Podczas gdy nasze dzieci z wnukami mieszkają w ciasnym mieszkaniu, rodzice mojego zięcia wiodą wygod…

newskey24.com 13 godzin temu

Podczas gdy dzieci i wnuki gnieżdżą się w kawalercie tak małej, iż choćby kot by się tam nie przeciągnął, rodzice mojego zięcia tłoczą się po swoim ogromnym mieszkaniu, narzekając, iż mają za dużo miejsca!

Córka wyszła za mąż niestety, nie trafiliśmy na szczęście z tym zięciem i jego rodziną. My byśmy naszym dzieciom serce na dłoni dali, a oni choćby spinka do włosów nie dorzucą. Osiem lat już po ślubie, a my dalej na froncie z tą familią.

Kiedy wyszła sprawa mieszkania, rodzice zięcia oczywiście zagrali nie nasza sprawa, radźcie sobie. Było, nie było, musieliśmy przeprowadzić się i sprzedać własne M3, by dzieciom kawalerkę kupić. A przyznam, własne gniazdko było pierwsza klasa: ciepłe, cegła, zero hałasów. Ale co się nie robi dla dzieci? Najważniejsze, żeby miały swój kąt. Więc remont, meble, firanki wszystko bez jednej złotówki wsparcia od teściów.

Ja do dziś pilnuję, żeby wnukom się mleko nie przypaliło. Córka akurat na urlopie macierzyńskim z młodszym, starszy pierwsza klasa, więc codziennie z dziadkiem odwozimy go na lekcje. No błagam, nie da rady ogarnąć dwójki dzieci, przebrać, nakarmić i wyjść z nimi w godzinę! Dziadkowie na zmianę, logistyka jak na lotnisku w Balicach.

A rodzice zięcia? Niewzruszeni ręce umyte, żadnej pomocy, żadnego może byśmy wpadli z pierogami. Naprawdę się czasem zastanawiam, czy nie mają serca do wnuków, czy tylko tak dobrze grają.

I tak było od samego początku. Wyobraźcie sobie, nie dali swojemu synkowi grosza na ślub. Przed weselem dzwoniłam, zapraszałam, mówię, dzieci biorą ślub, może usiądziemy, pogadamy? A oni na to:
A co jeżeli się rozwiodą po miesiącu? Statystyki mówią, iż 70% par się rozstaje w pół roku!

No to sami z mężem wystawiliśmy wesele, urządziłam dzieciom kawalerkę, a oni na imprezę przyszli jak zupełnie obcy ludzie i przytargali kopertę z ledwie 500 zł.
A zięć? Roszczenia miał.

Kawalerkę kupiliśmy osiem lat temu na dwie osoby wystarczało aż nadto. Teraz dwa dzieciaki, no jasne, iż tłok.

Uważam, iż zięć powinien nieco się ogarnąć. Mówię mu: Może twoi rodzice by coś dorzucili, skoro wciąż sobie odpoczywają, a wy ciśniecie się jak sardynki?
A on na to:
Nie mogę im tego powiedzieć!
No cóż, zaproponowałam, iż sama porozmawiam. Ale ustawił mnie od razu:
Nic nie mów, to nasza sprawa!

I powiem szczerze ręce mi opadają. Swoich nie wypada zapytać, ale od teściów wciąga już osiem lat. Bo sama nie wiem, rodziny kupują mieszkania, jakoś sobie radzą. Mówię mu: Jesteś młody, łap dodatkową robotę, może jakiś wyjazd za granicę?

Córka już dzwoni, żali się, iż się wtrącam. Oni tacy są, nie zmienisz ich, nie pomogą mówi.

No i człowiek się zagotuje: żyją jak pączki w maśle, do sanatorium jeżdżą, a swoim dzieciom nie dadzą choćby obiadu. A zięć? Broń Boże, żeby im coś zarzucił taki kochający syn! Ale o teściach i teściowej już nie pamięta.

Fiń.

Idź do oryginalnego materiału