Podczas gdy nasze dzieci i wnuki tłoczą się w małym mieszkaniu, rodzice mojego zięcia cieszą się życ…

twojacena.pl 16 godzin temu

Córka moja wyszła za mąż, niestety nie mieliśmy szczęścia do zięcia ani jego rodziców. Dajemy z mężem wszystko naszym dzieciom, podczas gdy oni w zasadzie nie dają nic. Od ślubu minęło już osiem lat i cały czas musimy sobie radzić z rodziną zięcia.

Gdy pojawił się problem mieszkania, rodzice zięcia całkowicie się wycofali mówili: to nie nasza sprawa.

Musieliśmy się więc wyprowadzić, żeby kupić dzieciom mieszkanie. Trudno nam było się na to zdecydować, bo nasze mieszkanie było piękne, ciepłe, z cegły. Ale co było robić? Najważniejsze było, żeby dzieci miały własny kąt. Wyremontowaliśmy, kupiliśmy nowe meble wszystko bez wsparcia ze strony teściów córki.

Pomagam również z wnukami. Córka jest teraz na urlopie macierzyńskim z maluszkiem, a starszy wnuczek chodzi do pierwszej klasy, więc zawożę go samochodem do szkoły. Córka sama by sobie nie poradziła przecież to nierealne, żeby w godzinę obudzić dwójkę dzieci, ubrać je i odprowadzić starszego do szkoły! Razem z mężem na zmianę załatwiamy dowożenie i opiekę nad wnukami.

Rodzice zięcia oczywiście udają, iż to w ogóle ich nie dotyczy i nie mają z tym nic wspólnego. Patrzę na to i zastanawiam się, jakim trzeba być dziadkiem, żeby być aż tak obojętnym.

Tak było od samego początku. Proszę sobie wyobrazić, nie dali swojemu synowi ani grosza na wesele! Przed ślubem dzwoniłam do nich, zaproponowałam spotkanie, żeby ustalić szczegóły. Usłyszałam:

A co jeżeli się rozwiodą po miesiącu? Teraz 70% małżeństw rozpada się w ciągu pół roku, to statystyka!

W końcu to my z mężem wyprawiliśmy wesele i podarowaliśmy dzieciom mieszkanie, a oni przyszli jak obcy ludzie, przynieśli w kopercie marne 500 złotych.
Mimo to zięć miał wymagania.

Kupiliśmy im mieszkanie osiem lat temu kawalerkę. Dla dwojga była więcej niż wystarczająca. Teraz mają dwójkę dzieci i, wiadomo, ciasnota.

Uważam, iż zięć powinien być bardziej zaradny. Mówię mu: jeżeli Ty nie możesz więcej zarabiać, może Twoi rodzice mogliby Was trochę wspomóc?.

On jednak na to:

Nie mogę ich o to poprosić!

Powiedziałam:
To ja podejmę ten temat, jeżeli wolisz.

Ale zięć dosłownie zabronił mi cokolwiek wspominać. Byłam naprawdę zaskoczona jego postawą. Czyli do własnych rodziców wstyd poprosić, ale od teściów brać można bez skrupułów. Od ośmiu lat ciągnie ode mnie pieniądze. Dlaczego nie pójdzie sam zarobić? Ludzie jakoś kupują mieszkania. Powtarzam mu: jesteś młody, znajdziesz okazję. Poszukaj dodatkowej pracy, wyjedź za granicę.

Córka również to odczuwa, dzwoni do mnie i żali się, iż się wtrącam. Zięć powtarza jej, iż teściów się nie zmieni, tacy są i nie pomogą.

Jestem rozgoryczona: żyją sobie wygodnie, jeżdżą do sanatoriów, a ty nie możesz im choćby słowa powiedzieć. Zięć chyba im tego zabrania. Co za oddany syn! Ale rodziców żony mu wcale nie żal.

Idź do oryginalnego materiału