Nikt ich nie wygonił, odpowiadali zarówno jednej, jak i drugiej sami jakoś nie chcieli zostać! Niech przyjeżdżają! Chętnie ich przyjmiemy!
Siedź! Nie ma nas w domu! powiedział spokojnie Piotr.
Ale dzwonią przecież! Zofia zamarła, podnosząc się z kanapy.
Niech dzwonią, odparł Piotr.
A jeżeli to ktoś ważny? zapytała Zofia. Albo sprawa pilna?
Sobota, dwunasta w południe, odrzekł Piotr. Nikogo nie zapraszałaś, ja na nikogo nie czekam. Wniosek?
Tylko zajrzę przez judasza! szepnęła Zofia.
Siadaj! jego głos był z żelaza Nie ma nas w domu! Ktokolwiek tam jest, niech wraca, skąd przyszedł!
A skąd wiesz, kto to? spytała Zofia.
Domyślam się, dlatego mówię nie podchodź do okna!
o ile to ci, o których myślę, tak łatwo nie pójdą! powiedziała Zofia, wzruszając ramionami.
Zależy jak długo drzwi nie otworzymy odparł spokojnie Piotr. W końcu pójdą.
Przecież nikt nie będzie nocował na klatce schodowej. A my nie musimy nigdzie wychodzić. Siadaj, załóż słuchawki, telefon i oglądaj film.
Piotr, dzwoni do mnie mama, powiedziała Zofia, pokazując ekran.
Czyli za drzwiami stoi twoja ciocia z tym swoim nieogarniętym synem, podsumował Piotr.
Skąd wiesz? zdziwiła się Zofia.
Gdyby to był mój kuzyn, a Piotr wypowiedział kuzynek tak miękko, iż aż obrzydliwie, to dzwoniłaby moja mama!
Nie rozważasz innych opcji? zapytała Zofia.
Gdyby to sąsiedzi, nie mam z nimi ochoty rozmawiać. Gdyby przyjaciele, po kilku próbach poszliby. A kulturalni ludzie najpierw zadzwoniliby z pytaniem, czy można przyjść. A nie atakowali dzwonek przez pół godziny! Tak nachalnie mogą tylko nasi uciążliwi krewni!
Piotr, to moja ciocia, jęknęła Zofia. Mama napisała wiadomość. Pyta, gdzie nas diabli ponieśli. Ciocia Natalia zostaje na parę dni w Warszawie, ma sprawy!
Napisz jej, iż hoteli pełno w mieście, uśmiechnął się Piotr.
Piotr! powiedziała Zofia z wyrzutem. Przecież nie mogę tego napisać!
Wiem, Piotr zamyślił się. Napisz, iż nas nie ma, iż mieszkamy w hotelu, bo w domu trucili karaluchy!
Świetny pomysł! Zofia gwałtownie napisała i wysłała.
Piotr, ona mówi, żebyśmy wynajęli dwa pokoje dla niej i Kacpra, powiedziała zaskoczona Zofia.
Odpowiedz, iż nie mamy pieniędzy. I jeszcze dodaj, iż mamy dwa łóżka w hostelu, a z nami w pokoju piętnaście obcokrajowców, Piotr uśmiechnął się do swojej kreatywności.
Mama pyta, kiedy wrócimy, spojrzała Zofia na męża.
Napisz jej: za tydzień, odparł Piotr.
Dzwonienie ustało. Małżeństwo odetchnęło z ulgą.
Piotr, mama pisze, iż ciocia przyjedzie za tydzień, wyszeptała wyczerpana Zofia.
A nas znowu nie będzie w domu, odparł Piotr.
Piotr, przecież wiesz, iż to nie rozwiązuje problemu! Nie możemy przecież uciekać w nieskończoność!
A jeżeli przyjadą w tygodniu? Albo zaskoczą nas po pracy pod drzwiami? Moja ciotka czy twój kuzyn oboje do wszystkiego zdolni!
Niestety… posmutniał Piotr. I po co nam była ta trzypokojowa…
Przecież mieliśmy wielką rodzinę mieć… przypomniała Zofia.
Potrzebne nam dziecko! powiedział poważnie Piotr. A choćby od razu dwójka!
Przecież wiesz, iż się staram… obruszyła się Zofia. Sami mówili nam, iż najpierw badania, a potem nic nie wychodzi!
Nerwy trzeba wyeliminować stwierdził Piotr. Przecież raz twoi, raz moi nadgryzają nam psychikę! Wywalić by wszystkich przez nich nam nic nie wychodzi!
Zofia nie sprzeczała się. Wiedziała, iż Piotr ma rację.
Przed ślubem zrobili drogie badania na zgodność i choroby genetyczne, sprawdzili płodność. Wszystko idealnie. Ale po ślubie musieli odłożyć temat dzieci, żeby kupić mieszkanie.
O spadku można było zapomnieć. Przed ślubem oboje mieszkali z mamami w ciasnych kawalerkach. Mogli liczyć tylko na siebie.
Pięć lat ciężkiej pracy i oszczędzania pozwoliło im kupić duże mieszkanie.
Stare blokowisko, sporo włożyli w remont, meble od zera. Ale szczęście niesamowite!
Nawet nie zdążyli świętować przeprowadzki, a już pod drzwiami pojawiła się ciocia Zofii, do kompletu z synem.
Żeby młodzi się nie buntowali, przysiadła się też teściowa.
No, tutaj Wam nie ciasno! Miejsca aż nadto! Nie to co my z Zosią w jednym pokoju…
W sam raz oceniła ciocia Natalia. Mi osobno pokój i Kacprowi oddzielnie!
U nas w salonie się nie śpi powiedział Piotr. To pokój do relaksu!
Ja tu pracować nie zamierzam! zaśmiała się ciocia Natalia. Zosiu, powiedz mężowi, iż mi z synem niewygodnie: on chrapie! Poza tym goście w domu, a Wy stołu nie nakryliście!
Nie spodziewaliśmy się Was zawstydziła się Zofia.
I lodówka pusta przytaknął Piotr.
No dobra ciocia Natalia okazała łaskę. Piotr, do sklepu! Zosia, do kuchni!
No ruszcie się! krzyknęła teściowa. To tak się gości przyjmuje?
Ale tupet… szepnął Piotr, ale Zofia wyciągnęła go do drugiego pokoju.
Kiedy Piotr odsunął rękę żony od ust, zapytał:
Zosiu, czy tu się coś komuś nie pomyliło? Zaraz ich wywalę do Twojej matki! Razem z nią nawet! Jak goście, niech się zachowują! A to co?
Piotr, ona zwyczajna kobieta! Ze wsi! Tak u nich przyjęte…
Znam wieś, ale chamstwo nigdzie nie jest w modzie! A to właśnie ono!
Kochany, nie kłóćmy się z mamą i ciocią! prosiła Zofia. Przecież potem mi wszystkie nerwy wykończą!
A Ty będziesz ich wrogiem po co Ci to?
Mam to gdzieś! o ile mnie tak traktują, łatwo mi ich nie widzieć więcej! Niech choćby przepadną, nie zatęsknię!
Piotr, kochany! Zlituj się nade mną! Jak teraz wywalimy ciocię Natalię, mama mnie przeklnie! Nie mam nikogo oprócz niej!
I ten argument zadziałał. Piotr zacisnął zęby i poszedł do sklepu.
Ciocia Natalia gościła zamiast trzech dni dwa tygodnie. Piotr już drugiego wieczora musiał się ratować kroplami walerianowymi.
Wyjazd cioci Natalii i Kacpra małżeństwo świętowało szeroko: sprzątali, myli, płuczili mieszkanie. Trzy dni walki z plamami i kurzem.
Potem to samo, od strony Piotra.
Bracie, wpadałem na chwileczkę Michał uściskał go tak, iż aż chrupało. Muszę kilka spraw załatwić, a potem wracamy!
Sam nie możesz?! spytał Piotr.
No coś Ty? Przecież mam rodzinę! Zostawię ich na wsi, a sam do miasta? Myśl! śmiał się Michał. A jakby jakieś przygody mnie spotkały? Żona musi mnie kontrolować!
Dlatego dzieci też ciągniesz? zapytał Piotr.
A z kim je zostawię? Michał klepnął go po plecach. Dla nich to rozrywka! Chodź, jak za młodu, podbijemy trochę to miasto!
Michał! zawołała głośno Sylwia. Jak Ci podbiję, to zaraz wszystko się rozsypie!
Po półtorej godziny od przyjazdu rodziny Piotra, Zofia padła z bólem głowy.
Dzieci latały przez mieszkanie, piszcząc nonstop. Sylwia tylko krzyczała, nie umiała inaczej mówić.
A Michał chciał wychodzić w miasto na nocne eskapady, od czego Sylwia krzyczała coraz głośniej.
Piotr, jesteś w sumie jedynakiem wbiła się w poduszkę Zofia.
Ale on kuzyn po mamie warknął Piotr. Mówię kuzynek.
Nie obchodzi mnie, jak go nazywasz, może wyprosić go jakoś?
Z wielką chęcią, powiedział Piotr, kładąc rękę na sercu, ale tu identyczna sytuacja, co z Twoją ciocią. Mama potem wyżłobi mi mózg łyżeczką do herbaty!
Nie zdążyli ochłonąć po jednym najeździe, już na progu stali kolejni goście.
Ciocia Natalia z synem co rusz mieli sprawy w mieście.
Kuzyn Michał z rodziną wpadał z sprawami. A obie mamy pamiętały o wnukach. Teściowa wyżłabiała mózg Piotrowi, teściowa Zofii.
A nieustanne napięcie podkopywało zdrowie i psychikę młodej rodziny.
O dzieciach w tym cyrku gości nie było choćby mowy. Zdrowia brakowało i jak?
Może zamienić mieszkanie? zaproponowała Zofia.
Na miękkie pokoje? uśmiechając się, spytał Piotr. niedługo dostaniemy od razu!
Nie, lekko się uśmiechnęła Zofia. Zamieńmy na takie samo, tylko w innym rejonie! Są ludzie co chcą się przeprowadzić!
Zmieniamy się i nikomu nie mówimy dokąd!
Odkładają w czasie mruknął Piotr. Kuzyn i twoja ciocia dowiedzą się od nowych lokatorów i nas znajdą! Potem nas powieszą za taki żart!
A może starczy czasu, by zrobić dziecko? z nadzieją zapytała Zofia.
Nie tylko zrobić, trzeba jeszcze urodzić. Przyda się jakiś powód, potrząsnął głową Piotr.
Może wyprowadźmy się westchnęła Zofia. Do przyjaciół, schowamy się…
Masz na myśli Walerka i Kasię? zapytał Piotr.
Tak, skinęła Zofia. Mają wolny pokój!
Ale Tera tam mieszka uśmiechnął się Piotr. Zapomniałaś?
Wolę owczarka od mojej rodziny! Zofia opuściła zrezygnowaną głowę.
Moment! krzyknął Piotr, łapiąc za telefon.
Walerek, pożycz jednego psa!
O stary! Jestem Ci dozgonnie wdzięczny! Z Kasią lecimy do spa, nie mamy komu zostawić suczki! Obcych nie lubi, ale Was szanuje! wrzeszczał Walerek. Przywiozę karma, posłanie, zabawki, miski! Dorzucę choćby parę złotych!
Przywoź! wykrzyknął Piotr radośnie.
Wrócił do żony, świecąc jak poranna zorza:
Dzwoń do mamy, niech ciocia jutro przyjeżdża! A ja zadzwonię do brata, by w tygodniu wpadł!
Jesteś pewien? spytała Zofia.
Chętnie ich przyjmiemy! mówił Piotr. To nie nasza wina, jeżeli im nasz dom nie spodoba się!
Kuzynowi Michałowi i jego rodzinie wystarczyło jednego hau, by wybrać hotel zamiast wizyty.
Ciocia Natalia próbowała walczyć o swoje noclegi.
Zamknijcie tego potwora gdzieś! wołała, chowając się za plecami Kacpra.
Ciociu Natalio, chyba żartujesz? uśmiechnął się Piotr. Czterdzieści pięć kilo samych mięśni! To owczarek niemiecki, nie żadna miniaturka! I każde drzwi rozwali, jak zechce!
Dlaczego na mnie warczy? ciocia głos miała drżący.
Nie lubi obcych, wzruszyła ramionami Zofia.
Pozbądźcie się jej! Nie wytrzymam w jednym mieszkaniu z takim zwierzem!
Jak to się pozbyć?! oburzył się Piotr. To nasz ukochany piesek! Nie mamy dzieci, a kogoś trzeba kochać!
I my ją bardzo kochamy!
Nigdy jej nie oddamy! dodała Zofia.
Później dzwoniły obie mamy, żaląc się, iż rodzinie odmówiono gościny.
Nikt nikogo nie wygonił, odpowiadali tym i tamtym, sami nie chcieli zostać! Niech przyjadą! Jesteśmy otwarci!
A piesek?
Mamo, ale przecież nikomu nie odmawiamy!
Także i mamy nagle przestały rwać się w gości.
Po miesiącu Tera wróciła do swoich, ale była gotowa wrócić na każdy telefon.
Nie było już takiej potrzeby. Zofia oczekiwała bliźniaków.









