Obietnica Denis spokojnie prowadził samochód, a obok siedział jego przyjaciel i kolega z pracy, Kamil. Właśnie wracali z delegacji z pobliskiego miasta, na którą wysłał ich szef. – Kamil, ale super, wszystko się udało, kontrakt podpisaliśmy na ogromną sumę, szef będzie zachwycony – śmiał się Denis. – Pewnie, mieliśmy szczęście – potwierdził Kamil. – Fajnie wracać do domu, gdy wiesz, iż ktoś na ciebie czeka – mówił Denis. – Moja Arisia jest w ciąży, narzeka na mdłości, ale bardzo chcieliśmy dziecko, wytrzyma wszystko dla naszego maluszka. – Dziecko to szczęście. My z Marysią niestety dalej walczymy… Drugie podejście do in vitro, pierwsze się nie udało – zwierzył się Kamil, który z żoną marzył o dziecku. Denis ożenił się późno, po trzydziestce, miał w życiu różne kobiety, ale dopiero gdy spotkał Arinę, zakochał się bez pamięci. Poznał ją również z Kamilem, który był świadkiem na ich ślubie. Kamil trochę mu zazdrościł, bo Arina była piękna, delikatna, łatwo było się w niej zakochać. Jesienny deszcz padał na szybę auta, czasem włączali wycieraczki. Rozmawiali i śmiali się. Nagle zadzwoniła Arina. – Cześć kochanie, jedziemy, będziemy za dwie godziny. Uważaj na siebie, nie dźwigaj, ja wszystko zrobię, całuję, do zobaczenia. Kamil słuchał i myślał o Marysi – nigdy nie dzwoniła, nie martwiła się, była inna niż Arina. U niej wszystko było poukładane: praca, dom. Nagle Denis gwałtownie skręcił – na nich leciała ciężarówka, zdążył zareagować, ale uderzyli w słup po stronie Denisa i wypadli z trasy. Kamil ocknął się z głową pulsującą bólem, krew na rękach, drzwi otwarte. Spojrzał na Denis – nie ruszał się. Na miejsce zbiegli się ludzie, wołali karetkę. Kamila wyniesiono na mokrą trawę, Denis był na noszach. Kamil nachylił się nad nim, a Denis wyszeptał: – Pomóż Arinie… Zabrano ich do szpitala: Kamil miał złamaną rękę, silne wstrząśnienie, pytał wciąż o Denisa. W końcu dowiedział się od pielęgniarki: – Denis nie żyje… Kamil był kompletnie rozbity. Nie był w stanie pójść na pogrzeb. Marysia opowiadała, iż żona Denisa niesamowicie płakała, nie mogła w to uwierzyć, ledwo stała przy trumnie. Gdy wyszedł ze szpitala, pojechał z Marysią na grób przyjaciela, długo stał przy mogile i obiecał: – Nie martw się, pomogę Twojej żonie, jak prosiłeś… Po kilku dniach pojechał do Ariny. Kiedy go zobaczyła, rozpłakała się: – Jak mam żyć bez niego? Nie mogę uwierzyć, iż go nie ma. – Arino, obiecałem Denisowi, iż Ci pomogę. Zadzwoń, jeżeli czegoś potrzebujesz, będę Cię odwiedzał. Czas leciał. Arina trochę dochodziła do siebie, bała się o ciążę, lekarz ostrzegał. Kamil dwa razy w tygodniu ją odwiedzał, przywoził zakupy, witaminy, odwoził do lekarza, pomagał w drobiazgach. Arina nie wykorzystywała jego pomocy. – Kamilek, głupio mi, iż zabieram Ci czas… – Nic nie szkodzi, obiecałem Denisowi – odpowiadał. Kamil czuł się dziwnie: to była kobieta jego marzeń, ale okoliczności… Swoją żonę nie informował, w telefonie Arina figurowała jako „Fundacja”, bo znał zazdrość Marysi. Druga nieudana próba in vitro pogłębiła kryzys. Marysia zaczęła podejrzewać, iż mąż coś ukrywa. Ale zdrady się nie bała – w tej sprawie było między nimi dobrze. Kamil wiedział, iż w domu źle, ale w pracy szło mu wyśmienicie – podpisał znakomity kontrakt. Arina była coraz bardziej bezradna, rodzice daleko, bliskich w Warszawie brak. Często źle się czuła, ale Kamil był pod telefonem. Pewnego dnia zastał ją na drabinie, próbującą wieszać nowe zasłony. – Schodź natychmiast! – nakrzyczał, widząc ciążowy brzuch. Pomógł jej zejść, poczuł drżenie. – Dziękuję, Kamilku… – powiedziała, ale zaraz pobiegła do łazienki – mdłości. Następnym razem Arina poprosiła go o pomoc przy urządzaniu pokoju dziecięcego. Zabrał się do remontu. Stał między żoną w depresji a Ariną tuż przed porodem. Marysia, by ratować małżeństwo, rzuciła się w wir pracy; znany magazyn zaproponował jej własną rubrykę. Była szczęśliwa, przyszła z zakupami, winem, urządziła z Kamilem domową imprezę przy ulubionym filmie. Wtedy zadzwonił do Kamila telefon. Marysia zerknęła: „Fundacja”. Kamil wybiegł do kuchni. – Co się dzieje? – spytał cicho. – Kamilku, chyba zaczynam rodzić… Wezwałam już karetkę. – To jeszcze za wcześnie… – Siódmy miesiąc, to możliwe… – była wyraźnie coraz bardziej słaba. – Dobrze, przyjadę do szpitala. Marysia patrzyła z lękiem, gdy gwałtownie się ubierał. – Wyjeżdżasz? – Tak. Szef dzwonił, pilna sprawa dotycząca fundacji… Potem wyjaśnię… Ale Marysia nie wierzyła. – Co za fundacja, co za szef. Kamil zmyśla… Kamil pojechał do szpitala, odetchnął z ulgą, gdy pielęgniarka powiedziała, iż Arina urodziła syna. Wrócił do domu wykończony. Marysia czekała. – Fundacja Cię tak zmęczyła… – ironizowała. Kamil ciężko opadł na kanapę. – Tak, Marysiu… Arina urodziła syna, obiecałem Denisowi pomagać jej. Jest zupełnie sama… – Wszystko jasne… Teraz będziesz opiekował się jej dzieckiem, bo swojego nie mamy i chyba nie będziemy mieć. Składam papiery o rozwód, Ty rób, co chcesz. Może uda mi się jeszcze poznać kogoś i zostać matką. Kamil popatrzył na nią, zrozumiał, iż obwinia go o niepłodność. – Twoja decyzja, Marysiu. Ale muszę pomóc Arinie z dzieckiem. Rozwiedli się. Kamil zamieszkał z Ariną, pomagał jej z małym Danielem. Po niedługim czasie wzięli ślub. Dwa lata później urodziła im się córka. Dziękujemy za przeczytanie, subskrypcję i wsparcie. Powodzenia w życiu!

newskey24.com 3 dni temu

Obietnica

Dawid spokojnie prowadził samochód trasą z Warszawy do Katowic, a obok niego siedział przyjaciel Krzysztof. Właśnie wracali ze służbowego wyjazdu, szef wysłał ich na dwa dni do innego miasta.

Krzychu, aleśmy to świetnie wszystko załatwili! Umowa podpisana na grube złoty, szef będzie zadowolony Dawid uśmiechał się szeroko.

No, pewnie! Mieliśmy dziś szczęście, brat potwierdził Krzysztof, kolega z biura.

Fajnie wracać do domu, kiedy czeka na ciebie rodzina powiedział Dawid. Moja Zosia jest w ciąży, narzeka na mdłości. Bardzo mi jej żal, ale tak bardzo chcieliśmy dziecka, dlatego mówi, iż wszystko zniesie dla naszego malucha.

Dziecko to wspaniała rzecz… My z Martyną wciąż próbujemy, ale ona nie może donosić ciąży. Teraz szykujemy się do drugiego podejścia do in vitro, pierwsze nie wyszło zwierzył się Krzysztof. On i Martyna byli razem siedem lat, bardzo pragnęli potomka, ale…

Dawid ożenił się późno, w wieku trzydziestu dwóch lat. Oczywiście, miał wcześniej różne znajomości, ale nigdy nie czuł czegoś poważnego. Dopiero gdy poznał Zosię, zakochał się bez pamięci nie widział już żadnej innej kobiety.

Gdy Dawid przedstawił Zosię Krzysztofowi, a potem zaprosił go jako świadka na ślub, Krzysztof poczuł lekką zazdrość. Zosia była piękna i delikatna, rozumiał przyjaciela trudno się nie zakochać.

Siąpił lekki jesienny deszcz, od czasu do czasu pracowały wycieraczki, a przyjaciele rozmawiali swobodnie i żartowali. Nagle zadzwonił telefon Dawida.

Hej, Zosiu, cześć tak, jedziemy, za jakieś dwie godziny będziemy w domu. Jak się czujesz? Wciąż to samo? Nie dźwigaj, proszę, przyjadę, wszystko zrobię, buziaki, do zobaczenia, kochanie.

Krzysztof słuchał i wyobrażał sobie Zosię, jak czeka na Dawida i martwi się o niego. Myślał wtedy:

Moja Martyna nie dzwoni ona nigdy się o mnie nie martwi. Uważa, iż jestem do niej przywiązany i tyle. Zupełnie nie jest taka jak Zosia, u niej wszystko według planu: praca, dom, obowiązki.

W tym momencie Dawid gwałtownie skręcił kierownicą w ich stronę pędził dostawczy bus. Zderzenie było nieuniknione, ale w ostatniej chwili Dawid uderzył w słup własną stroną i wylecieli z drogi. Krzysztof ocknął się bolała go głowa, z ręki sączyła się krew. Na szczęście drzwi od strony Krzysztofa się otworzyły. Spojrzał na Dawida ten nie ruszał się.

Z pobocza dobiegli jacyś ludzie, samochody zatrzymywały się. Krzysztof powoli dochodził do siebie. Bolała go głowa i ręka, leżał obok auta na mokrej trawie. Czekali na karetkę. Dawida wyciągnęli z samochodu i ułożyli na noszach. Krzysztof nachylił się nad nim, a Dawid wyszeptał:

Pomóż Zosi…

Obu zabrano do szpitala. Krzysztof miał złamaną rękę i silne wstrząśnienie mózgu, był przytomny. Cały czas pytał lekarzy:

Jak Dawid? Co z moim przyjacielem?

W końcu pielęgniarka przekazała mu wiadomość:

Dawid nie żyje…

Krzysztof przeżył wstrząs. Nie był w stanie pojawić się na pogrzebie. Martyna pojechała, opowiadała mu później, jak żona Dawida płakała i z trudem stała przy trumnie, nie mogąc uwierzyć w śmierć męża.

Po wyjściu ze szpitala Krzysztof z Martyną pojechali na cmentarz, długo stali nad grobem przyjaciela, Krzysztof w myślach obiecał:

Nie martw się, Dawid. Twojej żony nie zostawię, pomogę jej, jak prosiłeś…

Po kilku dniach pojechał do Zosi, zadzwonił do drzwi. Gdy go zobaczyła, wybuchnęła płaczem.

Jak ja mam żyć bez niego? Nie mogę się pogodzić, iż Dawida nie ma.

Zosiu, obiecałem mężowi, iż będę ci pomagał. Razem sobie poradzimy. Dzwoń, kiedy potrzebujesz. Będę cię odwiedzać.

Mijały tygodnie. Zosia trochę doszła do siebie, bardzo bała się, iż przez stres poroni, lekarz też ją ostrzegał. Krzysztof przyjeżdżał do niej dwa razy w tygodniu, robił zakupy w Biedronce, przynosił witaminy, czasami podwoził ją do przychodni i wszędzie, gdzie trzeba było. Zosia nie nadużywała jego pomocy, prosiła tylko, gdy naprawdę była potrzeba.

Krzysztof, przykro mi, iż tracisz dla mnie czas.

Nie jest to dla mnie problem, tym bardziej iż tak obiecałem Dawidowi.

Krzysztof czuł wobec Zosi mieszane uczucia. Zawsze marzył o takiej kobiecie, ale okoliczności były dla niego przytłaczające.

Podczas gdy Zosia znosiła dokuczliwe dolegliwości ciążowe, Krzysztof i Martyna przechodzili kolejny cykl badań i rozczarowań bezdzietność była ich codziennym bólem. Martyna nie wiedziała, iż mąż pomaga Zosi, nie wyjaśniał jej niczego. W telefonie Zosia figurowała pod nazwą Pomoc, bo wiedział, iż żona może sprawdzić telefon.

Po drugiej nieudanej próbie in vitro napięcie w małżeństwie narastało. Martyna uznała, iż winny jest Krzysztof, a Krzysztof już przestał analizować sprawę.

Martyna widziała, iż mąż zachowuje się dziwnie bywał zamyślony, od czasu do czasu pobudzony i rozdrażniony, często wyjeżdżał załatwić sprawy. Nie podejrzewała zdrady; w tej kwestii wszystko u nich było w porządku.

Krzysztof wiedział, iż w życiu prywatnym nie układa mu się najlepiej, ale w pracy odnosił sukcesy. Ponownie podjął projekt, nad którym kiedyś pracował z Dawidem, doprowadził go do końca i podpisał bardzo korzystny kontrakt.

U Zosi, z kolei, im ciąża była bardziej zaawansowana, tym bardziej stawała się bezradna. Rodzice mieszkali daleko, pod Opolem, w mieście nie miała nikogo bliskiego. Często bolała ją głowa, puchły nogi, ale znosiła wszystko bez użalania się przed Krzysztofem.

Któregoś dnia Krzysztof przyjechał z zakupami, a Zosia stała na drabinie i próbowała powiesić nowe zasłony.

Umiałam już wyszorować okno, uśmiechnęła się teraz wieszam nowe firanki.

Zejdź natychmiast powiedział stanowczo Krzysztof, patrząc na jej okazały brzuch. Jak spadniesz, zaszkodzisz dziecku. Nie żartuj!

Pomógł jej zejść z drabinki; znaleźli się blisko siebie, Krzysztof poczuł choćby lekki dreszcz.

Dziękuję, Krzysiu… wymamrotała, po czym pobiegła do łazienki, bo znów dał znać o sobie ciążowy niepokój.

Krzysztof westchnął, otarł pot z czoła, myśląc:

Czy Dawid widzi mnie stamtąd, gdzie teraz jest? Sam sobie winien, sam prosił o pomoc…

Następnego dnia Zosia powiedziała:

Krzysztof, pomożesz mi urządzić pokoik dziecięcy? Potem nie będę miała na to siły. Widziałam ładną tapetę w sklepie podczas spaceru.

Krzysztof musiał wziąć na siebie remont w pokoju dziecięcym nie mógł dopuścić, by ciężarna Zosia wszystko robiła sama. Remont zrobili razem Zosia podpowiadała i wspierała go duchowo, a Krzysztof pracował fizycznie. Po remoncie biegał między depresyjną żoną, która coraz częściej rozmawiała o bezpłodności, a bezradną Zosią, której zbliżał się termin porodu.

Martyna poczuła, że, by ocalić małżeństwo, musi się wziąć w garść i zaangażować w pracę. Pisała artykuły do czasopism, aż pewnego dnia prestiżowy miesięcznik zaproponował jej prowadzenie kolumny. Bardzo się ucieszyła, dostała za to dobry honorarium. Do domu wróciła szczęśliwa, z torbą pełną smakołyków i dwiema butelkami wina.

Co się dzieje, mamy święto? zdziwił się Krzysztof, wracając z pracy.

Tak! Właśnie dostałam naprawdę niezłą sumę trzeba uczcić. Długo na ten kontrakt czekałam.

Zrobili małą domową imprezę na stoliku położyła przekąski, otworzyli wino, w telewizji leciał ich ulubiony film i sączyli trunek.

Nagle zadzwonił telefon Krzysztofa. Martyna zerknęła na ekran Pomoc. Krzysztof pospiesznie wyszedł do kuchni.

Co się stało? spytał półszeptem.

Krzysiu, przepraszam, chyba zaczynam rodzić… Już wezwałam karetkę.

Przecież za wcześnie…

Siedem miesięcy to się zdarza. Słyszał, iż mówiła, zaciskając zęby z bólu.

Dobrze, przyjadę do szpitala.

Szybko się ubrał, Martyna patrzyła na niego z niepokojem.

Wyjeżdżasz gdzieś?

Tak wymyślał naprędce legendę. Szef chce nagle ze mną rozmawiać o tej pomocy, wyjaśnię ci później. Zaufaj mi, tak musi być…

Martyna nie uwierzyła.

Jaka pomoc, jaki szef… Krzysztof buja mnie w bambuko.

Krzysztof wybiegł z bloku, wsiadł do samochodu i pognał do szpitala położniczego, który nie był blisko. Na miejscu dowiedział się, iż Zosia już jest na porodówce. Czekał dwie godziny, aż pielęgniarka przekazała mu radosną wiadomość Zosia urodziła chłopca. Odetchnął z ulgą, wyczerpany wrócił do domu, myśląc:

Dzięki Bogu, wszystko dobrze się skończyło! Co za emocje…

Martyna nie spała, wzięła go pod lupę widziała, iż jest wykończony.

Ta twoja pomoc dobiła cię? zapytała złośliwie.

Krzysztof ciężko opadł na kanapę.

Tak, Martyna… Zosia właśnie urodziła syna. Obiecałem Dawidowi, iż będę jej wspierał. Ona jest całkiem sama powiedział szczerze.

Wszystko jasne… już wszystko rozumiem. Następny etap trzeba pomagać Zosi przy noworodku, tak?

Tak odpowiedział uczciwie Krzysztof.

No dobrze… znasz mnie, nie zaakceptuję tego, iż będziesz oddawał swój czas obcemu dziecku, zwłaszcza iż własnego nie mamy i pewnie już nigdy nie będziemy mieli. Składam papiery rozwodowe, rób jak chcesz. Może znajdę innego i urodzę własne dziecko.

Krzysztof spojrzał na nią zaskoczony, już wiedział, iż ona całe winy upatruje w nim.

To twoje prawo, Martyna. Nie będę się tłumaczył. Muszę pomagać Zosi i jej synowi.

Minął czas. Martyna wniosła o rozwód. Krzysztof przeprowadził się do Zosi, został przy niej i małym Danielem. Po roku się pobrali. Po dwóch kolejnych latach urodziła im się córeczka.

Dziękuję za przeczytanie i wsparcie. Powodzenia w życiu!

Idź do oryginalnego materiału