Do naszej redakcji zgłosił się rodzic dziecka uczęszczającego do klasy, w której doszło do incydentu. Jak relacjonuje, w środę rodzice otrzymali za pośrednictwem szkolnej aplikacji informację o „sytuacji”, która wydarzyła się podczas lekcji. Wychowawczyni miała poinformować, iż sprawę konsultowała już z dyrekcją, pedagogiem i psychologiem.
Dla części rodziców taki komunikat okazał się jednak dalece niewystarczający.
– O godzinie 11:25 odbieraliśmy dzieci ze szkoły, które na pytanie, o jakie sytuacje chodzi, tłumaczyły, iż niektórym grożono, inne były pobite i zastraszone, a jedna dziewczynka została podduszona do nieprzytomności w łazience szkolnej. Powstało wielkie wzburzenie i wymiana zdań na czacie klasowym WhatsApp. przez cały czas nie mieliśmy wyjaśnionej sprawy przez wychowawczynię ani dyrekcję szkoły – relacjonuje rodzic.
Najpoważniejszy opisany incydent miał wydarzyć się w czasie lekcji.
Z wiadomości przekazanej później rodzicom przez wychowawczynię wynika, iż jedna z uczennic poprosiła o możliwość wyjścia do toalety. Po chwili o wyjście poprosiła kolejna dziewczynka. Nauczycielka miała nie wyrazić zgody na opuszczenie przez nią sali do czasu powrotu pierwszego dziecka.
Mimo zakazu uczennica miała samowolnie wyjść z klasy. Wychowawczyni wyszła za nią na korytarz i poleciła jej powrót, jednak dziecko nie zastosowało się do polecenia.
Nauczycielka tłumaczyła rodzicom, iż nie mogła ruszyć dalej za uczennicą, ponieważ sama sprawowała w tym czasie opiekę nad 21 pozostałymi dziećmi i nie mogła pozostawić całej klasy bez nadzoru.
Po chwili do sali miała wrócić zapłakana dziewczynka, która wcześniej poszła do toalety.
Według wiadomości wychowawczyni dziecko poinformowało, iż w toalecie było duszone przez koleżankę z klasy. Nauczycielka miała natychmiast udzielić uczennicy pomocy, odseparować pozostałe dzieci od drugiej dziewczynki, sporządzić notatkę służbową oraz zawiadomić dyrekcję. Sprawa została również przekazana szkolnemu psychologowi i pedagogowi.
Z komunikacji skierowanej do rodziców wynika również, iż nie miał to być pierwszy problem związany z zachowaniem tej uczennicy.
I właśnie ten aspekt budzi największe emocje wśród części rodziców. Skoro wcześniej pojawiały się niepokojące sygnały, pytają oni, czy szkoła zrobiła wystarczająco dużo, aby zapobiec eskalacji.
– Dzieci czują się zagrożone, nie chciały dziś iść do szkoły. Zapewniono nas, iż ta dziewczynka do końca tygodnia nie pojawi się w szkole. Pani dyrektor twierdzi, iż wyolbrzymiamy sprawę i wszystko zostanie wyjaśnione z tatą tej dziewczynki – przekazuje rodzic.
To relacja jednej ze stron i nie przesądza ona o pełnym przebiegu wydarzeń. Rodzice oczekują jednak przede wszystkim odpowiedzi na pytanie, jak szkoła zamierza zapewnić bezpieczeństwo całej klasie i co stanie się po powrocie uczennicy do placówki.
Na czwartek po południu zaplanowano spotkanie dyrekcji z rodzicami.
– Obawiam się, iż po raz kolejny sprawa nie ujrzy światła dziennego i pozostanie w murach placówki, a zbyt wiele się nie zmieni. Dlatego zgłaszam sprawę do mediów – mówi rodzic.
O komentarz zwróciliśmy się do dyrekcji Szkoły Podstawowej nr 79.
– Sprawy związane bezpośrednio z zachowaniem, bezpieczeństwem i zdrowiem konkretnych uczniów nie będą przeze mnie komentowane na forum publicznym – odpowiedziała dyrektor placówki.
Taka odpowiedź jest zrozumiała w zakresie ochrony prywatności dzieci, jednak nie odpowiada na szersze pytania rodziców dotyczące procedur bezpieczeństwa w szkole, nadzoru nad uczniami i działań podejmowanych w sytuacji, gdy problemy z agresywnym zachowaniem mają pojawiać się kolejny raz.
Sprawa dotyczy dzieci z pierwszej klasy szkoły podstawowej, dlatego wszelkie szczegóły pozwalające na identyfikację uczniów pozostają poza publikacją. Nie zmienia to jednak faktu, iż rodzice mają prawo oczekiwać od placówki jasnej informacji, czy ich dzieci są bezpieczne oraz jakie konkretne działania zostaną podjęte, aby podobna sytuacja się nie powtórzyła.







