Podczas gdy moja córka, zięć i wnuki tłoczą się w kawalerce, rodzice mojego zięcia wiodą wygodne życ…

twojacena.pl 9 godzin temu

Słuchaj, opowiem Ci coś, bo już nie mogę tego trzymać w sobie. Wiesz, moja córka wyszła za mąż, ale naprawdę nie trafiliśmy najlepiej na zięcia i jego rodzinę. My zawsze pomagamy swoim dzieciom, chcemy dla nich jak najlepiej, a oni… no cóż, tamci rodzice wiecznie żyją dla siebie. My od tylu lat już próbujemy jakoś współpracować, ale nic z tego.

Pamiętam, jak pojawił się problem z mieszkaniem rodzice zięcia z miejsca się odcięli: to nie nasza sprawa, nie mamy z tym nic wspólnego. A ja z mężem nie chcieliśmy, ale sprzedaliśmy swoje ukochane mieszkanie, nowe, cieplutkie, z cegły, tylko po to, żeby kupić dzieciom własne. Wiecie, najważniejsze, żeby mieli własny kąt. Zrobiliśmy tam remont, kupiliśmy meble wszystko sami, bo ze strony rodziców zięcia nie było żadnej pomocy.

No i tak toczy się życie. Pomagam córce z wnukami w tej chwili mała jest na urlopie macierzyńskim z młodszym, starszy poszedł do pierwszej klasy, więc codziennie podwozimy go z dziadkiem do szkoły. Sama by nie dała rady spróbuj w godzinę ogarnąć dwójkę dzieci, ubrać, nakarmić i jeszcze starszego odprowadzić! Dlatego my zmieniamy się z mężem w zawożeniu i odbieraniu, pomagamy, jak tylko się da.

A rodzice mojego zięcia, jak zwykle, jakby ich to w ogóle nie dotyczyło. Udają, iż tematu nie ma, iż to nie ich sprawa. Patrzę na to wszystko i nie mogę wyjść z podziwu jak można być aż tak obojętnym wobec własnych wnuków? Nigdy też nie pomogli, choćby przed ślubem wyobraź sobie, nie dali synowi ani grosza na wesele! Zadzwoniłam do nich jeszcze przed ślubem, mówię: Może się spotkamy, ustalimy coś?. A oni na to: A co jeżeli za miesiąc się rozwiodą? Teraz podobno 70% małżeństw rozwodzi się w ciągu pół roku, tak mówią statystyki!.

No i jak przyszło co do czego, to ja z mężem zorganizowaliśmy wesele, zapłaciliśmy za wszystko, daliśmy młodym mieszkanie, a oni przyszli na gotowe jak obcy, i wrzucili do koperty 500 zł. Ręce opadają, naprawdę. A zięć i tak miał jeszcze wymagania.

Mieszkanie kupiliśmy im osiem lat temu kawalerka, więcej niż wystarczająca dla dwojga. Teraz już dwójka dzieci, robi się ciasno. Myślę, żeby w końcu zięć wziął się za siebie, był aktywniejszy. Mówię: Może jak sam nie dasz rady więcej zarobić, to rodzice trochę pomogą? A on na to, iż nie, bo nie może ich o to prosić.

Powiedziałam: jeżeli chcesz, sama z nimi porozmawiam. A on mi zabronił choćby ten temat poruszać! Powiem Ci, byłam w szoku. Jak to, własnych rodziców żal zapytać, ale od obcych można brać ile wlezie? Przez osiem lat ciągnie od nas kasę, ale nie wpadnie na to, żeby samemu na mieszkanie zarobić? Przecież młody chłopak, znajdzie jakąś pracę dodatkową, choćby może pojechaliby do Niemiec na sezon. Tak przecież robią inni!

Córka narzeka do mnie potem, iż się wtrącam. Zięć jej tłumaczy, iż teściowie są, jacy są i nie powinniśmy oczekiwać od nich pomocy. A mnie to naprawdę boli ci rodzice mogą sobie pozwolić na wygodne życie, sanatorium, wyjazdy, odpoczynek, ale dla wnuków choćby dobrego słowa nie mają. I zięć jeszcze zabrania czegokolwiek im powiedzieć. Taki kochający syn z niego! Ale dla teściów nie ma już tak miękkiego serca. Eh czasami człowiek już nie wie, czy śmiać się, czy płakać.

Idź do oryginalnego materiału