Przypominam sobie tę sytuację sprzed lat, kiedy odwiedziłam mojego syna i synową w ich domu a tam spotkała mnie niespodzianka. Zastałam w salonie obcą kobietę, która zajmowała się sprzątaniem.
Zawsze powtarzałam synowi, iż zasobność portfela jego przyszłej żony nie ma dla nas najmniejszego znaczenia. Dlatego był szczęśliwy, gdy poślubił Małgosię dziewczynę, która nigdy nie miała pieniężnych wygód i życie jej nie rozpieszczało.
Po ślubie młodzi wprowadzili się do domu, który im kupiliśmy. Z mężem przeprowadziliśmy tam gruntowny remont, a teraz staramy się wspierać ich finansowo i regularnie przywozić zakupy. Małgosia czuła się dobrze, niedawno urodziła wnuczka, więc nie pracuje, a mój syn nie ma szczególnie prestiżowej pracy ani wysokiej pensji.
Możecie się domyślić, co poczułam, kiedy weszłam do domu moich dzieci i zobaczyłam tam obcą panią sprzątającą. Moja synowa zatrudniła pomoc domową, a sama praktycznie nic nie robi. Jak mogła sobie na to pozwolić? Gdzie ona ma sumienie?
Bez wahania poprosiłam tę kobietę, by wyszła, bo jakby na to nie patrzeć to przecież przez cały czas mój dom! A ona sprzątała za moje pieniądze. Skąd mój syn z synową mieliby mieć pieniądze na takie usługi? Postanowiłam zaczekać na Małgosię, gdyż wyszła z wnuczkiem na spacer. Gdy tylko wróciła, nie czekałam ani chwili.
Zaczęłam tłumaczyć, a Małgosia odpowiedziała spokojnie:
Mamo, podczas urlopu macierzyńskiego zaczęłam prowadzić bloga, to teraz mój zawód, zarabiam naprawdę nieźle, a ta pomoc jest mi konieczna, bo praca zajmuje mi dużo czasu!
Blogerka? To naprawdę praca na pełen etat? Czy na tym można uczciwie zarabiać? Nie życzę sobie, żeby w moim domu porządkował ktoś obcy.
jeżeli masz aż tyle pieniędzy, to płać mi, ja będę sprzątać, a obcy nie mają tu czego szukać powiedziałam zirytowana.
Małgosia tylko coś pod nosem mruknęła i poszła nakarmić wnuczka. Poczekałam, aż syn wróci z pracy, żeby i jemu opowiedzieć o tych wszystkich rodzinnych nowościach. A on powiedział:
Mamo, wiem o pani sprzątającej. Marysia rzeczywiście ciężko pracuje, a ja po pracy też chcę spędzać czas z synem, więc absolutnie mi to nie przeszkadza.
Nic już z tych młodych nie rozumiem. Skąd mają na to środki? Pobiegłam do męża, a on tylko pokręcił głową i powiedział:
Nie mieszaj się do życia młodych! Są dorośli, sami sobie poradzą!
Dawno już nie byłam taka rozgniewana. Jestem pewna, iż wszystko robię i mówię słusznie! A Wy, co sądzicie?















