Ochłapy dla nauczycieli, miliony dla urzędników. Nagrody dla pedagogów wg stawek z… 2009 roku

swidnica24.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: fot. ze strony UM w Świdnicy, zdjęcie zostało skadrowane


Są grupy zawodowe, które na nagrody finansowe ze strony władz miasta mogą liczyć po kilka razy w roku, a łączna pula liczona jest w milionach złotych. I są nauczyciele – grupa, dla której maksymalny pułap nagrody został zamrożony w 2009 roku. Od 17 lat kwoty te nie wzrosły ani o złotówkę, a w zderzeniu z wielomilionowym strumieniem gotówki płynącym do kieszeni urzędników Ratusza stanowią ochłapy. Zapytaliśmy w świdnickim Urzędzie Miejskim, dlaczego tak się dzieje. Odpowiedź rzeczniczki poraża wymijającym tonem i całkowitym zignorowaniem sedna problemu.

TEGO NIE PRZECZYTASZ W „MEDIACH” SAMORZĄDOWYCH

fot. ze strony UM w Świdnicy, zdjęcie zostało skadrowane

​O tym, jak chętnie i szczodrze prezydent Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska potrafi nagradzać swoich współpracowników w Urzędzie Miejskim , pisaliśmy wielokrotnie. W samym tylko 2025 roku na nagrody dla urzędników przeznaczono astronomiczną kwotę ponad 2,8 miliona złotych. Pracownicy Ratusza gromadzili na kontach dodatkowe gratyfikacje sięgające kilkunastu, a w przypadku kadry kierowniczej – choćby kilkudziesięciu tysięcy złotych rocznie.

​Gdy jednak spojrzymy w stronę miejskiej oświaty, wyłania się obraz skrajnie nierównego traktowania.

​Pytamy o miliony dla urzędników i grosze dla oświaty. Rzeczniczka odpowiada unikiem

​Zapytaliśmy oficjalnie Urząd Miejski w Świdnicy o konkretne dane finansowe. Chcieliśmy wiedzieć, jaka łączna kwota została przeznaczona w tym roku na nagrody prezydenta miasta dla nauczycieli i dyrektorów, jaka pula została zagwarantowana na nagrody przyznawane przez samych dyrektorów placówek, czy wysokość gratyfikacji przez cały czas reguluje uchwała z 2009 roku oraz – dlaczego kwoty te nie zostały przez lata zwiększone.

​Rzeczniczka prasowa Urzędu Miejskiego Magdalena Dzwonkowska w odpowiedzi przesłała zaledwie kilka lakonicznych zdań.

​Dowiedzieliśmy się jedynie, iż na nagrody prezydenta przeznaczono łączną kwotę 88 tysięcy złotych. Pytanie o łączną sumę, jaka trafiła do dyspozycji dyrektorów wszystkich miejskich szkół i przedszkoli, zostało natomiast całkowicie zbyte. Rzeczniczka odpisała krótko, iż kwota ta jest ustalana zgodnie z art. 49 ust. 1 Karty Nauczyciela. Z kolei na pytanie, dlaczego wysokość nagród od tylu lat nie wzrosła, odpowiedziała wymijająco: uchwała przewiduje taką kwotę na nagrody i w takiej kwocie zostały przyznane.

​To klasyczne odwracanie kota ogonem. Czy faktycznie rzeczniczka nie zrozumiała intencji pytania? Przecież doskonale wiemy, co zapisano w uchwale z 2009 roku. Pytaliśmy o to, dlaczego władze miasta od 17 lat nic z tym przestarzałym dokumentem nie zrobiły.

​Karta Nauczyciela to tylko rama. To prezydent i radni decydują, ile dostaną pedagodzy

​Powoływanie się przez Ratusz na Kartę Nauczyciela ma sprawiać wrażenie, iż magistrat ma związane ręce i tylko wykonuje odgórne ustawy. To manipulacja.

​Karta Nauczyciela nakłada jedynie na samorządy obowiązek utworzenia funduszu nagród w wysokości co najmniej 1% planowanych rocznych wynagrodzeń osobowych. Ustawa wyraźnie określa próg minimalny, ale w żaden sposób nie zabrania samorządom przeznaczenia na ten cel wyższych środków. Co więcej, to wyłącznie do adekwatności Rady Miejskiej – działającej na wniosek prezydenta miasta – należy uchwalenie regulaminu, który określa szczegółowe zasady, kryteria oraz maksymalne stawki pojedynczych nagród.

​W Świdnicy przyjęto podział, w myśl którego 20% z funduszu nagród pozostaje w dyspozycji prezydent miasta, a 80% trafia do dyrektorów placówek. Skoro na pulę Beaty Moskal-Słaniewskiej przeznaczono 88 tysięcy złotych, a stanowi ona dokładnie jedną piątą całego odpisu, możemy jedynie na podstawie tych sztywnych wskaźników domniemywać, iż pula dyrektorska we wszystkich miejskich placówkach wynosi około 352 tysięcy złotych, co daje szacunkowy roczny budżet na nagrody w oświacie na poziomie 440 tysięcy złotych.

​Dlaczego jednak magistrat unika podania twardej, pełnej kwoty wydatkowanej na ten cel w szkołach i przedszkolach? Być może dlatego:w zderzeniu z blisko 3 milionami złotych wyciągniętymi z budżetu na nagrody dla urzędników Ratusza, kwoty oświatowe wyglądają po prostu żałośnie.

​17 lat w kapsule czasu. Zamrożone stawki z 2009 roku

​Samo ograniczenie puli to dopiero początek problemu. Klucz do zrozumienia sytuacji świdnickich nauczycieli tkwi w Uchwale nr XXX/385/09 Rady Miejskiej w Świdnicy z 27 marca 2009 roku. To w tym regulaminie, przyjętym za czasów prezydenta Wojciecha Murdzka, ustalono sztywne limity kwotowe:
​- Nagroda Dyrektora Szkoły: maksymalnie 2 500 złotych brutto,
​- Nagroda Prezydenta Miasta: maksymalnie 4 000 złotych brutto.

​W 2009 roku, gdy pensja zasadnicza nauczyciela mianowanego wynosiła około 2,3 tysiąca złotych, kwoty te stanowiły realne wsparcie. Od tamtej pory płaca minimalna i średnia w Polsce wzrosły kilkukrotnie, inflacja drastycznie obniżyła wartość nabywczą złotówki, a ministerstwo cyklicznie podnosiło pensje w oświacie. Świdnicki regulamin nagród utknął jednak w przeszłości i jest kompletnie nieadekwatny do roku 2026. Przez 17 lat żaden organ nie zwaloryzował tych stawek choćby o złotówkę.

​Analiza rozwiązań w sąsiednich gminach powiatu świdnickiego pokazuje, jak bardzo Świdnica zostaje w tyle.

Większość okolicznych samorządów już dawno odeszła od sztywnych limitów złotówkowych. W gminie Świebodzice nagrody powiązano bezpośrednio z płacą zasadniczą nauczycieli, co oznacza, iż rosną one automatycznie z każdą decyzją ministerstwa, sięgając przy nagrodzie burmistrza choćby 6 tysięcy złotych brutto. W wiejskiej Gminie Świdnica Wójt przeznaczył w tym roku na swoje nagrody 102 tysiące złotych dla 21 osób, co dało średnio niemal 4,9 tysiąca złotych na głowę – znacznie więcej niż wynosi sztywny górny pułap w Świdnicy. Podobnie elastyczne mechanizmy stosują Strzegom czy Żarów. Stolica powiatu wypada na tym tle wyjątkowo blado.

​Dwa światy: Miliony dla urzędu, ochłapy dla szkół

​Zderzenie tych danych z finansowaniem Urzędu Miejskiego w Świdnicy ujawnia porażającą przepaść w traktowaniu ludzi.

​W samym tylko Ratuszu na nagrody dla około 250 urzędników przeznaczono w minionym roku ponad 2,8 miliona złotych. Nagrody te miały charakter masowy – objęły praktycznie wszystkich pracowników, od szeregowych urzędników po kadrę kierowniczą, i były wypłacane cyklicznie, niemal co miesiąc, kumulując się w rekordowym grudniu. Gdyby tę kwotę podzielić po równo, na jeden etat urzędniczy przypadałoby ponad 11,5 tysiąca złotych rocznie.

​W szkołach i przedszkolach nagroda to przywilej dostępny raz w roku, z okazji Dnia Edukacji Narodowej, wyłącznie dla wyselekcjonowanej grupy. jeżeli zestawimy szacowaną pełną pulę oświatową z liczbą około 400 zatrudnionych w miejskich placówkach pedagogów, okazuje się, iż na jeden nauczycielski etat przypada średnio zaledwie około 1,1 tysiąca złotych rocznie – dziesięciokrotnie mniej niż w urzędzie! Trzeba jednak pamiętać, iż nauczyciele na nagrodę mogą liczyć raz na kilka lat.

​Urzędnicy nagradzani są bez sztywnych limitów, z rosnących pul, niezwykle często za realizację swoich standardowych obowiązków wynikających z zakresu obowiązku. Nauczyciele, ponoszący codzienną, ogromną odpowiedzialność za bezpieczeństwo, wychowanie i edukację świdnickich dzieci, muszę zadowolić się stawkami wyliczonymi według wskaźników z 2009 roku.

Trzeba też zaznaczyć, iż wymagania wobec dyrektorów placówek oświatowych i nauczycieli, zasługujących na nagrodę, są spisane w kilkudziesięciu punktach. W przypadku urzędników – w jednym.

​Dlaczego Beata Moskal-Słaniewska od lat milczy w sprawie nauczycieli?

​Prezydent Beata Moskal-Słaniewska sprawuje władzę w Świdnicy nieprzerwanie od 2014 roku, a wcześniej od 2010 roku zasiadała w Radzie Miejskiej. Przez te wszystkie lata to właśnie prezydent miasta miała i ma wyłączne prawo składania projektów uchwał dotyczących budżetu miasta oraz zmian w regulaminach wynagradzania. Korzysta z tego prawa bezustannie, przedkładając radnym projekty dotyczące podwyżek podatków lokalnych, opłat za śmieci, stref płatnego parkowania czy zmian w strukturze urzędu.

​Dlaczego przez ponad dekadę swoich rządów Beata Moskal-Słaniewska ani razu nie złożyła projektu uchwały zmieniającego przestarzały regulamin z 2009 roku? Dlaczego nigdy nie upomniała się o podwyższenie maksymalnych stawek nagród dla nauczycieli i waloryzację oświatowego funduszu?

​Czym różni się trud, odpowiedzialność i codzienna praca nauczyciela przy tablicy od pracy urzędnika za biurkiem w Ratuszu? Dlaczego ci drudzy mogą liczyć na milionowe pule, wielokrotne wypłaty w ciągu roku i elastyczne gratyfikacje, a pedagogom dziękuje się resztką z pańskiego stołu?

Agnieszka Szymkiewicz

Idź do oryginalnego materiału