tylko jest jeden problem.
Wielu ludzi ciągle czeka na życie
Mam czasem wrażenie, iż część z nas zachowuje się tak, jakby życie miało rozpocząć się dopiero po spełnieniu kilku warunków.
Jak spłacę kredyt.
Jak dzieci dorosną.
Jak dostanę awans.
Jak wybuduję dom.
Jak schudnę.
Jak będę miał więcej pieniędzy.
Jak przejdę na emeryturę.
Wtedy…
Wtedy będę podróżował.
Wtedy będę miał czas dla żony.
Wtedy spotkam się z przyjaciółmi.
Wtedy będę robił to, co lubię.
Wtedy zacznę żyć.
Tylko iż życie ma paskudny zwyczaj.
Nie czeka.
Przeżyć to nie znaczy żyć
Można przeżyć osiemdziesiąt lat i bardzo mało żyć.
Można każdego ranka wstać, pójść do pracy, wrócić, zrobić zakupy, zapłacić rachunki, obejrzeć wiadomości, położyć się spać.
I następnego dnia zrobić dokładnie to samo.
Potem kolejny.
I kolejny.
Nie ma w tym nic złego. Codzienność jest częścią życia. Nie każdy dzień musi być wyprawą na Kilimandżaro.
Problem pojawia się wtedy, kiedy z życia zostają nam wyłącznie obowiązki.
Kiedy wszystko robimy po coś, a prawie nic dlatego, iż zwyczajnie daje nam radość.
Zarabiamy pieniądze, ale nie mamy czasu ich wykorzystać.
Budujemy piękny dom, w którym prawie ze sobą nie rozmawiamy.
Kupujemy samochód, którym jeździmy głównie do pracy.
Mamy telefon za kilka tysięcy złotych, ale coraz mniej ludzi, do których naprawdę chcemy zadzwonić.
I wtedy zaczynam się zastanawiać:
czy my żyjemy, czy tylko bardzo sprawnie obsługujemy własne życie?
Najdziwniejszy wyścig świata
Od dzieciństwa jesteśmy ustawiani w kolejnych wyścigach.
Najpierw oceny.
Potem szkoła.
Studia.
Praca.
Stanowisko.
Mieszkanie.
Dom.
Samochód.
Większy dom.
Lepszy samochód.
Więcej pieniędzy.
Więcej sukcesów.
Więcej obserwujących.
I biegniemy.
Czasami choćby nie wiemy dokąd.
Najgorsze jest jednak to, iż potrafimy po drodze minąć ludzi, dla których podobno robimy to wszystko.
„Nie mam czasu, bo pracuję dla rodziny”.
Zdanie logiczne.
Tylko jeżeli przez lata nie masz czasu dla tej rodziny, warto kiedyś zapytać, dla kogo adekwatnie pracujesz?
Źle ustawione priorytety
Nie jestem przeciwnikiem pieniędzy.
Bardzo lubię, kiedy wystarcza ich na rachunki.
Nie mam również nic przeciwko ambicji, karierze czy sukcesowi. Sam przez sporą część życia stawiałem sobie kolejne cele.
Sport szczególnie tego uczy.
Wyżej.
Szybciej.
Lepiej.
Następny mecz.
Następny sezon.
Następny sukces.
Ale z wiekiem zaczynasz zauważać, iż nie wszystkie tabele mają znaczenie.
Możesz być pierwszy w jednej i kompletnie przegrać w drugiej.
Możesz mieć świetne CV i fatalne relacje z własnymi dziećmi.
Możesz mieć tysiące znajomych i nie mieć do kogo zadzwonić wieczorem.
Możesz mieć pełne konto i pusty stół.
I chyba właśnie wtedy warto zastanowić się, gdzie ustawiliśmy swoje priorytety.
Bartoszewski mówił o przyzwoitości
Władysław Bartoszewski przez lata powtarzał prostą myśl:
warto być przyzwoitym, choć nie zawsze się to opłaca.
Lubię to zdanie.
Bo ono kompletnie nie pasuje do świata Excela.
Przyzwoitości nie da się wpisać w rubrykę „zysk”.
Nie zawsze dostaniesz za nią awans.
Czasami wręcz przeciwnie.
Możesz pomóc człowiekowi, który nigdy ci się nie odwdzięczy.
Możesz zachować się uczciwie i stracić pieniądze.
Możesz komuś poświęcić czas i niczego w zamian nie dostać.
Czy się opłacało?
Ekonomicznie może nie.
Ale czy było warto?
To zupełnie inne pytanie.
I może właśnie za często pytamy dziś, czy coś się opłaca, a za rzadko, czy warto.
Śmierć jest brutalnie uczciwym księgowym
Wyobraźmy sobie, iż pewnego dnia ktoś podsumuje nasze życie.
Nie konto bankowe.
Nie liczbę samochodów.
Nie stanowiska.
Nie zasięgi na Facebooku.
Życie.
I nagle okaże się, iż wiele rzeczy, które wydawały nam się niezwykle ważne, nie ma żadnego znaczenia.
Czy naprawdę za dwadzieścia lat będziesz pamiętał maila, którego koniecznie musiałeś wysłać o 22.30?
Czy będziesz pamiętał, kto wygrał kłótnię przy rodzinnym stole?
Czy naprawdę miało znaczenie, iż ktoś obcy napisał o tobie coś niemiłego w internecie?
A będziesz pamiętał ostatnią rozmowę z ojcem?
Wyjazd z dzieckiem?
Śmiech żony?
Wieczór z przyjaciółmi?
Prawdopodobnie tak.
I to jest chyba najlepszy test naszych priorytetów.
Najbardziej samotni nie zawsze są sami
Można mieszkać samotnie i mieć fantastyczne relacje z ludźmi.
Można też mieszkać w domu pełnym osób i być przerażająco samotnym.
Bo samotność nie zawsze oznacza brak ludzi.
Czasami oznacza brak bliskości.
Rozmawiamy o rachunkach.
O zakupach.
O tym, kto odbierze dziecko.
O tym, co trzeba zrobić jutro.
Ale kiedy ostatnio zapytaliśmy człowieka siedzącego obok:
„A ty jesteś szczęśliwy?”
Bez telefonu w ręku.
Bez telewizora w tle.
I z gotowością, żeby naprawdę usłyszeć odpowiedź.
Nie chcę żyć tylko dzisiaj
Nie lubię hasła: „żyj tak, jakby jutra miało nie być”.
Mam nadzieję, iż jutro będzie.
Mam plany.
Mam marzenia.
Chcę jeszcze zrobić wiele rzeczy.
Trzeba planować przyszłość. Oszczędzać. Dbać o zdrowie. Myśleć o rodzinie.
Ale jest ogromna różnica między planowaniem jutra a odkładaniem na jutro życia.
Można budować przyszłość i jednocześnie wypić dzisiaj kawę z kimś bliskim.
Można pracować na sukces i znaleźć pięć minut na telefon do mamy.
Można mieć wielkie ambicje i przez cały czas zauważać człowieka stojącego obok.
Zapytaj śmierci
Może więc Castaneda miał rację.
Kiedy następnym razem będziesz przekonany, iż świat właśnie się skończył, zapytaj śmierci.
Straciłeś stanowisko?
Jeszcze żyjesz.
Ktoś cię skrytykował?
Jeszcze żyjesz.
Nie wyszło?
Jeszcze żyjesz.
Plan się rozsypał?
Jeszcze żyjesz.
To znaczy, iż przez cały czas możesz coś zrobić.
Nie wszystko naprawić.
Nie wszystko odzyskać.
Ale coś.
Bo któregoś dnia naprawdę zabraknie jutra
I to nie jest pesymizm.
To fakt, który dotyczy każdego z nas.
Któregoś dnia ktoś zadzwoni ostatni raz.
Któregoś dnia ostatni raz zamkniemy drzwi swojego domu.
Ostatni raz zobaczymy morze.
Ostatni raz przytulimy kogoś, kogo kochamy.
Najbardziej niezwykłe jest to, iż prawdopodobnie nie będziemy wiedzieli, iż to był ostatni raz.
Dlatego może nie warto czekać na wielkie życie.
Może życie dzieje się właśnie w tych małych momentach, które tak łatwo przegapiamy, bo jesteśmy zajęci czymś „ważniejszym”.
Kawa.
Rozmowa.
Spacer.
Telefon.
Śmiech.
Obiad z rodzicami.
Mecz z synem.
Wieczór z żoną.
Nic spektakularnego.
Po prostu życie.
I chyba właśnie dlatego chciałbym dzisiaj zostawić was z jednym pytaniem.
Nie: ile zarobiłeś?
Nie: co osiągnąłeś?
Nie: gdzie będziesz za pięć lat?
Tylko:
Jeżeli przez całe życie czekasz, aż wreszcie zaczniesz żyć, to skąd będziesz wiedział, iż ten moment właśnie nadszedł?
Nie czekaj.
Jeszcze tu jesteś.
Jeszcze masz czas.
Jeszcze żyjesz.
I właśnie to jest najważniejsza wiadomość na dzisiaj.
Zielony Trener
„Nie tylko dla akademików”

![Uwaga! Wyłączą prąd, choćby na 11 godzin [Harmonogram]](https://miastons.pl/wp-content/uploads/tauron-3.jpg)





![Pow. włodawski. Docenili najlepszych uczniów [ZDJĘCIA]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-pow-wlodawski-docenili-najlepszych-uczniow-zdjecia-1789896563.jpg)
