Noc, gęstniejąca nad miastem, zdawała się przepowiadać tragedię. Ciężkie chmury wlekły się po niebie, jakby dźwigając brzemię niespełnionych nadziei i złamanych losów.

newsempire24.com 5 dni temu

Noc, gęstniejąca nad miastem, zdawała się przeczuwać tragedię. Ciężkie chmury wlokły się po niebie, jakby dźwigając ciar niezrealizowanych nadziei i złamanych losów. Samochód sunął po mokrym asfalcie niczym widmo, zostawiając za sobą smugę świateł i ciszę przeszywaną lękiem. Krzysztof siedział za kierownicą, ściskając ją tak, jakby od tego zależało jego życie. Każdy wybój na drodze odbijał się w jego kręgosłupie jak cios młota nie fizyczny, ale duchowy, jakby sam los przypominał: nic nie będzie łatwe. W samochodzie panowała cisza, przerywana tylko nierównym oddechem Zosi obok. Oparła się o fotel, jakby próbowała uciec przed bólem, strachem i sobą samą. Jej dłoń spoczywała na brzuchu ogromnym, jakby nosił nie tylko dziecko, ale cały świat, który mógł runąć w każdej chwili. W jej oczach, wpatrzonych w szare, martwe niebo za oknem, nie było światła. Tylko tęsknota. Głęboka, wszechogarniająca, jak zimowy wiatr przenikający do kości. Nie strach. Nie ból. Właśnie tęsknota taka, jaka przychodzi, gdy człowiek już wie, iż wszystko skończone, ale wciąż liczy na cud.

Krzysiu jej głos był cieńszy od pajęczyny, słabszy niż szelest wiatru w jesiennych liściach. Posłuchaj mnie. Proszę.

Skinął, nie odrywając wzroku od drogi, ale cały jego jestestwo każda komórka, każdy nerw było w gotowości. Czuł, iż to, co nadchodzi, nie będzie prośbą, ale wyrokiem.

Obiecaj mi przełknęła ślinę, jakby próbując połknąć nie tylko strach, ale i samą siebie. jeżeli coś pójdzie nie tak nie obwiniaj jej. Naszej dziewczynki. Ona niczemu nie winna. Po prostu przyszła na świat. A ty musisz ją kochać. Za mnie. Za nas oboje.

Krzysztof zaciął zęby. Jego knykcie zbielały, jakby ściskał ostatnią deskę ratunku na rozszalałym morzu. Chciał krzyczeć, iż wszystko będzie dobrze, iż ona przeżyje, iż będą razem on, Zosia i ich córka w domu, który dla nich budował, z pokojem dziecięcym, lalkami i marzeniami. Ale słowa lekarza, wypowiedziane pół roku temu, wbiły się w jego pamięć jak nóż: Ciąża przy twojej diagnozie to jak rosyjska ruletka z pięcioma nabojami w bębenku. Szansa jest jedna na sześć. I to nie żart. To śmierć. Pamiętał, jak drżały dłonie Zosi, gdy usłyszała diagnozę. Jak na niego spojrzała nie z rozpaczą, ale z prośbą. Chcę tego, Krzysiu. Chcę być matką. Chcę, żeby nasza miłość została na tym świecie. Żeby po nas coś zostało. Nie potrafił powiedzieć nie. Nie dlatego, iż był słaby. Ale dlatego, iż koch

Idź do oryginalnego materiału