Prawda, która ścisnęła serce do bólu – Poruszająca historia sąsiedzkiej dziewczynki z zaniedbanego domu, którą uratowała troskliwa ręka pani Tatiany, oraz relacje z matką, która nigdy nie potrafiła okazać córce miłości i wsparcia

newsempire24.com 5 dni temu

Powiem Ci coś, co ostatnio mocno mnie poruszyło. Wyobraź sobie Wiesia, wiesz, ta nasza sąsiadka z domu obok, rozwieszała pranie na sznurze na podwórku, a tu nagle słyszy cichy płacz zza płotu. Zagląda, a tam siedzi mała Basia, sąsiadka osiem lat już ma, chodzi do drugiej klasy, ale wygląda na co najwyżej sześć drobniuteńka, chudziutka.

Basia, znowu Cię ktoś skrzywdził? Chodź do mnie Wiesia przesunęła stare, odstające sztachety w płocie, bo Basia często przychodziła do nich, szukała pocieszenia.

Mama mnie wygnała z domu, powiedziała wynoś się i zamknęła drzwi wyszeptała przez łzy Basia. Bawią się tam z wujkiem Leszkiem i nie chcą, żebym przeszkadzała…

Chodź gwałtownie do domu, Lidka z Wiktorem akurat jedzą obiad, to i Tobie dam coś ciepłego Wiesia znowu była jej ratunkiem.

Wielokrotnie ratowała Basię przed ciężką ręką matki Danuty. Czasem, gdy Danuta się wyżywała, Basia uciekała przez płot do Wiesi. Wiesia nie oddawała dziewczynki z powrotem, dopóki matka nie ochłonęła, nie uspokoiła się.

Basia zawsze patrzyła z zazdrością na dom sąsiadów Lida i Wiktor mieli spokojne życie, Wiesia i jej mąż byli dla nich zawsze dobrzy, troskliwi, nigdy nie krzyczeli, nie bili. W ich domu panowała ciepła atmosfera, relacje pełne serdeczności, poproszona o pomoc Wiesia nigdy nie odmówiła. Basia aż czuła ucisk gdzieś w klatce, kiedy patrzyła na tę dobroć bardzo chciała mieć taki dom.

A u siebie Basia miała zawsze zakazy. Danuta zmuszała ją do noszenia wody, sprzątania w komórce, pielenia ogródka, mycia podłóg jakby nie była dzieckiem, tylko tanią siłą roboczą. Danuta urodziła córkę samotnie, na dziewczynę jak się mówi i od samego początku jej nie kochała. Początkowo jeszcze żyła babcia Basi matka Danuty bardzo chorowała, ale wnuczkę uwielbiała, mieszkały u niej. Babcia zawsze brała Basię w obronę, doglądała jej, gdy matka zbywała ją pracą.

Dopóki żyła babcia, Basia miała lepiej, ale babcia odeszła, gdy Basia skończyła sześć lat. Potem zaczęło się dla małej ciężkie życie. Danuta, zgorzkniała przez samotność, wiecznie szukała sobie męża. Pracowała jako sprzątaczka w bazie PKS-u, tam mężczyzn nie brakowało. I faktycznie, pojawił się kiedyś nowy kierowca, Leszek gwałtownie się z Danutą zeszli.

Leszek był po rozwodzie, miał syna, na którego płacił alimenty. Danuta od razu zaprosiła go do siebie, on się ucieszył dach nad głową, po tym jak żona go wyrzuciła. Danuta kręciła się wokół Leszka, traktowała go jak króla wszystko dla wujka Leszka.

Leszek zauważył, iż życie u Danuty będzie wygodne, a Basia specjalnie mu nie przeszkadzała Niech się kręci pod nogami, podrośnie, będzie dodatkową pomocą myślał sobie.

Danuta wszystkie siły oddawała Leszkowi, a Basia dostawała tylko obowiązki, krzyki i czasem klapsy nie przesadzam, choćby potrafiła ją porządnie zbić.

Nie będziesz mnie słuchać, oddam Cię do domu dziecka! straszyła Basię.

Basia nie miała sił na robotę w komórce i za to jej się też dostawało. Siadała pod porzeczką przy płocie Wiesi i cicho płakała. Jak tylko Wiesia ją zobaczyła, od razu zabierała do siebie. Basia przez to stała się wycofana, zamknięta w sobie, ciężko jej było się przełamać w kontaktach z ludźmi.

Ludzie w wiosce o Danucie mówili różnie, często jej nie pochwalali za to, jak traktowała córkę. Wiesia nie była obojętna mówiła o tym głośno, ale Danuta puszczała plotki:

Nie słuchajcie tej Wiesi, ona pewnie na Leszka oko ma, dlatego nam ciągle psuje opinię!

Danuta i Leszek często urządzali sobie wieczory z alkoholem, wtedy Basia czmychała do Wiesi, tam spała ze spokojem. Wiesia najlepiej rozumiała jej zranioną duszę.

Czas leciał, Basia dobrze się uczyła, dorastała. Po dziewiątej klasie chciała dalej uczyć się w mieście, marzyła o szkole medycznej. Danuta była nieugięta:

Idziesz do roboty, jesteś dorosła, nie będziesz mi siedzieć na karku! Basia rozpłakała się i wybiegła z domu, bo tam płakać nie wolno było.

Uspokoiła się trochę, pobiegła do Wiesi i podzieliła się tym bólem. Wiesia już miała dzieci w mieście na studiach, więc tym razem nie wytrzymała, poszła do Danuty z rozmową:

Danusia, Ty nie jesteś matką, tylko katem. Inne matki robią dla dzieci wszystko, a Ty swoją chcesz z domu wyrzucić, dziewczyna kończy szkołę na piątki! Przecież to Twój obowiązek, Twoja córka! Później sama przyjdziesz na kolanach, gdy będziesz potrzebować pomocy.

A Ty co, będziesz mi mówić, co mam robić? Patrz lepiej na swoje dzieci, nie na moją Basię! odpyskowała Danuta. Ona tylko umie do Ciebie latać na skargę!

Uspokój się, Danuta. Twój Leszek posłał swojego do miasta, a Ty własnym życiem krzywdzisz własne dziecko. Zastanów się, kim Ty jesteś?

Danuta darła się jeszcze, ale w końcu padła wykończona na kanapę.

No co, jestem surowa, niby krzywdzę ją, ale to dla jej dobra. Żeby nie wyszła na taką, jak ja! Niech jedzie do miasta, niech się uczy, wszystko jedno machnęła ręką.

Basia bez problemu dostała się do szkoły medycznej. euforia miała tak ogromną, iż aż jej się oczy świeciły. Choć wstydziła się trochę, bo ubrana była skromnie, odstawała od reszty, ale nikt jej nie dokuczał były też inne dziewczyny z wiosek, tak samo ubrane. Do domu wracała bardzo rzadko.

Nie było jej tęskno za matką i Leszkiem. Ale jak wakacje szły, to musiała wracać zawsze pierwsze kroki kierowała do Wiesi. Wiesia zawsze ją przyjmowała jak własne dziecko, sadzała do stołu, obdarowywała czułością.

U Danuty za to wieczne problemy Leszek zdradzał ją z młodszą kobietą, Danuta była wściekła i roztrzęsiona. Gdy Basia wróciła na wakacje, Danuta ją tylko odepchnęła:

Po co przyjechałaś, będziesz mi tu siedzieć na karku Skoro masz wolne, idź do roboty!

Pewnego dnia Leszek wraca z pracy i zaczyna się pakować.

Gdzie Ty się wybierasz?! krzyczy Danuta, a on jej odpowiada:

Róża czeka na moje dziecko, a ja nie okłamuję swego syna. Tobie tamta córka obojętna, ale mnie mój syn nie. Nie pozwolę, żeby ktoś mu krzywdę zrobił. Twoja Basia choćby nie zna matczynej miłości, jakbyś ją znalazła pod płotem! Moje dziecko będzie miało kochających rodziców od pierwszego dnia… i z tymi słowami wyszedł.

To ją całkowicie rozłożyło. choćby nie zareagowała Leszek powiedział jej całą prawdę, której nie była w stanie przełknąć. choćby nie umiała już wybuchnąć, płakać czy krzyczeć poczuła, jakby ktoś jej ściśnął serce.

Basia to wszystko słyszała. Nie miała już siły pocieszać matki. Przypomniała sobie, jak za każde najmniejsze potknięcie, gdy Leszek odpoczywał, matka ją biła i wyrzucała z domu. Ojczym nigdy nie stawał w jej obronie tylko się przyglądał i czuł jak pan na włościach.

Na ostatnim roku Basia dostała pracę w szpitalu, już zarabiała utrzymywała się sama. Do domu prawie nie wracała, matka piła, starzała się w oczach, ledwo wiązała koniec z końcem. Basia wyrosła na piękną, rezolutną dziewczynę, która była bardzo lubiana przez pacjentów i lekarzy wszyscy doceniali jej staranność, dobroć i słyszeli od niej, iż jest dobrze wychowana. choćby chwalili Danutę za jej wychowanie, ale Basia tylko się uśmiechała.

Jakie wychowanie… myślała. To wszystko zasługa Wiesi. Za wszystko jej dziękuję, za wsparcie, ochronę, za tę profesję.

Danuta coraz częściej sprowadzała do siebie nowych koleżków do picia, Basia rzadko bywała w domu, ale za każdym razem była w szoku z powodu matki. Danutę już dawno zwolnili z pracy. Basia nie miała już siły jej przekonywać, rozumiała, iż nie ma sensu choćby próbować. Chciała tylko pozbyć się tych przyjaciół, wyremontować dom, naprawić relacje, zapomnieć o bólu ale matka nie miała żadnej chęci na zmiany, pogrążała się coraz bardziej w swoim smutku.

Zatrzymała się nie płakała
Po ukończeniu szkoły, Basia wróciła do domu. Danuta była sama, spojrzała na córkę agresywnie.

Po co przyjechałaś? Na długo? Nie mam jedzenia, lodówka wyłączona. Daj mi trochę pieniędzy, głowa mnie boli

Basia miała w gardle ogromny żal, ale się nie rozpłakała. Odpowiedziała spokojnie:

Nie zostanę długo, nie martw się Skończyłam szkołę z wyróżnieniem, wyjeżdżam do województwa, będę pracować w szpitalu. Rzadko będę wracać, trochę pieniędzy Ci prześlę… Na razie, mamo.

Do Danuty chyba choćby nie dotarło, co powiedziała córka. Interesowała ją tylko wódka, więc żądała więcej pieniędzy.

Daj mi kasę, muszę leczyć głowę. No co za córka z Ciebie! Matce żałujesz!?

Basia wyciągnęła z portfela kilkadziesiąt złotych, położyła na stole i cicho wyszła, stojąc chwilę za drzwiami liczyła na to, iż matka pobiegnie za nią, przytuli… Ale nie doczekała się tego. Powoli ruszyła do Wiesi.

Wiesia była szczęśliwa. Posadziła Basię do stołu.

Chodź, Basieńko, właśnie jemy obiad. Wiesia już szykowała coś jeszcze.

Och, prawie zapomniałam! wyciągnęła z drugiego pokoju torbę. Zobacz, to dla Ciebie prezent za wyróżnienie, i trochę gotówki na start.

Basia podziękowała i rozpłakała się.

Ciociu Wiesiu, dlaczego tak jest? Czemu mama mnie tak nie lubi, jakby obca była?

Nie płacz, Basiu Wiesia ją objęła nie płacz, już nic nie da się na to poradzić Taka to Danuta. Ty jesteś mądra i piękna, a na pewno będziesz kochana i szczęśliwa.

Basia wyjechała do wojewódzkiego miasta, dostała pracę jako pielęgniarka na chirurgii. Tam poznała swoją miłość młodego lekarza, Tomka. Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, a niedługo potem się pobrali. Na weselu zamiast matki przy Basi siedziała Wiesia, promieniała radością.

Danuta dostawała od Basi pieniądze, chwaliła się przed swoimi koleżkami:

Wychowałam taką córkę, przysyła mi pieniądze, docenia mnie, ukończyła szkołę dzięki mojej pomocy. Tylko na ślub mnie nie zaprosiła, wnuków nie widuję, zięcia nie znam

Jakiś czas później Wiesia znalazła Danutę martwą. Leżała na podłodze, nie wiadomo, od kiedy. Sąsiedzi zauważyli, iż u Danuty na podwórku była cisza. Basia z mężem pochowali matkę, dom gwałtownie sprzedali. I czasem, od święta, odwiedzali Wiesię.

Idź do oryginalnego materiału