Prezes ZNP: szkoła w Polsce nie nadąża za tempem zmian społecznych

radiokielce.pl 4 godzin temu
Zdjęcie: Szkoła od września mocno się zmieni. Czy nauczyciele są na to gotowi?


Polski system edukacji nie nadąża za dynamicznymi zmianami społecznymi – powiedział PAP prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. Podkreślił, iż nauczyciele nie mają wsparcia, są przepracowani i mimo ostatnich podwyżek – wciąż za nisko wynagradzani.

Polska Agencja Prasowa: Jak ocenia pan dziś stan polskiej edukacji?

Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego: Edukacja przeżywa bardzo trudny czas. Wiąże się to z dużymi niepokojami, które źródło mają w polityce: w toczących się wojnach, konfliktach. Niepokój dotyczy też miejsc pracy nauczycieli w kontekście narastającego kryzysu demograficznego. Obawy wiążą się również ze sztuczną inteligencją, z tym, jak będzie wyglądało wychowanie i kształcenie, gdy sztuczna inteligencja będzie dominować w przestrzeni. Niepokojący jest też brak poprawnych relacji z rodzicami, co sygnalizuje wielu nauczycieli.

Edukacja traci w oczach wielu młodych ludzi walor backgroundu intelektualnego, a bez rzetelnej edukacji młodzi łatwo mogą stać się przedmiotem manipulacji.

Edukacja nie nadąża też dziś za tempem zmian.

Zmiany społeczne i polityczne zachodzą na przestrzeni tygodni, podczas gdy kiedyś zajmowały lata. Pojawia się pytanie: czy szkoła powinna galopować za nimi, uczestniczyć w tym wyścigu? Moim zdaniem edukacja nie taką rolę powinna odgrywać. Szkoła powinna być stabilna. Powinna dawać uczniom poczucie stabilności.

PAP: Jest stabilna, daje uczniom takie poczucie? „Diagnoza Młodzieży” pokazała, iż dla 70 proc. uczniów środowisko szkolne stanowi źródło codziennego stresu, a Fundacja Twarze Depresji mówi o tym, iż na telefon zaufania dzwoni coraz więcej nauczycieli.

S.B.: Jestem przerażony obrazem, jaki wyłania się z „Diagnozy”: niemal połowa nastolatków ma skrajnie niską samoocenę, a objawy depresyjne dotyczą ok. 40 proc. uczniów szkół ponadpodstawowych. Narastają zachowania autodestrukcyjne. Te wyniki to nasza społeczna porażka. Widzimy te liczby i co? Nauczyciele są pozostawieni sami sobie z problemami uczniów.

PAP: I stąd ten rozdzwoniony telefonu zaufania?

S.B.: Tak, między innymi. Nauczyciele wykonują zawód, który wiąże się z dużym zaangażowaniem emocjonalnym. ZNP coraz częściej otrzymuje sygnały o depresji i prośby o dofinansowanie leczenia. Przeprowadzamy właśnie ogólnopolskie badanie dotyczące dobrostanu i wypalenia zawodowego nauczycieli i nauczycielek, by poznać skalę problemu. W tym całym chaosie społecznym, w którym uczestniczymy, szkoła została sama. Nie mamy wsparcia, poza werbalnym.

Mimo ogromnych chęci pomocy uczniom, skala problemów jest tak duża, iż nauczyciele nie są w stanie ich wszystkich rozwiązać, tym bardziej, iż szkoły nie dostały dodatkowego wsparcia w postaci psychologów, terapeutów, czy osób zajmujących się resocjalizacją. A i tacy specjaliści są potrzebni. Pozwolę sobie na porównanie: jesteśmy przygotowani na to, iż będzie deszcz, będzie burza – nosimy parasole. Nikt jednak nie jest przygotowany na tornado czy powodzie. Wiemy, jak powinni zachowywać się uczniowie, jak powinni zachowywać się nauczyciele, czego mamy prawo oczekiwać od rządzących, od rodziców. Mamy schematy, tylko iż one nie działają.

PAP: Czego nauczyciele powinni oczekiwać od rządzących?

S.B.: Jasnego zdefiniowania, czym jest szkoła, jakie stawiane są wobec niej oczekiwania, bo dzisiaj nauczyciel ma być jednocześnie psychologiem, pedagogiem i terapeutą. Szkoła to instytucja działająca w długim cyklu edukacyjnym, od I klasy do matury – to kilkanaście lat. Nie możemy być zaskakiwani częstymi zmianami. Powinny być one wydyskutowane i wypracowane ze środowiskiem. Nie mogą być podejmowane ad hoc.

Edukacja jest najważniejszą dziedziną życia społecznego – obok bezpieczeństwa i zdrowia. Ma pełne prawo liczyć na wsparcie społeczeństwa, wsparcie posłów i senatorów, prezydentów miast, burmistrzów, wójtów. Szkoła powinna być traktowana jak oczko w głowie. Edukacja w Polsce może być najlepsza, nauczyciele są gotowi, tylko władza musi stworzyć nauczycielom warunki do tego, by mogli skupić się na tym, do czego zostali powołani, a nie na tysiącu spraw, którymi są zasypywani.

PAP: A czego nauczyciele mogą oczekiwać od społeczeństwa, od rodziców?

S.B.: Są rodzice, którzy nie pozostają biernymi obserwatorami życia szkolnego i aktywnie włączają się w proces edukacyjny swoich dzieci. Są jednak i tacy, którzy uważają, iż nauczyciel ma nie tylko nauczyć ich dziecko, ale też wychować je, rozstrzygnąć konflikty rodzinne czy rówieśnicze toczące się poza szkołą, i oczywiście pamiętać, iż to rodzic zawsze ma rację. Mamy coraz większą grupę rodziców walczących o lepsze oceny swoich dzieci.

PAP: Co się stało, iż tak zmienił się stosunek rodziców do szkoły?

S.B.: Może mają coraz mniej czasu w to, żeby opiekować się własnymi dziećmi, są zapracowani, zagonieni. Przypomnę, iż Polska w Europie jest krajem, który ma najwyższy wymiar czasu pracy w skali miesiąca i roku. Polacy pracują ciężko w pogoni za dobrobytem, co odbiera czas i możliwość opieki nad dzieckiem.

PAP: Rodzice są przepracowani. O nauczycielach można powiedzieć to samo.

S.B.: Nie ulega wątpliwości, iż nauczyciele są przepracowani. Zarobki nauczycieli, o czym wszyscy wiedzą, należą do najniższych. o ile nauczyciel chce zarobić więcej, to pracuje niekiedy na dwóch etatach. Czasami nie jest to jego wybór – jest przymuszany do tego sytuacją organizacyjną szkoły – brakuje nauczycieli i ktoś musi tę lukę wypełnić. Latem jest mowa o wielu wolnych etatach w szkołach, a jesienią jakoś dyrektorzy spinają grafiki, by wszyscy uczniowie mieli lekcje. To jest możliwe tylko dlatego, iż wielu nauczycieli bierze dodatkowe godziny. MEN niedawno samo przyznało, iż w skali tygodnia do zagospodarowania są ponad dwa miliony godzin. To oznacza, iż brakuje kilkunastu tysięcy nauczycieli. Braki kadrowe odbijają się jednak na jakości edukacji.

PAP: Jednocześnie coraz częściej mówi się o katastrofie demograficznej, o tym, iż rodzi się coraz mniej dzieci, iż niedługo będziemy mieli nie za mało, ale za dużo nauczycieli.

S.B.: Perspektywa kroczącego niżu demograficznego nakłada na rządzących obowiązek myślenia, co robić z nauczycielami w perspektywie kilku, kilkunastu lat. Potrzebna jest strategia i synergia działań między resortem edukacji, resortem nauki i uczelniami wyższymi, szanując ich autonomię, aby proces przygotowania zawodowego nauczycieli uwzględniał te tendencje.

Od wielu lat mówimy, iż trzeba tak kształcić przyszłych nauczycieli, by ten sam nauczyciel mógł uczyć kilku przedmiotów, np. chemii i biologii. Już teraz są nauczyciele przedmiotowcy, którzy po to, by mieć pensum, uczą w kilku szkołach w mieście; za kilka lat będą szukać kilku szkół w powiecie.

PAP: Mówi pan, iż trzeba inaczej kształcić przyszłych nauczycieli, tylko iż chętnych do tego zawodu wśród młodych jest niewielu. Średni wiek polskiego nauczyciela cały czas rośnie.

S.B.: Dzisiaj statystyczny polski nauczyciel, a adekwatnie polska nauczycielka, ma 47 lat. Młodzi ludzie, planując swoją przyszłość, sprawdzają realia. A te są takie, iż młody człowiek po studiach, zostając nauczycielem, będzie zarabiał na poziomie płacy minimalnej. To nie jest zachęta do podjęcia tego zawodu, tym bardziej, iż oczekiwania wobec niego i stawiane mu wymagania ciągle w społeczeństwie rosną. Czy możemy mieć pretensje do młodych, iż nie decydują się na niskopłatną, bardzo odpowiedzialną pracę w oświacie, tylko wybierają dla siebie inną drogę?

Edukacja potrzebuje młodych ludzi. Mamy jednych z najstarszych nauczycieli w Europie. Mamy lukę pokoleniową w środowisku edukacyjnym, dlatego państwo musi stworzyć nauczycielom lepsze warunki pracy. Ta grupa zawodowa musi być pewna bezpieczeństwa finansowego, zawodowego, socjalnego. Bez tego młodzi ludzie nie będą chcieli przyjść do pracy do szkoły, mimo iż zawód nauczyciela jest najpiękniejszym zawodem na świecie.

Trzeba przywrócić bezpieczeństwo i szacunek temu zawodowi, czyli odbudować prestiż zawodu nauczyciela. Skoro chcemy, by społeczeństwo zaczęło cenić nauczycieli, to musi zacząć ich cenić państwo. Musi pokazać, iż ktoś, kto uczy nasze dzieci, jest przez państwo rzeczywiście ceniony, a to wiąże się z wysokością wynagrodzenia. Nie zbudujemy pozycji nauczyciela jako najważniejszego zawodu, proponując mu niskie wynagrodzenie.

PAP: Dwa lata temu była duża podwyżka – o 30-33 proc., w ubiegłym roku o 5 proc., w tym roku o 3 proc. Chcecie więcej? Budżet ma ograniczenia.

S.B.: Podwyżka tej wysokości dwa lata temu była konieczna, by uchronić nauczycieli jako grupę zawodową przed upadkiem. Nauczyciel początkujący bez niej zarabiał mniej niż wynosiła płaca minimalna, dostawał dodatek wyrównawczy. Teraz zarabia kilka więcej niż płaca minimalna. o ile politycy chcą, by edukacja była najlepsza z możliwych, to muszą uczynić to, na co zasługuje – musi być dofinansowana. Płace nauczycieli muszą być wyższe. Muszą się poprawić warunki życia i pracy nauczycieli. Tylko wtedy do szkoły przyjdą najlepsi z najlepszych. Nauczyciel musi mieć godne warunki płacy i pracy, by móc się jej w pełni poświęcić. Nie może być tak, iż godzinami ponadwymiarowymi łata się grafik w szkole, iż nauczyciel pędzi z jednej szkoły do drugiej. Dlatego proponujemy powiązanie pensji nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w kraju – nasza obywatelska inicjatywa czeka w Sejmie na procedowanie.

Jeżeli chcemy w szkole najlepszych z najlepszych nauczycieli, to powinni oni ze swojej pensji w jednej szkole móc utrzymać siebie i swoją rodzinę. Nauczyciele muszą mieć czas, by przygotować się do lekcji i dokształcać się.

Szkoła potrzebuje stabilności. Ta stabilność powinna wynikać z faktu, iż wiemy, czego od edukacji wymagamy, jakie stawiamy jej wyzwania, wiemy, jakie należy podjąć działania, by te wymagania były spełnione na jak najwyższym poziomie, i te działania muszą być podejmowane.


Idź do oryginalnego materiału