Siedzę przy kominku i wspominam, jak siedem lat temu poślubiłam człowieka, którego portfel był równie pusty jak nasza skromna kamienica w warszawskiej dzielnicy Praga. Krewni patrzyli na mnie z niedowierzaniem, a niektórzy otwarcie wyśmiewali mój wybór, krzycząc: O, co ty sobie wymyśliłaś!. Rozumiem, iż dziewczyny mają własne wyobrażenia o idealnym mężu i zwykle zwracają uwagę na jego stan materialny. Niektóre szukają księcia z bajki, który wygląda jak model z okładki Vogue. Ja miałam własne kryteria. Najważniejsze było dla mnie, by nie sięgał po alkohol, bo wiem, iż to prowadzi na manowce, i nie chciałam, by moje dzieci dorastały przy ciągle pijanym ojcu.
Chciałam, by był pracowity, nie leniwy, i szczery wobec mnie. Rzeczy materialne nigdy nie były priorytetem nie liczyło się, czy posiada samochód czy własne mieszkanie. Nie pochodzę z rodu milionerów, więc nie miałam sensu gonić za tym, czego nie miałam. Moja matka samotnie wychowywała mnie i brata, więc luksus był nam obcy. Z mężem, którego nazwisko brzmiało Kowalski, przebywałam rok przed ślubem. Miał sześć rodzeństwa, pracował jako wykładowca na Uniwersytecie Jagiellońskim i był człowiekiem przyzwoitym.
Mieszkał w domu rodzinnym w Krakowie razem z bratem i matką. Nasz ślub odbył się w kościele św. Anny, a gościliśmy tylko najbliższą rodzinę i kilku przyjaciół. Po ceremonii wprowadziliśmy się razem, ale gwałtownie odkryliśmy, iż mamy różne charaktery. Dopiero po sześciu miesiącach zaczęliśmy się rozumieć i przyzwyczaić do siebie. Pierwszy raz zobaczyłam łzy męża, gdy w ramionach trzymałem naszą córeczkę to był moment, którego nie zapomnę. Mamy już dwoje dzieci, a on zarabia godziwe wynagrodzenie w sektorze technologicznym, choć nie w tej samej dziedzinie, w której studiował. Na początku wynajmowaliśmy małe mieszkanie przy ulicy Floriańskiej, a dziś posiadamy dom w podwarszawskim Zielonej Górze i radujemy się, iż radzimy sobie całkiem nieźle.
Czasem dochodzi do nieporozumień, ale rozmawiamy o nich i uczymy się rozwiązywać konflikty. Nie jesteśmy milionerami, ale najważniejsze, iż jesteśmy zdrowi i szczęśliwi. Dziś, po siedmiu i pół roku od tego pamiętnego dnia, kiedy wstąpiliśmy w związek małżeński, czuję, iż kocham go coraz bardziej i nie chcę go już wypuścić z oczu. Cieszę się, gdy bawi się z naszymi pociechami, kiedy troszczy się o mnie i dzwoni, by zapytać, czy nie jestem głodna. To wszystko jest piękne.
Przykład z życia: moja przyjaciółka Bogumiła poślubiła zamożnego mężczyznę. Na początku wszystko szło gładko, ale potem zdradził ją, płakał jak dziecko, stał się nieposłuszny i wyciągnął pieniądze od jej rodziców. Myśli o rozwodzie, ale nie chce zostawić dwójki dzieci pod opieką ojca. Ja wiem, iż jej los to nie mój przykład, i cieszę się, iż podjęłam adekwatną decyzję. Życzę wszystkim kobietom, aby naprawdę kochały swoich mężów i czuły się kochane. Nie patrzcie na rozmiar portfela, ale na serce.















