Obietnica
Dawid spokojnie prowadził samochód trasą z Warszawy do Katowic, a obok niego siedział przyjaciel Krzysztof. Właśnie wracali ze służbowego wyjazdu, szef wysłał ich na dwa dni do innego miasta.
Krzychu, aleśmy to świetnie wszystko załatwili! Umowa podpisana na grube złoty, szef będzie zadowolony Dawid uśmiechał się szeroko.
No, pewnie! Mieliśmy dziś szczęście, brat potwierdził Krzysztof, kolega z biura.
Fajnie wracać do domu, kiedy czeka na ciebie rodzina powiedział Dawid. Moja Zosia jest w ciąży, narzeka na mdłości. Bardzo mi jej żal, ale tak bardzo chcieliśmy dziecka, dlatego mówi, iż wszystko zniesie dla naszego malucha.
Dziecko to wspaniała rzecz… My z Martyną wciąż próbujemy, ale ona nie może donosić ciąży. Teraz szykujemy się do drugiego podejścia do in vitro, pierwsze nie wyszło zwierzył się Krzysztof. On i Martyna byli razem siedem lat, bardzo pragnęli potomka, ale…
Dawid ożenił się późno, w wieku trzydziestu dwóch lat. Oczywiście, miał wcześniej różne znajomości, ale nigdy nie czuł czegoś poważnego. Dopiero gdy poznał Zosię, zakochał się bez pamięci nie widział już żadnej innej kobiety.
Gdy Dawid przedstawił Zosię Krzysztofowi, a potem zaprosił go jako świadka na ślub, Krzysztof poczuł lekką zazdrość. Zosia była piękna i delikatna, rozumiał przyjaciela trudno się nie zakochać.
Siąpił lekki jesienny deszcz, od czasu do czasu pracowały wycieraczki, a przyjaciele rozmawiali swobodnie i żartowali. Nagle zadzwonił telefon Dawida.
Hej, Zosiu, cześć tak, jedziemy, za jakieś dwie godziny będziemy w domu. Jak się czujesz? Wciąż to samo? Nie dźwigaj, proszę, przyjadę, wszystko zrobię, buziaki, do zobaczenia, kochanie.
Krzysztof słuchał i wyobrażał sobie Zosię, jak czeka na Dawida i martwi się o niego. Myślał wtedy:
Moja Martyna nie dzwoni ona nigdy się o mnie nie martwi. Uważa, iż jestem do niej przywiązany i tyle. Zupełnie nie jest taka jak Zosia, u niej wszystko według planu: praca, dom, obowiązki.
W tym momencie Dawid gwałtownie skręcił kierownicą w ich stronę pędził dostawczy bus. Zderzenie było nieuniknione, ale w ostatniej chwili Dawid uderzył w słup własną stroną i wylecieli z drogi. Krzysztof ocknął się bolała go głowa, z ręki sączyła się krew. Na szczęście drzwi od strony Krzysztofa się otworzyły. Spojrzał na Dawida ten nie ruszał się.
Z pobocza dobiegli jacyś ludzie, samochody zatrzymywały się. Krzysztof powoli dochodził do siebie. Bolała go głowa i ręka, leżał obok auta na mokrej trawie. Czekali na karetkę. Dawida wyciągnęli z samochodu i ułożyli na noszach. Krzysztof nachylił się nad nim, a Dawid wyszeptał:
Pomóż Zosi…
Obu zabrano do szpitala. Krzysztof miał złamaną rękę i silne wstrząśnienie mózgu, był przytomny. Cały czas pytał lekarzy:
Jak Dawid? Co z moim przyjacielem?
W końcu pielęgniarka przekazała mu wiadomość:
Dawid nie żyje…
Krzysztof przeżył wstrząs. Nie był w stanie pojawić się na pogrzebie. Martyna pojechała, opowiadała mu później, jak żona Dawida płakała i z trudem stała przy trumnie, nie mogąc uwierzyć w śmierć męża.
Po wyjściu ze szpitala Krzysztof z Martyną pojechali na cmentarz, długo stali nad grobem przyjaciela, Krzysztof w myślach obiecał:
Nie martw się, Dawid. Twojej żony nie zostawię, pomogę jej, jak prosiłeś…
Po kilku dniach pojechał do Zosi, zadzwonił do drzwi. Gdy go zobaczyła, wybuchnęła płaczem.
Jak ja mam żyć bez niego? Nie mogę się pogodzić, iż Dawida nie ma.
Zosiu, obiecałem mężowi, iż będę ci pomagał. Razem sobie poradzimy. Dzwoń, kiedy potrzebujesz. Będę cię odwiedzać.
Mijały tygodnie. Zosia trochę doszła do siebie, bardzo bała się, iż przez stres poroni, lekarz też ją ostrzegał. Krzysztof przyjeżdżał do niej dwa razy w tygodniu, robił zakupy w Biedronce, przynosił witaminy, czasami podwoził ją do przychodni i wszędzie, gdzie trzeba było. Zosia nie nadużywała jego pomocy, prosiła tylko, gdy naprawdę była potrzeba.
Krzysztof, przykro mi, iż tracisz dla mnie czas.
Nie jest to dla mnie problem, tym bardziej iż tak obiecałem Dawidowi.
Krzysztof czuł wobec Zosi mieszane uczucia. Zawsze marzył o takiej kobiecie, ale okoliczności były dla niego przytłaczające.
Podczas gdy Zosia znosiła dokuczliwe dolegliwości ciążowe, Krzysztof i Martyna przechodzili kolejny cykl badań i rozczarowań bezdzietność była ich codziennym bólem. Martyna nie wiedziała, iż mąż pomaga Zosi, nie wyjaśniał jej niczego. W telefonie Zosia figurowała pod nazwą Pomoc, bo wiedział, iż żona może sprawdzić telefon.
Po drugiej nieudanej próbie in vitro napięcie w małżeństwie narastało. Martyna uznała, iż winny jest Krzysztof, a Krzysztof już przestał analizować sprawę.
Martyna widziała, iż mąż zachowuje się dziwnie bywał zamyślony, od czasu do czasu pobudzony i rozdrażniony, często wyjeżdżał załatwić sprawy. Nie podejrzewała zdrady; w tej kwestii wszystko u nich było w porządku.
Krzysztof wiedział, iż w życiu prywatnym nie układa mu się najlepiej, ale w pracy odnosił sukcesy. Ponownie podjął projekt, nad którym kiedyś pracował z Dawidem, doprowadził go do końca i podpisał bardzo korzystny kontrakt.
U Zosi, z kolei, im ciąża była bardziej zaawansowana, tym bardziej stawała się bezradna. Rodzice mieszkali daleko, pod Opolem, w mieście nie miała nikogo bliskiego. Często bolała ją głowa, puchły nogi, ale znosiła wszystko bez użalania się przed Krzysztofem.
Któregoś dnia Krzysztof przyjechał z zakupami, a Zosia stała na drabinie i próbowała powiesić nowe zasłony.
Umiałam już wyszorować okno, uśmiechnęła się teraz wieszam nowe firanki.
Zejdź natychmiast powiedział stanowczo Krzysztof, patrząc na jej okazały brzuch. Jak spadniesz, zaszkodzisz dziecku. Nie żartuj!
Pomógł jej zejść z drabinki; znaleźli się blisko siebie, Krzysztof poczuł choćby lekki dreszcz.
Dziękuję, Krzysiu… wymamrotała, po czym pobiegła do łazienki, bo znów dał znać o sobie ciążowy niepokój.
Krzysztof westchnął, otarł pot z czoła, myśląc:
Czy Dawid widzi mnie stamtąd, gdzie teraz jest? Sam sobie winien, sam prosił o pomoc…
Następnego dnia Zosia powiedziała:
Krzysztof, pomożesz mi urządzić pokoik dziecięcy? Potem nie będę miała na to siły. Widziałam ładną tapetę w sklepie podczas spaceru.
Krzysztof musiał wziąć na siebie remont w pokoju dziecięcym nie mógł dopuścić, by ciężarna Zosia wszystko robiła sama. Remont zrobili razem Zosia podpowiadała i wspierała go duchowo, a Krzysztof pracował fizycznie. Po remoncie biegał między depresyjną żoną, która coraz częściej rozmawiała o bezpłodności, a bezradną Zosią, której zbliżał się termin porodu.
Martyna poczuła, że, by ocalić małżeństwo, musi się wziąć w garść i zaangażować w pracę. Pisała artykuły do czasopism, aż pewnego dnia prestiżowy miesięcznik zaproponował jej prowadzenie kolumny. Bardzo się ucieszyła, dostała za to dobry honorarium. Do domu wróciła szczęśliwa, z torbą pełną smakołyków i dwiema butelkami wina.
Co się dzieje, mamy święto? zdziwił się Krzysztof, wracając z pracy.
Tak! Właśnie dostałam naprawdę niezłą sumę trzeba uczcić. Długo na ten kontrakt czekałam.
Zrobili małą domową imprezę na stoliku położyła przekąski, otworzyli wino, w telewizji leciał ich ulubiony film i sączyli trunek.
Nagle zadzwonił telefon Krzysztofa. Martyna zerknęła na ekran Pomoc. Krzysztof pospiesznie wyszedł do kuchni.
Co się stało? spytał półszeptem.
Krzysiu, przepraszam, chyba zaczynam rodzić… Już wezwałam karetkę.
Przecież za wcześnie…
Siedem miesięcy to się zdarza. Słyszał, iż mówiła, zaciskając zęby z bólu.
Dobrze, przyjadę do szpitala.
Szybko się ubrał, Martyna patrzyła na niego z niepokojem.
Wyjeżdżasz gdzieś?
Tak wymyślał naprędce legendę. Szef chce nagle ze mną rozmawiać o tej pomocy, wyjaśnię ci później. Zaufaj mi, tak musi być…
Martyna nie uwierzyła.
Jaka pomoc, jaki szef… Krzysztof buja mnie w bambuko.
Krzysztof wybiegł z bloku, wsiadł do samochodu i pognał do szpitala położniczego, który nie był blisko. Na miejscu dowiedział się, iż Zosia już jest na porodówce. Czekał dwie godziny, aż pielęgniarka przekazała mu radosną wiadomość Zosia urodziła chłopca. Odetchnął z ulgą, wyczerpany wrócił do domu, myśląc:
Dzięki Bogu, wszystko dobrze się skończyło! Co za emocje…
Martyna nie spała, wzięła go pod lupę widziała, iż jest wykończony.
Ta twoja pomoc dobiła cię? zapytała złośliwie.
Krzysztof ciężko opadł na kanapę.
Tak, Martyna… Zosia właśnie urodziła syna. Obiecałem Dawidowi, iż będę jej wspierał. Ona jest całkiem sama powiedział szczerze.
Wszystko jasne… już wszystko rozumiem. Następny etap trzeba pomagać Zosi przy noworodku, tak?
Tak odpowiedział uczciwie Krzysztof.
No dobrze… znasz mnie, nie zaakceptuję tego, iż będziesz oddawał swój czas obcemu dziecku, zwłaszcza iż własnego nie mamy i pewnie już nigdy nie będziemy mieli. Składam papiery rozwodowe, rób jak chcesz. Może znajdę innego i urodzę własne dziecko.
Krzysztof spojrzał na nią zaskoczony, już wiedział, iż ona całe winy upatruje w nim.
To twoje prawo, Martyna. Nie będę się tłumaczył. Muszę pomagać Zosi i jej synowi.
Minął czas. Martyna wniosła o rozwód. Krzysztof przeprowadził się do Zosi, został przy niej i małym Danielem. Po roku się pobrali. Po dwóch kolejnych latach urodziła im się córeczka.
Dziękuję za przeczytanie i wsparcie. Powodzenia w życiu!









