Obietnica – Droga powrotna z delegacji, euforia sukcesu zawodowego, marzenia o dziecku, tragiczny wyp…

twojacena.pl 1 tydzień temu

Obietnica

Słuchaj, to ci muszę opowiedzieć, bo się wydarzyło naprawdę wiele. Wracaliśmy z Pawełkiem z delegacji, szef wysłał nas na dwa dni do Wrocławia, a teraz wracaliśmy do Warszawy. Siedziałem za kierownicą, a obok Pawełek, kumpel z pracy, taki swój chłop.

Paweł, ale żeśmy wszystko załatwili, co nie? Kontrakt podpisany, suma niemała, szef będzie wniebowzięty! śmiałem się pod nosem, bo faktycznie mieliśmy powód do dumy.

No, Mareczku, fuks nam dopisał, potwierdził Pawełek, w końcu firma nas doceni uśmiechnął się, a ja kiwałem głową, bo coraz bardziej cieszyłem się na powrót do domu.

Najbardziej na myśl, iż czeka tam na mnie moja ukochana Żaneta. Wiesz, Żaneta jest teraz w ciąży i ledwo sobie radzi z mdłościami. Szkoda mi jej strasznie, ale tak bardzo chcieliśmy mieć dziecko, iż mówi, wszystko zdzierży dla naszego maleństwa.

Dziecko to szczęście… mruknął Paweł A u mnie z Kasią cały czas nie wychodzi. Nie może donosić ciąży. Szykujemy się już na drugie in vitro, pierwsze nie poszło, niestety… podzielił się ze mną posępnie, bo z Kasią są razem już siedem lat i marzą o tym, żeby mieć własne dziecko, ale los im nie sprzyja.

Ja, powiem ci, ożeniłem się późno, bo dopiero w wieku trzydziestu dwóch lat. Kobiety w życiu były, ale nie traciłem dla nich głowy. Dopiero Żaneta kompletnie mną zawładnęła; jak się zakochałem, to inne przestały istnieć.

Gdy pierwszy raz pokazałem Pawełkowi Żanetę i potem był świadkiem na naszym ślubie, trochę mi zazdrościł tej miłości a ona naprawdę jest wyjątkowa, delikatna, urocza, sam ją rozumiał.

Deszcz siąpił na szybę, wycieraczki chodziły raz na jakiś czas, a my śmialiśmy się, przegadując drogę. W pewnym momencie zadzwoniła Żaneta.

Cześć, kochanie! Tak, jedziemy, będziemy za jakieś dwie godziny w domu. Ty jak się czujesz? przez cały czas tak kiepsko? Nic nie dźwigaj, ja wszystko zrobię, przyjadę niedługo. Całuję cię, czekaj na mnie!

Pawełek słuchał z boku i wyobrażał sobie Żanetę, taką czułą, czekającą na mnie. Pomyślał, iż Kasia nigdy nie dzwoni, nie martwi się o niego uważa, iż jestem do niej mocno przywiązany. Pracuje, prowadzi dom, taka konkretna kobieta, zupełnie inna niż moja Żaneta.

I wyobraź sobie, nagle musiałem gwałtownie skręcić, bo z naprzeciwka leciał na nas dostawczak, collision nieuniknione! W ostatniej chwili wpadliśmy w słup od mojej strony i wylądowaliśmy na poboczu. Pawełek oprzytomniał, głowa bolała, ręka zakrwawiona, zamknął drzwi i zorientował się, iż ja się nie ruszam.

Ludzie się zatrzymali, kilka aut stanęło na skraju drogi. Pawełek leżał na mokrej trawie, czekaliśmy na karetkę. Wyciągnęli mnie z auta, położyli na noszach. Nachylił się nade mną, a ja, ostatkiem sił, wyszeptałem:

Pomóż Żanecie

Zawieźli nas do szpitala, Pawełek miał złamaną rękę, wstrząśnienie mózgu, był przytomny. Ciągle dopytywał lekarzy:

Co z Markiem? Jak mój przyjaciel?

A potem pielęgniarka mu powiedziała:

Marek zmarł

Pawełek był na dnie, nie dawał rady przyjść na pogrzeb. Kasia pojechała i mówiła mu, iż Żaneta na pogrzebie płakała jak bóbr, zupełnie nie mogła uwierzyć, iż go już nie ma, stała przy trumnie, prawie omdlała.

Po wyjściu ze szpitala Pawełek pojechał z Kasią na grób. Stali tam długo i Pawełek w myślach przyrzekł:

Nie martw się, przyjacielu, nie zostawię twojej Żanety, pomogę jej, jak mnie prosiłeś…

Dwa dni później zadzwonił do Żanety i poszedł do niej. Gdy otworzyła drzwi, rozpłakała się:

Jak ja mam dalej żyć bez niego? Nie mogę się pogodzić, iż Marka już nie ma

Żaneta, obiecałem Markowi, iż będę ci pomagał. Damy radę razem, dzwoń, jak tylko coś potrzebujesz, będę was odwiedzał.

Czas mijał. Żaneta powoli wracała do siebie, bardzo bała się, żeby przez stres nie stracić dziecka, choćby lekarz ją ostrzegał. Pawełek wpadał dwa razy w tygodniu, woził jej zakupy, załatwiał witaminy, przewoził do przychodni. Żaneta nie nadużywała jego pomocy, prosiła tylko, gdy naprawdę już nie dawała rady.

Pawełek, głupio mi tyle zajmować ci czas…

To dla mnie łatwe, obiecałem Markowi, sam rozumiesz.

Pawełek, powiem ci, miał mieszane uczucia. Żaneta była kobietą jego marzeń, ale sytuacja była nie do pozazdroszczenia.

W tym czasie, kiedy Żaneta przechodziła przez swoje trudności, Pawełek i Kasia znów robili badania, nowe harmonogramy, nadzieje i kolejne rozczarowania. Bezpłodność bolała ich coraz bardziej. Kasia nie wiedziała, iż Pawełek pomaga Żanecie, nic jej nie tłumaczył. W telefonie Żaneta figurowała jako Dobroczynność, bo wiedział, iż żona może zerknąć na ekran.

Po drugim nieudanym zabiegu in vitro w ich związku pojawiła się prawdziwa nerwowość. Kasia myślała, iż winny jest Pawełek, a on już sam nie wiedział, co o tym myśleć.

Zauważyła, iż mąż coś kręci, czasem wyjeżdża, bywa rozdrażniony, chwilami nieobecny. Podejrzenie zdrady wydawało jej się raczej mało prawdopodobne w tym temacie byli stabilni.

Pawłowi nie układało się prywatnie, ale zawodowo szło mu świetnie. Wrócił do projektu, który zaczynał jeszcze z Markiem, skończyli go z sukcesem umowa bardzo udana.

A Żaneta, im dalej ciąża, tym bardziej była bezradna. Rodzice daleko, w Gdańsku, w Warszawie bliskich brak. Bolała ją głowa, puchły nogi, no ale nie narzekała Pawłowi za bardzo.

Raz, kiedy przyjechał z zakupami, zastał ją na drabinie chciała powiesić nowe zasłony!

Ja tu okna wyczyściłam, uśmiechnęła się, teraz zasłony wieszam.

Żaneta, złaź natychmiast! zawarczał Pawełek, widząc jej spory brzuch jeszcze spadniesz, zaszkodzisz dziecku, nie żartuj tak!

Pomógł jej zejść, a oni stanęli blisko siebie, czuł, jak ciarki przechodzą mu po plecach.

Dzięki, Paweł… wymamrotała, po czym poleciała do łazienki, bo znów dopadły ją mdłości.

Pawełek tylko wytarł pot z czoła i pomyślał:

Ciekawe, czy Marek wszystko widzi tam, gdzie teraz jest? Sam prosił o pomoc, sam sobie winien.

Kiedy indziej Żaneta powiedziała:

Pawełek, pomożesz mi urządzić pokój dla dziecka? Potem nie będę miała już siły. Zobaczyłam fajne tapety, chciałam takie.

Nie było wyjścia, musiał robić remont w pokoju dziecięcym. Pomagali sobie razem, choć Żaneta raczej podawała narzędzia i wspierała duchowo. Robota skończona, a Pawełek zaczął czuć się rozdarty z jednej strony żona, w depresji, w kółko temat bezpłodności, z drugiej Żaneta, która lada dzień miała rodzić.

Kasia wyczuła, iż jeżeli chce ratować rodzinę, musi zająć umysł czymś konkretnym. Pisała artykuły do czasopism, aż w końcu odezwała się duża redakcja i zaproponowała jej własną kolumnę! Kasia z euforii wyskoczyła do sklepu, kupiła mnóstwo smakołyków i dwie butelki wina, wróciła do domu w euforii.

O, widzę, iż mamy święto? zaskoczył się Pawełek, gdy wrócił z pracy.

A i owszem! Dostałam przelew za felietony, trzeba to uczcić. Tak długo na to czekałam.

Położyła na stole półmiski, otworzyła wino, a w telewizji leciał ich ulubiony film. Zapowiadał się miły wieczór.

Nagle zadzwonił telefon Pawła. Kasia zerknęła przez jego ramię. Na ekranie Dobroczynność. Pawełek przemknął do kuchni, nerwy na wierzchu.

Co się dzieje? spytał cicho.

Pawełku, przepraszam, chyba zaczęły się bóle… Już wezwałam karetkę.

Ale jeszcze wcześnie!

No, siódmy miesiąc, ale to się zdarza… mówiła, choć czuł, iż walczy z bólem.

Dobra, zaraz będę w szpitalu.

Szybko wskoczył w kurtkę, Kasia patrzyła na niego w niepewności.

Chcesz gdzieś jechać?

Tak, wymyślał na poczekaniu tym razem historyjkę. Szef dzwonił w sprawie jakiejś dobroczynności, muszę się z nim spotkać, wybacz, wytłumaczę potem, serio.

Kasia nie uwierzyła.

Dobroczynność, szef, bajki mi opowiadasz, Paweł…

Pawełek wybiegł z bloku, wsiadł w auto i ruszył do szpitala, tam już była Żaneta. Czekał dwie godziny, aż pielęgniarka powiedziała mu, iż Żaneta urodziła syna. Kamień z serca, ulga, wykończony wrócił do domu, pomyślał:

Dzięki Bogu, wszystko dobrze się skończyło, stres był ogromny.

Kasia nie spała, wbiła w niego wzrok, zauważyła, iż był wycieńczony.

Ta twoja dobroczynność to cię wykończyła, co? zakpiła.

Pawełek padł na kanapę, choćby się nie rozebrał.

Kasia, powiem ci szczerze… Żaneta urodziła syna. Obiecałem Markowi, iż jej pomogę. Ona jest zupełnie sama.

Teraz wszystko jasne… mruknęła, a teraz będziesz pomagał jej przy synku, tak?

Tak, Kasiu, muszę.

No to słuchaj… syknęła, ja nie zniosę, iż będziesz się poświęcał dla cudzego dziecka! Szczególnie, jak my nie mamy swojego i pewnie nigdy nie będziemy mieć. Składam papiery na rozwód. Może znajdę jeszcze mężczyznę, z którym będę mogła mieć dziecko.

Pawełek spojrzał na nią ze zdumieniem. Wiedział, iż i tak wini go za ich kłopoty.

Twoje prawo, Kasiu, nie będę się tłumaczył. Muszę być przy Żanecie i jej synku.

Mijały tygodnie, Kasia złożyła sprawę w sądzie. Pawełek przeniósł się do Żanety, pomagał przy małym Wojtku. Po jakimś czasie wzięli ślub, a po dwóch latach urodziła im się córeczka.

Dzięki, iż wysłuchałaś tej opowieści. Trzymaj się, życzę ci dużo szczęścia!

Idź do oryginalnego materiału