Obietnica Denis spokojnie prowadził samochód z rękami na kierownicy, a obok siedział jego przyjaciel Kamil. Wracali właśnie z delegacji z pobliskiego miasta, gdzie szef wysłał ich na dwa dni służbowych spraw. – Kam, ale świetnie się spisaliśmy – wszystkie sprawy domknięte, a do tego kontrakt podpisany na ogromną sumę, szef będzie zachwycony – mówił z uśmiechem Denis. – No, mieliśmy szczęście – przytaknął przyjaciel i współpracownik z tego samego biura. – Najlepiej jest wracać do domu, kiedy ktoś na ciebie czeka. Arisia jest w ciąży, strasznie męczy ją mdłości, żal mi jej, ale bardzo chcieliśmy dziecka – tłumaczył Denis. – Powiedziała, iż dla naszego malucha wszystko zniesie. – Dziecko to super sprawa, a u mnie z Marynką wciąż nie wychodzi, ona nie może donosić ciąży… Teraz szykujemy się już do drugiego podejścia do in vitro, bo pierwsze nie wyszło – żalił się Kamil, który z Marynką był już siedem lat po ślubie. Bardzo pragnęli potomstwa, ale… Denis żenił się późno, dopiero po trzydziestce. Miał wcześniej kilka kobiet, ale żadna nie zwaliła go z nóg. Gdy spotkał Arinę, zakochał się na zabój, nie widział już innych. Gdy Denis przedstawił Arię Kamila, a potem wziął z nią ślub – Kamil był świadkiem. Trochę mu zazdrościł. Ariadna była urodziwa i delikatna – aż chciało się być zakochanym. Jesienny deszcz padał na przednią szybę, od czasu do czasu pracowały wycieraczki, przyjaciele rozmawiali beztrosko. Nagle zadzwonił telefon Denisa. – Cześć, Arisia, tak, jesteśmy w drodze, będziemy za jakieś dwie godziny. Jak się czujesz? Nic się nie zmieniło? Tylko nie podnoś nic ciężkiego! Po powrocie wszystkim się zajmę. Całuję, do zobaczenia, kochanie. Kamil słuchał, wyobrażał sobie, jak Arisia czeka na Denisa, jak się o niego martwi. Myślał: „Moja Marynka choćby nie dzwoni, nie martwi się o mnie, uważa, iż jestem jej oddany… Zupełnie inna niż Arisia, wszystko u niej to praca i dom, zero emocji.” Nagle Denis gwałtownie skręcił kierownicą, gdy pod koła wyjechał dostawczy bus. Zderzenie było nieuniknione, ale uderzyli w słup po stronie Denisa i wypadli z trasy. Kamil ocknął się – miał rozciętą rękę, boliła go głowa, ale drzwi po jego stronie były otwarte. Spojrzał na Denisa – ten się nie ruszał. Obok pojawili się ludzie z innych samochodów. Kamil wciąż próbował przejść do siebie. Czekał na karetkę na mokrej trawie. Denisa wyniesiono już na noszach, Kamil pochylił się nad nim, a Denis wyszeptał cicho: – Pomóż Arii… Obaj trafili do szpitala – Kamil miał złamaną rękę i poważne wstrząśnienie mózgu. Cały czas wypytywał lekarzy: – Co z Denisem? Co z moim przyjacielem? W końcu pielęgniarka przekazała mu wiadomość: – Denis nie przeżył… Kamil pogrążył się w żałobie. Nie był w stanie pojawić się na pogrzebie. Marynka sama poszła, opowiadała, iż żona Denisa na pogrzebie bardzo płakała, nie mogła uwierzyć, iż już go nie ma. Gdy Kamil wyszedł ze szpitala, razem z Marynką pojechali na cmentarz. Stał przy grobie przyjaciela i obiecał mu z głębi serca: – Nie martw się, Denis, twojej żony nie zostawię samej. Pomogę jej – jak prosiłeś… Dwa dni później pojechał do Arii, zadzwonił. Gdy otworzyła, rozpłakała się. – Jak mam żyć bez niego? Nie mogę się pogodzić, iż Denisa już nie ma… – Aria, obiecałem twojemu mężowi, iż będę ci pomagał. Razem damy radę. Dzwoń do mnie z czymkolwiek, będę wpadał. Czas mijał. Ariadna powoli dochodziła do siebie, bardzo bała się o dziecko – lekarz uprzedził, iż zmartwienia mogą zaszkodzić. Kamil przyjeżdżał dwa razy w tygodniu, woził ją do lekarza, przynosił zakupy i witaminy. Aria nie wykorzystywała jego dobroci niepotrzebnie. – Kamil, nie chcę ci zabierać czasu… – Nie szkodzi, obiecałem Denisowi. Kamil miał wobec Arii mieszane uczucia. Zawsze marzył o takiej kobiecie, jednak nie wiedział, jak się zachować. Tymczasem Marynka z Kamilem znów odwiedzali lekarzy – kolejne badania, rozczarowanie… Bezpłodność była ich bolączką. Marynka nie wiedziała, iż mąż pomaga Arii, Kamil nic jej nie tłumaczył. W telefonie Aria widniała jako „Dobroczynność”, bo podejrzewał, iż żona mogłaby zobaczyć. Po drugim nieudanym zabiegu in vitro napięcie między nimi wzrosło. Marynka obwiniała Kamila, a on stracił nadzieję. Zauważyła, iż mąż zachowuje się dziwnie, bywa rozkojarzony, częściej wyjeżdża. O zdradzie nie myślała – wszystko było w porządku. Kamil miał kłopoty w życiu osobistym, za to w pracy odnosił sukcesy – wrócił do projektu, który kiedyś zaczynał z Denisem. Zakończył go świetnym kontraktem. A Arii z każdym tygodniem ciąży było coraz ciężej. Rodzice daleko, nikogo bliskiego w Warszawie. Głowa boli, nogi puchną, ale nie narzeka – nie chce obciążać Kamila. Pewnego dnia przyszedł z zakupami i zastał ją na drabince, próbującą zawiesić nowe firanki. – Umyłam okno i trzeba było od razu powiesić – powiedziała pogodnie. – Natychmiast zejdź – zarządził – z takim brzuchem możesz spaść i skrzywdzić dziecko, nie żartuję. Pomógł jej zejść, nagle poczuł dreszcz. – Dzięki, Kam… – wyszeptała, po czym pobiegła do łazienki – mdłości. Kamil odetchnął – „Widzi cię Denis tam gdzie jest? Sam prosiłeś, sam jesteś sobie winien.” Następnym razem Ariadna poprosiła: – Kamil, pomożesz mi przygotować pokój dla dziecka? Potem nie będę miała czasu. Na spacerze wypatrzyłam fajne tapety. Kamil robił remont, nie pozwalał ciężarnej się przemęczać. Pracowali razem – Aria głównie pomagała i wspierała, remont skończony. Kamil próbował pogodzić dwie role – z jednej strony żona w depresji przez niepłodność, z drugiej Ariadna zbliżała się do terminu porodu. Marynka rozumiała, iż jeżeli chce ratować małżeństwo, musi czymś się zająć. Pisała do gazet – jedna zaproponowała jej prowadzenie kolumny. Ucieszyła się, dostała dobry honorarium. Wróciła do domu szczęśliwa z torebką smakołyków i winem. – Co się stało, mamy święto? – zdziwił się Kamil wracający z pracy. – Właśnie dostałam niezłą kasę za ten kontrakt, trzeba to uczcić! – odpowiedziała wesoło. Wyciągnęła jedzenie, odpaliła ich ulubiony film – wieczór był jak za dawnych lat. Pili wino. Wtem zadzwonił Kamila telefon. Marynka zerknęła na ekran: „Dobroczynność”. Mąż wyszedł do kuchni. – Co się dzieje? – spytał. – Kam, chyba zaczynam rodzić… Już wezwałam karetkę. – Przecież to za wcześnie! – Siedem miesięcy, to możliwe – mówiła przez ból. – Dobrze, jadę do szpitala. gwałtownie się ubrał, Marynka patrzyła niepewnie. – Wyjeżdżasz? – Tak – wymyślił jakieś usprawiedliwienie na poczekaniu. – Szef musi pilnie się ze mną spotkać w sprawie dobroczynności. Wyjaśnię później. Uwierz, to ważne. Marynka nie wierzyła. – Co za dobroczynność, co za szef… ściemnia mi Kamil. Kamil pojechał do szpitala. Arię już zabrano, czekał dwie godziny aż pielęgniarka przyszła z wieścią: Aria urodziła synka. Odetchnął z ulgą, wrócił do domu wykończony: – Na szczęście wszystko dobrze, martwiłem się okropnie. Marynka czekała bez snu, kiedy wrócił. – Ta twoja dobroczynność dała ci popalić – powiedziała z ironią. Kamil usiadł ciężko na kanapie. – Tak, Marynka, tak… Aria właśnie urodziła synka. Obiecałem Denisowi się nią opiekować. Jest kompletnie sama. – Już wszystko jasne… – powiedziała cicho. – Teraz będziesz pomagał jej z noworodkiem, tak? – Tak – przyznał szczerze. – Nie wytrzymam tego, nie pozwolę, żebyś poświęcał obcemu dziecku czas, zwłaszcza iż my chyba nigdy nie będziemy mieć swojego. Składam pozew o rozwód – rób co chcesz. Może spotkam innego i urodzę mu dziecko. Kamil spojrzał na nią zdziwiony, zrozumiał: wciąż obwinia go o brak dzieci. – To twoje prawo, nie będę się tłumaczył. Muszę pomagać Arii i dziecku. Z czasem Marynka złożyła pozew rozwodowy. Kamil został z Arią i małym Danielem. Po pewnym czasie się pobrali, a dwa lata później urodziła się im córka. Dziękuję za przeczytanie, za subskrypcję i wsparcie. Życzę Ci szczęścia!

naszkraj.online 4 dni temu
Obietnica Mateusz pewnie prowadził samochód na trasie z Gdańska do Warszawy. Obok siedział jego przyjaciel Bartek; wracali właśnie z delegacji, którą zlecił im szef dwa intensywne dni w innym mieście. Bartek, aleśmy to rozegrali! Umowa podpisana na wielką kwotę, szef będzie wniebowzięty uśmiechnął się szeroko Mateusz, rozluźniony sukcesem. To fakt, mamy szczęście, nie da się […]
Idź do oryginalnego materiału