„Przecież tylko żartuję”. Poniżanie w związku zaczyna się niewinnie

kobietytomy.pl 13 godzin temu

Można kogoś poniżyć, nie podnosząc głosu. Krzyk jest wtedy zbędny. Nie ma wyzwisk czy przeklinania. Wystarczy jedno zdanie wypowiedziane przez zaciśnięte zęby w towarzystwie innych osób, przypadkowych lub bliskich. Poniżanie w związku miewa też formę żartu, z którego śmieje się tylko osoba wypowiadająca „błyskotliwą myśl”. Inni milczą. Bo nie bardzo jest się z czego śmiać.
Przecież żartował.

Na koniec, czyli na deser, który niczym ość staje w gardle dodane jest „nie przesadzaj”. Łzy płyną same. Nie wiadomo czy tylko ze złości…

Jak wygląda poniżanie w związku na początku?

Poniżanie w związku zaczyna się niewinnie.

Początki relacji są zjawiskowe.. Wszystko piękne, jak z bajki. I to właśnie powinno wzbudzić czujność, ale rzadko to się zdarza. zwykle człowiek się cieszy. Bo czy nie tak ma wyglądać miłość? Jak sielanka, dopełnienie. Ma być dobrze i gdy jest, to się nie szuka dziury w całym, tylko karmi się pięknem.

Tylko już wtedy brak zgrzytów, choćby najmniejszych, powinien zastanowić. Tam, gdzie dwoje ludzi, tam zawsze są jakieś miejsca, które nie pasują. Ludzie to nie puzzle, które od razu idealnie się łączą. Dlatego jeżeli dopasowanie jest perfekcyjne już na samym początku, to rzadko jest ono prawdziwe.

Poniżania w związku na początku nie ma

Jeśli jest, to ono jest tak subtelne, iż osoba zakochana nie jest w stanie go zwykle dostrzec. Czasami widzi je ktoś z boku, ktoś wyjątkowo empatyczny, uświadomiony, czytający ludzi jak książki. I niekiedy taka osoba (mama, ciocia, siostra, itd.) choćby próbuje ostrzegać, ale tylko w nielicznych sytuacjach jej słowa są traktowane na poważnie. A szkoda.. Zazwyczaj, o ile w ogóle padają (bo osoba widząca więcej, może nie chcieć się wtrącać), odbiera się je jako „przesadę”, „pomyłkę”, „na pewno nic poważnego”.

Tendencja do poniżania początkowo jest zatem ukrywana. Może być jednak widoczna w geście, w mimice, w drobnej uwadze, która nie pasuje. Rzuconej przypadkiem i od razu wycofywanej. W pewnym poglądzie na świat. Postrzeganiu ludzi, świata, w strukturze własnego DNA jako kalki myśleniowej.

Jak wygląda poniżanie w związku później?

Prawdziwa twarz schematu poniżania w relacji uwidocznia się później. Gdy para jest dłużej razem, gdy już więcej przeżyli: stres, chorobę, głód w połączeniu z podróżą, długi dzień (zobacz: Moment kryzysu powie Ci wszystko…o drugim człowieku). I właśnie w takich momentach czasami puszczają hamulce.

Dobrze, gdy zdarzy się to raz. Człowiek zrozumie, przeprosi. Gorzej, gdy mechanizm poniżania jest jak automatyczna reakcja i staje się w relacji normą. Ktoś wtedy buduje silne przekonanie, iż jest ważniejszy w związku, iż ma większe prawa. Dlatego drugą osobę notorycznie umniejsza i gardzi nią. Jak to robi?

Konkretne przykłady poniżania w związku

Nie trzeba krzyczeć, wyzywać, przeklinać.

Można powiedzieć jedno zdanie przy innych. “Znowu się tak ubrałaś?” lub „co ty masz na sobie”. A potem śmiech przy stole pełnym gości skwitować: „No co? Przecież żartuję”.

Albo inaczej. Uderzenie w intelekt, w tę istotę miękką w głowie. I tu choćby twarda czaszka nie pomoże. Bo zaboli, zaboleć przecież ma. Taki jest cel. „Ty naprawdę nie rozumiesz takich rzeczy?”

Uśmiech. Może choćby puszczone oczko. A potem: „Daj spokój. Z tobą nie da się normalnie rozmawiać”. Albo jeszcze prościej: „Nie przesadzaj”.

To jedno z najbardziej wygodnych zdań, jakie można powiedzieć człowiekowi, którego właśnie się zraniło. Bo nie tylko go ranisz.
Jeszcze odbierasz mu prawo do uznania, iż został zraniony. Mówisz „co ty taka delikatna jesteś” lub „przewrażliwiona”…a gdy zaczyna płakać „histeryczka”.

Poniżanie nie zawsze wygląda jak przemoc

I tu jest właśnie klucz. Poniżanie nie zawsze wygląda na agresję. Niekiedy ubiera się w szaty żartu, troski, “szczerości dla naszego dobra”.

Może być poprawianiem partnera przy znajomych, mieć formę przewracania oczami, demonstracyjnego wzdychania. W połączeniu z ustawicznym opowiadaniem historii, w których bliska osoba jest przedstawiana jako głupia, nieporadna i śmieszna.

Nikt nie mówi przecież, uwaga, skupcie się, teraz będę poniżał. Tylko ma twarz komunikatu – „no co, przecież tak jest. Za szczerość będziesz mnie karać? Przecież taki jestem. Znasz mnie. Poza tym nie znasz się na żartach”.

B jak biust

Mechanizm ośmieszania, poniżania, atakowania kogoś w formie większego lub mniejszego żartu opisałam w „Alfabecie męzczyzny, który nie dorósł” pod literą B jak biust. Chcesz zajrzeć? Zobacz, tutaj.

W tamtej historii po „żarcie” mężczyzny nikt się nie śmiał. Być może dlatego, iż nie potrafił zażartować w taki sposób, żeby jeszcze to uszło za głupi żart.

Czasami jednak poniżanie jest jak perfekcyjne żonglowanie kulami. Robi się to umiejętnie. Nie przegina się aż tak bardzo. I wszyscy się śmieją. Bo czują, iż jest to śmieszne lub łatwiej się śmiać niż obrazić, czy drążyć to, co pod “żartem” siedzi.

Wtedy, kiedy on mówi o niej przy znajomych. Komentuje jej wagę, ubranie, seks, to, czego nie zrozumiała, ile zarabia, jaka jest jej rodzina, pamięć. Mówi, iż kobiety tak mają. I wszyscy się śmieją. Ona też. Bo co ma zrobić, powiedzieć, iż zabolało? Obrazić się, zrobić scenę?

Nie. Ona się najczęściej uśmiecha, a potem w samochodzie mówi, iż się jej nie podobało. jeżeli ma dojrzałego partnera obok, to on przeprosi, powie, iż nie chciał. Na następny raz będzie się pilnował. Jednak jeżeli jest to mężczyzna, który nie dorósł to odpowiedź będzie inna – „Jezu, naprawdę? Przecież wszyscy się śmiali. Nie umiesz się śmiać z siebie? Jesteś przewrażliwiona”

I to jest ważna chwila. Ona nie tylko została ośmieszona, ale jeszcze do tego dostała informację, iż nie ma prawa uznać tego za ośmieszenie. Nie ma racji. Źle widzi i źle rozumie.

A potem zaczyna się coś znacznie gorszego

Człowiek, którego regularnie się zawstydza, zaczyna uważać na siebie. Nie, iż próbuje zmienić to, czego doświadcza. Nie, człowiek zawstydzany zaczyna się pilnować. I zmienia siebie.

Uważa na to, co mówi, jak wygląda, jak się śmieje, je, tańczy, na co wydaje pieniądze, czy dobrze odpowiada, czy nie brzmi głupio i czy nie przesadza. Uważa, rzeczywistość wygląda jak stąpanie po cienkim lodzie. Wszystko po to, aby znowu nie zrobić z siebie pośmiewiska. Zanim zabierze głos trzy razy pomyśli. Zanim coś założy i wyjdzie z domu, kilka razy się przebierze.

Poniżanie działa tak, jak ma działać. Osoba poniżana sama zaczyna kontrolować się. Zmienia się od środka. Napina i stresuje.

„Ja tylko jestem szczery”

Żart a może szczerość?

Szczerość jest jednym z najczęstszych alibi dla okrucieństwa. Jednak ona jest jak wyrób czekolapodobny. Niby czekolada, ale jednak nie do końca.

Szczerość to nie jest działanie pod tytułem: „Powiem ci wszystko, co może cię zaboleć, bo mam do tego prawo”. Dojrzały człowiek potrafi powiedzieć prawdę bez odbierania drugiemu człowiekowi godności.
Niedojrzały często myli jedno z drugim.

Bo „ja tylko jestem szczery” potrafi znaczyć: „Nie umiem się powstrzymać przed powiedzeniem ci czegoś, co postawi mnie wyżej od ciebie”.
I wtedy problemem nie jest szczerość, ale potrzeba przewagi.

Poniżanie ma wiele twarzy

Można poniżać partnerkę przez jej wygląd. Ale można też przez jej inteligencję:
— Nie komplikuj. To za trudne dla ciebie.

Przez pracę:
— Ty to masz dobrze. Przecież tylko siedzisz przy komputerze.

Pieniądze:
— Bez mojego mieszkania nie miałabyś gdzie mieszkać.

Emocje:
— Znowu histeryzujesz.

Przez macierzyństwo:
— Dzieci przy tobie są takie nerwowe. Albo „to ty je tak wychowałaś”

Przez seks:
— Inne kobiety nie mają takich problemów.

Rodzinę:
— Twoja matka jest dokładnie taka jak ty.

Przez decyzje:
— Zostaw. Ty zawsze coś zepsujesz.

Każde z tych zdań może wyglądać jak pojedynczy incydent.
Ale jeżeli powtarza się latami, zaczyna tworzyć system, w którym jedna osoba jest ekspertem, sędzią, recenzentem i właścicielem prawdy.
A druga coraz częściej zastanawia się, czy naprawdę jest taka głupia, trudna, gruba, nieporadna, emocjonalna albo niewystarczająca.

W takiej relacji jest Z jak znikanie

Osoba poniżająca w związku zwykle nie robi tego w pełni świadomie. Najczęściej postępuje dokładnie tak, jak została nauczona, w domu…jak sama była traktowana, jak ktoś bliski traktował inną bliską jej osobę. To nie jest proste wyrwać się z pokoleniowego schematu.

Jednak sam fakt, iż dręczyciel jest naprawdę ofiarą nie usprawiedliwia jego działań. Nie pozwala na bezkarność. Bo to, co się dzieje w bliskiej relacji, w której oddajemy komuś serce, swoją wrażliwość i delikatność, wymaga szczególnej uwagi. Notoryczne umniejszanie, poniżanie i tylko żartowanie działa jak gumka. Wymazuje człowieka.

I właśnie wtedy mamy paradoks. Związek prowadzi do znikania. Z jak znikanie z “Alfabetu męzczyzny, który nie dorósł”.

Kobieta zaczyna znikać z rodziny, od siebie, z marzeń i planów. Znika jej poczucie wartości, sprawczość, nadzieja, wiara.

To nie dzieje się jednego dnia.

To są małe zmiany, do których człowiek przywyka.

Jak do bagna.

Najpierw czujesz jego zapach.

Potem przestajesz go zauważać.

A później orientujesz się, iż trudno podnieść nogę.

Z jak znikanie. Z „Alfabetu mężczyzny, który nie dorósł”.

I to jest to przemilczane zagrożenie, dlaczego poniżanie w związku jest tak trudne do opisania. Osoba poniżana najczęściej potrzebuje długiego czasu, żeby zrozumieć, co się dzieje. Ale gdy w końcu zrozumie, odchodzi powoli. Jednak o tym przeczytasz, w innym artykule. Tutaj.

Idź do oryginalnego materiału