Nikt ich nie wyrzucał – powtarzaliśmy to mamie i ciotce – sami nie chcieli u nas zostać! Niech przyjeżdżają! Z przyjemnością ich ugoszczymy – Siedź! Nie ma nas w domu! – powiedział spokojnie Piotr. – Ale ktoś dzwoni! – zamarła Walentyna, podnosząc się z kanapy. – Niech dzwoni – odparł Piotr. – A jeżeli to ktoś ważny? – spytała Walentyna. – Lub sprawa służbowa? – Sobota, dwunasta. – Piotr wzruszył ramionami. – Ty nikogo nie zapraszałaś, ja na nikogo nie czekam! Wniosek? – Tylko zerknę przez wizjer – szepnęła Walentyna. – Siedź! – w głosie zabrzmiała stal. – Nie ma nas w domu! Kimkolwiek jest za drzwiami, niech wraca! – A wiesz, kto to? – zainteresowała się Walentyna. – Przeczuwam, dlatego mówię, żebyś nie wyglądała przez okno! – jeżeli to ci, o których myślę, łatwo nie odejdą – zauważyła Walentyna, wzruszając ramionami. – To zależy, jak długo nie będziemy im otwierać – odparł Piotr. – W końcu pójdą. Nie będą przecież nocować na klatce. A my nigdzie nie musimy wychodzić. Tak więc – usiądź, słuchawki w dłoń, telefon, film i spokój. – Piotr, mama dzwoni – Walentyna pokazała siedzący ekran telefonu. – Czyli za drzwiami stoi twoja ciotka z jej nieznośnym synkiem – podsumował Piotr. – Skąd wiesz? – zdziwiła się Walentyna. – Gdyby to był mój kuzyn – a Piotr specjalnie przeciągnął „u”, wymawiając to ślisko – dzwoniłaby moja mama! – A inne możliwości? – spytała Walentyna. – Sąsiedzi? Nie mam ochoty się z nimi zadawać. Przyjaciele? Po dwóch sygnałach daliby sobie spokój. Porządni ludzie zadzwoniliby wcześniej, zapytali czy możemy ich przyjąć! Nie wytrącaliby nerwów, dzwoniąc pół godziny! Tak nachalnie i bezwstydnie dobijają się tylko nasi upierdliwi krewni! – Piotr, to moja ciotka – wymęczonym tonem odezwała się Walentyna. – Mama wysłała wiadomość. Pyta, gdzie się szwędamy. Ciotka Natalia zatrzyma się u nas na kilka dni, bo ma sprawy w mieście! – Napisz jej, iż w Warszawie hoteli nie brakuje – Piotr się uśmiechnął. – Piotr! – zganiła go Walentyna. – Nie mogę tak powiedzieć! – Wiem – Piotr zamyślił się. – Napisz, iż nas nie ma w domu, bo z powodu odrobaczania mieszkania przenieśliśmy się do hotelu! – Genialne! – Walentyna napisała wiadomość i wysłała. – Piotr, teraz mama chce, żebyśmy ciotce wynajęli dwa pokoje: dla niej i Kostka – zaniemówiła Walentyna. – Odpowiedz, iż nie mamy pieniędzy. Dodaj, iż wynajęliśmy dwa łóżka w hostelu, a w pokoju mieszka z nami piętnaście obcokrajowców – Piotr był wyraźnie zadowolony z pomysłu. – Mama pyta, kiedy wrócimy – Walentyna zerknęła na męża. – Za tydzień – machnął ręką Piotr. Przestali dzwonić do drzwi. Małżeństwo odetchnęło z ulgą. – Piotr, mama pisze, iż ciotka przyjedzie za tydzień – powiedziała Walentyna zrezygnowanym głosem. – A nas znowu nie będzie w domu – podsumował Piotr. – Piotr, przecież wiesz, iż to nie jest rozwiązanie! Nie będziemy przecież wiecznie uciekać? A jeżeli przyjadą w ciągu tygodnia? Po pracy będą czatować pod drzwiami? Moja ciotka i twój kuzyn, ich stać na wszystko! – No tak – posmutniał Piotr. – I na co nam była ta trzypokojowa? – Piotr, przecież kupiliśmy ją z myślą o naszej przyszłej, dużej rodzinie – powiedziała Walentyna. – Czas na dziecko! – powiedział Piotr poważnie. – A najlepiej od razu dwójkę! – Przecież wiesz, iż trzeba się zbadać! Nie udaje się! – Walentyna oburzyła się. – Wystarczy, iż nerwy odejdą – przekonywał Piotr. – Przecież ciągle nas stresują – raz twoi, raz moi! Gdyby nie rodzina z problemami, wszystko by się udało! Walentyna nie kłóciła się, bo wiedziała, iż Piotr ma rację. Przed ślubem przeszli drogie badania na zgodność genetyczną i płodność – wyniki były doskonałe. Ale marzenie o dziecku musiało poczekać – najpierw zbierali na mieszkanie. Na spadek nie liczyli. Do ślubu oboje mieszkali w kawalerkach u mam. Liczyć mogli tylko na siebie. Pięć lat ciężkiej pracy i żelaznych oszczędności pozwoliło im kupić wymarzone mieszkanie. Rynek wtórny, blok nie nowy, remont od zera, meble również. Ale ile było radości! Nowego lokum nie zdążyli uczcić, a już na progu pojawiła się ciotka Walentyny i jej syn. Na wszelki wypadek w towarzystwie teściowej. – No, tu się nie musicie krępować, miejsca wam nie zabraknie! Nie to, co my z Walentyną, jedna izba i koniec! – Wygodnie – stwierdziła ciotka Natalia. – Akurat pokoik dla mnie, a Kostek dostanie swój! – W salonie nikt nie śpi – rzekł Piotr. – To strefa relaksu! – A ja tu i tak spać nie zamierzam – zaśmiała się ciotka. – Walentyna, wytłumacz mężowi, z synem mi niewygodnie – on chrapie! Zresztą, goście w domu, a stół pusty! – Nie spodziewaliśmy się was – zawstydziła się Walentyna. – I lodówka pusta – dorzucił Piotr. – Dobrze już – ciotka wykazała łaskę. – Piotr, do sklepu! Walentyna – do kuchni! – No, ruszcie się! – nakazała teściowa. – Tak to gości się w Polsce przyjmuje! – Czy to nie lekka przesada… – zaczął Piotr, ale Walentyna gwałtownie wyciągnęła go do innego pokoju. Kiedy Piotr uwolnił swoją rękę z uścisku żony, spytał: – Walentyno, czy tu ktoś czegoś nie pomylił? Zaraz ich wyekspediuję do twojej matki, razem z matką! Gdy przyjeżdżają goście, powinni zachowywać się jak goście! A to co jest? Chamstwo! – Piotr, ona prosta kobieta! Ze wsi! Tam tak mają! – Znam wiejskich ludzi, ale chamstwo nigdzie nie jest w modzie! A to czyste chamstwo! – Kochany, proszę, nie kłóćmy się z mamą i ciotką! Potem moje nerwy na strzępy rozerwane! A ty z miejsca staniesz się ich wrogiem! Chcesz tego? – Wszystko mi jedno! jeżeli względem mnie tak się zachowują, mogę ich nie dostrzegać w ogóle! gwałtownie zapomnę i nie zapłaczę! – Piotr, kochanie! Ale mnie oszczędź! Jak wyrzucimy ciotkę Natalię, mama mnie przeklnie! Nie mam nikogo oprócz niej! Ten argument zadziałał. Piotr z zaciśniętymi zębami poszedł do sklepu. Ciotka Natalia zamiast trzech dni gościła dwa tygodnie. Piotr zdążył uzależnić się od melisy już drugiego dnia. Wyjazd ciotki i jej syna obchodzili radośnie i sprzątali trzy dni. niedługo przyszła kolej na drugą stronę rodziny. – Bratku, wpadam na szybki wypad – Darek uścisnął Piotra aż trzasnęło. – Załatwię sprawy i wracamy! – Nie możesz sam sprawy załatwić? – zdziwił się Piotr. – Jak to, mam przecież rodzinę! Nie zostawię ich samych, a w mieście mogę mieć przygody! Żona czuwa! – Dlatego przywiozłeś też dzieci? – zapytał Piotr. – A z kim miałem zostawić? – Darek klepnął brata. – Dzieciom rozrywka się należy! Rozkręcamy miasto jak dawniej! – Darek! – ryknęła Sylwia. – Rozkręcę cię tak, iż nie będzie czego kręcić! Po godzinie od przyjazdu Piotra brata z rodziną, Walentyna leżała z bólem głowy. Dzieci jak wariatki, krzyk bez przerwy. Sylwia nie znała innego tonu niż wrzaski. A Darek nieustannie chciał ruszać gdzieś z Piotrem na nocne zabawy – ku rozpaczy Sylwii. – Piotr, przecież jesteś jedynakiem? – spytała Walentyna, wciskając się w poduszkę. – To kuzyn od strony matki – burknął Piotr. – Wołam go „kuzyn”. – Można go jakoś poprosić, żeby poszedł? – szepnęła Walentyna. – Wierz mi, z chęcią bym to zrobił – położył rękę na sercu Piotr – ale sytuacja jak z twoją ciotką. Mama wytnie mi mózg łyżeczką! Nie zdążali oporządzić się po jednym wizycie, a już na progu kolejni goście. Ciotka Natalia z synem, wiecznie „w interesach” w Warszawie. Kuzyn Darek z rodziną regularnie na „załatwianie spraw”. Mamy nie zapominały o dzieciach. Teściowa dręczyła zięcia, teściowa synową. Ciągły stres rujnował psychikę i zdrowie młodego małżeństwa. O dzieciach nie było mowy – zdrowia brak, warunków jeszcze bardziej. – Może zamieńmy mieszkanie? – rzuciła Walentyna. – Na kaftaniarnię? – zażartował Piotr. – Niedługo i tak się doczekamy! – Nie – uśmiechnęła się Walentyna. – Zamieńmy na takie samo, w innym rejonie. Ludzie chcą zmian! Przeprowadzimy się i nikomu nie powiemy gdzie! – To tylko przesunięcie w czasie – prychnął Piotr. – Kuzyn i ciotka i tak znajdą nowych lokatorów, których wypytają – znajdą nas! I będzie katastrofa! – Może zdążymy zrobić dziecko? – spytała z nadzieją Walentyna. – Nie tylko zrobić, jeszcze urodzić – potrząsnął głową Piotr. – Może wyprowadźmy się, choć na chwilę do znajomych? Może się schowamy! – Mówisz o Bartku i Kasi? – zapytał Piotr. – Tak! – Walentyna kiwnęła głową. – Mają wolny pokój! – Tam mieszka Tera – uśmiechnął się Piotr. – Zapomniałaś? – Wolę z owczarkiem niż z rodziną! – Walentyna wsparła głowę bezsilnie. – Czekaj! – zawołał Piotr i chwycił telefon. – Bartek, pożycz psa! – O, człowieku! Jesteś moim zbawieniem! Z Kasią chcemy na urlop, a Tera z obcymi nie zostanie! Was zna, lubi i szanuje! – entuzjazmował się Bartek. – Przywiozę karmę, posłanie, zabawki, miski! choćby ci zapłacę! – Przywoź! – ucieszył się Piotr. Wrócił do Walentyny cały rozpromieniony: – Dzwoń do mamy, niech ciotka wpada jutro! Ja zadzwonię do brata, by przyjechał w tygodniu! – Na pewno? – zapytała niepewnie Walentyna. – Z euforią ich przyjmiemy! – przekonywał Piotr. – Kto im winien, iż nie polubią naszego lokatora? Kuzynowi Darkowi i rodzinie wystarczył jeden „hau”, by wybrać wygodny hotel. Ciotka Natalia postanowiła walczyć. – Zamknijcie tego potwora! – grzmiała, chowając się za synem. – Ciociu Natalko, żartujesz? – uśmiechnął się Piotr. – Czterdzieści pięć kilo czystego mięśnia! To nie ratlerek, tylko owczarek niemiecki! Otworzy każde drzwi! – Dlaczego szczerzy na mnie kły? – przestraszyła się ciotka. – Nie lubi obcych – wzruszyła ramionami Walentyna. – Pozbądźcie się jej! Nie mogę mieszkać z tym potworem! – Jak to, pozbyć się? – oburzył się Piotr. – Ten kochany piesek jest teraz nasz! Skoro nie mamy dzieci, to przynajmniej możemy kochać psa! Bardzo ją kochamy! – Nie oddamy nigdy – dodała Walentyna. Później dzwoniły obie mamy, pytając, czemu odmówiliśmy rodzinie gościny. – Nikt ich nie wyganiał – powtarzaliśmy wszystkim – sami nie chcieli zostać! Niech przyjeżdżają! Przyjmiemy z radością! – A pies? – Mamo, nikomu nie odmawiamy! Ale choćby mamy przestały się pchać w gości. Po miesiącu Tera wróciła do Bartka i Kasi, ale gotowa była wrócić na wezwanie. Nie było potrzeby. Walentyna spodziewała się bliźniaków.

newsempire24.com 4 dni temu

Nikt ich nie wygonił, odpowiadali zarówno jednej, jak i drugiej sami jakoś nie chcieli zostać! Niech przyjeżdżają! Chętnie ich przyjmiemy!
Siedź! Nie ma nas w domu! powiedział spokojnie Piotr.

Ale dzwonią przecież! Zofia zamarła, podnosząc się z kanapy.

Niech dzwonią, odparł Piotr.

A jeżeli to ktoś ważny? zapytała Zofia. Albo sprawa pilna?

Sobota, dwunasta w południe, odrzekł Piotr. Nikogo nie zapraszałaś, ja na nikogo nie czekam. Wniosek?

Tylko zajrzę przez judasza! szepnęła Zofia.

Siadaj! jego głos był z żelaza Nie ma nas w domu! Ktokolwiek tam jest, niech wraca, skąd przyszedł!

A skąd wiesz, kto to? spytała Zofia.

Domyślam się, dlatego mówię nie podchodź do okna!

o ile to ci, o których myślę, tak łatwo nie pójdą! powiedziała Zofia, wzruszając ramionami.

Zależy jak długo drzwi nie otworzymy odparł spokojnie Piotr. W końcu pójdą.

Przecież nikt nie będzie nocował na klatce schodowej. A my nie musimy nigdzie wychodzić. Siadaj, załóż słuchawki, telefon i oglądaj film.

Piotr, dzwoni do mnie mama, powiedziała Zofia, pokazując ekran.

Czyli za drzwiami stoi twoja ciocia z tym swoim nieogarniętym synem, podsumował Piotr.

Skąd wiesz? zdziwiła się Zofia.

Gdyby to był mój kuzyn, a Piotr wypowiedział kuzynek tak miękko, iż aż obrzydliwie, to dzwoniłaby moja mama!

Nie rozważasz innych opcji? zapytała Zofia.

Gdyby to sąsiedzi, nie mam z nimi ochoty rozmawiać. Gdyby przyjaciele, po kilku próbach poszliby. A kulturalni ludzie najpierw zadzwoniliby z pytaniem, czy można przyjść. A nie atakowali dzwonek przez pół godziny! Tak nachalnie mogą tylko nasi uciążliwi krewni!

Piotr, to moja ciocia, jęknęła Zofia. Mama napisała wiadomość. Pyta, gdzie nas diabli ponieśli. Ciocia Natalia zostaje na parę dni w Warszawie, ma sprawy!

Napisz jej, iż hoteli pełno w mieście, uśmiechnął się Piotr.

Piotr! powiedziała Zofia z wyrzutem. Przecież nie mogę tego napisać!

Wiem, Piotr zamyślił się. Napisz, iż nas nie ma, iż mieszkamy w hotelu, bo w domu trucili karaluchy!

Świetny pomysł! Zofia gwałtownie napisała i wysłała.

Piotr, ona mówi, żebyśmy wynajęli dwa pokoje dla niej i Kacpra, powiedziała zaskoczona Zofia.

Odpowiedz, iż nie mamy pieniędzy. I jeszcze dodaj, iż mamy dwa łóżka w hostelu, a z nami w pokoju piętnaście obcokrajowców, Piotr uśmiechnął się do swojej kreatywności.

Mama pyta, kiedy wrócimy, spojrzała Zofia na męża.

Napisz jej: za tydzień, odparł Piotr.

Dzwonienie ustało. Małżeństwo odetchnęło z ulgą.

Piotr, mama pisze, iż ciocia przyjedzie za tydzień, wyszeptała wyczerpana Zofia.

A nas znowu nie będzie w domu, odparł Piotr.

Piotr, przecież wiesz, iż to nie rozwiązuje problemu! Nie możemy przecież uciekać w nieskończoność!
A jeżeli przyjadą w tygodniu? Albo zaskoczą nas po pracy pod drzwiami? Moja ciotka czy twój kuzyn oboje do wszystkiego zdolni!

Niestety… posmutniał Piotr. I po co nam była ta trzypokojowa…

Przecież mieliśmy wielką rodzinę mieć… przypomniała Zofia.

Potrzebne nam dziecko! powiedział poważnie Piotr. A choćby od razu dwójka!

Przecież wiesz, iż się staram… obruszyła się Zofia. Sami mówili nam, iż najpierw badania, a potem nic nie wychodzi!

Nerwy trzeba wyeliminować stwierdził Piotr. Przecież raz twoi, raz moi nadgryzają nam psychikę! Wywalić by wszystkich przez nich nam nic nie wychodzi!

Zofia nie sprzeczała się. Wiedziała, iż Piotr ma rację.

Przed ślubem zrobili drogie badania na zgodność i choroby genetyczne, sprawdzili płodność. Wszystko idealnie. Ale po ślubie musieli odłożyć temat dzieci, żeby kupić mieszkanie.

O spadku można było zapomnieć. Przed ślubem oboje mieszkali z mamami w ciasnych kawalerkach. Mogli liczyć tylko na siebie.

Pięć lat ciężkiej pracy i oszczędzania pozwoliło im kupić duże mieszkanie.

Stare blokowisko, sporo włożyli w remont, meble od zera. Ale szczęście niesamowite!

Nawet nie zdążyli świętować przeprowadzki, a już pod drzwiami pojawiła się ciocia Zofii, do kompletu z synem.
Żeby młodzi się nie buntowali, przysiadła się też teściowa.

No, tutaj Wam nie ciasno! Miejsca aż nadto! Nie to co my z Zosią w jednym pokoju…

W sam raz oceniła ciocia Natalia. Mi osobno pokój i Kacprowi oddzielnie!

U nas w salonie się nie śpi powiedział Piotr. To pokój do relaksu!

Ja tu pracować nie zamierzam! zaśmiała się ciocia Natalia. Zosiu, powiedz mężowi, iż mi z synem niewygodnie: on chrapie! Poza tym goście w domu, a Wy stołu nie nakryliście!

Nie spodziewaliśmy się Was zawstydziła się Zofia.

I lodówka pusta przytaknął Piotr.

No dobra ciocia Natalia okazała łaskę. Piotr, do sklepu! Zosia, do kuchni!

No ruszcie się! krzyknęła teściowa. To tak się gości przyjmuje?

Ale tupet… szepnął Piotr, ale Zofia wyciągnęła go do drugiego pokoju.

Kiedy Piotr odsunął rękę żony od ust, zapytał:

Zosiu, czy tu się coś komuś nie pomyliło? Zaraz ich wywalę do Twojej matki! Razem z nią nawet! Jak goście, niech się zachowują! A to co?

Piotr, ona zwyczajna kobieta! Ze wsi! Tak u nich przyjęte…

Znam wieś, ale chamstwo nigdzie nie jest w modzie! A to właśnie ono!

Kochany, nie kłóćmy się z mamą i ciocią! prosiła Zofia. Przecież potem mi wszystkie nerwy wykończą!
A Ty będziesz ich wrogiem po co Ci to?

Mam to gdzieś! o ile mnie tak traktują, łatwo mi ich nie widzieć więcej! Niech choćby przepadną, nie zatęsknię!

Piotr, kochany! Zlituj się nade mną! Jak teraz wywalimy ciocię Natalię, mama mnie przeklnie! Nie mam nikogo oprócz niej!

I ten argument zadziałał. Piotr zacisnął zęby i poszedł do sklepu.

Ciocia Natalia gościła zamiast trzech dni dwa tygodnie. Piotr już drugiego wieczora musiał się ratować kroplami walerianowymi.

Wyjazd cioci Natalii i Kacpra małżeństwo świętowało szeroko: sprzątali, myli, płuczili mieszkanie. Trzy dni walki z plamami i kurzem.

Potem to samo, od strony Piotra.

Bracie, wpadałem na chwileczkę Michał uściskał go tak, iż aż chrupało. Muszę kilka spraw załatwić, a potem wracamy!

Sam nie możesz?! spytał Piotr.

No coś Ty? Przecież mam rodzinę! Zostawię ich na wsi, a sam do miasta? Myśl! śmiał się Michał. A jakby jakieś przygody mnie spotkały? Żona musi mnie kontrolować!

Dlatego dzieci też ciągniesz? zapytał Piotr.

A z kim je zostawię? Michał klepnął go po plecach. Dla nich to rozrywka! Chodź, jak za młodu, podbijemy trochę to miasto!

Michał! zawołała głośno Sylwia. Jak Ci podbiję, to zaraz wszystko się rozsypie!

Po półtorej godziny od przyjazdu rodziny Piotra, Zofia padła z bólem głowy.

Dzieci latały przez mieszkanie, piszcząc nonstop. Sylwia tylko krzyczała, nie umiała inaczej mówić.

A Michał chciał wychodzić w miasto na nocne eskapady, od czego Sylwia krzyczała coraz głośniej.

Piotr, jesteś w sumie jedynakiem wbiła się w poduszkę Zofia.

Ale on kuzyn po mamie warknął Piotr. Mówię kuzynek.

Nie obchodzi mnie, jak go nazywasz, może wyprosić go jakoś?

Z wielką chęcią, powiedział Piotr, kładąc rękę na sercu, ale tu identyczna sytuacja, co z Twoją ciocią. Mama potem wyżłobi mi mózg łyżeczką do herbaty!

Nie zdążyli ochłonąć po jednym najeździe, już na progu stali kolejni goście.
Ciocia Natalia z synem co rusz mieli sprawy w mieście.

Kuzyn Michał z rodziną wpadał z sprawami. A obie mamy pamiętały o wnukach. Teściowa wyżłabiała mózg Piotrowi, teściowa Zofii.

A nieustanne napięcie podkopywało zdrowie i psychikę młodej rodziny.

O dzieciach w tym cyrku gości nie było choćby mowy. Zdrowia brakowało i jak?

Może zamienić mieszkanie? zaproponowała Zofia.

Na miękkie pokoje? uśmiechając się, spytał Piotr. niedługo dostaniemy od razu!

Nie, lekko się uśmiechnęła Zofia. Zamieńmy na takie samo, tylko w innym rejonie! Są ludzie co chcą się przeprowadzić!
Zmieniamy się i nikomu nie mówimy dokąd!

Odkładają w czasie mruknął Piotr. Kuzyn i twoja ciocia dowiedzą się od nowych lokatorów i nas znajdą! Potem nas powieszą za taki żart!

A może starczy czasu, by zrobić dziecko? z nadzieją zapytała Zofia.

Nie tylko zrobić, trzeba jeszcze urodzić. Przyda się jakiś powód, potrząsnął głową Piotr.

Może wyprowadźmy się westchnęła Zofia. Do przyjaciół, schowamy się…

Masz na myśli Walerka i Kasię? zapytał Piotr.

Tak, skinęła Zofia. Mają wolny pokój!

Ale Tera tam mieszka uśmiechnął się Piotr. Zapomniałaś?

Wolę owczarka od mojej rodziny! Zofia opuściła zrezygnowaną głowę.

Moment! krzyknął Piotr, łapiąc za telefon.
Walerek, pożycz jednego psa!

O stary! Jestem Ci dozgonnie wdzięczny! Z Kasią lecimy do spa, nie mamy komu zostawić suczki! Obcych nie lubi, ale Was szanuje! wrzeszczał Walerek. Przywiozę karma, posłanie, zabawki, miski! Dorzucę choćby parę złotych!

Przywoź! wykrzyknął Piotr radośnie.

Wrócił do żony, świecąc jak poranna zorza:

Dzwoń do mamy, niech ciocia jutro przyjeżdża! A ja zadzwonię do brata, by w tygodniu wpadł!

Jesteś pewien? spytała Zofia.

Chętnie ich przyjmiemy! mówił Piotr. To nie nasza wina, jeżeli im nasz dom nie spodoba się!

Kuzynowi Michałowi i jego rodzinie wystarczyło jednego hau, by wybrać hotel zamiast wizyty.

Ciocia Natalia próbowała walczyć o swoje noclegi.

Zamknijcie tego potwora gdzieś! wołała, chowając się za plecami Kacpra.

Ciociu Natalio, chyba żartujesz? uśmiechnął się Piotr. Czterdzieści pięć kilo samych mięśni! To owczarek niemiecki, nie żadna miniaturka! I każde drzwi rozwali, jak zechce!

Dlaczego na mnie warczy? ciocia głos miała drżący.

Nie lubi obcych, wzruszyła ramionami Zofia.

Pozbądźcie się jej! Nie wytrzymam w jednym mieszkaniu z takim zwierzem!

Jak to się pozbyć?! oburzył się Piotr. To nasz ukochany piesek! Nie mamy dzieci, a kogoś trzeba kochać!
I my ją bardzo kochamy!

Nigdy jej nie oddamy! dodała Zofia.

Później dzwoniły obie mamy, żaląc się, iż rodzinie odmówiono gościny.

Nikt nikogo nie wygonił, odpowiadali tym i tamtym, sami nie chcieli zostać! Niech przyjadą! Jesteśmy otwarci!

A piesek?

Mamo, ale przecież nikomu nie odmawiamy!

Także i mamy nagle przestały rwać się w gości.

Po miesiącu Tera wróciła do swoich, ale była gotowa wrócić na każdy telefon.

Nie było już takiej potrzeby. Zofia oczekiwała bliźniaków.

Idź do oryginalnego materiału